piątek, 26 czerwca 2020

The Art of Star Wars: Rise of Skywalker - recenzja

The Art of Star Wars: Rise of Skywalker

Nie niestety, strasznie mi przykro, ale "Skywalker. Odrodzenie", dziewiąta część sagi Skywalkerów, nie spotkała się z tak ciepłym przyjęciem, jak oczekiwano. Mnie film się podobał, jednak śledząc kolejne doniesienie co do możliwego przebiegu finałowej rozgrywki między dobrem a złem, stwierdzam, że ominęło nas coś niesamowitego, że zdecydowano się iść na skróty. The Art of Star Wars: Rise of Skywalker trzecia publikacja cyklu, niestety jak dotąd nie wydana na naszym rynku, odkrywa kolejne tajniki produkcji rysując zupełnie odmienny obraz filmu, który mogliśmy zobaczyć w kinie. 

Podobnie jak poprzednim albumie książka rozpoczyna się od przedstawienia konceptów, które świadomie, ze względów na spoilery, nie zostały zamieszczone w Wizje twórców Star Wars: Ostatni Jedi. Nie będę dyskutował o słuszności takiego posunięcia, jednak taki zabieg nie wydaje mi się specjalnie potrzebny - wszakże po taką książkę zwykle sięga się już po obejrzeniu filmu. Przedstawiono zatem pojedynek Kylo Rena z Luke'em Skywalkerem, wizję Rey z lustrzanej jaskini na Ahch-To czy sławetny "manewr Holdo" - jedną z bardziej epickich scen sagi w ogóle. Reszta książki poświęcona jest już standardowo szkicom koncepcyjnym, których finalne wersje mogliśmy zobaczyć w filmie. Przedstawiono rozwój kolejnych wersji strojów głównych bohaterów jak Rey, Finn czy Poe Dameron, wygląd obcych istot, statków kosmicznych oraz lokacji. Możemy prześledzić różne pomysły twórców całymi garściami czerpiących z poprzednich odsłon cyklu, te wszystkie odwołania do Klasycznej Trylogii upchnięte gdzieś w drobnych detalach, ale także rzeczy eksplorujące całkiem nowe pola. Wizje ogromnych statków Najwyższego Porządku, galaktycznych stoczni, rożnych wariantów szturmowców czy Rycerzy Ren, ruin drugiej Gwiazdy Śmierci, kolorowego festiwalu przodków na Passanie to wszytko budzi podziw. Podobnie jak obrazy przedstawiające pojedynki bohaterów - piękne. Co ciekawe, stosunkowo sporo miejsca poświęcono Wyroczni z Mustafar, która ostatecznie do filmu nie trafiła. Jeszcze większym dziwem jest publikacja zaledwie kilku wzmianek o Exegolu i brak jakichkolwiek konceptów poświęconych powrotowi Imperatora! 

Muszę przyznać, że brak postaci tak istotnej dla sagi jak Imperator Palpatine oraz konceptów finałowej walki bardzo mnie rozczarowało, ale i dało do myślenia. Podejrzenia jakich nabrałem po lekturze Star Wars: The Rise of Skywalker. The Visual Dictionary: With Exclusive Cross-Sections tylko się umocniły. Wygląda na to, że film ratowano sięgając po dramatyczne uproszczenia, rezygnując z ryzyka, z którym wiązało się wprowadzenie do fabuły np. Wyroczni oraz poprowadzenie rozwoju bohaterów w zupełnie innym kierunku. Wspomina się także o diadzie Mocy, swoistym połączeniu Rey z Kylo - w filmie jest to jedynie słabo sygnalizowane. Nie zmienia to postaci rzeczy, że książka jest absolutnie niezwykła, materiał jest najwyższej próby. Daje wgląd w proces twórczy, inspiracje i motywacje jakimi kierowali się artyści koncepcyjni oraz kierujący nim reżyser finalnie odpowiedzialny za estetyczną spójność dzieła. Kolejny raz potwierdzono, że "Gwiezdne wojny" to ogromny projekt przepełniony wieloma znaczeniami, czerpiący z kultury, popkultury, religii, sztuki oraz zwyczajniej ludzkiej egzystencji całymi garściami dając fanom obraz niezwykłego świata ogromnych konfliktów, walki dobra ze złem. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Phil Szostak
Tytuł: "The Art of Star Wars: Rise of Skywalker"
Wyd.: Abrams, Nowy Jork 2019
Il.str.: 251
Cena: około 100 zł


wtorek, 23 czerwca 2020

Fenomen Geralta z Rivii

Wiedźmin. Historia fenomenu

Pamiętam jakim szałem była premiera polskiej ekranizacji przygód wiedźmina Geralta z Rivii, jak później czekało się przed telewizorem na kolejne odcinki serialu. Oczekiwania były ogromne bo świat stworzony przez Andrzeja Sapkowskiego rozpalał wyobraźnie, wyszło jak wyszło - historia. Od tego czasu fani doczekali się gier komputerowych oraz całkiem przyzwoitego serialu w doborowej obsadzie. Przygody Białego Wilka, Ciri, Jaskra czy Yennefer bardzo mocno wryły się w świadomość miłośników fantastyki nie dziwi zatem, że Adam Flamma w Wiedźmin. Historia fenomenu postanowił zgłębić temat.

Adam Flamma podjął się ciekawego zadania przybliżenia historii powstania i rozwoju jednej z bardziej interesujących postaci współczesnej fantastyki, jaką bez wątpienia jest wiedźmin Geralt z Rivii. W książce Wiedźmin. Historia fenomenu streszcza wszystko co działo się wokół postaci Geralta od momentu publikacji pierwszego opowiadania w magazynie "Fantastyka" aż do premiery serialu produkcji platformy streamingowej Netflix. Zadanie to niełatwe, ale autor sprawnie prowadzi czytelnika poprzez meandry wiedźmińskiej podróżny z Polski w szeroki świat próbując przy tym zgłębić fenomen postaci stworzonej przez Andrzeja Sapkowskiego. Flama pisze zatem o pierwszych zagranicznych tłumaczeniach prozy Sapkowskiego, zdobywaniu kolejnych fanów, a przede wszystkim zwraca uwag na niegasnące zainteresowanie owocujące podbojem (bądź mniej lub bardziej udanymi jego próbami) światowych rynków. O sukcesie postaci wykreowanej przez łódzkiego pisarza świadczy już sam fakt, że udało się ją przenieść do mediów takich jak komiks czy film, że zainteresowali się nią  twórcy gier komputerowych pragnący dołożyć do tej wspaniałej historii swoje trzy grosze. 

Wiedźmin. Historia fenomenu to publikacja skupiająca w jednym miejscu informacje na temat książek, komiksów, gier wideo, produkcji filmowych czy muzycznych związanych z rozwojem wiedźmińskiego uniwersum. Materiał źródłowy wzbogacają zdjęcia okładek wydań wiedźmińskiej sagi z różnych stron świata, fotosy z planów zdjęciowych produkcji filmowych czy gier komputerowych, a także komiksowe plansze. W książce znalazło się również miejsce na garść wiadomości odnoszących się do fanowskiej aktywności osobiście zaskoczyła informacja o rock operze przygotowanej przez rosyjskich fanów - niezwykłe! Flamma wykorzystując głownie źródła internetowe, artykuły prasowe, filmy zamieszczane na YouTube oraz wywiady z twórcami streszcza to wszystko co w ostatnich latach działo się wokół historii Geralta z Rivii - a jest tego nie mało! W zasadzie większość informacji zagorzałym entuzjastom twórczości Sapkowskiego będzie już znana, ale dobrze, że pojawiły się one usystematyzowane w jednym miejscu.

Każdy kto śledził chociażby doniesienia na temat kolejnych gier komputerowych nie podniesie brwi ze zdziwienia, a jedynie przytaknie, że owszem tak było jak Flamma pisze. Myślę, że dla wielu może być to minus. Podobnie sprawa ma się z zamieszczonymi w książce wywiadami. Dla mnie była to najsłabsza jej część, a powinno być zupełnie inaczej! Przecież rozmowa z osobami, które w jakiś sposób brały udział w tworzeniu fenomenu wiedźmina musi być czymś niezwykłym, ale nie jest. W dodatku informacje z wywiadów powtarzane są w kolejnych akapitach i zdarza się, że w różnych miejscach czytamy 2-3 razy to samo. Nie lubię takich sytuacji co nie zmienia postaci rzeczy, że książka w przystępny i bardzo usystematyzowany sposób zbiera rozproszone w różnych źródłach informacje co wobec ulotności źródeł internetowych jest bardzo cenne.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Adam Flamma
Tytuł: "Wiedźmin. Historia fenomenu"
Wyd.: Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2020
Il.str.: 504
Cena: 69,99 zł

wtorek, 16 czerwca 2020

Architekt jutra

Architektura to jedna z tych rzeczy, albo raczej całego zespołu obiektów tworzonych przez człowieka, która towarzyszy nam bezustannie. Najczyściej nie zwracamy na nią uwagi, chyba, że w jakiś sposób pozytywnie bądź negatywnie na nas wpływa. Architektura ma ułatwiać życie, ale także przekazywać różne treści zwykle dostosowane do typu budynku, często budzi niemałe kontrowersje. Temat postanowiłem zagłębić poznając życie jednego z ikonicznych architektów XX wieku - Le Corbusiera.

