czwartek, 27 lutego 2020

Star Wars Komiks - Bunt na Kalamarze

Star Wars Komiks

Oglądając filmową sagę "Gwiezdnych wojen" często natrafiamy na fabularne luki i uproszczenia. Wiele spraw zostaje całkowicie przemilczanych dając tym samym pole do rozwijania uniwersum w książkach i komiksach. Bunt na Kalamarze, pierwsze w tym roku wydanie magazynu "Star Wars Komiks", to kolejna mała "łatka" pozwalająca lepiej zrozumieć filmowe wydarzenia.

Gwiazda Śmierci została zniszczona, nie oznacza to jednak zakończenia wojny. Księżniczka Leia nie ustaje w staraniach mających na celu powiększenie zasobów militarnych Sojuszu Rebeliantów. Kluczowym wydaje się zdobycie statków wchodzących obecnie w skład Kalamariańskiej Imperialnej Floty Handlowej. Nie od dziś wiadomo, że jest ona wyjątkowo dobrze wyposażona. Przejecie jej w otwartej bitwie nie wchodzi w grę, sami Kalamarianie będący pod przywództwem regenta zastępującego porwanego króla, z obawy o swój lud, nie chcą przekazać floty rebelii. Leia, wraz z Hanem i Luke'em, udają się z misją mającą na celu odbicie z rąk Imperium króla Kalamara Lee-Chara, aby tego dokonać muszą porwać imperialnego Moffa. 

Historia przedstawiona w bieżącym zeszycie magazynu nawiązuje do wydarzeń z komiksu Płonące wody, rzuca światło na sposób w jaki rebeliancka flota wzbogaciła się o kalamariańskie statki kosmiczne. Dowiadujemy się także o kolejnych podłościach Imperium zupełnie nieszanującego królewskich tytułów i nieliczącego się z prawami więzionych przez siebie istot. Fortel ze zmiennokształtną istotą jest przezabawny, ociera się o pastisz, a droidy C-3PO i R2-D2 ogrywają w nim całkiem fajną rolę. Nie zabrakło kosmicznych starć, strzelanin oraz gorzkich rozczarowań z jakimi muszą ponownie mierzyć się bohaterowie. Po za stylem rysowania postaci ludzi, które wyglądają jak gumowe lalki, nie mam specjalnych zastrzeżeń - razi mnie to jak wyglądają Han, Luke czy Leia, ale to taka moja osobista przypadłość. Przyjęty sposób ilustrowania opowieści sprawdza się w przypadku obcych istot, potworów i innych obiektów. Nawet przyznam, że statki kosmiczne są ciekawie i szczegółowo rysowane, cieszy to oko.

To byłoby na tyle, pierwszy tegoroczny zeszyt "Star Wars Komiks" można uznać za udany, szkoda, że na następny przyjdzie nam poczekać aż do 8 maja! Zmiana częstotliwości ukazywania się magazynu to kolejna, po braku publikacji kilku kluczowych pozycji książkowych dotyczących filmu "Skywalker. Odrodzenie", przykra niespodzianka z jaką przyjdzie nam się w tym roku pogodzić.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Kieron Gillen
Ilustracje: Salvador Larroca
Tytuł: "Star Wars Komiks - Bunt na Kalamarze. 1/2020"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2020
Il.str.: 132
Cena: 19,99 zł

poniedziałek, 24 lutego 2020

Słowiańskie mity na nowo odkryte

Mitologia słowiańska

W naszym kręgu kulturowym stosunkowo powszechna jest znajomość mitologii Greków i Rzymian. Nic w tym dziwnego, w szkole się sporo na ten temat mówi, twórcy popkultury również dokładają tu swoją cegiełkę przedstawiając coraz to nowe interpretacje klasycznych historii. Mitologia słowiańska nie miała tyle szczęścia i w zasadzie pomijana w szklonej edukacji, systematycznie wymazywana ze świadomości znikała. Ale czasy się odmieniły, powstają coraz to nowe publikacje omawiające temat wierzeń dawnych Słowian, jedną z nich jest Mitologia słowiańska Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony.

Mitologia Słowian, za sprawą chociażby sukcesu trzech odsłon gry "Wiedźmin", a także serialu opartego na wiedźmińskiej sadze Andrzeja Sapkowskiego, coraz częściej gości w naszych domach. Setki lat chrystianizacji, brak źródeł pisanych spowodował jednak, że to co mamy jest często tylko wyobrażeniem na jej temat, pewnego rodzaju interpretacją powstałą ze szczątków historii ocalałych jakimś cudem w pamięci naszych babć i dziadków. Część słowiańskich obyczajów zaadoptowana została na poczet religii katolickiej, ślad przetrwał także w języku potocznym - kiedy mówimy o doli czy jej braku albo  nazywamy kogoś  "lelum polelum" - nieświadomie, ale jednak odwołujemy się do dawnych bóstw. Ja sam pamiętam jak babcia opowiadała o wodnikach czy boginkach, a nawet starej zielarce odczyniającej na wsi uroki. 

Z dużym zaciekawieniem przeczytałem Mitologie słowiańską mając na uwadze, że przedstawione opowieści o Perunie i Welesie, powstaniu świata i człowieka, a także o biesach takich jak wodnik, południca czy strzyga to pewna forma interpretacji tych źródeł, do których udało się autorom dotrzeć.  Nie umniejsza to w ogóle całości książki bo w stosunkowo niewielkim dziele zawarli wiele interesujących opowieści. Możemy sobie tylko wyobrażać, że zaprezentowana teogonia czy mit antropogeniczny to jedynie skromny ułamek tego co na temat bogów i ludzi mówili przodkowie i z żalem rozmyślać nad całą resztą, utraconą na zawsze. Nie sposób łatwo pogodzić się z tak skromnym panteonem bóstw czy bestiariuszem, które musiały być znacznie bogatsze. Rzecz nie wyczerpuje tematu, sygnalizuje pewne kwestie, które aż proszą się o rozwinięcie. Jest to kolejna cegiełka przybliżająca nas do zrozumienia duchowości ludów słowiańskich, naszych przodków żyjących wiele wieków przed nami. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona
Tytuł: "Mitologia słowiańska"
Wyd.: BOSZ, Olszanica 2019
Il.str.: 160
Cena: 39,90 zł

niedziela, 16 lutego 2020

Nieustraszony - tom 2!

Daredevil: Nieustraszony.

Jak wielu pewnie zauważyło moje wpisy nie mają charakteru newsowego. Częściej niż o nowościach można przeczytać u mnie o komiksach czy książkach mających premierę już jakiś czas temu. I tak też jest tym razem. Daredevil. Nieustraszony. Tom 2 na nasz rynek wydawniczy trafił w 2017 roku, przeleżał sobie u mnie, wraz z innymi komiksami, na półce w oczekiwaniu aż do teraz. Byłem zachwycony pierwszym tomem, a jak wypadł drugi?

