piątek, 24 kwietnia 2015

Na południe od Broad...

O emocjach
Wywoływanie w odbiorcach literatury emocji za pomocą różnorakich środków stylistycznych to dla pisarza codzienność. Przeróżne, czasami karkołomne, stylistyczne "piruety i wygibasy", odwołania do kontekstów zarówno społeczno-kulturowych jak i historycznych są w literaturze chlebem powszednim. Często odwołania są tak zawiłe, że tylko sam autor wie o co chodzi w jego dziele powodując tym samym u czytelnika zwyczajne znudzenie. Być znudzonym czytając książkę to jeszcze nic strasznego, można przecież zawsze odłożyć ją na półkę i już po sprawie. Jest wielu autorów, którzy z nudy uczynili swój znak rozpoznawczy. Usypiają, by znienacka przywalić czytelnikowi w mordę, tak robi moim zdaniem Stephen King. Jednak to nie o takich emocjach dziś napiszę, o nie! Nie nuda, nie usypanie czytelnika czy pretensjonalne brednie wezmę na warsztat, ale książkę, która wgniotła mnie w fotel, stała się idealna złodziejką czasu. Lektura Na południe od Broad Pata Conroy'a zapewniła mi cały wachlarz emocji dołączając tym samym do książek bardzo dla mnie ważnych. 

W książce zatracisz się bo...
... bo jak napisałem we wstępie to idealna złodziejka czasu. Czytałem Na południe od Broad i zapominałem o upływie czasu, przemierzałem kolejne meandry opowieści Conroy'a, a kiedy zerkałem na zegarek dziwiłem się, że minęło już tyle czasu, czasu, którego upływu w ogóle nie odczuwałem. Obraz Karoliny Południowej lat '60, sennego miasteczka Charleston ze swoimi aniołami i demonami wbił mi się do głowy na dobre. Dzięki opowieści narratora poznajemy na wskroś smutną opowieść o specyficznej rodzinie, o przyjaźni i uprzedzeniach, które pokutują w każdym z nas.  
Leo King - narrator opowieści - prowadzi czytelnika przez zawiłości swojego życia. Poznajemy go jako chłopca, który po samobójstwie brata próbuje powrócić do normalnego życia pod okiem wymagającej i surowej matki wielbicielki prozy Jamesa Joyce'a oraz kochającego ojca. Samobójstwo brata naznaczyło chłopaka na wiele następnych lat, jednak dzięki przyjaźni i niezwykłemu urokowi osobistemu Leo żyje w miarę normalnie. Życie młodego Kinga zmienia się kiedy do miasteczka przybywają nowi mieszkańcy - jego losy na zawsze łączą się z życiem bliźniaków Trevora i Sheby Poe, czarnoskórego syna trenera Ike'a Jeffersona, rodzeństwa sierot Nielsa i Starli oraz przedstawicieli charlestońskiej arystokracji Chada i Fraser Rutledge. Zapowiada się banalnie, zapowiada się na nudę i tandetny ochłap, a ta książka to prawdziwy diament. Ta opowieść zawiera wszystkie elementy dobrej powieści, znajdziemy w niej intrygę, romans, sentymentalna opowieść o przyjaźni, która nie mogła się zdarzyć, a ponadto elementy trzymającego w napięciu thrillera. Bohaterowie są pełnokrwiści i wielowymiarowi, to nie papierowe kukły, jakich wiele we współczesnej prozie.  Na południe od Broad jest świetnie napisana, sposób w jaki Conroy snuje opowieść jest znakomity.
Książka, mocno osadzona w amerykańskiej obyczajowości, porusza bardzo ważne problemy społeczne, barwnie portretując społeczeństwo Stanów począwszy od lat '60 do '90. Segregacja rasowa, uprzedzenia do osób spoza zamożnej socjety, do czarnych, do sierot, do homoseksualistów, do wyznawców innych religii może i nie są najważniejszymi elementami tej opowieści, jednak bardzo wyraźniej z niej przebijają rażąc swoją dogłębną głupotą. Napisze jeszcze tylko tyle, że zakończenie wbija w fotel. 
Warto wybrać się na Broad Street w Charlestonie. 

INFO
Autor: Pat Conroy
Tytuł: "Na południe od Broad"
Wyd.: ALBATROS, Warszawa 2010
Il.str.: 638
Cena: 41 zł

piątek, 3 kwietnia 2015

Nieubłagany czas

Biblioteka i czas
Biblioteka w naszych czasach zyskuje na znaczeniu, powoli odchodzimy od utartego poglądu na jej temat. Powoli przestaje być mega nudnym miejscem, w którym zasuszone staruszki pilnują czy ktoś nie mówi zbyt głośno, czy nie kradnie drogocennych książek, stopniowo staje się centrum społecznego życia - centrum kultury i sztuki, miejscem nauki i rozrywki. Przechowuje i udostępnia nie tylko książki i czasopisma, ale i płyty z muzyką, filmami, a coraz częściej także i gry. W bibliotece czas jakby zamiera, zatrzymuje się, biegnie swoim torem, to oczywiście odczucie subiektywne, ale na pewno każdy bywalec przyzna mi rację. Co jednak stałoby się z nami, gdyby czas naprawdę zmienił swój bieg, nie było to już tylko jednostkowe odczucie, a biblioteki zamiast gromadzić i chronić książki dbały o to, aby każdy egzemplarz danego dzieła przestał istnieć? Gdzie zawędrowałaby ludzkość, gdyby bibliotekarze budzili lęk stając się tak potężnymi, by dowolnie decydować o czyimś życiu?
Wbrew wskazówkom zegara Philipa K. Dick'a porusza między innymi ten temat, ale całość książki ma znacznie bardziej znaczące przesłanie.