Jak może zauważyliście sięgam po książki, które w jakiś sposób dotykają tematów najbardziej mnie interesujących, ale także wnoszących do życia coś więcej niż jedynie ulotną rozrywkę. Dlatego też co jakiś czas czytam biografie osób mających wpływ na naszą rzeczywistość bądź książki poruszające tematy społeczne i kulturalne. Nie rzucam się na nowości, nie powinno więc dziwić, że sięgam po publikacje wydane nawet kilka lat temu. Wychodzę z założenia, że książka ma nieograniczony termin przydatności (z małymi wyjątkami publikacji zawierających informacje typowo newsowe obliczone na zaspokojenie bieżącego zainteresowania danym tematem) dlatego też, warto sięgać po tytuły słabo promowane, które umknęły szerszej publiczności. O Le Corbusierze słyszałem wielokrotnie jednak nie miałem okazji wcześniej zapoznać się z jego postacią, z ideami, które głosił, z jego wizją architektury, a co za tym idzie przestrzeni ludzkiego życia. Co ciekawe wiele z głoszonych przez niego tez wyznawana jest przez współczesnych architektów i cennym było poznanie tych lecorbusierowskich inspiracji, ale również odkrywanie ich w najbliższym otoczeniu. Lektura biografii Le Corbusiera sprawiła, że lepiej zrozumiałem projekty, które tworzył oraz myśl jaka temu przyświecała. Jednocześnie sprawiła, że zupełnie tej niezwykłej postaci polubić nie mogłem, za charakter, za oślizgłe postępowanie w czasie II wojny światowej, romansowanie z faszystami włoskimi czy kolaboracyjnym rządem Vichy.

Anthony Flint w biografii Le Corbusier. Architekt jutra przedstawia portret człowieka niebanalnego, kontrowersyjnego wizjonera chcącego zmienić miejską przestrzeń, zniszczyć ją, a na gruzach zbudować zupełnie nowe miejsce do życia - pełne przestrzeni, światła i powietrza. Rewolucyjne, modernistyczne projekty przyprawiały wielu o zawrót głowy, innych  doprowadzały do ekstazy powodowanej obcowaniem ze sztuką w najczystszej formie. Flint opisuje chłopaka z małego szwajcarskiego miasteczka, mającego przejąć interes po ojcu, który dzięki swojemu talentowi i determinacji stał się światowej sławy architektem mającym aspiracje i wizje budowy nowych miast. Pochłonięty pracą oraz swoimi projektami Le Corbusier często zapominał, że pomysły przez niego kreowane mogą nie wytrzymać zderzenia z rzeczywistością, że w jego budynkach nie będą mieszkać ludzie idealni, rozumiejący jego wizje, korzystający z wykreowanej przez niego przestrzeni w taki sposób w jaki to obmyślił, ale że będą to zwykli obywatele chcący po prostu żyć i odpoczywać. A jak się okazało architektoniczne twory Le Corbusiera często stawały się utrapieniem dla ich użytkowników co budziło w nim sporą irytację ujawniając despotyzm, te wszystkie mroczne cechy jego charakteru. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Anthony Flint
Tytuł: "Le Corbusier. Architekt jutra"
Wyd.: WAB, Kraków 2017
Il.str.: 320
Cena: 39,99 zł

niedziela, 14 czerwca 2020

Ostatni Jedi

Star Wars. Ostatni Jedi

W kwietniu pisałem o rozczarowaniu jakim była dla mnie lektura powieści Star Wars. Przebudzenie Mocy i mając na półce zalegającą od kilku miesięcy kontynuację postanowiłem wreszcie ją przeczytać. Do książki Star Wars. Ostatni Jedi podszedłem bez specjalnych wymagań mając jednak na względzie fakt, iż film podobał mi się niezmiernie, a jak wyszło o tym poniżej. 

Pomimo spektakularnej wygranej i zniszczenia Bazy Starkiller zdziesiątkowany Ruch Oporu zmuszony jest do ucieczki. Już na początku książki dostajemy potężnego kopa w postaci starcia z Najwyższym Porządkiem i ewakuacji bazy buntowników z planety D'Qar. Szybko okazuje się, że ucieczka w nadprzestrzeń daje złudne poczucie bezpieczeństwa - Najwyższy Porządek dysponuje technologią pozwalającą na śledzenie statków także podczas nadprzestrzennego skoku. W bitwie ranna zostaje Generał Leia Organa, a inni przywódcy Ruchu Oporu giną. Dowództwo obejmuje wiceadmirał Holdo co bardzo nie podoba się części załogi, buntowniczy Poe Dameron nie zamierza pozwolić, aby iskra wolności zgasła. Zupełnie z boku tego zamieszania Finn i Rose - dziewczyna, która w bitwie nad D'Qar straciła siostrę, a także technik pokładowy - ruszają w tajną misję mającą na celu wyłączyć systemy namierzające wroga. Szanse powodzenia misji są nikłe, flocie Ruchu Oporu kończy się paliwo. Pozostaje jeszcze Rey, która udała się na poszukiwanie Luke'a Skywalkera, niestety zgorzkniały i zamknięty w sobie Mistrz Jedi nie zamierza ratować uciśnionej Galaktyki, nie chce także szkolić kolejnych Jedi...

Zacznę od tego, że styl Jasona Fry'a dużo bardziej mi odpowiada niż autora Przebudzenia Mocy. Odniosłem wrażenie, że dużo lepiej rozumie bohaterów choć to jego poprzednik miał pierwszeństwo w nadaniu im wyrazistości i charakteru - czego nie zrobił. Książka mnie nie nudziła, jak to miało miejsce z poprzedniczką i mogłem wreszcie dowiedzieć się czegoś więcej o poczynaniach i motywacjach bohaterów. Dla wielu fanów treści zawarte w Ostatnim Jedi były wyjątkowo kontrowersyjne i zupełnie nieakceptowalne. Szczególnie te odnoszące się do postaci Luke'a, który jest tu zgorzkniałym, zamkniętym na Moc odludkiem, jednak na mnie ten obraz złamanego przez swoje aspiracje i niepowodzenia człowieka wyjątkowo mocno działa. Jego wizja Mocy, równowagi między dobrem a złem, upadku Zakonu Jedi jest spójna i przekonująca. Także Rey spełnia swoją rolę jako postać rozdarta między romantycznymi wizjami bohaterskich czynów, a zagubieniem powodowanym odkrywaniem nowych możliwości czy pokusą przynależności. Rolę kusiciela, swoistego diabła spełnia tu równie rozdarty co Rey Kylo Ren. Chłopak chcący dorównać swojemu dziadkowi, osoba zdolna porwać się nawet na własnego ojca, a później mistrza, aby osiągnąć cel. Kylo to człowiek zupełnie opętany przez aspiracie, którym nie jest w stanie sprostać. Oczywistym jest, że musi dojść do jakiegoś przesilenia. A tych w książce nie brakuje bo napięcie na linii wiceadmirał Holdo - Poe Dameron również doprowadza do pewnego przełamania dotychczasowego paradygmatu. I własnie za to tak cenię Ostatniego Jedi.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Jason Fry
Tytuł: "Star Wars. Ostatni Jedi"
Wyd.: Uroboros, Warszawa 2018
Il.str.: 380
Cena: 39,99 zł

niedziela, 31 maja 2020

Święto Kozła

Święto Kozła

Myśląc o regionie Morza Karaibskiego mamy w głowie piękne wyspy, cudowne plaże i palmy. Wyobrażamy sobie życie tam jako rajską przygodę pozbawioną trosk. A region ten ma nie mniej burzliwą historię niż inne części świata. Łatwo zapomnieć, że do ludzkich dramatów może dochodzić także w rajskiej scenerii, a Karaiby były sceną nie jednego koszmaru. O koszmarze dyktatury, o rządach nieugiętego Rafaela Leonidasa Trujillo pisze w książce Święto Kozła Mario Vargas Llosa. Jest to powieść niezwykła.

Urania Cabral, prawniczka pracująca nowojorskiej kancelarii, wraca po wielu latach do swojej ojczyzny, którą opuściła jeszcze jako nastolatka. Jej podróż do rodzinnego domu, do domu byłego ministra i przewodniczącego senatu z czasów dyktatury Rafaela Trujillo, jej ojca Augustina Cabrala, to pretekst do opowiedzenia historii Republiki Dominikany pod rządami Kozła oraz zmierzchu jego ery. Wczytujemy się w historie życia Uranii przeplataną trzymającą w napięciu relacją z przygotowania oraz przeprowadzenia zamachu na Dobroczyńcę Narodu. Mężczyźni mający uwolnić Republikę z żelaznego uścisku Kozła podejmują się karkołomnego wyzwania, każdy z nich ma swoje motywacje, ale cel jest jeden - wolność. Poznajemy plejadę niesamowitych bohaterów, postaci tak niebanalnych i charakterystycznych, że zapadają na długo w pamięć. Tyczy się to zarówno popleczników dyktatora jak i osób zaangażowanych w spisek mający na celu zakończenie Ery Trujillo.