Matt Murdock, będący cały czas pod obserwacją dziennikarzy oraz różnej maści zbirów, musi podjąć wyzwanie ponownego zdefiniowania swoje roli jako superbohatera. Proces to bolesny, pełen pułapek i nie zawsze oczywistych wyborów. Osoba, której wytoczył proces ginie w wyjątkowo brutalny sposób co tylko przysparza kolejnych pytań. Do starych wrogów dołączają nowi. Giną kolejni ludzie, a na ulicach Hell's Kitchen, za sprawą Owl'a, pojawia się narkotyk zapewniający krótkotrwałe zwiększenie ludzkich możliwości - każdy na chwilę może poczuć się jak superbohater. Przypadek sprawia, że także życie uczuciowe Matta komplikuje się. W nowojorskiej Hell's Kitchen wrze i bynajmniej nie za sprawą Gordona Ramsay'a, ale próby powrotu na szczyt Wilsona Fiska powoli odzyskującego wpływy w przestępczym półświatku. Fala zbrodni przelewa się przez miasto, a Kingpin nie jest jedynym graczem, na zyski z przestępczości w Kitchen ma chrapkę także yakuza.

To co prezentuje na kartach komiksu duet Bendis i Maleev idealnie trafia w moją wrażliwość.  Można by pomyśleć, że przygody faceta w kostiumie diabła będą przeznaczone dla młodego odbiorcy spragnionego łatwej rozrywki - w moim odczuciu to błąd. Poruszane przez autorów tematy,  problemy z jakimi boryka się Matt Murdock  - brutalna walka z przestępcami, ale i własną, pokiereszowaną psychiką - mogą odrzucić niewprawionego czytelnika.  Ilustracje Maleeva dalekie są od dziecięcej stylistyki, stonowane, brudne barwy, wszechogarniający mrok nie każdemu będą pasowały. Między scenariuszem, a jego graficznym przedstawieniem nie ma rozdźwięku, to wszystko tworzy spójną całość. Kiedy trzeba następuje zwolnienie akcji, by za chwilę przejść do dynamicznego popchnięcia jej do przodu. Opowieść niepozbawiona jest zwrotów akcji choć nie są one jakoś specjalnie szokujące, można nawet stwierdzić, że są naturalną konsekwencją przedstawianych wydarzeń.  

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Tytuł: "Daredevil: Nieustraszony. Tom 2"
Scenariusz: Brian Bendis
Ilustracje: Alex Maleev
Wyd.: Egmont, Warszawa, 2017
Il.str.: 520
Cena: 119,99 zł

niedziela, 9 lutego 2020

Trwa walka zwaśnionych obozów

Turbopatriotyzm - Marcin Napiórkowski

Od jakiegoś już dłuższego czasu z ust polityków różnorodnej proweniencji padają górnolotne słowa o patriotyzmie, o wspaniałym polskim narodzie, słowa próbujące uczestnikom debaty publicznej wyznaczyć miejsce po dwóch stronach barykady. Każda ze stron chce udowodnić swoje racje wykazując jednocześnie, że to ona jest tą jedyną, której zwolennicy godni są miana patriotów i prawdziwych Polaków. Tę zawziętą walkę wziął na warsztat Marcin Napiórkowski w swojej książce Turbopatriotyzm.

W dużym uproszczeniu Napiórkowski analizuje bieżące wydarzenia polityczne pod kątem postrzegania narodu i patriotyzmu przez zwolenników prawicy, lewicy i liberałów. Zjawiska  zachodzące w sferze polskiej polityki, ale i kultury czy sztuki odnosi do szerszego, światowego kontekstu. Zaznacza, że to czego dziś jesteśmy świadkami od lat ma miejsce w innych krajach, chociażby w Wielkiej Brytanii, Francji czy Stanach Zjednoczonych. Zwraca uwagę jak niszowe, prawicowe organizacje posługą się metodami typowymi dla postępowej lewicy i liberałów w celu zjednywania sobie zwolenników i przejmowania wiodącej narracji w dyskursie publicznym. Jego podział na softpatriotyzm, którego symbolem stał się czekoladowy orzeł Bronisława Komorowskiego, i turbopatriotyzm cechujący się odwołaniami do bohaterskich czynów, polskiego mesjanizmu i umiłowania tradycji, uwypukla podział naszego społeczeństwa na dwa zwalczające się obozy. Obozy walczące w zasadzie o to samo z tą różnicą, że jeden spogląda w przyszłość szanując historię nie stawiając jej jednak na pierwszym miejscu (softpatriotyzm), a drugi tę historię gloryfikuje ciągle spogląda wstecz chcąc za  wszelka cenę stać na straży tradycji ignorując przyszłość (turbopatriotyzm).

Czytając Turbopatriotyzm z tyłu głowy miałem ciągle książkę Marii Janion Niesamowita Słowiańszczyzna. Fantazmaty literatury, która co prawda odnosi się do zupełnie innej materii, ale porusza w zasadzie te same nuty. Polska ciągle rozdarta jest między wschodem, a zachodem. Jesteśmy, jak mawiają politycy, sercem Europy i z jednej strony widać, że bliskie nam są zachodnie wartości, jednak równie często przejawiamy wschodnie ciągoty. Wymiana zdań między wschodem a zachodem, między soft a turbo patriotami nierzadko przybiera agresywną formę. O ile to bardziej nośne, szczególnie w dobie nowych mediów, jest stawianie mocnych tez, wypowiadanie kontrowersyjnych sądów czy obrażanie i wyśmiewanie swoich adwersarzy. Softpatriotyzm na tym polu wydaje się zupełnie bezbarwny w porównaniu z agresywną, dobitną retoryką turbopatriotów. Marcin Napiórkowski zupełnie na poważnie, bez niepotrzebnych drwin i złośliwości, z szacunkiem opisał turbopatriotyzm - choć sam nie stawia się w gronie jego zwolenników. No właśnie, przecież dyskusje można prowadzić w sposób kulturalny, argumentując swoje zdanie nie obrażając drugiej strony co jeszcze dla turbopatriotów nie jest takie oczywiste - choć coraz częstsze. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Marcin Napiórkowski
Tytuł: "Turbopatriotyzm"
Wyd.: Czarne, Wołowiec 2019
Il.str.: 315
Cena: 39,90 zł

środa, 5 lutego 2020

James Bond świata Gwiezdnych wojen

Star Wars Legendy. Agent Imperium

Już niedługo do kin zawita najnowsza odsłona przygód agenta Jej Królewskiej Mości Jamesa Bonda, zanim to nastąpi będzie można odświeżyć sobie poprzednie filmy, a może i sięgnąć po publikacje inspirowane przygodami 007. O tym, że postać Bonda ma wielki wpływ na popkulturę nie muszę nikogo przekonywać, podobnie sprawa ma się z "Gwiezdnymi wojnami". A co gdyby połączyć te dwa uniwersa? Komiks Agent Imperium – Żelazne zaćmienie to opowieść osadzona w świecie "Gwiezdnych wojen" mocno inspirowana Bondem.