W czym rzecz?
Faza Hobarta zmieniła bieg czasu. Ludzie młodnieją by zniknąć na zawsze pochłonięci przez macice kobiet ochotniczek. Palone papierosy zamiast znikać wraz z dymem powiększają się, by ostatecznie zawędrować z powrotem do opakowania. Vitaria prowadzą nietypową działalność polegającą na odnajdywaniu i wykopywaniu z grobów staronarodzonych - osób, które za sprawą Fazy Hobarta wróciły do życia. Jeden z właścicieli takiego przybytku zostaje wplątany w tryby śmiercionośnej machiny. Sebastian Hermes i zespół viatrium "Flaszka Hermesa" przypadkowo lokalizuje Anarchę Peaka - zmarłego przywódcę kultu udi, który niebawem ma się odrodzić. Upatrując dobrego interesu postanawia zdobyć ciało Anarchy i ukryć je, aż do zmartwychwstania. Anarcha jest nie lada kąskiem nie tylko dla obecnego przywódcy udi Raya Robertsa, ale także dla tajemniczego syndykatu z Rzymu. Wszystko jednak komplikuje się, gdy nieroztropna żona Sebastiana Hermesa Lotta ujawnia bibliotekarzom informację o Peaku. Bezwzględne służby Ludowej Biblioteki Miejskiej z Radą Eradów na czele postanawiają udaremnić powrót Anarchy.
Biblioteka w powieści Dicka jawi się jako przerażające miejsce, w którym rządzą bibliotekarze, gdzie Rada Eradów zgodnie z Fazą Hobarta dba, by wszystko co zostało napisane zostało zniszczone, by żadna istota temu nie zapobiegła. Dzieła wielkich tego świata czekają na powrót z grobu swoich twórców tylko po to, by oni sami je zniszczyli, wymazali z dziejów ludzkości. Bohaterowie są zupełnie bezradni wobec tego co ich spotyka, siły nacisku są wszechpotężne. Bezradność wobec czasu, przedstawicieli biblioteki czy potężnego kultu udi przepełnia tę powieść. Człowiek wydaje się być tylko bezwolnym aktorem dramatu, którego nie jest świadom. Przez chwilę wydaje się, że kierując się uczuciem, miłością i przyjaźnią uda się wygrać, uda się złamać system, jednak to wszystko tylko mrzonki.

Dla kogo? 
Wbrew wskazówkom zegara mogę polecić każdemu. Nie jest to powieść, w której mogą zaczytać się tylko fani Philipa K. Dicka czy szerzej fani science fiction. Wielość odniesień do filozofii, a przede wszystkim niezwykła wprost aktualność tej powieści warta jest czasu z nią spędzonego. Dick pisze niezwykle przejrzyście i pomimo ogromnego naszpikowania przeróżnymi kodami czytelnik odnajduje się w lekturze znakomicie - przynajmniej ze mną tak było.
Wydanie książki jest wprost wyśmienite. Podobnie jak przy opisywanym wcześniej Valisie i Transmigracji Timothy'ego Archera powieść dopełniają rysunki Wojciecha Siudmaka. Brawo dla Domu Wydawniczego REBIS za taką staranność wydania - Dick na to zasługuje!

INFO
Autor: Philip K. Dick
Tytuł: "Wbrew wskazówkom zegara"
Wyd.: Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2013
Il.str.: 311
Cena: 49,90 zł

sobota, 21 marca 2015

Potęga złego człowieka

Rewolucja
Kiedyś, w sumie nie tak dawno temu, były takie czasy, w których rewolucje i przewroty na szczytach władzy nie były czymś niezwykłym.  Zbuntowane masy pod wodzą charyzmatycznego przywódcy ścierały z powierzchni ziemi dotychczasową, zwykle arystokratyczną, władzę. Krew, terror, eksplozja przemocy, a z drugiej strony nadzieja buntujących się mas na przyszłość w dostatku, na przyszłość bez ucisku, na wolność, równość i braterstwo tworzyły nowy porządek świata, komunistyczny porządek świata. I wszystko byłoby świetnie gdyby nie rewolucyjni przywódcy tacy jak Lenin, Stalin czy przewodniczący Mao. Nikt tak jak oni nie potrafił wycierać sobie gęby pięknymi hasłami niwecząc przy tym marzenia na życie w dostatku, topiąc swoje własne narody we krwi. Postać przewodniczącego Mao Zedonga, którego zbrodnie są nieporównanie większe niż innych totalitarnych tyranów, została dokładnie opisana w biografii autorstwa Jung Chang i Jon'a Halliday'a.

Bardzo zły wujaszek Mao
Każda, nawet najwznioślejsza, idea staje się niczym wobec ludzkiej woli. Człowiek to taka istota, która zawsze chce naginać rzeczywistość zgodnie ze swoją wolą. Komunizm, zasadniczo i pobieżnie, miał przynieść całemu światu wspomniana już wolność, równość i braterstwo - świat bez ucisku grupki arystokratów rządzących motłochem. Jak wyszło, wszyscy wiemy. Przewodniczący Mao Zedong wykorzystał bunt mas do przejęcia władzy w Chinach.
Biografia towarzysza Mao odsłania kulisy zawiłej walki przewodniczącego z ówczesnym przywódcą Chin Czang Kaj-szekiem. Ukazuje Mao jako bezwzględnego i brutalnego satrapę godnego bez mrugnięcia okiem posłać swoich ludzi na pewną śmierć dla osiągnięcia czysto egoistycznych celów. Mao, już od dziecka, był inteligentnym manipulantem. Uwielbiał czytać i uczyć się, stronił od pracy fizycznej, robił wszystko, aby podporządkować sobie otoczenie, kiedy nadarzyła się okazja szybko wstąpił do będącej w powijakach Komunistycznej Partii Chin rozpoczynając tym samym drogę do władzy w jej strukturach. Przez całą lekturę biografii przewodniczącego zastanawiałem się jak to możliwe, że nikt zawczasu go nie odstrzelił. Było tyle okazji, tyle niepowodzeń zawinionych przez pychę i egoizm Mao, a wszystko uszło mu na sucho. Częściowo dzięki poparciu Stalina, w którego to grze Mao był jednym z pionków. Chińska karta była często zagrywana przez Stalina zabezpieczająco swoje "tyły" przed ewentualną inwazją armii japońskiej podczas II wojny światowej. To jednak nie czas, aby roztrząsać te kwestie szczegółowo. Mao doskonale manewrował między różnymi siłami wpływów wyciskając z nich tyle ile mógł. W efekcie pokonał wszystkich oponentów. Zamienił Chiny w obóz pracy, w umieralnie bez jedzenie, kultury, wolnych mediów i edukacji. Jego kolejne rojenia o światowej potędze, wielki skok, rewolucja kulturalna, program atomowy doprowadziły Chiny do wyniszczenia. Mao nie liczył się z ludźmi, nie miał dla nich skrupułów. Zadziwiające, że człowiek oczytany, miłośnik książek i muzyki, dobrego jedzenia był w stanie pozbawić cały naród dostępów do tego co sam kochał. 
Książka jest bardzo ciekawa, autorzy nie nudzą, przedstawiają fakty oparte na różnorakich źródłach. Wiele relacji pochodzi od ludzi, którzy przeżyli kolejne czystki Mao, którzy się z nim spotykali na różnych etapach jego politycznej drogi (była ona zwiła uwierzcie mi!). Całości dopełniają czarno-białe fotografie, nie jest ich zbyt wiele, ale pochodzą z różnych okresów Mao także jest okazja przyjrzeć się jak ze słodkiego dzieciaka wyrósł opasły sybaryta bez skrupułów i sumienia. 