Vargas Llosa należny do moich ulubionych autorów, więc proszę nie dziwicie się, że w zasadzie w Święcie Kozła nie znajduje wad. Autor w tak niezwykły sposób oddaje klimat miejsc, o których pisze, że ciężko taką książkę odłożyć na półkę. Postacie opisane w powieści są bohaterami z krwi i kości, każda ma swoją historie, swoje motywacje, cele,  marzenia. Nie są to postacie pozbawione wad, jak każdy człowiek poraniony przez życie mają swoje mroczne strony, noszą w sobie urazy, są żądne zemsty. Oczywiście są i przeżarci złem do szpiku kości bohaterowie jak szef bezpieki Johnny Abbes Garcia - bez tak jednoznacznego uosobienia zła reżimu Trujillo nie mogło się obyć. Urania Cabral przez całe życie niepogodzona z tym co ją spotkało, z zawodem wobec ojca to postać tragiczna, niepotrafiąca wzbudzić w sobie odrobiny miłości i żalu wobec schorowanego starca, ale i mężczyzn w ogóle. Sama figura dyktatora Trujillo, nad którym Vargas Llosa tak wspaniale się pastwi, jest hipnotyzująca. Trujillo jawi się jako mąż stanu, człowiek o żelaznej woli, Dobroczyńca Narodu, ale także bezwzględny łajdak i morderca zdolny do wielu poświęceń, aby utrzymać władzę w swoich rękach. Jak każdy dyktator ma swoich zauszników, którym również poświecono sporo miejsca. Nie tylko odrażający Johnny Abbes, ale także spokojny i nader inteligentny wytrawny polityk Joaquin Belaguer byli niezbędni do sprawowania władzy. Historia Republiki Dominikany pod ponad trzydziestoletnimi rządami Trujillo to okres stabilizacji, ale także mordów politycznych, terroru, dyktatury, która zniewoliła naród, uzależniła go od siebie. Jest to bez wątpienia nie łatwa lektura, nie każdemu styl autora będzie odpowiadał, ale niezaprzeczalnie Święto Kozła to rzecz niezwykła. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł: "Święto Kozła"
Wyd.: Znak, Kraków 2016
Il.str.: 521
Cena: 42,90 zł

piątek, 15 maja 2020

Star Wars Komiks - Iskra i płomień

Star Wars Komiks. Star Wars – Poe Dameron: Iskra i płomień. 2/2020

Bohaterowie nowej trylogii "Gwiezdnych wojen"  dopiero zapuszczają korzenie w uniwersum powstałym bez mała czterdzieści lat temu. Kultowa już trójka bohaterów tj. Leia Organa, Luke Skywalker i Han Solo doczekała się następców w postaci Rey, Finna oraz Poe Damerona. Można dyskutować czy jest to godne następstwo, czy postacie mają "to coś" za co pokochają ich fani na całym świecie. Poe Dameron należy do moich ulubionych postaci z uniwersum i z zaciekawieniem przeczytałem najnowszy "Star Wars Komiks" poświęcony m.in. tej postaci. 


Niedobitki Ruchu Oporu wciąż uciekają przed siłami Najwyższego Porządku. Dramatyczna walka nie przyniosła ostatecznego rozstrzygnięcia. Cudem ocaleli z bitwy na Crait  bojownicy pod wodzą generał Lei Organy przemierzają kosmiczną próżnię w poszukiwaniu schronienia. Nieczęsto przytrafia się okazja, aby spokojnie porozmawiać i wyjaśnić kwestie wcześniej ukryte za mgłą niewiedzy. Poe Dameron, po namowie, Rey opowiada o swojej misji zdobycia mapy prowadzącej do Luke'a Skywalkera, o pojmaniu przez Najwyższy Porządek i spotkaniu Finna zakończonym twardym lądowaniem na Jakku. Opowieść mogłaby trwać dłużnej, gdyby nie odebrane przez wysłaną na specjalną misję Eskadrę Czarnych wezwanie pomocy. 


Zaznaczę, że pomimo wielkiej sympatii do Poe Damerona  unikałem komiksów z jego udziałem ze względu na ilustracje. W komiksie to one mają mieć wiodące miejsce, powinny przekazywać emocje, prowadzić akcję. Oczywiście w przypadku Star Wars – Poe Dameron: Iskra i płomień tak się dzieje, ale styl ilustratora daleki jest od tego co lubię. Niestety Angel Unzueta przedstawiania bohaterów, w sposób, który sprawia że mają twarze jak z gumy, często wykrzywione w jakiś dziwnych grymasach, nie specjalnie mi to odpowiada. Taka kreska sprawdza się przypadku przedstawiania postaci obcych czy momencie ukazywania potyczek statków kosmicznych. Przebolałem to tym razem, a niestety widzę, że jest to ogólny trend w komiksach "Star Wars", więc trzeba jakoś na to przymknąć oko.

Przygody bohaterów, które mogliśmy oglądać na kinowym ekranie pełne są luk proszących się o wypełnienie. Wielu rzeczy z samych filmów się nie dowiadujemy, pozostają polem do domysłów i spekulacji powodując, że opowieść może wydawać się niekompletna. Wtedy z pomocą przychodzą inne źródła takie jak komiksy. Iskra i płomień to kolejna cegiełka wypełniająca luki, odpowiadająca na pytania, które mogły nam się nasunąć po obejrzeniu filmów. W tym przypadku otrzymujemy garść wiadomości na temat tego co działo się z bohaterami m.in. po zniszczeniu Bazy Starkiller, ewakuacji bazy na D'Qar i bitwy na planecie Crait czyli wydarzeń znanych z filmów "Przebudzenie Mocy" oraz "Ostatni Jedi". Bohaterowie relacjonują to co ich spotkało poznając się przy tym, obserwujemy jak nawiązuje się więź między Poe, Finnem i Rey. Jesteśmy też świadkami poszukiwania przez Eskadrę Czarnych sojuszników Ruchu Oporu mogących stanąć do ostatecznej walki z Najwyższym Porządkiem. Ponownie okazuje się, że nie wszystko jest czarno-białe, a każdy z wplątanych w wojenną zawieruchę podmiotów chce ustawić się po właściwej z jego punktu widzenia stronie. Najważniejsze jest jednak przedstawienie Poe Damerona jako bohatera, który przechodzi przemianę. Z buntownika o nieokiełznanym temperamencie do wciąż gotowego do poświęceń i brawury dowódcy widzącego większy sens sprawy niż zwykłe jednostkowe bohaterstwo. Jestem pozytywnie zaskoczony.

Odwiedź mnie na 
Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Charles Soule
Ilustracje: Angel Unzueta
Tytuł: "Star Wars Komiks. Star Wars – Poe Dameron: Iskra i płomień. 2/2020"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2020
Il.str.: 148
Cena: 19,99 zł

czwartek, 7 maja 2020

Ognisty taniec ze smokami

Już od 9 lat fani Pieśni Lodu i Ognia czekają na kolejne części cyklu oraz jego zakończenie. Co jakiś czas pojawiające się w sieci wypowiedzi George'a R.R. Martina, który zapewnia, że historia jest już na ukończeniu - budzi to nadzieję, ale również i irytację zrezygnowanych długim czekaniem fanów. Irytował się nie będę, ale cierpliwie poczekam, bo właśnie zakończyłem lekturę drugiego tomu Tańca ze smokami i uwierzcie mi, pomimo niewinnego tytułu, nie ma nic wspólnego z wygibasami celebrytów na parkiecie.

Atmosfera się zagęszcza. Nieuchronnie zbliża się zima, a na wojennej mapie Siedmiu Królestw następują kolejne ruchy pionków. Pojawiają się nowi gracze gromadzący stronników, podejmowane są kolejne próby nawiązania sojuszy zmierzających do obalenia młodocianego króla Tommena. Z Muru Stannis wyrusza na Winterfell, aby stoczyć bój z bezwzględnymi Boltonami i ich zausznikami, a po drugiej stronie Wąskiego morza, w Zatoce Niewolniczej, Daenerys Targaryen walczy o utrzymanie władzy w obleganym Meereen. To są najważniejsze wątki drugiego tomu Tańca ze smokami, ale nie jedyne. Równie ciekawie rysuje się sytuacja uwięzionej przez Wielkiego Wróbla Cersei Lannister oraz jej znienawidzonego brata Tyriona, który w drodze do Smoczej Królowej przeżywa wiele niesamowitych przygód spotykając przy tym potencjalnego, prawowitego dziedzica Żelaznego Tronu. 

Niesamowite jest to, że autor potrafi ciągle podnosić poprzeczkę, że nie oszczędza czytelnika, ale i bohaterów. Trup ściele się gęsto, bohaterowie giną w wielkich mękach, jest brutalnie i obrzydliwie, Martin nie gładzi odbiorcy po głowie słodkimi słówkami, serwuje mu cały zestaw okropności. Akcji jest co niemiara, wątki przeplatają się i trzeba być bardzo uważnym, bo wszystko czego jesteśmy świadkami ma ogromne znaczenie. Nawet pozornie błahe i nieistotne wydarzenia okazują się być jedynie elementem większej układanki. 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony drugim tomem Tańca ze smokami, a już traciłem nadzieję! Wiele wątków znajduje tu swoje zakończenie, jednak te najważniejsze nadal się rozwijają, meandrują wodząc czytelnika za nos. Szczególnie tego czytelnika, który jest fanem serialu "Gra o tron". Różnice w prowadzeniu wątków przez George'a R.R. Martina, a twórców serialu są kolosalne. Oczywiście są punkty wspólne, sam szkielet jest zachowany, ale to co dostaliśmy w serialu jest tylko ułamkiem tej niesamowitej historii, którą znaleźć możemy na kartach powieści. Fantastyczne jest to, że bohaterowie wciąż potrafią zaskakiwać swoimi decyzjami, niby ich znamy, ale ich poczynania nadal potrafią sprawić niespodziankę. Oczywiście nie ma tu sensu porównywać serialu i powieści, ale po zakończeniu książki dołączyłem do grona fanów oczekujących już od wielu lat na jej kontynuacje. Jest na co czekać. Autor zostawił nas w kompletnym rozkroku, nie wiemy co dalej stanie się z najważniejszymi graczami, największe bitwy jeszcze przed nami.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: George R.R. Martin
Tytuł: "Taniec ze smokami t. 2"
Wyd.: Zysk i S-ka, Poznań 2016
Il.str.: 684
Cena: 49 zł

sobota, 2 maja 2020

Fantastyka od Mistrza horroru

Oczy smoka - Stephen King

Stephen King to autor, którego pozycja na rynku księgarskim jest ugruntowana, a charakterystyczny, często usypiający czujność czytelnika, styl znany jest każdemu fanowi opowieści z dreszczykiem. Nie bez kozery nazywany jest Mistrzem horroru, jednak jak każdy autor, także i King, romansuje z innymi gatunkami. W powieści fantasy Oczy smoka możemy spojrzeć na jego twórczość pod innym kątem.