Imperium panuje niepodzielnie nad tysiącami planet, aby utrzymać swoje rządy szerzy technologiczny terror wysyłając tysiące żołnierzy i gwiezdnych niszczycieli w najodleglejsze zakątki galaktyki. Te otwarte działania to jednak nie wszystko, Imperium potrafi także działać bardziej skrycie - jego tajni agenci są wszędzie. Jednym z nich jest Jahan Cross, as wywiadu wyposażony w najnowocześniejsze gadżety przydatne podczas różnorodnych misji. Mężczyzna jest całkowicie oddany sprawie Imperium. Jego towarzyszką jest Inga, niezwykle przydatny, świetnie przygotowany do akcji robot o powabnych kształtach. Cross natrafia na ślad niezwykle groźnej intrygi mogącej zagrozić panowaniu Imperium. Udaje się do Sektora Korporacyjnego, aby zdobyć informacje na temat tajemniczego projektu "Żelazne zaćmienie".

Autorzy komiksu zadbali, aby wszystkie ulubione motywy z filmów o Bondzie znalazły się w ich dziele. Jahan Cross jest przystojny, bezczelny, często sięga po niestandardowe środki działania. Uwodzi kobiety w celu uzyskania informacji, niszczy gadżety przygotowane przez Experi-Tech - wydział technologiczny Imperialnego Wywiadu - który od razu przywodzi na myśl laboratorium charyzmatycznego Q. Także sama intryga łudząco przypomina te znane z filmów o 007. Gdzieś w tajemnym kompleksie superłotr - osoba, która dawno już została uznana za zmarłą - opracowuje technologie mającą pomóc mu dokonać zemsty, przejąć kontrolę nad światem, a ostatecznie zniszczyć go. Motywacje bohaterów oraz ich antagonistów są jasne od samego początku, autorzy nie bawią się w przedstawianie odcieni szarości, drobnych niuansów charakterologicznych, ten świat jest czarno-biały. Wszystko to doskonale znamy, poruszamy się po dawno już wydeptanych ścieżkach i w zasadzie tylko przez gwiezdnowojenny anturaż możemy uznać całą historię za fajną zabawę, a nawet za pastisz bondowskich motywów. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: John Ostrander
Ilustracje: Stéphane Créty, Stéphane Roux
Tytuł: "Star Wars Legendy. Agent Imperium – Żelazne zaćmienie"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2019
Il.str.: 120
Cena: 49,99 zł

piątek, 31 stycznia 2020

Piętno matki - Psychoza

Psychoza Robert Bloch

Inteligentni psychopaci bardzo chętnie wykorzystywani są w dziełach kultury do przekazywania treści o wielorakim zabarwieniu, są często pretekstem do zobrazowania ludzkich ułomności. Mogą być zarówno ujmujący jak i odpychający, budzić w czytelniku lęk, odrazę, ale i litość - nie rzadko też sympatię. Psychoza - rozsławiona przez kultowy film Alfreda Hitchcocka - to powieść poruszająca właśnie wątek choroby psychicznej oraz okrutnej zbrodni.

Młoda kobieta podejmuje brzemienną w skutkach decyzję, chcąc zawalczyć o lepsze życie u boku ukochanego, kradnie 40 tysięcy dolarów i wyrusza w drogę ku nowemu.  Aby zgubić ewentualny pościg wielokrotnie zmienia samochody, jednak w końcu przychodzi zmęczenie. Błądząc w deszczu trafia do motelu położonego z dala od głównych dróg. Co prawda neon "Bates Motel" się nie świeci, ale postanawia zaryzykować i zapytać o wolny pokój. Właściciel robi na niej wrażenie osoby zagubionej, nieobytej z płcią piękną. Chętnie jednak przyjmuje jego zaproszenie na kolację do domu, w którym Norman mieszka z chorą matką. W pogrążonym w deszczu motelu, Mary chcąca znaleźć chwilę wytchnienia po długiej drodze amerykańskimi drogami, spotyka się ze swoim przeznaczeniem. Tymczasem śladem Mary rusza prywatny detektyw Milton Arbogast oraz jej siostra. Wszystkich połączy tajemnica zapuszczonego motelu Normana Batesa.

Ta niewielkich rozmiarów powieść, łącząca w sobie motywy thrillera oraz kryminału, wprowadza czytelnika w nieoczywisty świat bohaterów, których losy tylko przez przypadek się splotły. Ten przypadek wyzwala w Normanie najgorsze cechy skomplikowanej osobowości. Dzięki ciekawie poprowadzonej narracji możemy wejść w świat mężczyzny samotnego, uzależnionego od toksycznej relacji z matką oraz cokolwiek niepokojących książek z gatunku ezoteryki i okultyzmu. Mężczyzny w gruncie rzeczy nienawidzącego kobiet równie mocno jak siebie samego. Odbija się tu wyraźnie problem purytańskiego wychowania, przeświadczenia o grzeszności płci pięknej oraz niezdrowych relacji z matką daleko wykraczających poza normę. Robert Bloch pisze w taki sposób, aby wyprowadzić czytelnika w pole, wywołać poczucie zagubienia i niepewności co do samego Normana Batesa jak i dalszej akcji. W żaden sposób nie narzuca czytelnikowi oceny moralnej czynów popełnianych przez bohaterów. Porusza kwestie społeczne takie jak odbiór choroby psychicznej przez społeczeństwo, ale i media, które żerują na taniej sensacji wykorzystując ludzką krzywdę dla własnego zysku. Powieść krótka, ale niezwykle klimatyczna i treściwa, pozbawiona bezsensownej paplaniny, nieprzeładowana nachalną symboliką.

Muszę jeszcze nadmienić, że Psychoza Roberta Blocha, ale i film Alfreda Hitchcocka oparty na tej powieści mają jeden jedyny minus, który jest analogiczny dla obu tych dzieł. Absolutnie nie wynika on z jakichś wad Psychozy i jej ekranizacji, ale zwyczajnie z jej konstrukcji. Czytając książkę po seansie filmu bądź odwrotnie - pozbawiamy się dużej dozy napięcia i finałowej niespodzianki. Ta niespodzianka działa, ale niestety tylko raz. Więc szczerze Wam powiem, że nie wiem, po którą wersję Psychozy sięgnąć w pierwszej kolejności. Ja widziałem najpierw film i myślę, że książka zadziałała na mnie przez to znacznie słabiej niż mogłaby. Co oczywiście w żaden sposób nie umniejsza jej wartości. 

Jeszcze jedna sprawa - wydanie. Jak zawsze Wydawnictwo Vesper postarało się, aby książka była wydana w sposób cieszący oko. Ilustracje dodają całości klimatu, którego i tak nie brakuje, a posłowie Tomasza Kota w interesujący sposób wprowadza nas w świat motywów Psychozy i jej filmowego uniwersum. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Robert Bloch
Tytuł: "Psychoza"
Wyd.: Vesper, Czerwonak 2019
Il.str.: 224
Cena: 35zł

czwartek, 23 stycznia 2020

Skywalker. Odrodzenie - słownik ilustrowany

Star Wars: The Rise of Skywalker.