Dla kogo?
Oczywiście dla każdego miłośnika historii! Informacje przekazane w książce głęboko osadzone są w kontekście zarówno społecznym, ekonomicznym jak i politycznym, dlatego też łatwo zrozumieć poszczególne posunięcia Mao Zedonga. Odwołania do światowej polityki są wyjątkowo istotne, powiedziałbym nawet, że stanowią istotę takich publikacji jak biografia Mao.   

INFO
Autor: Jung Chang, Jon Halliday
Tytuł: "Mao"
Wyd.: Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2007
Il.str.: 775
Cena: średnio 20 zł na portalach aukcyjnych

środa, 11 marca 2015

Zmarnowany potencjał

Ból zmarnowanych potencjałów
Czytając książkę bądź oglądając film pewnie i Wy doświadczacie bólu zmarnowanego potencjału, który aż do samego końca obcowania z dziełem uwiera, dotkliwie razi, jak drzazga wbita pod paznokieć. Osobiście nie jestem zanadto krytyczny, nie jestem marudą, któremu wszystko się nie podoba, który wszystko by zmienił czy zrobił lepiej, jednak są takie chwile, że chce się krzyczeć "dlaczego! dlaczego właśnie tak to napisałeś/nakręciłeś! Przeczytałem, a właściwie zmordowałem Przebudzenie Stephena Kinga, które miało być elektryzującą powieścią, a w 3/4 było nudą nad nudami i naprawdę chciało mi się krzyczeć "dlaczegóż mi to uczyniłeś Stephenu Kingu, dlaczegóż".

Przebudzenie?
O tym, że za elektrycznością stoi wielka potęga, że bez niej nie byłoby tego wszystkiego co nas dziś otacza, a co wydaje nam się do życia niezbędne, jak lodówki, pralki czy komputery i telefony komórkowe, mówić nikomu nie muszę. Czy w tym codziennym elektryczności konsumowani zastawaniami się nad tym co za nią stoi, do czego jeszcze możemy ją wykorzystać? Wydaje mi się, że nie bo zwyczajnie elektryczność z całą swoją potęgą nam spowszedniała. Stephen King w Przebudzeniu zastanawia się nad możliwościami leczniczymi elektryczności, nad możliwością dokonywania za jej pomocą cudów. Cudów, które mogą mieć swoje daleko idące konsekwencje. Towarzyszymy bohaterom w ich wędrówce przez życie zakłócane przez tragiczne wypadki odmieniające postrzeganie świata. Autor mocno akcentuje to, że nie żyjemy sami dla siebie, że ludzie, których kiedyś spotkaliśmy mogą istotnie wpływać na nasze dalsze losy. Śmierć członków rodziny oraz idąca za tym utrata wiary w boga, także jego poszukiwanie na innych niż religia płaszczyznach, uzależnienie od alkoholu i narkotyków to główne tematy powieści. Pojawia się także nieodzowna miłość opisana w sposób ciepły i nostalgiczny. 
Przebudzenie wpisuje się w nastrój nostalgii za latami '60 jaki przepełniał świetną historię opisaną w Dallas '63, nie zabrakło także typowych dla Kinga mrugnięć do czytelnika w postaci nawiązań do innych jego utworów, a także literackich trików, które tym razem już nie cieszyły, ale sprawiały, że zgrzytałem zębami. Historia niespecjalnie to zajmująca. Napisałem we stępie, że w 3/4 wieje nudą i to straszną. Owszem to prawda. Mały plus za to, że ta nuda przygotowuje nas na świetny koniec, kulminację wartą tej mordęgi, ale pytam się ileż można przynudzać? Przecież ta książka to istny szczyt niewykorzystanego potencjału. Są w Przebudzeniu takie smaczki, takie zdania, które zasługiwały na coś więcej, szkoda.

Komu, komu bo idę do domu!
Niestety tylko fanom i to zatwardziałym. No, może jeszcze osobą cierpiącym na bezsenność.

INFO
Autor: Stephen King
Tytuł: "Przebudzenie"
Wyd.: Prószyński i S-ka, Warszawa 2014
Il.str.: 535
Cena: 42 zł

wtorek, 3 marca 2015

Wszedłem w świat Wiedźmina

Słowo usprawiedliwienia po długiej nieobecności
Powiadają, że najgorszą rzeczą jaką można zrobić to tłumaczyć się nie poczuwając się do winy. Zasadniczo zgadzam się z tym stwierdzeniem, jednak po ponad miesięcznej nieobecności na blogu zwyczajnie w świecie należy się choć zdanie wyjaśnienia. Nikt nie jest alfą i omegą, nie ma człowieka, który od czasu do czasu nie odczuwałbym znużenia tym co robi, a mnie właśnie takie znużenie dopadło. Może lektury, które wybrałem w tym czasie nie były nazbyt zajmujące, a może to zwyczajne zmęczenie materiału i chęć odmiany - sam nie wiem. Jedno jest pewno wróciłem i mam nadzieję że już zostanę. 

Na pierwszy ogień postanowiłem napisać o pierwszej części sagi o pogromcy potworów, wiedźminie Geralcie z Rivii, do której przeczytania skłoniła mnie gra komputerowa "Wiedźmin 2". Pamiętam bardzo dobrze film kinowy oraz serial telewizyjny z roku 2002, jednak dopiero sięgnięcie po grę skłoniło mnie do przeczytania powieści naszego rodzimego autora Andrzeja Sapkowskiego. To kolejny doskonały przykład tego jak produkty satelickie tj, gry komputerowe, komiksy, filmy kinowe i seriale telewizyjne  wpływają na rozpowszechnianie literatury;)

O czym rzecz jest
Historia przedstawiona w Ostatnim życzeniu do specjalnie skomplikowanych nie należy. Mamy odmieńca ani człowieka, ani elfa czy krasnoluda, który dzięki mutacjom stał się doskonałym pogromcą potworów wszelkiej maści - to właśnie Geralt z Rivii - oraz jego przygody. W pierwszej części sagi towarzyszymy Geraltowi w zasadzie trzech bardzo podobnych przygodach. Jest zatem jakaś mniej lub bardziej zapomniana przez Stworzyciela osada, w której to wiedźmin ma wykonać swoje zadanie - a jest ono niebanalne. Ma odczarować zaklętą w strzygę córkę króla Temerii Foltesta. Oczywiście to tylko przystawka, później mamy jeszcze zaklętego w monstrum mieszkańca domu w głębi lasu oraz tajemniczego absztyfikanta Jeża z Erlenwaldu zjawiającego się niespodziewanie na uczcie u królowej Calanthe z Cintry. Jest jeszcze oczywiście coś co powieść spaja - niespodziewana miłość, którą pogromca potworów znajduje w osobie czarodziejki Yennefer. Wszystko wydaje się błahe, jednak to tylko pozory. Sama kompozycja utworu jest interesująca. Zdarzenia z przeszłości płynnie mieszają się z teraźniejszością. Geralt oparcie znajduje w kapłance Melitele matce Nenneke, to u niej dochodzi do siebie po swoich przygodach oraz próbuje osiągnąć spokój. Nie jest mu to jednak pisane bo zdarzenia z przeszłości mają wielki wpływ na przyszłość, a sam czytelnik zostaje osamotniony z wizją nadciągającej burzy.