Historia jest niezwykle prosta. W królestwie Delainu panuje władca niezdecydowany i pełen wad, który na tron wstąpił w dość zaawansowanym wieku. Roland wkrótce żeni się, a jego ukochana rodzi najpierw syna Petera, a kilka lat później Thomasa. Niestety podczas porodu królowa umiera. Chłopcy pozostają pod opieką ojca oraz jego służby w tym czarnoksiężnika Flagga.  Obecny na dworze od niepamiętnych czasów czarnoksiężnik - upiorna postać budząca grozę, posiadająca ogromny wpływ na króla - to tajemnicza istota bacznie obserwująca Rolanda i jego synów. Mijają lata, chłopcy różnią się od siebie diametralnie. Peter jest dzielny i rozsądny, daje nadzieję na sprawiedliwe i mądre rządy, Thomas, niedoceniany przez ojca drugi syn, pozbawiony jest tych zalet. Wydaje się, że przyszłość Delainu jest niezagrożona, jednak dochodzi do okrutnej zbrodni, król Roland zostaje otruty, a następca tronu wtrącony do więzienia...

Powieść Oczy smoka przeleżała u mnie na półce dobrych parę lat zanim zabrałem się za jej lekturę. I strasznie żałuję, że przeczytałem ją tak późno. Tak jak zaznaczyłem na wstępie Stephen King raczej nie jest znany z opowieści fantasy, w swoich książkach sięga po zupełnie inne motywy i pewnie dlatego nie specjalnie ciągnęło mnie do tej pozycji. A w Oczach smoka kryje się całkiem fajna, zręcznie poprowadzona historia o zdradzie i zaufaniu, poświeceniu, miłości ojcowskiej i braterskiej. Obyło się przy tym bez dziewczynek władających telekinezą, potworów wynurzających się z klozetu, wampirów rozszarpujących z pasją ofiary czy równie zapamiętałych w tym procederze zombie. Jest odległe królestwo, klarownie zarysowane portrety postaci - nie mamy żadnych wątpliwości kto jest kim. Narrator zwraca się bezpośrednio do czytelnika, streszcza nam całą opowieść dając, czy raczej sugerując, możliwość własnej interpretacji poczynań bohaterów. King nie sili się na rozbudowane opisy otoczenia, o Delainie wiemy tylko tyle ile musimy, nie ma tu niepotrzebnych dłużyzn, a i tak udało się przemycić dostatecznie dużo klimatu tak charakterystycznego dla powieści fantasy.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Stephen King
Tytuł: "Oczy smoka"
Wyd.: Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2013
Il.str.: 399
Cena: ?? zł

niedziela, 26 kwietnia 2020

W słowiańskiej krainie bestii niezwykłych

Bestiariusz słowiański. Część pierwsza i druga

Po tym jak odbyłem podróż przez słowiańskie mity odwiedzając przy tym upiorne laboratorium przyszła pora na kolejną książkę od wydawnictwa BOSZ poruszającą tematykę ludowych wierzeń. Studnia to pomysłów nieprzebrania, wciąż na nowo odkrywana więc z wielką przyjemnością zabrałem się za zbiorcze wydanie Bestiariusza słowiańskiego łączącego w jednym tomie dwa poprzednie.  

Pomysł to znakomity, aby pierwszą i drugą cześć Bestiariusza... wydać w formie jednego tomu. Szczególnie jeśli nie zaopatrzyliście się jeszcze, w którąś z części. Co prawda w lekturze taka książka jest mniej wygodna bo tom jest sporych rozmiarów i wagi, ale warto tę niedogodność przecierpieć. Autorzy na ponad 400 stronach zebrali całą plejadę demonów, duchów, złych i dobrych chochlików, zjaw i potworów zasiedlających to najbliższe jak i bardzo dalekie otoczenie naszych słowiańskich przodków. I tutaj należy mocno zaznaczyć, że owe magiczne stworzenia to nie tylko mieszkańcy ziem polskich, ale także litewskich, ukraińskich czy rosyjskich. Przynajmniej na te zwróciłem podczas lektury uwagę. Jako że wiele z opisywanych nadprzyrodzonych istot znana jest nam za sprawą opowiadanych przez rodziców czy dziadków bajek i baśni, a nie rzadko też gier komputerowych temat może zainteresować nie tylko pasjonatów szukających informacji, ale także zwykłych konsumentów popkultury. Informacje o każdej z istot ujęte są w formie kilku zwięzłych zdań, aby dopełnić całości autorzy postarali się, aby ilustracje uzupełniające tekst były charakterystyczne i przykuwające oko. 

Bestiariusz słowiański. Część pierwsza i druga może rozczarować osoby szukające rozbudowanych wywodów poświęcanych niesamowitym istotom słowiańszczyzny. Jednakże pamiętać należny, iż materiał źródłowy jest niezwykle skąpy, a wiele opowieści zwyczajnie nie przetrwało do naszych czasów, więc obrana przez autorów forma jest jak najbardziej zasadna. Ilustracje cieszą oko, są przekonujące choć nie zawsze odpowiadające opisowi czy przyjętemu w powszechnej świadomości wyglądowi danej poczwary. Dziwne, ale nie specjalnie rażące, w końcu każdy artysta może podejmowany przez siebie temat interpretować w ramach własnej wrażliwości. I to należny cenić. Książka Witolda Vargasa i Pawła Zycha to kolejna cegiełka ratująca ważne elementy codzienności naszych dziadów, odświeżająca pamięć o istotach będących jej częścią. Pomagających w domowych pracach, chroniących obejście, zapewniających dostatek, ale też każących za niegodziwość czy rujnujących zdrowie. Każde zwykłe czy niezwykłe wydarzenie mające jakikolwiek wpływ na życie człowieka tłumaczone było ingerencją sił o nieziemskiej proweniencji. Warto ocalić choć cząstkę tej niezwykłości. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Witold Vargas, Paweł Zych
Tytuł: "Bestiariusz słowiański. Część pierwsza i druga"
Wyd.:  BOSZ, Olszanica 2018
Il.str.: 440
Cena: 74,90 zł

wtorek, 21 kwietnia 2020

W krainie spisków

Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze

Dostęp do informacji jest dziś powszechny, mało skomplikowany i szybki, można by w związku z tym pomyśleć, że tym łatwiej będzie zweryfikować nieprawdziwe przekonania i sądy - to duży błąd. To co dla ludzi łaknących rzetelnych i sprawdzonych informacji jest powodem do zachwytu często staje się narzędziem siania dezinformacji i poglądów zaprzeczających nawet najbardziej ugruntowanym naukowym odkryciom. Bo dlaczego by nie forsować tezy o szkodliwości szczepień czy upierać się, że Ziemia jest płaska, a w Roswell naprawdę wylądowali kosmici? Łukasz Łamża w swoich Światach równoległych... przybliża nam  jedne z "najciekawszych" pseudonaukowych teorii, które rozpalają rozczochrane głowy swoich akolitów sprawiając tym samym, że człowiek rozsądny zaczyna zamartwiać się o ich stan umysłowy.

Pseudonaukowe teorie mają to do siebie, że niepoparte choćby podstawową wiedzą z dziedziny, do której się odnoszą, mogą wydawać się całkiem sensownymi. Szczególnie jeśli informacja podana jest w atrakcyjnej formie popartej wieloma przykładami. Często bezsens danej teorii skrywany jest za barokowymi ozdobnikami, mglistą terminologią, której bliżej do alchemii niż rzeczywistej nauki, ze zmyślonymi, niemającymi pokrycia w rzeczywistości badaniami tworzącymi jedynie pozór prawdopodobności. Niebagatelne jest także to kto nam taką wiedzę sprzedaje, doktorów i profesorów w tym biznesie nie brakuje. Wiele z opisywanych przez Łamżę przykładów znanych jest nam z domowego podwórka, chociażby leki homeopatyczne. Homeopatia bardzo mocno zakorzeniła się w powszechnej świadomości, a lekarze przepisujący słodkie, cukrowe kuleczki pod język tylko się do tego przyłożyli. Szkoda tylko, że "leki" takie nie mają żadnej potwierdzonej badaniami skuteczności. Podobnie rzecz ma się ze strukturyzatorami wody czy robiącej w niektórych kręgach niezwykłą furorę modzie na picie surowej wody czy leczenie dużymi dawkami witaminy C. Łukasz Łamża bardzo mocno podkreśla brak jakiegokolwiek poparcia w naukowych dowodach nonsensownych wymysłów pseudonaukowców. Konfrontuje najpopularniejsze pseudonaukowe teorie z prawdziwymi badaniami próbując przy tym zrozumieć mechanizm ich powstawania oraz fenomen coraz większej popularności, której sprzyja szybki przepływ informacji. 

Muszę przyznać, że Łamża mnie zaskoczył w kilku miejscach swojej publikacji. Wiele słyszałem na temat homeopatii, o płaskoziemcach czy antyszczepionkowcach, ale o wymrażanych kablach mających poprawiać jakość dźwięku płynącego ze sprzętu grającego usłyszałem po raz pierwszy. Wiedziałem, że jest wielu zapaleńców - audiofilii - mogących zrobić dużo, aby poprawić jakość doznań muzycznych, ale żeby dawać się tak naciągać, niebywałe. Jak się okazuje pseudonauka oraz jej produkty mają swoich zwolenników chętnie wydających ciężko zarobione pieniądze na terapie i urządzenia, bez których spokojnie mogliby się obejść. Zaskoczyło mnie jak wiele czasu i energii są w stanie poświęcić wyznawcy danej teorii dla jej obrony, po jakie argumenty sięgają i z czego je wywodzą. Kto pomyślałby, że na świecie jeszcze znajdują się ludzie, których zaprząta prawdopodobieństwo uratowania przez Noego na arce wszystkich gatunków zwierząt, włączając w to dinozaury?  Łukasz Łamża w żaden sposób nie ocenia odbiorców pseudonaukowych teorii zastanawia się natomiast jak to możliwe, że XXI wieku karierę robią przekonania jawnie idące w poprzek jakiejkolwiek logice i zdrowemu rozsądkowi. Czy nasz świat, zbadany na wszystkie możliwe sposoby, pozbawiony jest już dla nich magii i niezwykłości, że ich romantyczna natura potrzebuje niewytłumaczalnego?

