środa, 14 kwietnia 2021

Beren i Lúthien

Gondolin upadł, los dzieci Húrina się wypełnił przyszedł zatem czas, aby poznać historię miłości Berena i Lúthien w świecie spowitym cieniem złowrogiego Morgotha. Przeczytałem tę ujmującą opowieść dając się pochłonąć historii i jej bohaterom.

Nie jest to jakaś specjalnie skomplikowana fabuła. Ot. mamy zakochaną parę, która wbrew przeciwnością losu chce być razem. Beren, wyrusza do siedziby złowrogiego Morgotha, aby wykraść z jego korony silmarile - klejnoty, w których zaklęto światło Drzew Valinoru. Skradzione niegdyś przez upadłego Ainura, osadzone w jego koronie, przepadły dla świata elfów i ludzi. Niestety Beren zostaje pochwycony i uwięziony w twierdzy bez nadziei na ratunek. Lúthien postanawia, wbrew ojcu, udać się na poszukiwanie ukochanego, wymyka się z Doriathu kierując się głosem serca. Na drodze do ukochanego czeka ją wiele niebezpieczeństw.

Przepełniona poetyckimi opisami rzeczywistości, dość klasyczna w swoim wydźwięku, opowieść o miłości Lúthien i Berena jest ujmująca w swojej prostocie. Mam tu na myśli prostotę fabularną bo pod względem języka jest to rzecz wyśmienita. Nie brakuje tu grozy i okrucieństwa, magii i miłości, utwór prezentuje całą gamę emocji i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Kolejny raz mamy do czynienia z utworem pod redakcją syna J.R.R. Tolkiena, Christophera, a za jego sprawą zyskujemy szerszy obraz powstawania dzieła oraz zmian w nim zachodzących. Wersji utworu powstało co najmniej kilka, a każda zawiera wartościowe elementy, z których lektury ucieszy się każdy fan twórczości Tolkiena. Nie dość, że w książce zawarto historię Berena i Lúthien spisaną prozą to jeszcze wszystkiego dopełnia wersja w formie poetyckiego poematu pisanego wierszem. Cudo!

 Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: J.R.R. Tolkien
Tytuł: "Beren i Lúthien. Pod redakcją Christophera Tolkiena"
Wyd.: Prószyński i S-ka, Warszawa 2017
Il.str.: 368
Cena: 42 zł

sobota, 10 kwietnia 2021

Star Wars Legendy. Inwazja: Uchodźcy

Po finale klasycznej trylogii "Gwiezdnych wojen" wielu fanów spekulowało co stało się z ulubionymi bohaterami. Zło w postaci Imperium pod przywództwem Palpatine'a upadło, Darth Vader zjednoczył się z Mocą, a Luke Skywalker stał się Jedi. Co z Hanem i Leią? W czasach, w których nikt nawet nie marzył o filmowej kontynuacji ich losów jak grzyby po deszczu wyrastały historie znacznie swą grozą i rozmachem przekraczające armie Sithów odrodzonego Imperatora z Exegolu. Bo przedstawiony w komiksie Star Wars Legendy. Inwazja: Uchodźcy atak Yuuzhan Vongów to rzecz dla Odleglej Galaktyki bezprecedensowa. 

W galaktyce panuje względny spokój. Na czele Nowej Republiki stoi Leia Organa Solo, jej brat Luke szkoli nowe pokolenie Jedi na Yavin IV.  Nikt nie jest świadomy, że nieznana dotąd rasa inwigiluje struktury Nowej Republiki przygotowując się do inwazji jakiej nie zna świat. Ich pierwszym łupem pada planeta Artorias, której obywatele stają do beznadziejnej walki z wyjątkowo okrutnym i bezwzględnym wrogiem. Yuuzhan Vngowie nie znają litości, oddają cześć krwiożerczym bóstwom i są niewrażliwi na Moc. Ponad wszystko nienawidzą maszyn, sami podróżując na organicznych okrętach, chcą przekształcić wszystko na swój obraz i podobieństwo. Adeptom szkoły Luke'a Skywalkera wkrótce przyjdzie się zmierzyć z ich okrucieństwem.

Dla mnie najazd Yuzzhan zawsze był czymś wyjątkowo abstrakcyjnymi i unikałem historii opisujących ten wyjątkowo wyniszczający i zmieniający na zawsze obraz, znanej z filmów i publikacji sprzed inwazji, galaktyki konflikt. Temat ten był dla mnie jakiś niedostępny już przez sam fakt braku możliwości zrozumienia idei rasy Yuzzhan Vong i ich organicznych, żywych statków kosmicznych. No zalatywało mi to czymś zupełnie nieakceptowalny i niepasującym do tego co w "Gwiezdnych wojnach" pokochałem od zawsze. I niespecjalnie się to zmieniło po przeczytaniu komiksu Star Wars Legendy. Inwazja: Uchodźcy cały czas, gdzieś z tyłu głowy, miałem taką myśl, że to nie "Gwiezdne wojny", ale co? Nie powiem, że komiks jest zły, bo nie jest. Wprowadza w konflikt pokazując inwazję na jedną z planet przybliżając rasę Yuzzhan i metody ich działania. A są to wyjątkowe zakapiory uwielbiające cierpienie, żyjące w sposób zupełnie odmienny od nam znanego. Momentami sceny są jak z horroru, jest dużo walki, jest też krwawo z czego raczej "Star Wars" nigdy nie słynęły. Starcie dwóch tak różnych cywilizacji musiał zaowocować konfliktem wyjątkowo spektakularnym i tutaj mamy tego zapowiedź. Do bohaterów znanych z filmów dołączają nowi i od razu zastają rzuceni w wir walki tak bezpardonowej, że ciężko to porównać do czegoś co miało już miejsce. Bardzo podoba mi się, że twórcy przedstawili tu swoja wizję filmowych bohaterów nie siląc się na dokładne ich odwzorowanie, czy wręcz na przerysowywanie filmowych kadrów.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Tom Taylor
Ilustracje: Colin Wilson
Tytuł: "Star Wars Legendy. Inwazja: Uchodźcy"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2018
Il.str.: 144
Cena: 49,99 zł

wtorek, 6 kwietnia 2021

Star Wars. Encyklopedia ilustrowana

W mojej kolekcji mam naprawdę wiele publikacji osadzonych w uniwersum "Gwiezdnych wojen". Począwszy od moich pierwszych książek jeszcze z lat '90 do współcześnie wydawanej beletrystyki i pozycji albumowych. Długo wzbraniałem się jednak przed zakupem książki Star Wars. Encyklopedia ilustrowana będąc pełen obaw o jakość zawartych w niej treści. Czy słusznie?