Komu polecam, a komu nie ;)
Oczywiście wszystkim fanom fantastyki. Świat stworzony przez Sapkowskiego jest iście pełnokrwisty. Autor porzucił idealistyczny podział świata, w którym ścierają się armie światła z hordami ciemności. Nie ma prostego podziału na dobro i zło, na czarne i białe. Tu bohaterowie w zależności od okoliczności i motywacji mogą być różnie postrzegani. Dziwne jest szukanie w wyimaginowanym świecie realizmu, ale właśnie świat taki jest - szary, szary i jeszcze raz szary. Próżno w nim szukać aniołów czy demonów z krwi i kości ponieważ to okoliczności i kontekst tworzą bohaterów. Nikt się łotrem bądź herosem nie rodzi o czym Sapkowski dobitnie w Wiedźminie przypomina.

INFO
Autor: Andrzej Sapkowski
Tytuł: "Wiedźmin. Ostatnie życzenie"
Wyd.: SuperNowa, Warszawa 2011
Il.str.: 286
Cena: 38 zł

środa, 14 stycznia 2015

Gniew

Dwa słowa na wstępie
Tak się akurat złożyło, że książkę Zygmunta Miłoszewskiego przeczytałem pod koniec zeszłego roku, a do napisania o niej paru zdań zmobilizowała mnie nagroda przyznana autorowi 13 stycznia. Paszport Polityki otrzymał za "stworzenie cyklu powieści kryminalnych, w których wciągająca intryga łączy się z przenikliwym portretem współczesnej Polski i diagnozą kluczowych problemów społecznych". Trudno się z uzasadnieniem nagrody nie zgodzić, ale o tym szerzej poniżej.

Historia gniewnego Szackiego
"Gniew" to na pozór banalna historia kryminalna jakich wiele. Mamy więc galerię przerysowanych, komiksowych bohaterów z Teodorem Szackim na czele oraz trupa odnalezionego w zagrzybiałych olsztyńskich podziemiach. Szkielet niepozorny, śliczny i bielutki, jak nic stara sprawa od razu do zamknięcia, jednak coś jest nie tak. Coś co miało zakończyć się szybko i bezboleśnie zaczyna się komplikować, a kolejni komiksowi bohaterowie coraz to historię ubarwiają. Sprawa tajemniczego szkieletu przeplata się ze zwykłymi dla polskiej rzeczywistości sprawami jak przemoc domowa. Przykro jest pisać, że to rzecz zwykła dla naszego kraju, ale to prawda czemu Miłoszewski daje upust snując kolejne rozdziały historii Szackiego. Otóż sprawa błahego szkieletu zmienia się w dramatyczną grę z czasem. Przeciwnikiem prokuratora Szackiego jest ktoś wybitnie inteligentny, ktoś kto za cel postawił sobie przykładne ukaranie domowych oprawców. Niezwykle przebiegły i okrutny, a w dodatku inteligentny i zdeterminowany. Odkrywając kolejne elementy układanki po prostu pożerałem powieść Miłoszewskiego. Gdybym miał zwyczaj obryzgania paznokci to pewnie zajadłym je aż do żywego mięsa. Całości dzieła dopełnia złośliwy, cyniczny, ale prawdziwy opis naszej kochanej Polski. Zaściankowość obywateli, administracyjne absurdy i ogólna brzydota zabudowy miejskiej zostały tak brutalnie obnażone, że ktoś pozbawiony zdrowego rozsądku na Miłoszewskiego na pewno się zezłościł. "Gniew" to także oskarżenie skierowane do nas wszystkich,  do wszystkich tych, którzy słysząc płacz za ścianą pogłaśniają telewizor, myślą, że to nie nasza sprawa dając przyzwolenie na przemoc wobec słabszych.

"Gniew"?
Tak! Czytać, czytać i jeszcze raz czytać! Najlepszą oceną są trafione w setkę słowa uzasadnienia przyznania Paszportu Polityki. Czegoś tak przesyconego bolesną prawdą o Polsce, tak pochłaniającego i barwnego nie sposób pominąć. Dla mnie szczególnym atutem tej książki są bohaterowie. Komiksowi, przerysowani i tak charakterystyczni, że nie sposób się nimi nie zainteresować. Jednocześnie są kolejnym prześmiewczym elementem w gruncie rzeczy poważnej historii.

INFO
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Tytuł: "Gniew"
Wyd.: Warszawa, W.A.B. 2014
Il.str.: 407
Cena: 47 zł

środa, 31 grudnia 2014

Bohater-wydmuszka

Kim jest Bohater-wydmuszka?
Nie często, ale jednak, czytając książkę mam wrażenie, że bohater, którego losy właśnie zgłębiam jest totalną wydmuszką, bytem zupełnie bezsensownym mającym w gruncie rzeczy tylko estetyczną funkcję choć z założenia aspiruje do czegoś poważniejszego. Taka wydmuszka ciekawie wygląda, jest bardzo charakterystyczna, a wręcz emblematyczna zarówno dla autora jak i jego dzieła. Wszystkie cechy zarówno fizyczne jak i psychiczne takiego bohatera mają czytelnika przyciągać, powodować w nim wysyp różnorakich uczuć od miłości do nienawiści włącznie. Tylko pytam, odpowiedzi nie oczekując, dlaczego w większości przypadków wychodzi tak marnie? Całą lekturę Dartha Maula - łowcy z mroku się nad tym zastanawiałem, a oto kilka moich wniosków, przykrych niestety.