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Łukasz Łamża
Tytuł: "Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze"
Wyd.:  Czarne, Wołowiec 2020
Il.str.: 224
Cena: 34,90 zł

czwartek, 16 kwietnia 2020

Nieciekawe Przebudzenie Mocy

Wszystko wskazuje na to, że długo przyjdzie nam poczekać na wydanie w Polsce książkowej wersji filmu "Skywalker. Odrodzenie" - jeśli w ogóle do tego dojdzie bo jak na razie szanse są nikłe. W tak zwanym międzyczasie postanowiłem się przełamać i sięgnąć po powieść Star Wars. Przebudzenie mocy będącą literacką próbą opowiedzenia filmowej historii. O tym jak wyszło słów kilka poniżej.

Pamiętam doskonale ten czas, w którym to padła wiadomość, że powstanie kolejna trylogia "Gwiezdnych wojen". Cóż to były za emocje! Wizja ponownego zawitania do Odległej Galaktyki w filmowej odsłonie, po tak długim okresie bez żadnego nowego filmu, była nader fascynująca. Jak się okazało już podczas kinowego seansu film nie wzbudził moich wyjątkowo gorących uczuć. Owszem podobał mi się, doceniłem kreacje świata, nowych bohaterów, ale brakowało jakiegoś elementu nadającego całości aury niezwykłości. Zresztą ileż można wałkować te same motywy i to chwilami w tak ordynarny sposób jak w przypadku Bazy Starkiller, cóż. Sytuację zmienił "Ostatni Jedi" - film, który podzielił fandom i sporo namieszał. Ale nie o tym miało być, a o książce Alana Fostera.

Zwyczajowego zarysu fabuły nie będzie. Jeśli oglądaliście film JJ Abramsa to wiecie o co chodzi, jeśli nie to obejrzyjcie "Przebudzenie mocy", a książką sobie głowy nie zawracajcie. Czemu? Zwyczajnie w świecie nie ma ona nic ciekawego do zaoferowania. Kiedy sięgam po książkę na podstawie filmu, co już jest sytuacją niezwykłą, liczę, że zaoferuje mi coś lepszego niż tylko przeniesienie wydarzeń z kinowego ekranu 1:1 na papier. Chcę pogłębionej psychologii postaci, ciekawych opisów wydarzeń potrafiących mnie zaskoczyć pomimo tego, iż z góry wiem co się stanie dalej. Mam świadomość, że napisanie takiej powieści do łatwych nie należy, ale wypadałoby się choć postarać, a nie pójść po linii najmniejszego oporu! Nie ma tu absolutnie nic interesującego, zwyczajna, bezpłciowa powieść, sprawnie napisana, ale nic ponadto. To co fajnie zagrało na kinowym ekranie tutaj wypada zwyczajnie blado.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Alan Dean Foster
Tytuł: "Star Wars. Przebudzenie mocy"
Wyd.:  Uroboros, Warszawa 2016
Il.str.: 334
Cena: 34,99 zł

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Znalazł czy nie?

Znajdź mnie - Andre Aciman

Kontynuacje losów książkowych bohaterów przybierają bardzo różne formy. Czasem jest to bezpośrednie opisanie ich losów, innym zaś razem ukazanie ich przygód za pomocą relacji osób trzecich. Często autorzy sięgają po zabieg przenoszący czytelników wiele lat w przyszłość w stosunku do pierwotnej opowieści. Tak też dzieje się w przypadku kontynuacji powieści Tamte dni, tamte noce książki będącej dla mnie wielkim rozczarowaniem. Andre Aciman w Znajdź mnie dopisuje kolejny rozdział do historii Oliviera i Elia.

Punktem wyjścia dla całej opowieści staje się spotkanie ojca Elia z dużo młodszą kobietą. Spotkanie na pozór zwyczajnie, w pociągu do Rzymu, szybko przeradza się w niezwykły romans, tak niezwykły, że aż mało wiarygodny, ale ciekawie zarysowany. Bo jak inaczej nazwać uczucie tak niespodziewane i pełne pasji statecznego rozwodnika, wykładowcy akademickiego do zadziornej i niepokornej dziewczyny skrywającej pod grunge'owym wyglądem wielką potrzebę bliskości? Los tak plecie swoje nici, że i Elio podczas koncertu muzyki kameralnej napotyka dużo starszego mężczyznę, kilka gestów i spojrzeń wystarcza, aby nawiązała się kolejna niebanalna relacja. Wszystko tu rozgrywa się niezwykle subtelnie, żadna z osób dramatu nie jest pewna swojego położenia, jednak czuje, że ich spotkanie to coś ważnego. Bohaterowie karta po karcie odkrywają przed sobą tajemnice przeszłości, a tak jak wiemy ona rezonuje. Czas mija nieubłaganie, a Elio jeszcze raz spotka na swojej drodze Olivera. 

Trzy zazębiające się historie miłosne splecione w jedną całość przepełnione uczuciami - to najważniejsze co można powiedzieć o Znajdź mnie. To nie tylko opowieść o miłosnej pasji,  pożądaniu i jego spełnieniu, ale przede wszystkim o bliskości i tęsknocie za nią, o braterstwie w uczuciu i przewrotności losu, z której nie zawsze potrafimy korzystać. Niezwykle krzywdzące dla tej książki jest kojarzenie jej z utworem Tamte dni, tamte noce, bo w Znajdź mnie Aciman stworzył dużo ciekawszą historię opartą przede wszystkim na emocjach iskrzących pomiędzy bohaterami. Autor nie ucieka się do melodramatycznych scen, wszystko jest bardzo stonowane pomimo tego, iż emocji, pasji i pożądania tu nie brakuje. Pokazuje jak miłość może zmieniać się z wiekiem, jak przeobraża się jej nasze postrzeganie. 


Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Andre Aciman
Tytuł: "Znajdź mnie"
Wyd.: Poradnia K, Warszawa 2019
Il.str.: 320
Cena: 34,99 zł

środa, 1 kwietnia 2020

Implikacja czyli następstwo

Implikacja - Tomasz Brewczyński

O tym że przeszłość rzutuje na nasze teraźniejsze życie nie trzeba nikomu przypominać. Wszystko co nas niegdyś spotkało, w czym uczestniczyliśmy - mimowolnie bądź całkiem świadomie - kształtuje osobowość, ale i wpływa na to jak postrzega nas otoczenie. Niektóre bardziej przełomowe epizody, swoiste punkty węzłowe, tylko na pozór zamknięte, mogą po długim czasie wrócić, a ich konsekwencje potrafią być brzemienne w skutkach. Zupełnie jak dla bohaterów Implikacji, debiutu literackiego Tomasza Brewczyńskiego.

Okrutnie poraniona kobieta zostaje znaleziona wpółżywa na ulicy przez Jana Poniatowskiego. Jej obrażenia świadczą o długotrwałym torturowaniu, jest wycieńczona, a liczne rany kłute zadane nożem są potwierdzeniem bezwzględności oprawcy. Poniatowski, bankier i rozwodnik, od jakiegoś czasu otrzymuje tajemnicze listy z pogróżkami. Czy zmasakrowana kobieta ma związek z jego prześladowcą, czy to ten sam psychopata, który rzucił cień strachu na Piłę? Wkrótce dochodzi do porwania mężczyzny zmierzającego na randkę. Dziwnym zbiegiem okoliczności Jan Poniatowski spotyka na komisariacie Karolinę Janicką chcącą zgłosić porwanie niedoszłego randkowicza - towarzyszy jej przebojowa Anna Sass kelnerka z knajpy "Świteź". Między bohaterami zawiązuje się nić sympatii, razem postanawiają wyjaśnić tajemnice zniknięcia Sebastiana, listów słanych do Poniatowskiego oraz ofiary psychopaty - osoby jak się okazuje nie całkiem anonimowej dla naszych bohaterów. Czyżby dawno zasiane ziarno grzechu właśnie wykiełkowało?

Biorąc pod uwagę, że książka Tomasza Brewczyńskiego jest jego literackim debiutem, swoistym spełnieniem marzeń, należą mu się duże brawa za odwagę. Napisał swoją powieść sprawnie, prostym językiem pozbawionym przeintelektualizowanych momentów mogących uczynić jego książkę śmieszną. Akcja płynie wartko choć poszatkowana jest na wiele fragmentów poświęconych poszczególnym postaciom. Na początku towarzyszyło mi uczucie, że duża część z tych fragmentów do niczego nie zmierza, że są swoistymi zapychaczami, ale okazało się zupełnie inaczej - potwierdziło się tym samym, iż mały, pozornie nieznaczący szczegół ma wielką wagę. Szkoda tylko, że tak mało poświęcono miejsca opisom lokacji, akcja rozgrywa się w Pile i chętnie choć w wyobraźni pospacerowałbym po tym mieście z bohaterami, a i powieść zyskałaby na klimacie i lokalnym kolorycie. Oczywiście to rzecz gustu, wiem, że duże grono czytelników rozbudowane opisy kojarzy jedynie z męką lekcji języka polskiego. 
We wstępie zaznaczyłem, że książka potrafi zaskoczyć. Przynajmniej ja byłem zaskakiwany podczas jej lektury, przyznam, że niejednokrotnie. Czasami moje zaskoczenie wynikało ze sposobu prowadzenia narracji przez autora, innym zaś razem, z faktu, że za nic w świecie nie mogłem polubić bohaterów. Ba! Miałem nadzieję, że przynajmniej dwie bohaterki padną trupem. Jeśli postać Sasanki oraz wyjątkowo cwanej i ordynarnej niedoszłej pielęgniarki Węgorzewskiej były wzorowane na prawdziwych osobach to ja osobiście nigdy nie chce takich "osobistości" spotkać na swojej drodze. Nie mogę przeboleć, że autor pozwolił żyć tej kreaturze Węgorzewskiej, jeśli powstanie kontynuacja Implikacji to liczę, że poniesie ona śmierć. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Tomasz Brewczyński
Tytuł: "Implikacja"
Wyd.: Oficynka, Gdańsk 2020
Il.str.: 380
Cena: 45 zł

sobota, 28 marca 2020

Nieustraszony w więzieniu

Daredevil: Nieustraszony

Mojej przygody z diabłem z Hell's Kitchen ciąg dalszy. Czwarty tom, dużo mniejszy objętościowo - poprzednimi wielkości cegły można zabić - namieszał znacząco w całej opowieści dając mi porcję dobrej zabawy.