Na temat zawartości nie ma specjalnie co się rozpisywać. Materiał został podzielony na różne grupy tematyczne w obrębie, których zaprezentowano najbardziej ikoniczne elementy świata Odległej Galaktyki. Jest zatem coś o jedzeniu, strojach, broni, specjalistycznym wyposażeniu, ale i etnografii, językach czy geografii. Otrzymujemy pozycję, która łączy informacje z niemalże wszystkich części filmowego cyklu z serialami animowanymi. Możemy na spokojnie przyjrzeć się bogactwu detali, które podczas oglądania filmu zwyczajnie umykają. Ogrom pracy włożony w stworzenie przekonującego obrazu świata "Gwiezdnych wojen" jest fascynujący. Zupełnie nie wiem dlaczego nie poczekano z wydaniem tej książki na zakończenie najnowszej trylogii dając fanom rzeczywiście rzecz kompletną, a nie pozbawioną materiału odnoszącego się do dwóch ostatnich filmów.

Przyznam z przykrością, że część moich obaw się spełniła. Większość zawartych informacji dostaliśmy już we wcześniejszych słownikach obrazkowych, a i materiał zdjęciowy to w dużej mierze zdjęcia nam znane właśnie ze wspomnianych słowników. Słowem - jeszcze więcej tego samego, ale paradoksalnie w okrojonej formie. Owszem, materiał został pogrupowany tematycznie, ale nie jest to aż tak wielkim atutem skoro w obrębie danej sekcji dostajemy jedynie garść informacji. Szkoda, że autorzy odeszli od znanego z lat '90 sposobu przygotowywania tego typu prac będących do dziś kopalnią informacji, pełnych tekstu, ale i nie pozbawionych ilustracji - często dedykowanych konkretnej pozycji. Co nie zmienia postaci rzeczy, że jeśli nie macie wcześniejszych słowników obrazkowych to ta publikacja w jakimś stopniu Wam je zastąpi. Przynajmniej będzie jakąś namiastką do przekartkowania od czasu do czasu. W dodatku teraz można książkę dostać na sporych przecenach, ja kupiłem za jakieś 20 zł. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Tricia Barr, Adam Bray, Cole Horton
Tytuł: "Star Wars. Encyklopedia ilustrowana"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2017
Il.str.: 199
Cena: 79,99 zł

wtorek, 23 marca 2021

Oświęcim w cieniu Auschwitz-Birkenau

Czasem trzeba zejść na ziemię i doświadczyć brutalnej rzeczywistości, dlatego też z wielkim zaciekawieniem sięgnąłem po książkę poświęconą moim rodzinnym stronom. A że pochodzę z miejscowości znajdującej się nieopodal Muzeum  Auschwitz-Birkenau - byłego obozu koncentracyjnego, miejsca zagłady setek tysięcy ludzi - rzeczywistość ta zawsze znajdowała się w jego cieniu. Reportaż Oświęcim. Czarna zima odkrył przede mną wcześniej nieznane fakty z tak bliskich mi stron.

Marcin Kącki w swoim reportażu przedstawia historię Oświęcimia oraz okolicznych miejscowości zarówno z czasów przed jak i po II wojnie światowej, tworząc obraz niezwykłego miejsca przysłoniętego dramatyczną spuścizną KL Auschwitz.  Opowiada o losach społeczności żydowskiej w dużej mierze odpowiadającej za prosperitę miasta przed wojną, o polskich obywatelach żyjących w harmonii ze swoimi sąsiadami.  Ale reportaż Kąckiego to nie tylko historia minionego okresu zwieńczonego dramatem zagłady i dymiących nad okolicą kominów krematoriów. Autor przyglądając się współczesnemu miastu, jego dzisiejszym obywatelom stara się odpowiedzieć na pytanie jak dramatyczna przeszłość mogła całkowicie zdominować postrzeganie Oświęcimia oraz co przyniesie przyszłość. Przybliża wydarzenia zupełnie przemilczane jak wypędzenie Romów z miasta, którzy przez wieki stanowili część oświęcimskiej społeczności. Nie waha się poruszać tematu trudnych relacji Muzeum  Auschwitz-Birkenau z miastem Oświęcim oraz jego obywatelami, którzy ponad wszystko chcieliby normalnie żyć.  Prowadząc rozmowy z świadkami historii, z osobami próbującymi przywrócić pamięć o dawnej świetności miasta, ale i pasjonatami chcącymi ocalić nawet najdrobniejsze pamiątki trudnej historii czy zwykłymi mieszkańcami zmagającymi się z uciążliwym sąsiedztwem zakładów chemicznych Synthos Dwory, tworzy obraz współczesnej Polski pełnej sprzeczności. 

Dla mnie osobiście książka Kąckiego ma bardzo osobisty wymiar i kompletnie się w niej zatraciłem. Tak jak napisałem we wstępie wychowałem się w miejscowości tuż obok, na której terenie znajdował się podobóz, a wielu mieszkańców pomagało więźniom i pamięta jeszcze grozę dymiących kominów. Chodziłem do szkoły w Oświęcimiu, znajdowała się dosłownie kilkadziesiąt metrów od obozowych bram, a w samym obozie byłem wielokrotnie w ramach różnych smutnych rocznic. I wprost nie do uwierzenia było dla mnie ile z tej książki się dowiedziałem. Część historii była mi oczywiście znana jednak sporo umknęło bądź zostało przemilczane. O żydowskiej przeszłości Oświęcimia nie miałem kompletnie świadomości, a szkoda bo to bardzo interesująca karta historii. Kącki rozmawiając ze swoimi rozmówcami zawsze traktuje ich z należytym szacunkiem nie wartościując ich poglądów będących często kontrowersyjnymi. Czytelnik może zapoznać się ze zdaniem zarówno dyrektora  Muzeum  Auschwitz-Birkenau jak i jego pracowników, lokalnych polityków na zwykłych obywatelach kończąc. Taka bogata panorama osobowości pozwala spojrzeć na problem samego KL Auschwitz jak i współczesnego Oświęcimia szerzej, wszystkie racje i zdania mają tu swoja reprezentacje nawet środowisko kibiców klubu hokejowego Unia Oświęcim.