O czym rzecz jest
Miłośnicy sagi George'a Lucasa znają "łowcę z mroku" z filmowej odsłony zatytułowanej "Mroczne widmo". Tam Darth Maul, bo o nim mowa, mroczny lord jest swoistą halabardą, ładnie wygląda, straszy swoim wyglądem, właściwie nic nie mówi poza jednym jedynym zdaniem, wyśmienicie walczy swoim charakterystycznym świetlnym mieczem o dwóch ostrzach - ot taki gwiezdnowojenny folklor - i tyle. Michael Reaves postanowił przybliżyć tę postać, rozszerzyć jej oddziaływanie na uniwersum "Gwiezdnych Wojen" opowiadając historię jednej z jego misji zleconej mu przez Dartha Sidiousa - spiritus movens galaktycznej rozróby znanej z filmów oraz zagłady Jedi. Zapewne zamierzał wyjść poza filmowy wizerunek Maula, chciał odrzeć go z czarnej szaty i tatuaży tak aby czytelnik pamiętał coś więcej niż wygląd, ale się nie udało. Reaves starał się pogłębić psychologiczne aspekty postaci Dartha Maula nie odzierając go z tajemniczości, pokazując jaki z niego super mocarz, istny demon Ciemnej Strony Mocy, a wyszło jak wyszło - zwyczajny książkowy fast food z bohaterem-wydmuszką na czele. Najgorsze jest to, że za przeciwnika Maul dostaje wyjątkową głupią i pustą padawankę Jedi - ona nawet nie jest wydmuszką tylko zwyczajną ofiarą losu. Może i przedstawiona historia jest ciekawa, ale Ci denni bohaterowie spośród, których ponad przeciętność wyłania się tylko para droid protokolarny i najemnik, sprawiają, że szkoda na książkę czasu.

INFO
Autor: Michael Reaves
Tytuł: "Darth Maul - łowca z mroku"
Wyd.: Amber, Warszawa 2012
Il.str.: 236
Cena: 13,99

niedziela, 14 grudnia 2014

Entliczek pentliczek

Kryminalni
Chętnie czytamy książki z dreszczykiem zawierające trudną do rozwikłania logiczną łamigłówkę. Zastawiamy się kto popełnił zbrodnię, dociekamy jego prawdopodobnych motywacji, a to wszystko narasta wraz z biegiem akcji. Jeśli taki kryminał ma bardzo charyzmatycznego śledczego za głównego "rycerza sprawiedliwości" to tym przyjemniej jest nam drążyć zagadkę w książce zawartą. Czytamy więc palce przygryzając z niecierpliwości licząc, że nasze typy, że nasz umysł logiczny nie zawiódł. Co jednak w sytuacji, w której to zawodzi nas sam autor kryminału? Obok dzisiejszych pisarskich gwiazd piszących kryminały, jak Stieg Larsson, na literackim firmamencie nadal świecą gwiazdy klasyków, chociażby takiej Agaty Christie i właśnie o jej książce napiszę i jaki zawód mi sprawiła.

Wyliczanka
W domu studenckim zamieszkanym przez prawdziwą plejadę osobowości giną z pozoru błahe przedmioty, jakiś tam plecak, puderniczka, kwas borny, pamiątkowy pierścionek z brylantem, pantofelek. Wszystko zupełnie bez ładu i składu, zupełnie jakby jakiś kloszard zbierał śmieci. Atmosfera w studenckiej ostoi psuje się, a zaniepokojona tym faktem opiekunka obiektu powiadamia o tym swoją siostrę, a ta szczęśliwie pracująca u wielkiej detektywistycznej sławy swego przełożonego - Herkulesa Poirot. Kilka chwil później znudzony swoją arcylogiczną egzystencją Poirot zaczyna rozgryzać zagadkę ginących przedmiotów, pojawia się nawet z wizytą na Hickory Road z pozoru niewinną pogadanką, która to jednak ma dalsze następstwa - zaczynają ginąć studenci. I tak dalej, bla, bla, bla. 
Nuda panie, nuda. Naciągane to jak historia miłości Brook i Ridge'a z "Mody na sukces". Tego emblematycznego dla Agaty Christie bohatera jakim jest Herkules Poirot w książce jak na lekarstwo, intryga marna i poprowadzona też od niechcenia zupełnie, zero polotu. Szkoda bo myślałem, że to będzie naprawdę małe cudeńko, że mój mózg eksploduje od domysłów, a tak się nie stało. Motywacje bohaterów to też jedno wielkie nieporozumienie. Cóż po takiej sławie jak Agata Christie spodziewałem się czegoś zupełnie innego, zawiodłem się. 

INFO
Autor: Agata Christie
Tytuł: "Entliczek pentliczek"
Wyd.: Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2005
Il.str.: 177
Cena: ???

sobota, 6 grudnia 2014

O genach faktów kilka

Wstępem słów kilka
W książkach popularnonaukowych, ale i w naukowych najważniejsze jest, aby temat podjęty przez autora był podany odbiorcy w sposób ciekawy i zajmujący. Czytelnik nie może czuć się głupszy od autora, nie może domyślać się o czym dany tekst jest. Nie sztuką jest napisać zawiły traktat naukowy szczelnie obwarowany fachową terminologią, prawdziwym sukcesem jest pisać prosto i przystępnie o rzeczach zawiłych i skomplikowanych, z którymi przeciętny czytelnik nie styka się na co dzień. Czy tym razem się udało, czy guru zdeklarowanych ateistów Richard Dawkins, w jednej ze swoich pierwszych książek, mówiąc kolokwialnie "dał radę"? 

O czym Dawkins pisze...
Przede wszystkim to co kilka stron tłumaczy się z użycia w tytule książki słowa "samolubny". Cały czas wyjaśnia mogące pojawić się nieścisłości wynikające z emocjonalnego zabarwienia tego słowa oraz z pozornej personalizacji genu, który nieuważnemu czytelnikowi może jawić się jako demoniczna istota owładnięta chęcią zapanowania nad światem. Przybliża koncepcje swoje oraz innych naukowców na problem doboru naturalnego, ewolucji, dziedziczności wszystko obudowując przykładami. Nie wiem czy próba udowodnienia przez Dawkinsa hipotezy (a może właśnie tezy?), że wszystko co robi człowiek, a także mrówka czy krowa ukierunkowane jest nie na przetrwanie konkretnego osobnika, ale genów w nim zawartych, które to jako nieśmiertelne miałby trwać wiecznie dzięki nieprzerwanemu łańcuchowi prokreacji, zakończyła się sukcesem, ale nie mnie to oceniać. Nie mniej jednak Dawkins się przy tym upiera. Wszystkie nasze czyny względem nas samych oraz naszych bliskich są wedle Dawkinsa nie naszą własną inwencją lecz z góry zaprogramowanym przez geny scenariuszem działania. Rzecz jasna spłycam i uproszczam, ale ja w gruncie rzeczy tak właśnie zrozumiałem wywody Dawkinsa. 
Chwilami książka mnie męczyła do tego stopnia, że przysypiałem. Tematy z gruntu nauk przyrodniczych, a szczególnie z zakresu biologii nigdy nie były mi obce, zajmowały mnie i ciekawiły, ale tu chwilami naprawdę umierałem z nudów. Poza ciekawymi i zajmującymi fragmentami Dawkins dużo miejsca poświecił na karkołomne przykładowe wyliczenia prawdopodobieństwa różnych genetycznych zdarzeń - coś potwornego. Czy zatem Richard Dawkins "dał radę"? Wydaje mi się, ze jednak nie. Książkę mogę polecić fanom genetyki, ewolucji oraz szeroko pojętej biologii zwykłym miłośnikom książek naukowych tudzież popularnonaukowych odradzam bo się mogą "przejechać".