Są takie publikacje, które skierowane typowo do fanów, nie trafiają do masowego odbiorcy. I tak właśnie jest w przypadku Star Wars: The Rise of Skywalker. The Visual Dictionary: With Exclusive Cross-Sections albumu poświęconego finałowi sagi "Gwiezdnych wojen". Film "Skywalker. Odrodzenie." zarobił już na świecie miliard dolarów, w Polsce również znalazł spore grono odbiorców, z których większość wspominaną książką jednak nie będzie zainteresowana. To raczej rzecz typowo dla zapaleńców, coś po co sięga się tuż po obejrzeniu filmu. Może własnie dlatego Egmont zrezygnował z wydana jej w Polsce, pozostawiając trylogię przewodników ilustrowanych niepełną. Dziś kilka słów na temat angielskiego wydania tej publikacji.

To już kolejny słownik ilustrowany autorstwa Pabla Hidalgo. Ponownie daje możliwość do pogłębienia wiedzy na temat wydarzeń, lokacji i bohaterów zaprezentowanych w zwieńczeniu sagi - filmu, który aż prosi się o wyjaśnienie i rozbudowanie rzeczy, jakie mogliśmy zobaczyć na kinowym ekranie. Niestety film w wielu momentach może budzić konsternację co do przedstawionych wydarzeń rzucanych widzom z ogromnym tempem bez specjalnie rozbudowanego kontekstu. Książka jest znacznie większej objętości niż poprzednie słowniki  z tej serii, liczy 200 stron i próbuje ten kontekst "dobudować". Poza standardową treścią typową dla tych książek dodano jeszcze przekroje pojazdów - jest to całkiem zbędna rzecz. Pierwszy rozdział słownika poświęcono na podsumowanie wydarzeń z poprzednich filmów.  Na pytania tak nurtujące fanów po obejrzeniu części VII i VIII sagi Skywalkerów znajdujemy choć częściowe odpowiedzi. Dodatkowo na poszczególnych stronach zamieszczono informacje łączące najnowszą trylogię sequeli z klasyczną trylogią Lucasa. Ponownie możemy poczytać o Rey, Kylo Renie, Finnie, Poe Dameronie czy BB-8. Nie zapomniano o Rycerzach Ren - fani wręcz łaknęli tych postaci. Napisano także troszkę na temat planety Exegol, tajemniczych kultystów oraz organizacji Sith Eternal i jej śmiercionośnej floty.

Co rzuca się w oczy podczas lektury, a nawet już samego wertowania przewodnika ilustrowanego, to na pewno nie zawsze w pełni zaspokajające ciekawość ujęcie motywów z filmu. Ten kto widział obraz JJ Abramsa dostrzega wiele luk i niedopowiedzeń czy wręcz przemilczeń zasługujących na wyjaśnienie. Wielkim nieobecnym publikacji jest Imperator Palpatine - jedna z kluczowych postaci filmu, a nawet całej sagi. Padają na jego temat jedynie jakieś małe wzmianki, nic co mogłoby choć w minimalnym stopniu odpowiedzieć na pytania pojawiające się podczas seansu. Ważny rytuał Sithów również całkowicie pominięto. Dziwi także podejście autora do jednego z artefaktów - sztyletu Sithów - nie wyjaśniono jego pochodzenia, ot małe zdjęcie na jednej ze stron i nic więcej. Za to dla mało ważnego łuku bohaterki o imieniu Jannah, przedmiotu, w przeciwieństwie do wspominanego sztyletu, zupełnie bez znaczenia znalazło się miejsce na aż dwóch stronach, dziwne.

Mnie film się podobał, a lektura przewodnika ilustrowanego pozwoliła przyjrzeć się dokładniej temu co tak szybko umykało z kinowego ekranu. Pomimo wręcz kardynalnych braków, a także poświęcaniu miejsca rzeczom nie zawsze najbardziej istotnym, książka stanowi ciekawe uzupełnienie fanowskiej biblioteczki. Podczas produkcji filmu było spore zamieszanie,, zmiany scenariusza, reżysera, montowanie na ostatnie pięć minut przed premierą finalnego dzieła to na pewno jedne z powodów wspominanych braków w ilustrowanym przewodniku. Być może autor nie chciał poprzez treść książki zdradzać "niespodzianek" jakie film niewątpliwie zawiera. Choć przyznam szczerze, że to dość dziwna byłaby motywacja - na wstępie zaznaczyłem, że po tego typu publikacje sięgamy po seansie, gdyż czytanie jej przed filmem nie miałoby specjalnego sensu. Mogę się mylić, jestem tylko człowiekiem. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Pablo Hidalgo
Tytuł: "Star Wars: The Rise of Skywalker. The Visual Dictionary: With Exclusive Cross-Sections"
Wyd.: Dorling Kindersley, Londyn 2019
Il.str.: 200
Cena: około 100 zł

piątek, 17 stycznia 2020

Powrót do świata Tolkiena

Upadek Gondolinu

Po bardzo długiej przerwie wróciłem do tolkienowskiego świata za sprawą powieści odnalezionej w notatkach J.R.R. Tolkiena przez jego syna, Christophera. Upadek Gondolinu opowiada historię rozgrywającą się setki lat przed akcją osławionej trylogii Władca Pierścieni

Losy bohaterów oscylują wokół ukrytego za nieprzebytymi pasmami gór i lasów miasta elfów, tytułowego Gondolinu. Zarówno złe moce, pod wodzą Melka, znanego również jako Morgoth, jak i wysłannicy sił dobra, których reprezentantem jest Tuor, chcą odnaleźć miasto - jedni by je zniszczyć, drudzy by je ocalić. Tuor wyrusza na poszukiwanie Gondolinu za sprawą jednego z Valarów - Ulma. Ta boska istota chce ocalić królestwo elfów przed zakusami Morgotha i jego armii orków, Balrogów i innych złych stworów. Jak możemy się domyślić Tuor dociera do Gondolinu, by tam na miejscu przekazać przesłanie od Ulma - niestety słowa płynące z ust bohatera nie znajdują podatnego gruntu. Pomimo niepowodzenia Tuor pozostaje w Gondolinie, zakochuje się ze wzajemnością w Idril, córce króla. Zazdrość ponownie okazuje się jednym z najpotężniejszych uczuć, tajemnica Godolinu zostaje wyjawiona nieprzyjacielowi przez zazdrosnego Meglina.