Odwiedź mnie na 
Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Marcin Kącki
Tytuł: "Oświęcim. Czarna zima"
Wyd.: Znak, Kraków 2020
Il.str.: 400
Cena: 49,99 zł

niedziela, 21 marca 2021

Nadzieja umiera

Przyszedł marzec i do odbiorców wreszcie zawitał kolejny Star Wars Komiks. Po budzącej spore emocje informacji o czasowym wstrzymaniu wydawania magazynu otrzymaliśmy kolejny, satysfakcjonujący numer oraz zapowiedzi sporej garści komiksowych nowości, uff. Nadzieja umiera to historia ważnego starcia Imperium Galaktycznego z Rebelią jakie miało miejsce niedługo po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci.

Przywódcy Rebelii świętują zdobycie kalamariańskiej floty. Okręty nowych sprzymierzeńców pozwolą na walkę ze złowrogim Imperium dławiącym wolność w galaktyce. Radosne biesiadowanie zostaje jednak przerwane, gdy niespodziewanie z nadprzestrzeni wychodzi imperialna flota z flagowym okrętem Dartha Vadera Executorem na czele. Systemy statków Rebelii zostają sparaliżowane, zaczyna się rzeź, od której powstrzymania zależą losy sojuszu...

Coraz bardziej podobają mi się te komiksy. O jakie to jest dobre! Przedstawiona historia przepojona jest kosmicznymi starciami, fortelami i zwrotami akcji. Mamy zdradę, heroiczne wyczyny oraz ulubionych bohaterów. I wcale nie jest to takie czarno-białe, jak zdawałoby się za na pierwszy rzut oka. Motywacje bohaterów są jasne - wiemy dlaczego dochodzi do zdrady, jakie są przesłanki podjęcia przez królową Trios dramatycznego wyboru między losem swojego ojczystego świata, a siłami Rebelii. Vader bezwzględnie egzekwuje wolę swojego Mistrza niszcząc okręt po okręcie - sam nawet biorąc udział w walce w swoim myśliwcu. Księżniczka Leia kolejny raz udowadnia, że całkowicie oddana jest sprawie Rebelii podejmując, wydawałoby się samobójczą, misję wykradnięcia tajnych kodów z pokładu Executora. Jest to posunięcie niezwykle zuchwałe i przyznam, że trzymające w napięciu. Zresztą cały komiks trzyma pod tym względem wysoki poziom, jest wyjątkowo dynamiczny ze względu na kolorystykę, ale i samą fabułę - znajdujemy się wszakże w samym centrum kosmicznej bitwy dobra ze złem! Zacna rzecz!

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Kieron Gillen, Cullen Bunn
Ilustracje: Salvador Larroca
Tytuł: "Star Wars Komiks. Star Wars – Nadzieja umiera. Tom 11"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2021
Il.str.: 148
Cena: 19,99 zł

piątek, 19 marca 2021

Ogień nie zabije smoka

W tamtym roku, w sierpniu dokładnie, przeczytałem Nieoficjalny przewodnik po Grze o Tron będąc ciągle pod wrażeniem serialu. Dowiedziałem się sporej garści wcześniej mi faktów nieznanych, a że ciągle mało tego było z zadowoleniem przywitałem zapowiedź publikacji poruszającej tę samą tematykę. Ogień nie zabije smoka to tym razem, jak głosi napis na okładce - oficjalna, nigdy nieopowiedziana historia epickiego serialu. Ale czy aby na pewno? 

O tym czym dla telewizji, gatunku fantasty i jego fanów oraz samej popkultury  stała się "Gra o Tron" powstało już miliony egzaltowanych tekstów. Nie ma zatem specjalnego sensu powielać tu peanów na cześć tej niezwykle ważnej produkcji. Generalnie świat oszalał na punkcie GoT i przez te prawie10 lat emisji serialu wiele w samej popkulturze się za jego sprawą zmieniło. Już sam fakt, że powstają takie publikacje jak dziś omawiana czy ten wcześniejszy Nieoficjalny przewodnik... świadczy o ciągłym zainteresowaniu fanów tematem. 

Publikacja autorstwa Jamesa Hibberda w dużej mierze składa się z fragmentów wywiadów przeprowadzonych z aktorami, producentami, reżyserami i showrunnerami, spajanych odautorskim komentarzem i narracją. A jest ona bardzo klarowana. Autor najzwyczajniej w świecie, krok po kroku, omawia kolejne sezony GoT analizując najważniejsze wątki, kontrowersyjne czy przełomowe sceny tworząc swojego rodzaju kronikę. Od samego pomysłu na serial poprzez castingi na kręceniu konkretnych scen i ich odbiorze - zarówno przez ekipę i fanów - kończąc. Poruszone zatem zostają kwestie nieudanego pilota serialu, kosztów poniesionych przez HBO, trudnych wyborów, problemów scenopisarskich - szczególnie na etapie, w którym to zabrakło już literackiego wsparcia George'a R.R. Martina - jak wiemy nie zdążył napisać kontynuacji i serial wyprzedził książkową fabułę. 

I teraz zasadnicze pytanie, po co i dla kogo taka książka? Sądzę, że zatwardziali fani, śledzący od początku losy serialu i aktorów w nim występujących za wiele nowego się nie dowiedzą, o wszystkim tym rozpisywały się portale internetowe czy blogerzy. Analizom nie było końca, fora kipiały od plotek i domysłów, a każdy krok aktorów był bacznie obserwowany. Jednak dla takiej osoby jak ja, która dołączyła do grona fanów dopiero na etapie ostatniego sezonu, która nie śledziła plotek, a wywiady z aktorami i showrunnerami miała w nosie, jest to ciekawe podsumowanie tego fantastycznego fermentu. Przeczytałem, może nie z wypiekami na twarzy, ale z dużą przyjemnością. Dobrze jest mieć w jednym miejscu takie podsumowanie, swoisty wyciąg tego co najważniejsze. 

 Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: James Hibberd
Tytuł: "Ogień nie zabije smoka"
Wyd.: WAB, Warszawa 2020
Il.str.: 526
Cena: 59,99 zł

piątek, 5 marca 2021

Thrawn - Zdrada

Po dwóch świetnych odsłonach opowieści autorstwa Timothy'ego Zahna poświęconej Thrawnowi - wielkiemu admirałowi imperialnej floty - z wielką ochotą zabrałem się za lekturę ostatniej, trzeciej części cyklu. Nie zawiodłem się. Książka nie raz mnie zaskoczyła! 

Tym razem Thrawn dostaje się w sam środek imperialnych rozgrywek politycznych między gubernatorem Tarkinem a dyrektorem tajnego projektu "Gwiazdeczka" Orsonem Krennicem. Wydawałoby się, że rozprawienie się ze stworzeniami paraliżującymi dostawy na jednym ze szlaków tranzytowych to rutynowa sprawa jednak do tej pory nie udało się tego dokonać co zagraża terminowemu oddaniu "Gwiazdeczki" do użytku. Oczko w głowie dyrektora Krennica i obiekt pożądania gubernatora Tarkina, a także wielka nadzieja Imperatora na całkowite i bezwarunkowe podporządkowanie całej galaktyki dla Thrawna jest jedynie złym ulokowaniem niezbędnych środków. Jako wzorowy wojskowy biegły w sztuce wojny bez wahania podejmuje wyzwanie, od którego powodzenia zależy realizacja forsowanego przez niego projektu nowych myśliwców stając się narzędziem w politycznych rozgrywkach na najwyższym szczeblu. Wkrótce okazuje się, że z pozoru błaha sprawa to jedynie wierzchołek góry lodowej, na domiar złego Imperium inwigilowane jest przez siły z Nieznanych Regionów...  

Zaznaczyłem na wstępie, że książka mnie zaskoczyła, a to w sumie mało powiedziane. Czytałem już wiele książek z uniwersum, ale cykl Timothy'ego Zahna chyba najlepiej rozbudowuje uniwersum i spaja je z produkcjami filmowymi rozwijając postacie znane z "Nowej nadziei" czy "Łotra 1". Thrawn. Zdrada właśnie poza ciekawie poprowadzonym wątkiem głównym, przywodzącym na myśl dobry kryminał, staje się jedną z odsłon konfliktu między gubernatorem Tarkinem a dyrektorem Krennicem, którego finał mogliśmy zobaczyć na dużym ekranie za sprawą filmu "Łotr 1". Oczywiście nie zabrakło zwrotów akcji, walki w przestrzeni kosmicznej i momentów trzymających w napięciu. Pojawiają się nowe postacie jak wyjątkowo antypatyczny zastępca dyrektora Ronan cały czas patrzący Thrawnow na ręce, ale i mamy powroty. Eli Vanto, który w pierwszej części dołączył do floty Dynastii Chissów ponownie spotyka się ze swoim dawnym przełożonym. Widzimy też Imperatora jako osobę szczującą na siebie swoich podwładnych w celu osiągnięcia jak najlepszych efektów - dość specyficzny sposób zarządzania zasobami ludzkimi, na którego minusy wskazuje sam wielki admirał Thrawn. Jego opanowanie, analityczny umysł potrafiący z dzieł sztuki wyprowadzać wnioski co do strategii jaką należy obrać walcząc z konkretnym przeciwnikiem, a także nieustępliwość i pewnego rodzaju upierdliwość przypomina mi połączenie kultowego porucznika Colombo, Herkulesa Poirot z doktorem Lecterem. Mitth'raw'nuruodo stał się moją ulubioną postacią i liczę na kolejne książki z jego udziałem! 

 Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Timothy Zahn
Tytuł: "Star Wars Thrawn. Zdrada"
Wyd.: Uroboros, Warszawa 2020
Il.str.: 349
Cena: 39,99 zł

poniedziałek, 15 lutego 2021

Thrawn - Sojusze i nieoczywiste rozwiązania


Po lekturze pierwszej części, nowej kanonicznej trylogii Thrawna, z marszu zabrałem się za lekturę kolejnej odsłony jego przygód. A nieczęsto zdarza mi się od razu sięgać po kontynuację, zwykle muszę odpocząć i przemyśleć to co przygotował mi autor, ale nie tym razem. Zwyczajnie jest to tak świetne, że nie mogłem się oprzeć. Thrawn. Sojusze prezentuje podobnie wysoki poziom, a w dodatku daje nam porządną dawkę emocji. 

Przebywający na Coruscant Imperator Palpatine wzywa przed swoje oblicze wielkiego admirała Thrawna, na spotkaniu obecny jest również Darth Vader. Spotkanie na najwyższym imperialnym szczeblu nie należy do najłatwiejszych zważywszy na niedawną porażkę Thrawna w starciu z rebeliantami.  Nie to jednak jest przedmiotem spotkania, lecz misja niezwykłej natury, w którą muszą udać się na polecenie Palpatine'a Vader i Thrawn. W Nieznanych Regionach Imperator wyczuł potężne zakłócenia w Mocy - nie mogą być one zbagatelizowane. Imperator konieczne chce poznać ich naturę. Czyżby gdzieś w Nieznanych Regionach żyły jakieś niedobitki Jedi? Jakie prawdziwe motywy ma Darth Sidious wysyłając swojego ucznia, dawnego Jedi, w misję z błękitnoskórym admirałem? Niezwykłym zrządzeniem losu flagowy statek wielkiego admirała "Chimaera" trafia do świata przez niego już niegdyś odwiedzonego. Na planecie Batuu i sąsiedniej Mokivj, w czasach wojen klonów, splotły się interesy dwóch nieprzeciętnych osób - wysłannika Dynastii Chissów Thrawna i generała Jedi Anakina Skywalkera. Echa tamtej misji będą mocno oddziaływać na obu, tak różnych, bohaterów, a każdy z nich będzie walczył o utrzymanie swoich wpływów. 