INFO
Autor: Richard Dawkins
Tytuł: "Samolubny gen"
Wyd.: Warszawa, Prószyński i S-ka 2012
Il.str.: 339
Cena: 34 zł

wtorek, 25 listopada 2014

Wstęp do upadku

W odległej galaktyce po raz wtóry 
Podczas gdy fani na całym świecie oczekują kolejnej odsłony filmowej sagi Star Wars, której to niedawno ujawniono tytuł - "Przebudzenie Mocy" - ja zabrałem się za nadrabianie zaległości w lekturze. W książkach rozbudowujących świat przedstawiony w filmach, osadzających filmowe wydarzenia w szerszym kontekście, szczególnie cenie właśnie ten kontekst, a także tło, na które składa się opis miejsc, portrety psychologiczne oraz polityczne machinacje. To wszystko czytelnik otrzymuje w powieści Maska kłamstw.

O czym rzecz jest
Front Mgławicy prowadzi partyzancką walkę z żądną zysku Federacją Handlową, która to wykorzystuje swoje wpływy i zasoby do uzależniania od swojej "opieki" coraz to nowe światy. Qui-Gon Jinn wraz ze swoim padawanem Obi-Wanem Kenobim ścigają kapitana Cohla - jednego z przywódców pracującego dla Frontu Mgławicy. Kapitan Cohl jak i sami Jedi nie maja pojęcia, że wydarzenia, których uczestnikami się staną są częścią uknutej wcześniej intrygi. Senator Palpatine wykorzystuje swoje wpływy doradzając Finisowi Valoroumowi - Najwyższemu Kanclerzowi Republiki - jednocześnie potajemnie kierując wicekrólem Federacji Handlowej oraz samym Frontem Mgławicy. Zakulisowo steruje poczynaniami każdej ze stron. Powieść Jamesa Luceno jest niejako wprowadzeniem do wydarzeń znanych z filmu "Mroczne Widmo", poszerza wątek polityczny oraz dostarcza sporo akcji. Kto oglądał film wie, że powodem do ogromnych zmian w gwiezdnowojennej galaktyce staje się z pozoru błahostka w postaci blokady planety Naboo przez protestującą przeciw opodatkowaniu szlaków handlowych Federację Handlową. Wszystko co do samego opodatkowania szlaków handlowych doprowadziło jest osią Maski kłamstw

Dla kogo?
Myślę, że raczej dla fanów ceniących rozbudowane intrygi polityczne oraz zwroty akcji. Początkujący czytelnik z racji ogromu nawiązań może czuć się nieco zagubiony. Same nawiązania do filmu "Mroczne Widmo" stanowiące jego podbudowę, budujące ważny kontekst dzięki, któremu film nabiera nieco innego zabarwienia, warte są przeczytania. 

INFO
Autor: James Luceno
Tytuł: "Maska kłamstw"
Wyd.: Warszawa, Amber 2012
Il.str.: 268
Cena:13,99 zł

niedziela, 2 listopada 2014

Cash!

Pisanie o samym sobie
Kolorowe magazyny oraz plotkarskie portale internetowe (teraz trudno odróżnić te plotkami się zajmujące od tych informacyjnych) zarzucają czytelnika najświeższymi pieprznymi szczegółami z życia gwiazd. Dziś więcej jest zwykłych celebrytów znanych tylko z tego, że gdzieś pokazały cycek albo tyłek, kogoś opluły, kogoś obrzygały (fizycznie lub tylko słownie), a brakuje prawdziwych znakomitości, za którymi stoją realne i liczące się w świecie dokonania. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że takie osoby biorą się za pisane książek, często są to autobiografie. Piszą więc takie Biebery, Cyrusy, Kardashianki czy inne Felicjańskie (wybór nazwisk przypadkowy) o swoich problemach i życiowych dokonaniach. Wielka to dla nich pokusa, aby się pochwalić, tylko czym? Cóż może mi zaoferować taki dwudziestoletni Justin Bieber czy jakaś tam Miley Cyrus albo modelka-alkoholiczka? Nic, zupełne nic bo w porównaniu z takimi artystami jak Johnny Cash są niczym.

Co znajdziemy w autobiografii...
Niesporej objętości autobiografia Johnny'ego Casha'a zawiera wszystkie elementy, których spragniony sensacji fan gwiazdy może być ciekawy. Cash pisze o swoim dzieciństwie spędzonym na farmie bawełny, relacjach z rodzicami, w szczególności ze surowym ojcem, o początkach kariery, miłości i nałogach. Dzięki niechronologicznemu układowi treści w książce czytając mamy wrażenie jakbyśmy przysłuchiwali się żywej rozmowie, w której co rusz poruszane są inne tematy, w której teraźniejszość prowokuje powrót do przeszłości. O rzeczach ważnych, ze swojego punktu widzenia, Cash pisze dużo, ale zwięźle i ciekawe, to co go nie porusza zostało jedynie wspomniane (pewnie jeszcze więcej przemilczał). Tak dla przykładu powiem, że oczekiwałem dłuższego ustępu na temat jego występu w serialu kryminalnym "Colombo" z kultowym Peterem Falkiem w roli namolnego porucznika, a tu zaledwie kilka zdań i tyle. Muzyka i Bóg to najważniejsze rzeczy dla Cash'a i to właśnie im najwięcej miejsca poświecił w autobiografii. Jego przywiązanie do wiary chrześcijańskiej akcentowane jest bardzo mocno chwilami rodząc zabawne kontrasty. Ta książka jest naznaczona przez walkę z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Wszystko o czym pisze Cash głęboko go dotknęło, ale jednocześnie pozwoliło się stać artystą w pełnym tego słowa znaczeniu. 

