czwartek, 23 maja 2013

Szalona utopia

Odkąd człowiek zaczął tworzyć różnorodne społeczeństwa i cywilizacje zawsze ambitnym jednostkom, a nawet całym ich grupom, towarzyszyły marzenia o tworzeniu przeróżnych utopii. Walczono o dominacje nad słabszymi i mniej przebiegłymi, o władzę, nie tylko na własnym podwórku, ale i na całym świecie.  Dobro społeczeństwa często przedkładano nad dobro nic nieznaczącej jednostki, a wszystko to tylko dlatego, że komuś zamarzył się świat idealny. Co dla jednych było walką z wiatrakami dla drugich było sensem życia. Podobnie rzecz się ma z pomysłem stworzenia "rasy panów", która to jako doskonała rządziłaby niepodzielnie światem. Myśląc o dążeniach do stworzenia "nowego człowieka" o blond włosach i błękitnych oczach zaraz na myśli mamy III Rzeszę pod rządami Adolfa Hitlera. Okazuje się jednak, że Hitler i jego pseudolekarze dokonujący zbrodniczych eksperymentów w obozach koncentracyjnych mieli znamienitych nauczycieli z USA. 
Wojna przeciw słabym stanowi zapis eugenicznego szaleństwa, którego początki przypadły na koniec XIX wieku. Edwin Black, wraz z podległym mu zespołem, podjął się niełatwego dzieła opisania problemu, który po prostu zniknął z publicznego dyskursu. Wszystkie zawarte w pracy informacje zostały oparte na dokumentach z bibliotek, archiwów i prywatnych zbiorów rozproszonych po całych Stanach Zjednoczonych i Europie. Black przedstawia ewolucję myśli eugenicznej na gruncie europejskim i amerykańskim. Od jej pierwszych kroków w Anglii, gdzie naukowiec Francis Galton położył kamień węgielny pod ideę stworzenia "rasy panów" po późniejsze szaleństwa tej pseudonauki, które stały się udziałem amerykańskich elit, a finalnie osiągnęły tragiczne apogeum w III Rzeszy Adolfa Hitlera. Związki amerykańskich eugeników z wielkimi pieniędzmi Carnegie Institution, linii kolejowych Harrimana i Fundacji Rockefellera, kładą się cieniem na opinii tych szacownych instytucji. Autor zaznacza jednak, że niegdysiejsze działania i fundowanie kolejnych eugenicznych pomysłów nie może rzutować na dzisiejszą działalność tychże instytucji. Szczególną laurkę stara się wystawić Margaret Sanger fundatorce Planned Parenthood Federation. Zupełnie nie wiem po co, ale cóż widać organizacja jest na tyle silna, by wszelkie kontrowersje na temat założycielki były niwelowane do minimum. Mnóstwo strasznych przykładów z gruntu amerykańskiego, gdzie przymusowo sterylizowane były osoby uznane za ludzkie odpady, za śmieci ze złą "plazmą komórkową" czyli ubodzy, upośledzeni, niepełnosprawni itp robią dziś szczególnie upiorne wrażenie.  Eugenicy zaprzeczyli podstawom człowieczeństwa starając się rozwiązać społeczne problemy niszczeniem ludzi "niedostosowanych". Chojnie dotowane stacje badawcze na Cold Spring Harbor prowadziły bezużyteczne badania mające na celu tylko jedną rzecz - udowodnienie chorych wizji swoich pomysłodawców. Gdyby nie bogaty materiał źródłowy można by pomyśleć, że sama idea eugeniki jest kolejną dziwną teorią spiskową jakich dziś wiele. A jednak nie. Związki badaczy ze Stanów Zjednoczonych z niemieckimi kolegami po fachu są faktem. Wielki był zachwyt amerykańskich eugeników po dojściu do władzy w Niemczech Hitlera i wprowadzeniu stosownych eugenicznych ustaw. Eugenika w III Rzeszy rozpostarła swoje błoniaste skrzydła nad całym  niemieckim narodem, by później pogrążyć w mroku niemal całą Europę. Buchenwald, Auschwitz, doktor Mengele ze swoimi potwornymi eksperymentami no i jeszcze jedna szacowna korporacja, która rączki umoczyła w nazistowskich pieniądzach - IBM.
W książce jest także rzut okna na czasy współczesne. Na badania genetyczne, na klonowanie i bardzo prawdopodobną groźbę nowego rasizmu polegającego na dyskryminacji ludzi nie z powodu koloru skóry, pochodzenia, a genetycznych predyspozycji. Długo można by o książce Edwina Blacka pisać, jednak tylko samodzielna lektura pozwoli wyciągnąć właściwe wnioski. Zachęcam bo temat jest wart zgłębienia.