Thrawn. Sojusze zaskoczyła mnie pozytywne pod kilkoma względami. Przede wszystkim całkiem przekonująco rozwija postacie Anakina Skywalkera i jego późniejszego wcielenia jako Dartha Vadera, a także samego admirała Thrawna. Nie oszukujmy się, pomimo faktu, iż w książce pojawiają się inne postacie, jak chociażby Padme, w fabule chodzi jedynie o relacje między wspomnianymi dwoma panami. Możemy głębiej sięgnąć w ich relacje, a pomaga w tym ukazanie pierwszego spotkania Chissa z Anakinem podczas misji mającej na celu odnalezienie zaginionej Padme. Vader całkowicie odrzuca dawną tożsamość przywołując dawne czasy jako "wspomnienia tamtego Jedi", człowieka nieżyjącego od lat, a pomimo to Thrawn daje wielokrotnie do zrozumienia, że wie z kim ma tak naprawdę do czynienia. Spięcia między zachowującym stoicki spokój Thrawnem, a ledwo hamującym gniew Mrocznym Lordem są elektryzujące. 

Także pod względem rozwoju uniwersum książka robi świetną robotę. Pokazuje konflikt zbrojny jako dramat cywili mimo woli uwikłanych w sprawy walczących ze sobą frakcji. Dowiadujemy się czegoś ciekawego o Dynastii Chissów, w której szeregach osoby czułe na Moc wykorzystywane są do nawigacji w przestrzeni kosmicznej - jest to też interesujące nawiązane do nawigatorów z serii książek Franka Herberta Kroniki Diuny. Poznajemy też nowe technologie oraz rasy obcych istot zamieszkujących Nieznane Regiony. Mamy szerszy wgląd na zamiary kanclerza Palpatine'a planującego z dużym wyprzedzeniem Rozkaz 66 co też powoduje gęsią skórkę. Sama książka Timothy'eg Zahna wydaje się również przygotowywać grunt pod wyjaśnienie braku wielkiego admirała Thrawna - nieocenionego stratega - podczas starć znanych z filmowej sagi. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Timothy Zahn
Tytuł: "Star Wars Thrawn. Sojusze"
Wyd.: Uroboros, Warszawa 2020
Il.str.: 478
Cena: 39,99 zł

niedziela, 14 lutego 2021

Zapomniałem dodać...

Skupiony raczej na fantastycznych światach nie zawsze daję się namówić na przeczytanie czegoś zupełnie odmiennego. Owszem lubię powieści obyczajowe, ale nieczęsto mam na nie ochotę. Tym razem z mojej strefy komfortu pełnej smoków, elfów czy kosmicznych bitew wyrwała mnie powieść debiutującej autorki M.M. Macko - Zapomniałem dodać.

Utalentowany i szalenie przystojny dziennikarz Joseph wiedzie życie hedonisty nastawionego na zaspokajanie swoich pragnień. Jako współprowadzący topowego programu telewizyjnego cieszy się uznaniem publiki radośnie z tego korzystając. Zaliczając kolejne romanse i pijatyki Joseph tłumi swoje traumy z dzieciństwa. Wszystko zmienia się pewnego wydawałoby się zwyczajnego dnia, w którym to do redakcji przychodzi zaadresowany do Josepha list od wielbicielki. Jak możemy się spodziewać zaintrygowany Joseph podejmuje korespondencję z oczarowaną nim kobietą. W jego życiu zaczynają dziać się rzeczy, na które nie był gotowy. Odrzucający wartości Joseph musi zmierzyć się z konsekwencjami swoich życiowych wyborów, a rzeczywistość okaże się brutalniejsza niż poimprezowy kac.

Przyznam to z niemałym zdziwieniem, ale i podziwem dla autorki, że jej debiutancka powieść potrafiła mnie zainteresować sprytnymi kalkami fabularnymi znanymi z innych mediów - chwilami nieodparcie kojarzyło mi się to wszystko z serialem "Dotyk anioła" - jak i warsztatem, zwyczajnie chciało się zacząć kolejny rozdział. Czytałem już różne książki poczatkujących pisarzy i tym co zasługuje na dużą pochwałę jest na pewno swobodny język nieobarczony grzechem wszechobecnych przymiotników, tandetnych pseudoliterackich i z gruntu grafomańskich porównań. Także bohaterowie wydają się być całkiem przyzwoicie skonstruowani, nie porażają głupotą, nie są irytujący - czytałem już książkę, w której bohaterki były przerysowanymi idiotkami, tu tego nie ma.  Żałowałem jednak, że powieść potoczyła się w tym konkretnym kierunku, a lubiąc bardziej rozbudowane fabuły brakowało mi mocniejszego kopa, na którego autorkę zwyczajnie stać - nie zawsze bezpieczne rozwiązanie przyniesie pożądany efekt.  I pisze to jako czytelnik, który raczej nie sięga po publikacje o podjętej przez autorkę tematyce, a wręcz alergicznie na nie reagujący - szczególnie na częste odniesienia do wiary w Boga. Myślę, że to dla M.M. Macko dobry start - ciekawe co pokarze nam w przyszłości.

 Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: M.M. Macko
Tytuł: "Zapomniałem dodać"
Wyd.: WasPos, Warszawa 2021
Il.str.: 297
Cena: 38,90 zł

czwartek, 4 lutego 2021

Los dzieci Húrina

Zachęcony rewelacyjnym Upadkiem Gondolinu zabrałem się za inne wydania dzieł J. R. R. Tolkiena w opracowaniu jego syna Christophera, które wciąż przyćmione są sławą Władcy Pierścieni. Wielka to szkoda bo zasługują na taka sama atencję, a chwilami są nawet ciekawsze niż losy bohaterów Trzeciej Ery. Dziś kilka słów na temat Dzieci Húrina.

Walki z Morgothem, pragnącym zapanować nad całym Śródziemiem niszcząc wszystko co stworzyli znienawidzeni przez niego Valarwie, doprowadzają do śmierci wielu mężnych bohaterów, zarówno ludzi jak i elfów. Jeden z nich szczególnie Morgothowi obmierzły zostaje uwięziony, a jego ród zostaje przeklęty. Uwięziony w Angbandzie Húrin może jedynie przyglądać się rosnącej potędze mroku. Na ojczyznę Húrina wkrótce napadają najeźdźcy doprowadzając do upadku Dor-lóminu. Osamotniona Morwena, żona Húrina, wysyła swojego syna w podróż do królestwa elfów, córkę Niënor zatrzymuje przy sobie. Doriath ma być odtąd domem Túrina jednak na sprawą klątwy Morgotha życie mężczyzny staje się pasmem cierpień, opuszcza królestwo elfów stając się banitą uciekającym przed swoim przeznaczeniem. 