Dodam, że książka jest bardzo przyjemnie wydana. Uzupełnienie jej fotografiami znacząco umila lekturę. Na końcu zamieszczono spis nagrań Johnny'ego Casha dodatkowo uzupełniony przez polskiego wydawcę. Jeden minus to sama okładka, nie jej wizualna strona, ale fakt, że papier na nią wykorzystany nie został pokryty folią (pewnie było taniej dla wydawcy bo cena dla czytelnika jest i tak mało przystępna). Niestety takie rozwiązanie sprawia, że okładka się niszczy i ściera.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku ;)

INFO
Autor: Johnny Cash, Patrick Carr (współpraca)
Tytuł: "Cash. Autobiografia"
Wyd.: Czarne, Wołowiec 2014
Il.str.: 334
Cena: 44,90 zł

sobota, 1 listopada 2014

Siddhartha - droga do poznania siebie i świata

Słowem wstępu
Myślę, że nie ma na świecie człowieka, który choć raz nie doszukiwałby się w otaczającym go świecie wskazówki jak to życie godnie przeżyć w zgodzie z samym sobą. Jak pogodzić nasze pragnienia i dążenia z wymaganiami narzucanymi nam przez codzienność? Gotowej recepty na ten problem nie ma - choć niektórzy uważają, że jak najbardziej posiedli ten sekret. Sensu życia poszukiwania nie jednego już popchnęły do porzucenia znanego świata i ruszenia w podróż, której jedynym celem było właśnie poznanie odpowiedzi na pytanie po co właściwie żyjemy, po co gromadzimy dobra, czy rzeczywiście warto o to wszystko się trudzić?

O czym Hesse w Siddharcie pisze
Bohaterem książki jest potomek rodu braminów Siddhartha. Chłopak jest szczególnie ceniony przez ludzi za przyrodzoną mądrość i chęć dążenia do pełnego duchowego rozwoju. Wraz ze swoim przyjacielem, będącym jego największym orędownikiem, udaje się na nauki do oświeconego Gautamy. Szybko pojmuje, że pomimo wielkiej mądrości czcigodny Budda nie jest w stanie nauczyć go tego czego Siddhartha oczekuje. Porzuca on jego nauki pozostawiając swojego przyjaciela i wyrusza w świat, aby poznać wszystkie odcienie życia. Dzięki spokojowi i naukom braminów jest w stanie osiągnąć wszystko co sobie zaplanował. W ogrodzie pięknej kurtyzany poznaje co to miłość, u handlarza uczy się fachu i zdobywa majątek - jednak nadal znajduje się na ścieżce, nadal poszukuje sensu, rozwija się duchowo pomimo tego, iż z braminami już nie przystaje. W Indiach (oraz w samym buddyzmie) bardzo ważna jest symbolika koła, czas inaczej niż w Europie, nie jest rozpatrywany na zasadzie ciągłej linii biegnącej w przyszłość lecz właśnie koła. Ciągłe zataczanie kręgów przez kolejne okresy w historii świata widoczne są także w przedstawionych przez Hessego losach Siddharthy. Przyodziany w szaty bramina zrzuca je na rzecz pięknych szat bogacza i kupca, aby na koniec pozostać nagim. Piękne zobrazowanie w prostych słowach prawdy, że w życiu pewne rzeczy przychodzą i odchodzą, że nic nie jest trwałe i dane nam raz na zawsze. Spokój jakim emanuje Siddhartha jest wprost niezwykły.

INFO
Autor: Hermann Hesse
Tytuł: "Siddhartha"
Wyd.: Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1988
Il.str.: 123
Cena: ?

sobota, 25 października 2014

Najtrudniej zacząć - Projekt Sudaz

Wiele osób pisze, jednak tylko nielicznym udaje się dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Na drodze młodego literata do artystycznego spełnienia stoi wiele przeszkód - to jasna i oczywista sprawa, życie bez problemów nie miałoby żadnego smaku. Sztuką jest z przeciwnościami sobie radzić, sprawiać, że problem jest tylko przyprawą, a nie esencja życia. Najgorszą rzeczą jaką sami sobie możemy zrobić jest samotna walka o swoje marzenia. Nie jest żadnym wstydem prosić o pomoc, wstydem jest odmówić pomocy osobie, która o nią prosi. Pisząc tę notkę mam nadzieję, że choć w małym stopniu przyczynię się do realizacji projektu początkującej autorki Aleksandry Zimnik pracującej nad wydaniem swojego literackiego debiutu zatytułowanego Sudaz - Twoje oczy mówią wszystko.

Sama autorka w tych oto słowach zachęca do zapoznania się z jej książką i staraniami o jej wydanie:

"Czy słyszeliście o takich krainach, jak Swetorium, Dossabra, Gravidos? Czy mieliście kiedykolwiek do czynienia z istotami o intrygującej nazwie birater czy Excogitator? Czy wiecie, jakie skutki mogą wywołać takie zabiegi, jak kwinthibernacja lub askuriacja? Jeżeli nie, to zachęcamy Was do wzięcia udziału w projekcie, dzięki któremu będziecie mieli szansę poznać te magiczne miejsca, spotkać istoty z innego wymiaru i zapoznać się z działaniem kwintatomów. Debiutująca autorka zaprasza Was w świat pełen magii, oniryzmu i fantazji znajdujący się w książce: Sudaz – Twoje oczy mówią wszystko."

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z osobą autorki pod adresem:





środa, 8 października 2014

W domu Atrydów

Diuna Frank Herbert - recenzja
Kilka słów na początek
Przy okazji wzmianek o świecie Gwiezdnych Wojen zawsze staram się podkreślić jak ważne jest dla szeroko pojętnej kultury stworzenie nowego, niezwykłego i oryginalnego świata - świata, który możemy odkrywać kawałek po kawału wciąż odnajdując w nim nowe smaki. Tylko prawdziwy wizjoner i marzyciel potrafiący odciąć się od naszej rzeczywistości jednocześnie z niej czerpać w celu stworzenia nowej jakości może zaproponować nam coś przekonującego. O wielkości takiego wizjonera świadczy liczba naśladowców oraz artystów np: plastyków z jego pomysłów i idei czerpiących. Takim wizjonerem jest Frank Herbert twórca uniwersum Diuny - świata rządzonego przez Imperatora stojącego na czele korporacji KHOAM, pokrętne siostry Bene Gesserit oraz Kosmiczną Gildię. Wydawnictwo Rebis wydało Diunę w sposób wprost wyśmienity. Ilustracje Wojciecha Siudmaka w bardzo sugestywny sposób oddają klimat świata Herberta.