I pomimo tego, iż od początku wiemy, jak zakończy się ta opowieść sama historia jest wciągająca, przepełniona tą niezwykłą mitologią i postaciami - wszystkim tym co pokochaliśmy we Władcy Pierścieni. Sugestywne opisy przyrody i bohaterów, trzymające w napięciu pojedynki i ten cały ogrom uczuć sprawiają, że Upadek Gondolinu jest taki dobry. Niepierwszy to raz czytelnik może zakosztować w kunszcie literackim i niebywałej wyobraźni J.R.R. Tolkiena, a komentarze Christophera Tolkiena do dzieła ojca świetnie prowadzą poprzez ewolucje dzieła. Daje to nam pewien obraz warsztatu twórczego autora. Dla miłośników rzecz bezcenna. Nie dość że poznajemy nową historię poszerzającą mitologie Śródziemia to jeszcze zapoznajemy się z różnymi wariantami opowieści oraz odniesieniami do innych utworów. Całości dopełniają kolorowe ilustracje Alana Lee - artysty, który jak mało kto potrafi uchwycić ducha utworów Tolkiena. Rzecz jest świetna!

Kiedy kończyłem pisać tę notkę świat obiegła informacja o śmierci Christophera Tolkiena w wieku 95 lat. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: J.R.R. Tolkien
Tytuł: "Upadek Gondolinu. Pod redakcją Christophera Tolkiena"
Wyd.: Prószyński i S-ka, Warszawa 2019
Il.str.: 280
Cena: 42 zł

sobota, 11 stycznia 2020

Dawno się tak nie nudziłem!

Lego. Jak pokonać kryzys...

Po lekturze świetnej książki Mordobicie. Wojna superbohaterów. Marvel kontra DC  opisującej losy dwóch komiksowych wydawnictw, bardzo chętnie sięgnąłem po publikację obiecującą masę ciekawych informacji na temat firmy, która zmieniła podejście dzieci i ich rodziców do zabawy. Lego. Jak pokonać kryzys, zawojować świat i zbudować potęgę z klocków Nielsa Lunde niestety to straszna nuda i zawód.

Zacznę od tego, że sam nie wiem do kogo skierowana jest ta książka. Na pewno nie jest dla fanów Lego, którzy z sentymentu za chwilami z dzieciństwa, w których to znikali na wiele godzin w świecie wyobraźni wspartym przez budowle z klocków, chcą ponownie poczuć tę dawną magię. Absolutnie nie macie czego tu szukać. Ta książka pod tym względem jest tak sucha i bez polotu, że pokona nawet najbardziej zatwardziałego fana. Jeśli liczycie, że dowiedziecie się czegoś ciekawego o ludziach tworzących firmę, o rodzinie założycielach to też srogi zawód. Spotkałem się z opiniami, że na pewno książka przypadnie do gustu kadrze zarządzającej i ogólnie ludziom parającym się biznesem dążącym do poprawy jakości pracy swoich przedsiębiorstw. Fakt, wiele jest w Lego... o kulturze organizacyjnej firmy, o jej kształtowaniu, trudnych decyzjach i zmianach, o strategiach rozpisanych na lata, ale ubrane jest to w taką formę, która sprawia, że po przeczytaniu strony bądź dwóch człowiek zasypia. Generalnie masa informacji podanych bez jakiegoś szerszego kontekstu i głębszej analizy na zasadzie ten powiedział to, a ten tamto, tego zwolnili, a tego zatrudnili. 

Lego to dla wielu dorosłych ważna część życia. Wychowywali się na tych klockach, aby często przekazać je swoim dzieciom - jest to możliwe dzięki zawsze najwyższej jakości produktu. Rodzice zarażają pasją pociechy dając im możliwość kreatywnej zabawy, rozwoju wyobraźni i zdolności logicznego  myślenia. I przychodzi taki Niels Lunde i pisze najnudniejszą i zupełnie pozbawioną polotu publikację, której bliżej do książki telefonicznej albo who is who. Kryzys jaki spotkał Lego wraz z trudnym i żmudnym wchodzeniem firmy na prostą mógł być pretekstem do nakreślenia poruszającej historii przedsiębiorstwa i ludzi w nim pracujących. Do odmalowania ciekawych osobowości walczących o coś więcej niż tylko wzrost sprzedaży i pokonanie konkurencji. A wyszedł zbiór nudnych zdań, truizmów bez polotu i większego znaczenia. Przykro.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Niels Lunde
Tytuł: "Lego. Jak pokonać kryzys, zawojować świat i zbudować potęgę z klocków"
Wyd.: Agora, Warszawa 2019
Il.str.: 440
Cena: 44,90 zł

wtorek, 7 stycznia 2020

Wyznanie w listach zapisane

Na pożółkłym papierze

Niedawno pisałem, przy okazji omawiania powieści Horyzont Jakuba Małeckiego, o decyzjach, które determinują naszą przyszłość. W życiu młodego człowieka ich nie brakuje, czasem echo tych decyzji wraca do nas po latach, jest zupełnie niespodziewane i potrafi wywrócić życie do góry nogami. Na pożółkłym papierze Aleksandry Bartosik to powieść epistolarna poruszająca właśnie tę kwestię, ale nie tylko o czym szerzej w dalszym tekście.

Wiele lat temu młoda kobieta rozstała się z ukochanym mężczyzną. Odeszła bez słowa porzucając swoje dotychczasowe życie. Decyzja ta nie była łatwa, ale wydawała się jedynie słuszną, dającą perspektywę na rozwój dalszego życia wedle własnych zasad. O tym co dziewczyna czuła na przestrzeni lat, tego jak stawała się kobietą, co ją kształtowało i wreszcie skłoniło do wyznania dowiadujemy się z 19 listów - swoistej epistolarnej spowiedzi. 

I ciężko tu o fabule pisać coś więcej bez zdradzania ważnych szczegółów - ten króciutki utwór, liczący trochę ponad 70 stron, jest niezwykle treściwy i pozbawiony typowego dla takich dzieł pustosłowia. Chciałoby się rzecz, że jest tak skondensowany i konkretny jakby pisał go mężczyzna jednak utwór niepozbawiony jest czułości typowej dla kobiecego pisarstwa. Czułość, miłość, przywiązanie, ale również ból, zwątpienie, a nawet śmierć składają się na wachlarz doznań, bez których książka Na pożółkłym papierze byłaby niepełna. Bohaterka zdradza swoje motywacje, pisze szczerze o najważniejszych epizodach życia chcąc wyjaśnić jakim człowiekiem się stała. To wyznanie miłości, która pomimo upływu lat nie straciła nic ze swojego koloru, jest nadal tak samo intensywna, jak w momencie trudnego rozstania. Czytelnik zostaje jednak pozostawiony w pewnym zawieszeniu, nie otrzymuje odpowiedzi, nie wie czy listy dotarły do adresata i jaką spowodowały reakcje - pewne jest tylko, że to uczucie wydało całkiem niespodziewany i poruszający owoc. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Aleksandra Bartosik
Tytuł: "Na pożółkłym papierze"
Wyd.: Psychoskok, Konin 2018
Il.str.: 74
Cena: 24,90 zł

czwartek, 2 stycznia 2020

Powrót Imperatora

Mroczne Imperium II – Kres Imperium

Nie cichną głosy rozczarowania fanów "Gwiezdnych wojen" po premierze dziewiątej części "Skywalker. Odrodzenie" będącej zwieńczeniem sagi. Tak pieczołowicie pielęgnowane oczekiwania, rosnące na nawozie z nienawiści do "Ostatniego Jedi" - przedostatniej części w reżyserii Riana Johsona - nie mogły wydać innych owoców niż gorzkie i cierpkie ulęgałki. Jakże szybko fandom zapomniał bądź wyparł z pamięci fakt, iż w starym expanded universe takich historii, jak ta sklecona przez Jar Jar Abramsa było na pęczki. Komiks Mroczne Imperium II – Kres Imperium wydaje się być tym co podświadomie - boje się myśleć, że mógł stać za tym inteligentny zamysł - stało się kanwą wieńczącego ponad czterdziestoletnią historię scenariusza finału sagi.