Opowieść to niezwykle smutna, ale i piękna. Czytając o losach bohaterów z góry skazanych na klęskę miałem przed oczami greckie tragedie Ajschylosa. Pełne nieszczęść i znoju, ale i czynów godnych wiecznej chwały. Życie Túrina syna bohaterskiego Húrina - człowieka znienawidzonego i przeklętego przez Władcę Ciemności Morgotha - to czas narastana mroku w Śródziemiu. Orkowie napadają ziemie zamieszkane przez ludzi i elfy wypierając ich z dawnych siedzib, niszcząc i grabiąc mając do pomocy ojca smoków Glaurunga. Tolkien opisuje wszystko niezwykle plastycznie i sugestywnie, dosłownie zatracałem się w lekturze choć poetycki język skłaniał bardziej do smakowania każdego zdania niż szybkiego mknięcia poprzez kolejne wydarzenia. Postacie wydają się pogrążone w jakimś amoku odbierającym im jasność osądu, skłaniającego do czynów nierozważnych, oczywiście czytelnik wie co stoi za takim ich postępowaniem co nie umniejsza wcale przyjemności z lektury. Może jedynie tytuły rozdziałów powinny zostać usunięte bo są wielkimi spojlerami zapowiadającymi co finalnie się wydarzy - taki mały zgrzyt jak dla mnie.  
 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: J.R.R. Tolkien
Tytuł: "Dzieci Húrina. Pod redakcją Christophera Tolkiena"
Wyd.: Prószyński i S-ka, Warszawa 2018
Il.str.: 270
Cena: 44 zł

sobota, 30 stycznia 2021

Dinozaury z piórami?

Świat będąc w ciągłym biegu ku przyszłości zmienia się na naszych oczach. Powstają nowe technologie, zmieniają się trendy w modzie, a naukowcy co rusz wprawiają opinię publiczna w zachwyt swoimi odkryciami. Także w wydawałoby się skostniałej tematyce badań nad prehistorycznymi istotami w ciągu ostatnich 20 lat wiele się zmieniło. Każdy przecież z nas wie jak wyglądały dinozaury, a dzięki kinowym hitom ich popularność nie maleje. Czy jednak nasze wyobrażenia są zgodne z prawdą, czy tylko projekcją przemysłu filmowego? O tym jak wiele w postrzeganiu dinozaurów zmieniło się na przestrzeni ostatnich dekad pisze Michael J. Benton w książce Dinozaury odkryte na nowo. Jak rewolucja naukowa rewiduje historię. 

Jest to zupełnie inne podejście do tematyki wymarłych przed milionami lat istot, które niepodzielnie panowały nad światem aż do tajemniczego kataklizmu kończącego ich erę. Zamiast standardowego leksykonu dinozaurów przybliżającego nam charakter danego osobnika, jego zwyczaje żywieniowe, okres, w którym występował dopełnionego artystycznymi wyobrażeniami dostajemy rzecz dużo głębszą. Autor na podstawie własnego doświadczenia, a także doświadczenia innych badaczy opisuje rewolucję naukową w postrzeganiu dinozaurów rewidującą utarte wyobrażenia na ich temat. Dzięki nowoczesnym technikom dzisiejsi paleontologowie dysponują znacznie szerszym spektrum możliwości badawczych co pozwala na dużo dokładniejsze i pewniejsze opisywanie życia dinozaurów. Począwszy od ich wyglądu zewnętrznego i rozpalającej myśli czy wszystkie, czy tylko część z nich była upierzona, po sposób poruszania, odżywiania na hipotezach wymierania kończąc. Wiele z dawnych teorii dziś jest obalanych, powstają nowe oparte na dużo mocniejszych naukowych fundamentach, bez których badanie dinozaurów byłoby jedynie czystą fantazją.

Przeczytałem z dużym zaciekawieniem choć przyznam, że chwilami jest to lektura wymagająca. Znacząco odbiega od tego do czego przyzwyczaili nas wydawcy serwując kolejne dinoleksykony skierowane bardziej do młodego czytelnika, pasjonata Parku Jurajskiego niż do odbiorcy chcącego temat pogłębić - niebędącego jednak fachowcem. Oczywiście w książce są ilustracje i opisy kilku najbardziej popularnych dinozaurów, ale służą one bardziej do zobrazowania nowych teorii niż zwykłej uciechy dla oka. Benton formuje swoje myśli klarownie nie serwując czytelnikowi łopatologicznych wyjaśnień często pojawiających się w takich publikacjach, a czytelnika zwyczajnie obrażających. Na przykładzie paleontologii Benton pokazuje jak nauka, nowoczesne metody i techniki badawcze wypierają spekulacje przybliżając nas do weryfikowalnej prawdy. Dzięki temu człowiek może odrzucić postrzeganie dinozaura jako ociężałej, pokrytej łuskami durnej bestii o ptasim móżdżku.

Odwiedź mnie na 
Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Michael J. Benton
Tytuł: "Dinozaury odkryte na nowo. Jak rewolucja naukowa rewiduje historię"
Wyd.: Prószyński i S-ka, Warszawa 2020
Il.str.: 399
Cena: 42 zł

czwartek, 21 stycznia 2021

Świetny Thrawn

W 1991 roku Timothy Zahn za sprawą książki Dziedzic Imperium dał fanom "Gwiezdnych wojen" zupełnie nowego bohatera,  który jak mało kto odmienił oblicze Expanded Universe. Powieść fabularnie osadzona po filmowym "Powrocie Jedi" doczekała się kontynuacji ostatecznie tworząc kultową trylogię. Wielki admirał Thrawn skutecznie zawładnął wyobraźnią fanów będąc śmiertelnym zagrożeniem dla Nowej Republiki. I przyszedł Disney i Thrawna, wielkiego stratega, pogromił jedną decyzją kasującą EU. Jednak nic w przyrodzie nie ginie i Thrawn powrócił do gwiezdnowojengo świata za sprawą serialu animowanego "Rebelianci", a konsultantem biorącym udział w tworzeniu tej postaci był nie kto inny jak Timothy Zahn. Zapowiedziano również powieść poświęconą admirałowi. I oto jest!