Rzecz o
Diunie bardzo zgrabnie przeplatają się i uzupełniają wątki polityczne, ekonomiczne oraz religijne. Intryga usnuta na samym szczycie imperialnej władzy doprowadza do objęcia władzy nad pustynną planetą Arrakis przez księcia Leto Atrydę. Sama planeta jest źródłem drogocennego melanżu - narkotyku umożliwiającego gwiezdne podróże, poszerzającego świadomość, otwierającego drogę do przewidywania przyszłości. Baron Vladimir Harkonnen, stojący na czele swojego rodu i największy wróg księcia Leto, pozbawiony zysków płynących z zarządzania Arrakis planuje brutalny powrót na utraconą planetę. Z pomocą imperialnych sardaukarów, najniebezpieczniejszych żołnierzy galaktyki obala rządy księcia Leto. Książęca konkubina lady Jessica, wyszkolona w sztukach Bene Gesserit uchodzi z rzezi wraz z synem Paulem. Chłopak jest owocem wielopokoleniowego, eugenicznego planu Bene Gesserit mającego doprowadzić do stworzenia proroka-mesjasza. Znalazłszy schronienie u zahartowanych w trudnym życiu Fremenów Paul staje się także dla nich kimś w rodzaju proroka. Przyjmuje imię Muad'Dib prowadząc pustynne plemiona do ostatecznego boju. Sam baron Harkonnen, siostry Bene Gesserit oraz Padyszach Imperator Shaddam IV Corrino przekonają się czym jest fanatyczny przywódca Maud'Dib - prawdziwy Kwisatz Hederach. 

Przeczytaj
Diuna jest doprawdy niezwykłym połączeniem filozoficznych teorii, religijnych odniesień, folkloru z polityczną walką o dominację w imię wyższych celów przez każdego postrzeganych w inny sposób. Każda z przedstawionych w powieści sił gra na własne konto. Jeżeli pasjonujesz się starciami frakcji na najwyższym szczeblu, lubisz odniesienia do religii i folkloru to jest to książka dla Ciebie - nawet jeżeli nie przepadasz za powieściami fantastycznonaukowymi. Wydanie Rebisu z ilustracjami Siudmaka to wręcz pozycja obowiązkowa dla miłośników pięknych książek. To co robi ten człowiek na kartce papieru zapiera dech!

Pewnie Cię nie porwie
Styl Franka Herberta daleki jest od lekkiego stylu tandetnych "czytadełek". Czytanie Diuny to obcowanie z literaturą na naprawdę wysokim poziomie i to co pisze powinno znaleźć się pięterko wyżej bo ciężko rozpatrywać to jako wadę jednak zdaje sobie sprawę, że dla wielu wartością jest, aby książkę czytało się lekko i szybko, a Diuna taka nie jest. To nie lektura do połknięcia, ale do smakowania i przemyślenia.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku ;)

INFO
Autor: Frank Herbert
Tytuł: "Diuna"
Wyd.: Rebis, Poznań 2013
Il.str.: 672
Cena: 59,90 zł

wtorek, 30 września 2014

Kapitalizm zdemaskowany

Słowem wstępu
Większość znanych mi osób nie pamięta czasów, w których to w Polsce niepodzielnie rządził realny socjalizm nazywany potocznie komunizmem. Do głowy nie przychodzi nam myśl, że można by żyć w innym ustroju niż ten nam znany. Komunizm? - czerwona hołota! Dyktatura? - demokracja jest najważniejsza! Kapitalizm? - tak poproszę sto kilo. Tak w wielkim uogólnieniu wygląda sposób myślenia przeciętnego Polaka. Ale czy ten kapitalizm, który z jednej strony pozwala gromadzić dobra, bogacić się i spełniać marzenia, a z drugiej prowadzący do społecznego rozwarstwienia, kształtowania się nowych klas, promujący wielkich i bogatych, a spychający na margines biednych i mniej zaradnych to taki znowuż cymes? Kanadyjska pisarka i dziennikarka Naomi Klein postanowiła wziąć pod lupę nasz "kochany" kapitalizm i odpowiedzieć właśnie na to pytanie.

O czym rzecz jest
Klein, w Doktrynie szoku, śledzi rozwój kapitalizmu na świecie w kluczowych dla danego kraju momentach przemian ustrojowych - przemian często wymuszanych i inspirowanych przez amerykańskich decydentów wprost z Waszyngtonu. Osobistości te tak zapamiętale walczące z wszelkimi formami socjalizmu, wprost opętane wizją świata sprywatyzowanego przez wielkie korporacje, bez względu na koszty ludzkie, postanowiły wprowadzić w życie swoje plany. Wszystko z inspiracji teoriami ekonomisty Miltona Friedmana - wyznającego zasadę, że wszystko co się da należy sprywatyzować, że wolny rynek to jedyna droga jaką powinny podążać państwa. Autorka w sposób przejrzysty, w oparciu o dokumenty i relacje świadków przybliża czytelnikowi kulisy przewrotu wojskowego w Chile, a także innych krajach Ameryki Łacińskiej oraz same idee Friedmana wedle, których były wprowadzane nowe porządki. Na warsztat wzięto także wprowadzanie demokracji i wolnego rynku w Rosji, RPA, Polsce, Iraku oraz Chinach (tam oczywiście za wyjątkiem demokracji). Konkluzja jest niestety przykra - aby wprowadzić wszystkie wspaniałości Friedmana często trzeba było demokracje zdeptać, a samych ludzi wprowadzić w stan szoku (represjami, torturami itp.). Wszystkie szczytne idee, którymi kierowali się ludzie chcący coś zmienić w Polsce czy RPA rozbijały się o politykę wolnego rynku uosabianą w działaniach Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Banku Światowego - instytucji wymuszających deregulacje rynku, przemiany gospodarcze w zamian za pomoc finansową. Dużo uwagi Klein poświęca wojnie w Iraku opisując ją jako najbardziej sprywatyzowaną wojnę w historii świata oraz wydarzeniom jakie miały miejsce tuż po przejściu huraganu Katrina w USA (zniszczenie Nowego Orleanu) i tsunami w Azji Południowo-Wschodniej.

Komu polecam...
Każdemu. Mechanizmy działania takich instytucji jak MFW i Bank Światowy oraz mocarstw światowych na tyle zuchwałych by dyktować innym krajom jak mają żyć często zawoalowane są pod postacią walki o demokracje, ogólne dobro i dostatek podczas gdy pozostawiają po sobie puste fabryki i bezdomnych na ulicach - ludzi kapitalizmowi niepotrzebnych - warte są zdemaskowania. Klein stawia ważne pytanie - czy akurat tego chcieliśmy, czy nie warto zawalczyć o drogę środka, opiekuńcze państwo nikogo niewykluczające, wspierające lokalne społeczności i przedsiębiorców, a nie rozpasające wielkie korporacje, którym się już od dawna przelewa. 

... a komu odradzam
Tym, którym się przelewa bo syty głodnego nie zrozumie.

INFO
Autor: Naomi Klein
Tytuł: "Doktryna szoku. Jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne"
Wyd.: MUZA, Warszawa 2014
Il.str.: 592
Cena: 49,90 zł

Niebezpieczne sny

Jedną z funkcji literatury, także tej młodzieżowej (a może przede wszystkim?), jest przekazywanie treści, które w jakiś sposób wpłyną na nas...