Matt Murdock trafia do więzienia na Ryker's Island, gdzie przebywają najgroźniejsze zakapiory. Większość z tych niezwykłych dżentelmenów wylądowała tam za sprawą nie kogo innego jak Daredevila. Matt jest w ogromnych tarapatach, nie dość, że każdy z osadzonych chce sprzedać mu kosę pod żebro to jeszcze FBI oraz inne, mniej uchwytne, siły pragną jego zguby. Kiedy Murdock walczy o przetrwanie w Ryker's na zewnątrz jego przyjaciel Foggy Nelson trudzi się nad przegotowaniem linii obrony na zbliżający się proces. Wszyscy wierzą, że Matt Murdock jest Daredevilem tymczasem na dachach Hell's Kitchen pojawia się postać do złudzenia go przypominająca - budzi to zainteresowanie i konsternację. Jeśli Matt nie jest Daredevilem to kto w takim razie przebiera się w kostium śmiałka? W więzieniu dochodzi do tragedii mającej złamać Murodocka i sprowokować go do działania, do odkrycia swoich atutów.

Po tym jak uśpił mnie trzeci tom Nieustraszonego z dużym zaciekawieniem wszedłem w historię wykreowaną przez scenarzystę Eda Brubakera. Większość akcji rozgrywa w więzieniu skupiającym, jak w soczewce wszystko co najgorsze, wszystko to z czym Daredevil zmagał się na ulicach Hell's Kitchen. Jest brutalnie, leje się krew, łamane są kończyny, a wszystko to świetnie przedstawione za pomocą dynamicznych, pełnych ruchu ilustracji. Okazuje się, że miejsce odosobnienia pełne jest skorumpowanych policjantów niewiele różniących się od wyjątkowo niebezpiecznych zakapiorów. Oczywiście możemy liczyć na zwroty akcji oraz powrót starych znajomych - nie mogło przecież zabraknąć Kingpina. Ciężko coś więcej nawet napisać, aby nie zdradzać najciekawszych wątków fabuły, ale kiedy akcja przenosi się do Paryża byłem wniebowzięty. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Tytuł: "Daredevil: Nieustraszony. Tom 4"
Scenariusz: Ed Brubaker
Ilustracje: Michael Lark, David Aja, Stefano Gaudiano
Wyd.: Egmont, Warszawa, 2018
Il.str.: 300
Cena: 99,99 zł

sobota, 21 marca 2020

Daredevil. Nieustraszony. Tom 3

Daredevil: Nieustraszony. Tom 3

Nie wiem czy też tak macie, ale muszę z przykrością stwierdzić, że obcowanie z jednym bohaterem przez dłuższy czas coraz częściej okazuje się nader wymagające. Szczególnie jeśli twórcy stosują ciągle te same chwyty nie wprowadzając do opowieści żadnych znaczących zmian. Takie swoiste granie na jednej nucie. I takie uczucie znużenia dopadło mnie podczas lektury trzeciego tomu komiksu Daredevil. Nieustraszony.

Pętla na szyi Matta Murdocka zacieśnia się. Z każdego zakamarka miasta wyłaniają się nowi wrogowie. Policja, żądni sensacji dziennikarze, wszędobylskie zakapiory oraz wrogowie z przeszłości tylko czekają na chwilę nieuwagi. Odkrycie prawdziwej tożsamości Daredevila wydaje się być obsesją wszystkich. Fala zbrodni przewala się przez Hell's Kitchen. To brzmiący znajomo zarys fabuły zeszytów zawartych w trzecim tomie przygód Matta Murdocka. Pierwsza historia przenosi czytelnika w przeszłość za sprawą retrospekcji pewnego gangstera, który trafił niegdyś za kratki i teraz pragnie wyrównać rachunki. Komiks został bardzo ciekawie zaprezentowany graficznie łącząc różne style. Są plansze stylizowane na stare komiksy wprost ze Złotej Ery Komiksu oraz czarno-białe sekcje połączone ze stylem typowym dla bieżącej epoki - ciekawie obrazuje to ewolucje sztuki komiksowej. Bardzo mi się ten zabieg podobał, nadawał odpowiedniego klimatu, choć sama opowieść jakoś specjalnie mnie nie pochłonęła. Nużyła mnie też ta opublikowana pierwotnie w serii Decalogue. Tutaj Daredevil przez większość komiksu nie występuje bezpośrednio lecz pojawia się w opowieściach osób spotykających się w ramach grupy wsparcia. Koncept ciekawy, ale tak jak zaznaczyłem nużący - zasypiałem nad tym. Następnie wracamy do kolejnej odsłony starcia Kingpina z Daredevilem. Siedzący w więzieniu zakapior chce zdemaskować Daredevila w zamian za wyjście z więzienia. Czyli znowu ta sama gra w kotka i myszkę co zawsze.

Zwyczajnie w świecie zmęczyłem się już wyglądającymi ciągle tak samo pojedynkami z kolejnymi złoczyńcami i pojawienie się tej głupiej Elektry czy furiata Punishera tego nie zmieniało. Nawet te przeskoki czasowe, zabawa kreską czy kolorem, taka charakterystyczne dla tej serii nie ciszyły mnie tak jak za pierwszym razem - szkoda bo momentami jest naprawdę świetnie. Gdzieś ulotnił się sens całej historii bo to co zaprezentowano w trzecim tomie Nieustraszonego jest tylko pozornie sensowne. Nie ma w tym nic nowego czy odkrywczego, zabrakło ciekawej psychologii postaci i dylematów, z którymi muszą się mierzyć bohaterowie. Jasne, że te dylematy są, ale nie mają już tej mocy, nie są przekonujące. Obcujemy ze zbrodnią, z postaciami pozbawionymi skrupułów, z ludźmi złamanymi przez los w takiej dawce, która może być przytłaczająca. Miałem wrażenie, że wszystko stoi w miejscu, ciążyło mi uczucie stagnacji. Zwyczajnie nie potrafiły mnie zainteresować, a zamiast tego sprawiały, że moje powieki stawały się z każdą stroną coraz cięższe. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Tytuł: "Daredevil: Nieustraszony. Tom 3"
Scenariusz: Brian Bendis
Ilustracje: Alex Maleev
Wyd.: Egmont, Warszawa, 2018
Il.str.: 512
Cena: 119,99 zł

poniedziałek, 16 marca 2020

Piękny umysł, który się zgubił

Neurolożka. Piękny umysł, który się zgubił

Prawdopodobnie we wszechświecie nie ma drugiego tak niezwykłego tworu jakim jest ludzki mózg - straszny truizm, ale to fakt. Mózg zawiaduje wszystkimi funkcjami organizmu, nigdy nie odpoczywa, pracuje bez ustanku. To dzięki niezwykłym strukturom mózgu możemy się uczyć, myśleć, doświadczać całej palety uczuć. Organ ten fascynuje swoimi możliwościami i wciąż niezgłębionym do końca potencjałem. Jednak i on czasem odmawia posłuszeństwa, choruje obracając się przeciw nam. Barbara K. Lipska, chemik i doktor nauk medycznych, osoba zawodowo zajmująca się problematyką m.in. schizofrenii, opisuje swoje zmagania z nowotworem mózgu, który odmienił postrzeganie jej dotychczasowej pracy.  

Doktor Barbara K. Lipska, pracująca w amerykańskim National Institute of Mental Health (NIMH), będąca tam dyrektorem Human Brain Collection Core, kobieta niezwykle aktywna fizycznie, ciesząca się zawodowym uznaniem i szczęśliwym życiem rodzinnym nagle zaczyna mieć problemy ze wzrokiem. Bagatelizuje to tłumacząc przemęczeniem i zażywanymi lekami. Wydawałoby się, że osoba z jej wiedzą na temat funkcjonowania mózgu powinna bezbłędnie odczytać sygnały jakie wysyła jej organizm. Tak się jednak nie dzieje i tylko dzięki uporowi rodziny i błyskawicznej reakcji lekarzy wykonane zostają badania, które wywrócą świat doktor Lipskiej do góry nogami na wiele miesięcy. To nie leki ani też ogrom odpowiedzialnej pracy czy też przygotowanie do kolejnego biegu powodują kłopoty ze wzrokiem. Rezonans magnetyczny nie kłamie - w mózgu znajdują się trzy guzy, dramatyczna diagnoza jest początkiem najważniejszego maratonu w życiu Lipskiej. Kobieta, która przeszła już mastektomie w związku z rakiem piersi, a później leczenie czerniaka jest zaprawiona w bojach, jednak nawet te doświadczenia połączone z ogromną wiedzą nie przygotowały jej na ten cios. Zmiany zachowania, problemy z codziennymi czynnościami, kłopoty w postrzeganiu swoich działań oraz intencji innych osób to część trudności jakie stały się jej codziennością. Wszystkie problemy znane bliskim osób cierpiących na różne choroby psychiczne, także te związane z badaną przez doktor Lipską schizofrenią, stają się jej udziałem.