Przyznam bez bicia, że oryginalnej Trylogii Thrawna z lat '90 nie czytałem, jego postać znałem raczej ze wspomnień bohaterów w innych publikacjach dlatego też nie elektryzowały mnie specjalnie pogłoski o jego powrocie do kanonu. Owszem wydawał się ów Mitth'raw'nuruodo postacią intrygującą, złoczyńcą godnym Imperatora czy Dartha Vadera, a w wielu aspektach ich nawet przewyższający, ale jakoś się nie złożyło, bym po książki Zahna sięgnął. Przełamałem się dopiero po obejrzeniu drugiego sezonu serialu "The Mandalorian" - w jednym z odcinków Thrawn jest wspomniany w intrygującym dla dalszego rozwoju uniwersum kontekście. 

Na zapomnianej przez świat planecie imperialny patrol znajduje prymitywne domostwo oraz tajemnicze skrzynie zapisane nieznanym nawet dla droidów alfabetem. Wkrótce zaczynają ginąć szturmowcy, a tajemniczej istocie udaje się strącić nawet dwa myśliwce. Konsternacja imperialnych oficerów wzmaga się z każdą minutą - postanawiają zabrać tajemnicze obiekty ze sobą i wrócić na okręt dowodzenia. Nie mija dużo czasu, aby okazało się, że z planety zabrano również pasażera na gapę - humanoidalną istotę o niebieskiej skórze i przenikliwie czerwonych oczach. Pochodzący z planety w części Dzikiej Przestrzeni graniczącej z Nieznanymi Regionami kadet Eli Vanto, jako osoba zaznajomiona z różnymi językami, zostaje przydzielony jako tłumacz tej niezwykłej istoty budzącej lęk i ciekawość imperialnych oficerów. Wkrótce Thrawn ma okazję zaprezentować swoje umiejętności i trafia przed oblicze samego Imperatora Palpatine'a, przed którym roztacza wizję wspólnej walki z ogromnym zagrożeniem. Zaintrygowany Palpatine przyjmuję propozycję Thrawna i wciela go w szeregi Imperialnej Floty...  

Tak w telegraficznym skrócie i z wieloma uproszczeniami wyglądały pierwsze kroki Mitth'raw'nuruodo w szeregach Imperium, a to dopiero początek jego pięcia się po szczeblach wojskowej hierarchii. Akcja powieści rozgrywa się przed bitwą o Yavin i zniszczeniem pierwszej Gwiazdy Śmierci, a więc w zupełnie innych realiach fabularnych niż miało to miejsce w starokanonicznym Dziedzicu Imperium. Timothy Zahn wrzuca nas w sam środek imperialnego ładu przesyconego spiskami i korupcją. Dzięki temu możemy poznać jak funkcjonuje Imperium i odetchnąć trochę od towarzystwa rebeliantów. Tutaj rządzą skorumpowani senatorowie, równie nikczemni i żądni pieniędzy i władzy gubernatorowie oraz moffowie. Sam Thrawn jawi się jako postać przepełniona stoickim spokojem, niezwykłym zmysłem taktycznym i inteligencją. Doskonale zdaje sobie sprawę czym jest Imperium i jak ono funkcjonuje jest jednak pragmatykiem realizującym swoje zamierzenia z ogromną precyzją. Zmierzając do swojego ostatecznego wyniesienia Thrawn psuje krew niejednemu imperialnemu oficerowi wykorzystując każdą okazję, aby zrealizować swoje plany. Zahn stworzył postacie, które dają się lubić, a ich losy zajmują czytelnika bez reszty. Jak mało kiedy miałem problem z oderwaniem się od tej książki, pamiętam jak męczyłem się z miałkimi Przebudzeniem Mocy i Ostatnim Jedi  - dosłownie zdychałem czytając te wypociny - i Thrawn jest na szczęście czymś zupełnie innym!  

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Timothy Zahn
Tytuł: "Star Wars Thrawn."
Wyd.: Uroboros, Warszawa 2019
Il.str.: 590
Cena: 44,99 zł

niedziela, 10 stycznia 2021

No nie podobała mi się Historia pszczół

Co jakiś czas w mediach przewija się temat wymierania pszczół, którego powodów upatruje się m.in. we współczesnym rolnictwie przemysłowym opartym o monokultury i nawozy sztuczne. O niszczycielskim wpływie człowieka na naturę nikomu nie trzeba wiele mówić wystarczy wyjrzeć za okno - beton betonem pogania. Cieszy zatem, że podejmowane są inicjatywy mające ten stan rzeczy zmienić - powstają np. kwietne łąki, aby zapewnić owadom pożywienie, robi się jednak wciąż zbyt mało. Historia pszczół to powieść wprost wyrastająca z potrzeby uświadamiania ludzi o wadze natury, a przede wszystkim pszczół dla istnienia życia na Ziemi. 

Maja Lunde snuje swoją opowieść na trzech płaszczyznach czasowych przenosząc nas raz to w przeszłość do czasów, w których pracowano nad optymalizacją hodowli pszczół i zbioru miodu, by zaraz opowiedzieć nam o współczesnym problemie wymierania pszczół i jego dramatycznych konsekwencjach w przyszłości. Tak oto poznajemy kolejne perypetie trzech bohaterów, których życie toczy się wokół pszczół. Tao pracująca jako zapylaczka kwiatów żyjąca w wyludnionych Chinach przyszłości wraz z mężem i ukochanym synem Wei-Wenem, George zawodowy pszczelarz w Stanach Zjednoczonych pragnący przekazać spuściznę swojemu synowi oraz przyrodnik William bacznie obserwujący pszczoły, aby stworzyć optymalny ul pozwalający na w miarę bez inwazyjne pobieranie pszczelego pożytku. Życie jest w ciągłym biegu, ulega przeobrażeniom i ewolucji, bohaterowie Lunde na własnej skórze przekonują się, że nie zawsze niesie ze sobą chwile usłane różami. Zmagają się oni z rozczarowaniem, z zawiedzionymi ambicjami i stratą często tak bolesną, że łamiącą serce.