Imperium niepierwszy to raz chce odbudować swoją dominację i pokrzyżować szyki Nowej Republice tworzącej ład oparty na demokracji i poszanowaniu praw najsłabszych. W twierdzy Imperatora na niedostępnej planecie Byss Palpatine, wbrew zapobiegliwym sługom, wciela swojego zdeprawowanego ducha w ciało ostatniego ocalałego klona. Gotowa jest też jego nowa superbroń - galaktyczne działo zdolne do zniszczenia każdego obiektu w galaktyce. Rozpoczyna się wyścig z czasem, kolejne światy upadają, Imperium sieje strach i terror. Luke Skywalker nie ustaje w staraniach restauracji Zakonu Jedi, poszukuje kolejnych miejsc dawnego kultu oraz osób wrażliwych na Moc. Nowa Republika chce uderzyć na Byss, aby ostatecznie pogrążyć siły ciemności w otchłani zapomnienia. Także Leia i Han Solo mają swoją rolę do odegrania - starzy znajomi jednak nie śpią, Boba Fett jest na ich tropie! Bohaterowie nie zdają sobie sprawy, iż Palpatine poza dominacją nad światem i zemstą na Skywalkerze, pragnie jeszcze jednego - nowego ciała, które może zapewnić mu jeszcze nienarodzone dziecko Lei i Hana.

Nawet nie ma sensu odkrywać wszystkich szczegółów tego pasztetu jaki stworzył scenarzysta Tom Veitch, ale już z tego zarysu fabuły, który Wam przedstawiłem, można wywnioskować, że jest to festiwal odgrzewanych kotletów. A kto widział już "Skywalker.Odrodzenie" dostrzeże podobieństwa, których podczas lektury komiksu znalazłem naprawdę sporo. Wobec tego całego nonsensu, którego symbolem jest dla mnie Luke Skywalker biadolący po śmierci każdego użytkownika Mocy, że o jaka to szkoda, bo odbudowa Zakonu Jedi się opóźni - życie absolutnie nieważne, jedynie liczą się wielkie idee - muszę przyznać, że ubawiłem się przednio. Zarówno Imperator jak i Luke wyglądają jak wampiry, a całość jest narysowana i pokolorowana w tak specyficzny sposób, że jednych na wstępie odrzuci, innych zaciekawi choć ciężko powiedzieć, że komiks jest ładny. Nieładny, ale intrygujący na pewno. Twórcy wykorzystują ciekawe motywy mieszając zaawansowane technologie z prastarą magią i nie da się tego czytać analizując każdy element bo wtedy całość trzeba odrzucić jako stek bzdur. I co ciekawe podobnie sprawa ma się do filmu "Skywalker.Odrodzenie". Taka moja konkluzja na koniec - Mroczne Imperium II – Kres Imperium to już historia, przeniesiona pod szyld legend, śmiejąca się okrutnie zza grobu płaczącym za expanded universe fanom.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Tom Veitch
Ilustracje: Cam Kennedy, Jim Baikie
Tytuł: "Mroczne Imperium II – Kres Imperium"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2017
Il.str.: 204
Cena: 69,99 zł

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Ulubione książki 2019 roku!

Ulubione książki 2019 roku!

Wspomniałem przy okazji zestawienia najgorszych, w moim mniemaniu, pozycji przeczytanych w 2019 roku o tym, iż przygotowałem dwa subiektywne rankingi. Dziś przyszedł czas na ten drugi. Oto dziewięć ulubionych książek, jakie miałem przyjemność przeczytać w mijającym roku.

Podobnie jak w przypadku "Najsłabszej Dziewiątki" każdy z tytułów opatrzyłem komentarzem, zdaniem z mojej opinii, do której możecie przejść po kliknięciu hiperłącza. 

1) Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki -"to wciągająca mieszanka niebanalnego romansu z powieścią obyczajową, której akcja rozgrywa się na przestrzeni wielu lat. Llosa opowiada o Peru, o przemianach politycznych, planach szerzenia rewolucji komunistycznej w Ameryce Południowej, ale i o protestach paryskich studentów z 1968 roku, tworząc panoramę zdarzeń i osobowości. To również niezwykła podróż po stolicy Francji przyciągającej ludzi z całego świata.  I w tej plątaninie wielkich wydarzeń politycznych, małych ludzkich dramatów stałymi wartościami są dwie rzeczy - miłość głównego bohatera do niegrzecznej dziewczynki oraz jej wodzenie go za nos."

2) Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie - "Frédéric Martel stworzył niezwykle wciągającą opowieść o ludzkich ułomnościach i sprzecznościach tak często trudnych do pogodzenia. Nie piętnuje bohaterów książki za ich homoseksualizm, za naturalne skłonności, ale za niebywałą dwulicowość, piramidalną hipokryzję osób będących dla wielu przykładem i moralnym wyznacznikiem. Mogłoby się wydawać, że Sodoma... będzie zwykłym paszkwilem na Kościół katolicki, kolejnym lewackim atakiem na jego struktury, tak nie jest. "

3) Horyzont - "Powieść Małeckiego to przede wszystkim świetnie napisana historia tego jak wybory dokonywane w młodości determinują nasze dalsze życie, jak rodzinne sekrety mogą wpływać na późniejsze pokolenia. Od tych wyborów, które z perspektywy nastoletniego człowieka wydają się słuszne zależy wszystko co nas później spotyka."

4) Antyk w malarstwie. XV-XXI wiek - "Bożena Fabiani zwykłą lekcję historii sztuki zamieniła w erudycyjny popis łączący wiedzę z dziedziny malarstwa, ale i w mniejszym stopniu rzeźby, z mitologią Greków i Rzymian, często podając różne wersje tych samych opowieści. To nie tylko wydawnictwo o mitologicznych motywach w sztuce, ale i rzut oka na najważniejsze historie o herosach i olimpijskich bogach. To jak powrót do korzeni, do tego z czego wciąż czerpiemy inspirację i wiedzę. "

5) Kapitularz Diuną - "Kapitularz Diuną czytałem z zapartym tchem, a kolejne rozdziały przynosiły nieoczywiste rozwiązania, niszcząc przy tym poukładany już wcześniej scenariusz. Wielka to sztuka wciąż czytelnika zaskakiwać, powodować, by pogrążał się w lekturze, a Frank Herbert czyni to bez trudu. Najgorsze jest chyba to, że podobnie do George'a R.R. Martina, nie oszczędza swoich bohaterów i kilka razy serduszko mi pękło rozpadając się na miliony kawałków."