Neurolożka. Piękny umysł, który się zgubił to opowieść o nierównej i pełnej pułapek walce z chorobą nowotworową atakującą mózg, w której determinacja, szczęście oraz dostęp do różnych leczniczych terapii jest kluczowy. Lipska opisuje swoje życie oraz leczenie nie epatując przy tym zbędnym patosem, choć w książce nie brakuje emocji nie uderza w płaczliwe tony - jest rzeczowa i świadoma zagrożenia. Przeprowadza czytelnika przez ciężkie dla siebie momenty, w których nie wahała się podejmować ryzyka, sprzeciwiać lekarzom, aby uzyskać najlepszą dla siebie pomoc. Trudy terapii, efekty uboczne, chwile zwątpienia to wszystko demolowało jej życie, niszczyło ciało. Guzy w mózgu zmieniły (na szczęście nietrwale) charakter Lipskiej - z kochającej i zawsze życzliwej stała się złośliwa i podejrzliwa. Objawy typowe dla schizofrenii czy alzheimera - gubienie się w znanym terenie, podejrzliwość, a nawet agresja były wymagające zarówno dla Lipskiej jak jej najbliższych. Tylko dzięki zastosowaniu różnych form terapii, zaangażowaniu lekarzy i wspierającej rodziny udało  się Lipskiej przeżyć i spisać swoje wspomnienia, aby inne chore osoby oraz ich bliscy mogły przekonać się i uwierzyć, że jest nadzieja na wyzdrowienie. Nie każdego stać na taką szczerość, by przyznać się przed światem do słabości, do lęku przed śmiercią czy utratą sprawności intelektualnej, a Lipska robi to przybliżając przy tej okazji podstawowe informacje na temat funkcji mózgu oraz możliwych następstwach uszkodzenia jego delikatnych struktur. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Barbara K. Lipska, Elaine McArdle
Tytuł: "Neurolożka. Piękny umysł, który się zgubił"
Wyd.: Agora, Warszawa 2020
Il.str.: 280
Cena: 29,90 zł

piątek, 13 marca 2020

W drodze do Smoczej Królowej

Taniec ze smokami

Niebawem minie rok od finału serialu "Gra o tron", dla wielu zakończenia o tyle wyczekiwanego co niesatysfakcjonującego. Autor sagi Pieśni lodu i ognia nie kwapi się jednak do przedstawienia swojej wersji losów ulubionych przez rzesze fanów postaci. Od czasu do czasu George R.R. Martin odgraża się, że już kończy, ale wciąż pisze i pisze. Mnie natomiast udało się zapoznać z pierwszym tomem Tańca ze smokami o czym kilka słów niżej.

Byłem, w sumie nadal jestem, rozczarowany Ucztą dla wron, przede wszystkim z powodu braku moich ulubionych bohaterów Tyriona i Deanerys oraz przedstawionych przez autora wydarzeń, które nawet nie umywały się do tego o czym mogliśmy przeczytać w chociażby świetnej Nawałnicy mieczy. Akcja Tańca ze smokami rozgrywa się mniej więcej w tym samym czasie co wspomnianej Uczy dla wron z taką zasadniczą różnicą, że opowiada losy innych bohaterów. To co było dużą słabością poprzedniej książki tutaj miało być atutem i czymś wyczekiwanym. I od razu z przykrością napiszę, że albo ze mnie uszła już para i uodporniłem się na styl prowadzenia fabuły przez Martina albo zwyczajnie sens całej opowieści zaczął się zatracać w tym ogromie wątków, zdarzeń mniej lub bardziej istotnych, ale mimo wszystko rozwadniających clue utworu. 

Deanerys przebywa w Meereen otoczona przez pochlebców i wrogów, na jej życie czyhają Synowie Harpii chcący przywrócić status quo. Dziewczyna nadal roi sny o świecie bez niewolnictwa i powrocie do Westeros, aby objąć władzę w Królewskiej Przystani, jako prawowita dziedziczka Żelaznego Tronu z rodu Targaryenów. To co zbudowała dotychczas wali się jak domek z kart niosąc śmierć i cierpienie. Smocza Królowa ma tylu samo wrogów co sprzymierzeńców ściągających do Meereen z różnych stron świata - jednym z nich jest Tyrion Lanister. Różne aspekty podróży Tyriona oraz jeszcze jednego ważnego gracza, o którym tu wspominał nie będę, Martin opisuje w sposób niestety mało zaskakujący. Wszyscy gdzieś zmierzają napotykając trudności będące tylko drobnymi przeszkodami. Podobnie losy Jona Snow przebywającego na Murze ze Stannisem i lady Melisandre czy okrutnego sadysty Ramsay'a Boltona mało zmieniają na mapie potyczek możnych rodów w walce o panowanie nad Siedmioma Królestwami. Natomiast historia bohatera, którego już spisałem na straty czyli Davosa, pełniącego funkcję Królewskiego Namiestnika Stannisa, dają nadzieję, że na tej mapie, na której zapanowała stagnacja, nastąpi mocne uderzenie. 

Oczywiście przy takiej mnogości postaci serwowanej przez Martina na lewo i prawo nie sposób poruszyć wszystkich wątków. Przykre jest jednak to co zasygnalizowałem wcześniej - coraz więcej w tej potrawie jest wody, mnie już czuć te przyprawy, dzięki którym Pieśń lodu i ognia zdobyła tylu fanów. Brakuje tych zwrotów akcji, momentów trzymających w napięciu do końca i przynoszących nieoczywiste i często gorzkie rozwiązania. Jest sprawnie napisana opowieść o bohaterach, których przygody rozeszły się w przybijającej swoją długością historii powoli tracącej sens. Aż boje się co to będzie jak Martin skończy pisać, objętościowo ma być to wprost monumentalne zwieńczenie całości, ale jeśli to rozwadnianie będzie postępowało to może okazać się ono jeszcze bardziej rozczarowujące od tego znanego z serialu HBO.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: George R.R. Martin
Tytuł: "Taniec ze smokami t. 1"
Wyd.: Zysk i S-ka, Poznań 2016
Il.str.: 632
Cena: 59 zł

niedziela, 8 marca 2020

W upiornym laboratorium

W upiornym laboratorium. Homunkulus, golem, potwór Frankensteina, Mr Hyde i inni

O takich poczwarach jak potwór Frankensteina, żywe trupy, mumia czy wilkołak słyszał dosłownie każdy. Popkultura przemieliła w swojej fabryce wszystkie możliwe monstra - zarówno te mniej jak i bardziej znane. Kolejne książki czy produkcje filmowe tylko utrwalają obrazy upiornych stworów niestety często zapominając o ich genezie. W zwieńczeniu "czarnej trylogii" Bartłomiej Grzegorz Sala na warsztat bierze zarówno te wspominane przeze mnie upiorne istoty, ale także inne, o których sam nie miałem pojęcia.

Zasygnalizowałem na wstępie, że W upiornym laboratorium. Homunkulus, golem, potwór Frankensteina, Mr Hyde i inni to trzecia, wieńcząca cykl książka. Pierwsza poświęcona wampirom zauroczyła mnie świeżym podejściem do tematu, niestety sporym rozczarowaniem okazała się druga publikacja Sali poruszająca tematykę wilkołaków. Co nie zmienia postaci rzeczy, że obie, podobnie jak i trzecia wydane są przednio! Wydawnictwo BOSZ zadbało o nienaganną edycję całej trylogii, świetne ilustracje, rozmieszczenie tekstu na stronie to wszystko sprawia, że z tą książką zwyczajnie miło spędza się czas - nawet jak wpadniemy na jakiś nudniejszy kawałek ;)

Bartłomiej Grzegorz Sala zachował typowy dla cyklu format publikacji. Każdy przypadek przez niego omawiany osadzony jest w kulturowo-historycznym kontekście pozwalającym lepiej zrozumieć całość wywodu. Przytaczając więc upiorne opowieści o mumiach nakreśla pokrótce historię starożytnego Egiptu, wielkie odkrycia archeologiczne oraz drogę jaką ten konkretny stwór przeszedł od powieści z dreszczykiem poprzez inscenizacje teatralne do produkcji kinowych - zarówno tych wczesnych, jak i najnowszych. Co ciekawe mocno uwypukla to jak dane demoniczne motywy zmieniały się przez lata często wypaczając swoje pierwotne właściwości i znaczenie co świetnie widać na przykładzie haitańskich zombies, które z niegroźnych żywych trupów pracujących na farmach trzciny cukrowej zmieniły się w opętane żądzą mordu monstra. Nie zapomina o sposobach "narodzin" budzących lęk istot poruszając przy tym kwestie etyczne związane z nauką i religią - potwór Frankensteina, żydowski golem, próby stworzenia ludzko-zwierzęcych hybryd itp. Omawia zatem całość dorobku kultury nie pozostawiając całości bez odpowiednich cytatów oraz swojego autorskiego komentarza. 

Ta książka to też ciekawe spojrzenie na zmieniające się trendy w literaturze i kinie. Sala pisze o wielu dziś zapomnianych motywach, o ich przenikaniu się i ewolucji, o budzących dziś uśmiech politowania badaniach naukowych unaoczniając, że często w błahej z pozoru powieści gotyckiej drzemie głębsze przesłanie. Od razu miałem ochotę sięgnąć po Wyspę doktora Moreau Wellsa, Doktor Jekyll i pan Hyde Stevensona czy absolutny klasyk Mary Shelley jakim jest Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz. A to tylko głośniejsze z dzieł wspominanych przez Salę. Autor nie zapominał, że idee tworzenia życia, które może obrócić się przeciwko stwórcy, towarzyszą człowiekowi od zarania. Nie bez kozery wywód swój wyprowadza od starożytności i prób stworzenia mechanicznej istoty, od dzieł filozofów i naukowców, aby przekazać czytelnikowi, że pęd człowieka do przekraczania kolejnych granic poznania jest odwieczny, a jego owoce z czasem przenikają ze sfery fantazji znajdując swoje odbicie w nauce, by następnie ponownie trafić - już w innej odsłonie - do naszych domów za sprawą mnogich tekstów kultury.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Bartłomiej Grzegorz Sala
Tytuł: "W upiornym laboratorium. Homunkulus, golem, potwór Frankensteina, Mr Hyde i inni"
Wyd.: BOSZ, Olszanica 2018
Il.str.: 312
Cena: 49,90 zł

środa, 4 marca 2020

Porąbana sztuka Ricka i Morty'ego

Rick i Morty. Porąbana sztuka

Współczesny rynek wymusza na twórcach, aby ich dzieła dostępne były w możliwe jak najszerszym spektrum mediów. Nie dziwi zatem, że popularny film, bądź kreskówka telewizyjna, przerabiana jest na komiks, grę komputerową, grę planszową, że pojawią się także publikacje książkowe.  Rick i Morty. Porąbana sztuka to kolejny przykład takiego marketingowego działania.