Do lektury Historii pszczół zachęciły mnie wielce pozytywne opinie, wręcz entuzjastyczne recenzje przedstawiające dzieło Lunde prawie jako manifest na rzecz ochrony pszczół i zrównoważonego rolnictwa. Pszczoły (oraz inne owady zapylające) są ważne, dla wielu gałęzi rolnictwa niezbędne, ale jeśli jeszcze raz przeczytam ten cytat o pszczołach błędnie przypisywany Einsteinowi to puszczę pawia. Nie podobała mi się ta książka, bardzo mnie zawiodła, a jej bohaterowie zamiast uwieść mnie swoją opowieścią, chwycić za serce i sprawić bym uronił łezkę nad ich życiem i nad losem ludzkości doprowadzali mnie raz to do śmiechu innym razem do gniewu. Ten bucowaty George mający oddawać, jak sądzę w zamyśle autorki, przywiązanie człowieka do ziemi i tradycji będący w gruncie rzeczy egoistą i dupkiem albo ta irytująca idiotka Tao - wiem, że strata dziecka może odebrać rozum, ale nie potrafiłem zupełnie zrozumieć jej motywacji. William mnie śmieszył, to chyba najbardziej udana postać tej powieści. Kreacja świata jakoś specjalnie nie rozbudziła wyobraźni, jakieś to płaskie było bez wyraźnego zaakacentowania istotnych elementów. Pomimo podjęcia ważnego tematu i ukazaniu go na różnych płaszczyznach czasowych nie uznam tej książki za ważną, to w mim odczuciu jedynie rzecz irytująca, siląca się na poruszenie ludzkiego sumienia. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Maja Lunde
Tytuł: "Historia pszczół"
Wyd.: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017
Il.str.: 516
Cena: 38 zł

wtorek, 5 stycznia 2021

Z ruin Alderaana


Kolejny komiks z cyklu gwiezdnowojennych legend trafił na moja półkę. Jest to opowieść już dziś wybitnie niekanoniczna z racji tego, iż znakomita część informacji w nim zawartych znalazła się w zupełnie innym wydaniu w filmie "Łotr 1- Gwiezdne wojny - historie". Nie znaczy to, że jest to pozycja nieciekawa.

Sam jestem zaskoczony tym, że komiks Z ruin Alderaana przypadł mi do gustu. Nie spodziewałem się absolutnie niczego dobrego, nauczony przykrym faktem, jak nierówne potrafią być komiksowe przygody naszych ulubionych bohaterów z odległej galaktyki. A tu proszę trafił się ciekawy wątek spotkania księżniczki Lei z konstruktorem Gwiazdy Śmierci w dość osobliwym anturażu gwiezdnego gruzu jaki pozostał po Alderaanie. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze pełne eksplozji polowanie Boby Fetta na Hana Sola próbującego wydostać się z Corouscant. Nie zapomniano również o naczelnym złym sagi czyli Lordzie Vaderze przebywającym w układzie Endor, gdzie trwa budowa nowej stacji bojowej. Mroczny Lord nie znajduje się w centrum wydarzeń będąc z dala od swojego gwiezdnego niszczyciela - Devastatora, ale wciąż trzyma rękę na pulsie za sprawą swojego tajnego agenta. Wkrótce okazuje się, że na pokład Devastatora trafiają Luke Skywalker oraz Wedge Antilles...

Wszystkie wątki przeplatają się w tradycyjnym dla "Star Wars" stylu pełnym blasterowych wystrzałów, pościgów i intryg. Rebelia nie ustaje w swojej walce o wolność musi jednak znaleźć nowych sojuszników oraz miejsce na bazę - poprzednia na Yavin IV została utracona po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci i odwecie Imperium. Myślę, że na chwilę wydania komiksu w 2014 roku dobrze uzupełniał część luk w opowieści jakie powstały między wydarzeniami z części IV i V. Nie jest to jakaś doskonała i wnikliwa historia, ale ciekawie akcentuje podział ról w obu obozach oraz wewnętrzne tarcia w łonie Imperium. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Brian Wood
Ilustracje: Ryan Kelly, Carlos D’Anda
Tytuł: "Star Wars Legendy. Z ruin Alderaana"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2017
Il.str.: 144
Cena: 49,99 zł

sobota, 12 grudnia 2020

Nocna zmiana

Stephen King od lat straszy, albo raczej próbuje  z mniejszym bądź większym efektem, straszyć nas swoimi fabułami. W jego twórczości znajdują się książki wręcz niesamowite, nie brakuje jednak zupełnie przeciętnych pozycji. Jednym z takich przeciętniaków, przyjemnych ale jednak, jest Nocna zmiana.

Zbiór opowiadań Stephena Kinga pt. Nocna zmiana przeleżał na moim czytelniczym stosie sporo, naprawdę sporo czasu. Nieczęsto sięgam po opowiadania preferując dłuższe formy, a i sama tematyka jakoś ostatnio mnie nie pociągała. Przełamałem się wreszcie wypatrując odmiany od literatury faktu czy książek naukowych i popularnonaukowych, które ostatnio głównie czytam. 

Opublikowany pierwotnie w 1978 zbiór opowiadań stał się kanwą dla wielu kultowych, w pewnych kręgach, filmów grozy. Zaskakuje po jak wiele motywów sięgnął autor, aby czytelnika przestraszyć, wzbudzić w nim niepokój okraszając to sporą garścią czarnego humoru - przynajmniej mnie momentami śmieszyły przygody bohaterów Kinga do rozpuku. Bo jak tu nie zaśmiać się z wizji morderczej maglownicy albo żądnej krwi kosiarki i jej właściciela? Oczywiście nie brakuje tu poruszania innych, z gruntu kultowych motywów jak demony czające się w szafach, magiczne przedmioty czy pradawne kulty. Świetnym opowiadaniem jest Dola Jeruzalem będąca niejako hołdem dla twórczości HP Lovecrafta. Co jednak muszę przyznać z rozczarowaniem Nocna zmiana poza wartościami czysto rozrywkowymi jest typowym czytelniczym guilty pleasures. Taki zapychacz między jedną a drugą pozycją, która znacznie bardziej zapadnie w pamięć, a może i przerazi niż te konkretne opowiadania Kinga.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Stephen King
Tytuł: "Nocna zmiana"
Wyd.: Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2016
Il.str.: 479
Cena: 36 zł

Beren i Lúthien

Gondolin upadł , los dzieci Húrina się wypełnił przyszedł zatem czas, aby poznać historię miłości Berena i Lúthien w świecie spowitym cieni...