6) Niesamowita Słowiańszczyzna. Fantazmaty literatury - "Niesamowita Słowiańszczyzna jest erudycyjnym popisem naukowej myśli pozwalającej z boku przeanalizować raz jeszcze to co wydawało się oczywiste i jasne."

7) Nemezis i inne utwory poetyckie -  "Człowiek w tym uniwersum jest jedynie zabawką wielkich mocy drzemiących w zapomnianych pałacach, nawiedzonych domach i podziemnych kryptach, i to się czuje zatapiając się w kolejne liryki. Sama forma wiersza sprawia, że miałem wrażenie obcowania z sekretnymi zapiskami skrywającymi dawno zapomniane tajemnice." 

8) Nawałnica mieczy t. 1: Stal i śnieg - "Nawałnica mieczy przynosi nam zabawnie i z polotem poprowadzoną relację między oddaną swojej pani Brienne a Jaimem Lannisterm, Królobójcą nie będącym jedynie cwanym fechmistrzem, ale dzielnym rycerzem skrywającym dużo bardziej znaczące sekrety niż romans z siostrą. Jak zawsze możemy liczyć na pełne zwrotów akcji perypetie Aryi powoli dojrzewającej do roli bezwzględnej mścicielki. Pełna bólu i goryczy relacja Tyriona z ojcem to kolejny element przykuwający moją uwagę."

9) Star Wars Komiks. Star Wars – Darth Vader. Walka do końca. 1/2019 - "Zarówno w warstwie scenariuszowej jak i wizualnej spełnił moje oczekiwania. Stylistycznie nie odbiega od tego co w Gwiezdnych wojnach lubię najbardziej, a i przedstawienie Vadera oraz jego "wewnętrznego świata" bardzo do mnie przemawia."

2019 rok zamykam z całkiem dobrym rezultatem przeczytanych  ponad 60 pozycji. Mogę jedynie liczyć, że w przyszłym roku znajdę tyle samo czasu na czytanie. Nie mam zamiaru pobijać czytelniczych rekordów ani brać udziału w czytelniczych wyzwaniach, jak zwykle życie pokaże co z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że i Wy możecie pod względem czytelniczym rok 2019 uznać za udany.

niedziela, 29 grudnia 2019

Starzy i nowi bogowie

Amerykańscy bogowie

Mitologiczne motywy i odwołania do różnych religii bywają bardzo ponętnym kąskiem dla wielu autorów tworzących swoje dzieła. Mnogość wydarzeń, znaczeń i niezwykłych bohaterów tylko wzmacnia chęć wykorzystania wierzeń i mitów, ich przetworzenia, w celu stworzenia nowej jakości.  Bardzo lubię sięgać po książki, które pełne są własnie tego typu treści. W lekturze Amerykańskich bogów m.in. odkrywanie wszystkich dwuznaczności jest zachętą do pogłębionego i uważnego studiowania tego dzieła.

Cień odsiaduje wyrok w jednym z amerykańskich więzień. Odlicza dni do wyjścia na wolność, do spotkania z ukochaną żoną. Kiedy przychodzi ten wiekopomny dzień okazuje się, że żona zginęła w wypadku samochodowym. Mężczyzna nie ma dokąd wracać, w wypadku zginął także jego przyjaciel, mający zapewnić mu zatrudnienie w warsztacie samochodowym. Ból po stracie Laury jest olbrzymi. Niespodziewanie na drodze Cienia pojawia się tajemniczy pan Wednesday - sybaryta i drobny gangster. Nie mija dużo czasu i Cień otrzymuje pracę u Wednesday'a, którego zamiary wobec niedawnego skazańca są dużo bardziej skomplikowane niż plan kolejnego skoku na bank. Za sprawą Wednesday'a Cień wkracza do świata rządzonego przez inne prawa niż te ludzkie - to świat bogów, nimf i skrzatów, mitycznych stworzeń, które przebyły do Stanów Zjednoczonych wraz z imigrantami z całego świata. Bogowie żyjący wśród ludzi? A jakże! W dodatku ci starzy bogowie codziennie toczą walkę o przetrwanie spychani na margines przez nowych władców ludzkiej duchowości.

W Amerykańskich bogach mieszają się motywy z różnych mitologii. Wiele jest odwołań do mitów nordyckich czy egipskich, ale i do wierzeń ludów afrykańskich czy rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Cień wrzucony zostaje w niesamowity wir wydarzeń, w którym można się pogubić. Nic nie jest tak oczywiste jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Na swojej drodze spotyka całą plejadę fantastycznych postaci - starych bogów, często złamanych przez czas i zapomnienie. Osamotnionych w świecie ludzi, którzy już o nich nie pamiętają. Przez większą część książki zastanawiałem się do czego to dąży. Cień podróżuje wraz z Wednesday'em, który okazuje się spiritus movens wszystkich najważniejszych wydarzeń. To bóg dążący do konfrontacji, do wielkiego starcia nowego ze starym - jego motywacje jednak są zupełnie odmienne niż mógłby się wydawać. Akcja snuje się od rozdziału do rozdziału przedstawiając nam kolejne postacie. Jest rzutem oka na historie Stanów Zjednoczonych na losy porywanych z Afryki niewolników czy północnoamerykańskich Indian. I jest to bardzo poruszające, pełne bezwzględności, walki  i woli przetrwania. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Neil Gaiman
Tytuł: "Amerykańscy bogowie"
Wyd.: MAG, Warszawa 2016
Il.str.: 608
Cena: 45 zł

czwartek, 26 grudnia 2019

Subiektywny ranking - Najsłabsza Dziewiątka

Zbliżający się koniec roku to okres zamykania różnych życiowych etapów, ale i tworzenia podsumowań tego co wyszło bądź nie. Nieskory jestem do tworzenia zestawień najlepszych i najgorszych publikacji przeczytanych w danym roku, tym razem postanowiłem wyjść ze swojej strefy komfortu i przygotowałem dwa rankingi. Dziś moja "Najsłabsza Dziewiątka" publikacji, zarówno książek jak i komiksów, które z różnych względów mi podpadły. Kolejność z grubsza przypadkowa choć nie bez znaczenia.

Każdy z tytułów opatrzony został linkiem do pełnej wersji mojego wpisu, wystarczy kliknąć w hiperłącze. Zamieściłem też krótki cytat z mojej opinii dla przypomnienia co tam najbardziej mi nie odpowiadało.

1) Śniadanie mistrzów  - "To zwykły bełkot, potok zdarzeń zmierzających do absurdalnego końca nie przynoszącego żadnego wartościowego przesłania."