Książka pokrótce przedstawia nam bohaterów występujących w dwóch pierwszych sezonach  animacji "Rick i Morty" (na tę chwilę powstały cztery sezony). Oprócz głównych postaci jak Morty, jego rodzice Beth i Jerry, siostra Summer oraz szalony dziadek Rick mamy cała plejadę bohaterów drugoplanowych - zarówno tych dobrych jak i złych. Krótka charakterystyka, utrzymana stylistyczne w typowym dla serialu absurdalnym, a i często wulgarnym humorze, dopełniona jest ilustracjami, szkicami, a czasem jakimiś drobnymi uwagami twórców na temat procesu powstawania finalnego dzieła prezentowanego widzom w animacji. Cała plejada totalnie pokręconych kosmitów, fantastycznych wariacji na temat głównych bohaterów to nie wszystko. Nie zapomniano o niezwykłych przedmiotach, wynalazkach Ricka, a także o całej otoczce w postaci alternatywnych światów czy obcych planet. Na koniec zapodano kilka zdań o pracy nad scenariuszem oraz scenorysami - taki rzut oka na techniczną stronę produkcji.

Kto oglądał choć kilka odcinków "Ricka i Morty'ego" bez trudu odnajdzie w tej książce wszystkie ulubione motywy. Nie sadzę jednak, aby sama książka działała w drugą stronę, aby mogła zachęcić kogoś do obejrzenia animacji. To co działa w serialu, co nas śmieszy w pokręconych przygodach Ricka i Morty'ego bierze się nie tylko z fajnie nakreślonej fabuły, śmiesznych tekstów i tych odjechanych stworów wysypujących się z ekranu, ale także z gry aktorów podkładających głosy. Nawet najzabawniejszy tekst nieumiejętnie zagrany nie wzbudzi emocji. Druga sprawa to odniesienia do popkultury, sztuki i bieżącej polityki. Serial aż kipi nawiązaniami do kultowych dzieł filmowych i literackich. Kto obeznany jest z tematyką science fiction, ale i innymi dziełami popkultury bez trudu odgadnie inspiracje, którymi kierowali się twórcy. To część całej zabawy. W książce jest o tych inspiracjach też dosłownie kilka słów i przyznam, że dużo bardziej bawi oglądanie serialu niż wertowanie tej publikacji i nawet świecąca w ciemnościach oprawa nie zmienia tego stanu. Rzecz dla zatwardziałych wielbicieli.


Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: James Siciliano, Justin Roiland
Tytuł: "Rick i Morty. Porąbana sztuka"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2019
Il.str.: 224
Cena: 99,90 zł

czwartek, 27 lutego 2020

Star Wars Komiks - Bunt na Kalamarze

Star Wars Komiks

Oglądając filmową sagę "Gwiezdnych wojen" często natrafiamy na fabularne luki i uproszczenia. Wiele spraw zostaje całkowicie przemilczanych dając tym samym pole do rozwijania uniwersum w książkach i komiksach. Bunt na Kalamarze, pierwsze w tym roku wydanie magazynu "Star Wars Komiks", to kolejna mała "łatka" pozwalająca lepiej zrozumieć filmowe wydarzenia.

Gwiazda Śmierci została zniszczona, nie oznacza to jednak zakończenia wojny. Księżniczka Leia nie ustaje w staraniach mających na celu powiększenie zasobów militarnych Sojuszu Rebeliantów. Kluczowym wydaje się zdobycie statków wchodzących obecnie w skład Kalamariańskiej Imperialnej Floty Handlowej. Nie od dziś wiadomo, że jest ona wyjątkowo dobrze wyposażona. Przejecie jej w otwartej bitwie nie wchodzi w grę, sami Kalamarianie będący pod przywództwem regenta zastępującego porwanego króla, z obawy o swój lud, nie chcą przekazać floty rebelii. Leia, wraz z Hanem i Luke'em, udają się z misją mającą na celu odbicie z rąk Imperium króla Kalamara Lee-Chara, aby tego dokonać muszą porwać imperialnego Moffa. 

Historia przedstawiona w bieżącym zeszycie magazynu nawiązuje do wydarzeń z komiksu Płonące wody, rzuca światło na sposób w jaki rebeliancka flota wzbogaciła się o kalamariańskie statki kosmiczne. Dowiadujemy się także o kolejnych podłościach Imperium zupełnie nieszanującego królewskich tytułów i nieliczącego się z prawami więzionych przez siebie istot. Fortel ze zmiennokształtną istotą jest przezabawny, ociera się o pastisz, a droidy C-3PO i R2-D2 ogrywają w nim całkiem fajną rolę. Nie zabrakło kosmicznych starć, strzelanin oraz gorzkich rozczarowań z jakimi muszą ponownie mierzyć się bohaterowie. Po za stylem rysowania postaci ludzi, które wyglądają jak gumowe lalki, nie mam specjalnych zastrzeżeń - razi mnie to jak wyglądają Han, Luke czy Leia, ale to taka moja osobista przypadłość. Przyjęty sposób ilustrowania opowieści sprawdza się w przypadku obcych istot, potworów i innych obiektów. Nawet przyznam, że statki kosmiczne są ciekawie i szczegółowo rysowane, cieszy to oko.

To byłoby na tyle, pierwszy tegoroczny zeszyt "Star Wars Komiks" można uznać za udany, szkoda, że na następny przyjdzie nam poczekać aż do 8 maja! Zmiana częstotliwości ukazywania się magazynu to kolejna, po braku publikacji kilku kluczowych pozycji książkowych dotyczących filmu "Skywalker. Odrodzenie", przykra niespodzianka z jaką przyjdzie nam się w tym roku pogodzić.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Kieron Gillen
Ilustracje: Salvador Larroca
Tytuł: "Star Wars Komiks - Bunt na Kalamarze. 1/2020"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2020
Il.str.: 132
Cena: 19,99 zł

poniedziałek, 24 lutego 2020

Słowiańskie mity na nowo odkryte

Mitologia słowiańska

W naszym kręgu kulturowym stosunkowo powszechna jest znajomość mitologii Greków i Rzymian. Nic w tym dziwnego, w szkole się sporo na ten temat mówi, twórcy popkultury również dokładają tu swoją cegiełkę przedstawiając coraz to nowe interpretacje klasycznych historii. Mitologia słowiańska nie miała tyle szczęścia i w zasadzie pomijana w szklonej edukacji, systematycznie wymazywana ze świadomości znikała. Ale czasy się odmieniły, powstają coraz to nowe publikacje omawiające temat wierzeń dawnych Słowian, jedną z nich jest Mitologia słowiańska Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony.

Mitologia Słowian, za sprawą chociażby sukcesu trzech odsłon gry "Wiedźmin", a także serialu opartego na wiedźmińskiej sadze Andrzeja Sapkowskiego, coraz częściej gości w naszych domach. Setki lat chrystianizacji, brak źródeł pisanych spowodował jednak, że to co mamy jest często tylko wyobrażeniem na jej temat, pewnego rodzaju interpretacją powstałą ze szczątków historii ocalałych jakimś cudem w pamięci naszych babć i dziadków. Część słowiańskich obyczajów zaadoptowana została na poczet religii katolickiej, ślad przetrwał także w języku potocznym - kiedy mówimy o doli czy jej braku albo  nazywamy kogoś  "lelum polelum" - nieświadomie, ale jednak odwołujemy się do dawnych bóstw. Ja sam pamiętam jak babcia opowiadała o wodnikach czy boginkach, a nawet starej zielarce odczyniającej na wsi uroki. 

Z dużym zaciekawieniem przeczytałem Mitologie słowiańską mając na uwadze, że przedstawione opowieści o Perunie i Welesie, powstaniu świata i człowieka, a także o biesach takich jak wodnik, południca czy strzyga to pewna forma interpretacji tych źródeł, do których udało się autorom dotrzeć.  Nie umniejsza to w ogóle całości książki bo w stosunkowo niewielkim dziele zawarli wiele interesujących opowieści. Możemy sobie tylko wyobrażać, że zaprezentowana teogonia czy mit antropogeniczny to jedynie skromny ułamek tego co na temat bogów i ludzi mówili przodkowie i z żalem rozmyślać nad całą resztą, utraconą na zawsze. Nie sposób łatwo pogodzić się z tak skromnym panteonem bóstw czy bestiariuszem, które musiały być znacznie bogatsze. Rzecz nie wyczerpuje tematu, sygnalizuje pewne kwestie, które aż proszą się o rozwinięcie. Jest to kolejna cegiełka przybliżająca nas do zrozumienia duchowości ludów słowiańskich, naszych przodków żyjących wiele wieków przed nami. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona
Tytuł: "Mitologia słowiańska"
Wyd.: BOSZ, Olszanica 2019
Il.str.: 160
Cena: 39,90 zł

The Art of Star Wars: Rise of Skywalker - recenzja

Nie niestety, strasznie mi przykro, ale "Skywalker. Odrodzenie", dziewiąta część sagi Skywalkerów, nie spotkała się z tak ciep...