2) Deadpool Classic. Tom 3 - "Nie dość, że wydarzenia będące przedmiotem komiksu nie mają żadnego większego sensu, że postacie są zwyczajnie mało pociągające, a wręcz irytujące to jeszcze ten przaśny humor, zupełnie odstający od dzisiejszych czasów, powodował jedynie uczucie zażenowania." 

3) Uczta dla wron t. 1: Cienie śmierci - "zainwestowane emocje uleciały w oparach absurdu i rozczarowania. Czytając Ucztę dla wron, zbliżając się do jej końca, zachodziłem w głowę jak to jest możliwe, że nic się nie dzieje, zupełnie jakbym oglądał 5000 odcinek "Mody na sukces" albo "Klanu"."

4) Uczta dla wron t. 2: Sieć spisków - Powiadają, że nie sztuką jest złapać zająca, ale by gonić go - niestety zbyt długie uganianie się za owym zwierzem też może zwyczajnie zmęczyć. I to zmęczenie lekturą połączone z tak ogromnym okrucieństwem autora w stosunku do swoich bohaterów (szczególnie kobiet), to znęcanie się nad nimi, oszpecanie i okaleczanie zupełnie bez celu już nawet nie szokuje, ale napawa przeświadczeniem, że twórca sam nie wie co z tym wszystkim począć."

5) Dni bez końca - "ten sposób narracji w wykonaniu Barry'ego jest zupełnie nieprzekonujący, przez pierwszych kilka stron zupełnie nie mogłem się przyzwyczaić do gatki Thomasa, potem już jakoś poszło. Najgorsze jest jednak to, że pomimo poruszania ciekawych i ważnych tematów los bohaterów w ogóle mnie nie obchodził. Czytałem to myśląc sobie, że mam tak strasznie ich w nosie, co się z nimi stanie, czy przeżyją, czy zginą"

6) Kult - "ta rozwleczona na prawie 500 stron gawęda zwyczajnie męczy i irytuje. Pierwsze rozdziały to istna droga przez jeżynowe chaszcze, aby wejść w ten świat, w rytm opowieści głównego bohatera trzeba czasu."

7) Philip K. Dick. Człowiek, który pamiętał przyszłość - "Jest to szczątkowa, mało ciekawa próba rozwikłania zagadki czy Philip K. Dick rzeczywiste widział przyszłość, czy miał jakieś z nią bezpośrednie połączenie, czy tylko był sprawnym pisarzem, który dzięki swojemu talentowi, wyobraźni i środkom psychoaktywnym potrafił kreować przekonujące obrazy świata przyszłości. Jakkolwiek by nie było, książkę męczyłem jakby stron miała nie 344 a 3000... "

8) Batman. Tom 2 – Jestem samobójcą - " W zasadzie to pachnie tu postaciami z papier mache. Motywacje bohaterów nie są do końca jasne, nie dowiadujemy się dlaczego akurat z takich arkhamowiczów, a nie innych, Bruce kompletuje drużynę. O samych bohaterach dramatu również  nie dowiadujemy się niczego odkrywczego, to zwykłe świry, nic więcej."

9) Star Wars Komiks. Star Wars – Kapitan Phasma. 4/2019 - " I dupa! Komiks poświęcony Phasmie tak zupełnie nie nic nie wnosi, że aż przykro. Phasma jak była tekturową postacią, ładnie wyglądającą w swojej srebrnej zbroi, tak nią pozostaje. Nie przeczę, opowieść ma potencjał, ale już sama fabuła mocno rozczarowuje, nie dodaje do postaci zupełnie nic ciekawego."

Żywię nadzieję, iż nikogo nie uraziłem swoimi całkowicie subiektywnymi wyborami, Mam świadomość, że przynajmniej część zaprezentowanych tu utworów, komiksów i książek, ma grono  zagorzałych fanów. Prawda jest jednak taka, że każdy z nas, na swojej czytelniczej drodze, spotkał się z innymi lekturami, które kształtowały jego czytelniczy gust.

czwartek, 19 grudnia 2019

Star Wars – Darth Vader – Płonące wody

Star Wars – Darth Vader

Ostatnie w tym roku wydanie dwumiesięcznika "Star Wars Komiks" przynosi nam kolejną historię z Darthem Vaderm w roli głównej. O tym, że komiksy z uniwersum Star Wars prezentują często poziom zupełnie niesatysfakcjonujący przypominać nie muszę - tu jednak obaw nie ma, rzecz jest wyborna! 

Darth Vader, wraz ze swymi Inkwizytorami, wyrusza z misją na pokrytą oceanem planetę Mon Calamari, znaną również jako Kalamar. W tym samym czasie na  pokładzie gwiezdnego niszczyciela znajdującego się na orbicie planety przebywa Wilhuff Tarkin mający skłonić krnąbrnego władcę Kalamara do współpracy. Surowce planety są niezwykle ważne dla umacniającego swoją władzę nowo powstałego Imperium. Ambasador, który z ramienia Imperium, prowadził negocjancie nieoczekiwanie ginie dając pretekst do siłowego rozwiązania sporu. Tarkin rozpoczyna działania zbrojne, a oddział Vadera udaje się na poszukiwanie doradcy króla Kalamara  - osoba ta ma być zbiegłym Jedi. Choć obaj podwładni nie pałają do siebie sympatią Tarkin będzie musiał poprosić Vadera o pomoc, której pokłosiem będzie dość nietypowa przysługa. 

Szósty zeszyt "Star Wars Komiks" to dwie ciekawe historie, główna Płonące wody daje nam wgląd w nastroje panujące w Imperium. To wciąż młody twór polityczny, o którego umocnienie trzeba dbać siłą. Oczywistym jest, że drenowane ze wszystkich surowców planety zaczną się buntować, a na to nie można sobie pozwolić. Ocalali z czystki Jedi wciąż ścigani są przez Inkwizytorów, nigdzie nie mogą czuć się bezpiecznie. W przypadku Kalamaru jeden z nich staje się zarzewiem buntu i sprzeciwu przeciw nowej władzy.  Doradca króla jest w gruncie rzeczy ekstremistą chcącym bez względu na koszty obalić Imperium. Druga opowieść zaś jest deserem, bezpośrednio wynika z pierwszej dając czytelnikowi jeszcze chwilę poobcować z Tarkinem i Vaderem, szkoda tu jednak nawet zarysowywać fabułę - napiszę tylko tyle, że obaj panowie wybrali się na dość nietypowe polowanie. Komiks zdecydowanie godny uwagi.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Charles Soule
Ilustracje: Giuseppe Camuncoli
Tytuł: "Star Wars Komiks. Star Wars – Darth Vader – Płonące wody. 6/2019"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2019
Il.str.: 128
Cena: 19,99 zł

Niebezpieczne sny

Jedną z funkcji literatury, także tej młodzieżowej (a może przede wszystkim?), jest przekazywanie treści, które w jakiś sposób wpłyną na nas...