INFO
Autor: Edwin Black
Tytuł: "Wojna przeciw słabym. Eugenika i amerykańska kampania na rzecz stworzenia rasy panów"
Wyd.: Warszawa, Muza 2004
Il.str.: 688
Cena: na portalach aukcyjnych nawet 100 zł (sic!)

poniedziałek, 20 maja 2013

Brudne książki

Jedna z firm produkujących obuwie na ten sezon przygotowała nową kolekcję, w której to trampki stylizowane są na znoszone i brudne. Wygląda to nie powiem nawet ciekawie, ale po cóż kupować znoszone buty skoro po jakimś czasie będą wyglądały właśnie jak te stylizowane? Nie wiem, ot kolejne modowe szaleństwo. A jak to jest z książkami?
Powiadają, że to pieniądze są brudne, wcale nie chodzi mi o  źródło ich pochodzenia, ale o to, że przechodząc z ręki do ręki doładowywane są kolejną porcją zarazków. Książki przecież także trafiają z ręki do ręki. Stoją na półkach księgarń czy bibliotek i obmacywane są przez lepkie paluszki przeróżnych istot. A potem my, bracia w książce siedzimy z obiektem naszych westchnień w łóżku, na ulubionym fotelu i nacieramy wszystko wokół bakteriami. No dobrze, może aż tak źle nie jest, ale zawsze jest jakieś "ale". Nawet jak wyszperamy najmniej obmacaną książkę, przeczytamy ją i odłożymy na półkę to pokryje się ona kurzem i znowu rączki mogą nam się pobrudzić w kontakcie z naszą lubą, ech. Cóż takie nasze życie, że tylko e-booki nie brudzą. W sumie to zabawne, że ludzie dotykając np. kamienia podczas spaceru chcą szybciutko umyć rączki, a jak nadotykają się książek to jakoś nie lecą z krzykiem do kranu. Oczywiście nie ma reguły, wiadomo, że przewalając stos wyjątkowo brudnych książek, każdy nawet największa fleja, w końcu wsunie ręce pod kran, namaści je mydłem, napieni i kurz, znój książek z rąk zmyje. Książki, nie wszystkie, ale ostatnim czasem coraz więcej, bywają brudne w swojej treści. Aż ociekają lubieżnością tak pożądaną i wyszydzaną. Ale o tym napiszę innym razem ;)

wtorek, 14 maja 2013

Pożegnanie z Siedmioma Królestwami

Każda historia ma swój początek i koniec. Czasami koniec jest zaskakujący, innym razem zaś początek, ale żeby obie te rzezy naraz? Wydarzenia opisane w Karmazynowej Koronie, jak i zresztą te znane z całej serii autorstwa Williams Chimy, są przykładem właśnie opowieści o zaskakującym początku i końcu. Książka tak trzyma w napięciu, że nie mogłem się oderwać, a autorka nawet z tym napięciem przesadziła, bo zwyczajnie nosiło mnie podczas lektury. W sumie to dobrze, że nie pozostawiła czytelnika obojętnym, że potrafiła wzbudzić w nim  emocje.
Opowieść o Hanie Alisterze, młodej królowej Raisie ana'Marianna, kapitanie Amonie Byrnie, Tancerzu Ognia, złych i podstępnych Bayarach, górskich klanach i czarownikach po wielu zawirowaniach i nieprzewidywanych zwrotach akcji dobiega końca. Zanim jednak czytelnik do tego końca dotrze przyjdzie mu przejść przez wyboistą ścieżkę pełną intryg. Wszystko się plącze i gmatwa. Młoda królowa rozdarta jest między walczącymi ze sobą stronnictwami. Ktoś zabija czarowników, a oskarżenie pada na nie kogo innego, jak na Hana Alistera. Han dąży do realizacji swoich planów. Pragnie zostać Wielkim Magiem, ale ponad wszystko chce zostać Królewskim Małżonkiem. Bayarowie chcą sami rządzić królestwem Fells i tak dalej, i tak dalej. Knowania i sieć spisków jest tak gęsta, że można oszaleć. Królowa próbuje zjednoczyć zwaśnione strony odwiecznego konfliktu co wykorzystuje, wraz z pomocą zdradzieckiego generała królewskiej armii, przebiegły król Ardenu pragnący zemsty na Raisie. Opisywanie tego co się w książce dzieje zupełnie mijałoby się z celem, bo ta bańka dmuchana tak umiejętnie przez Williams Chimę nie urosłaby czytelnikowi do takich rozmiarów, jak powinna. Myślę, że książka obyłaby się bez pierwszy dwustu stron, które w moim przypadku zbudowały tak wielkie napięcie, że nie wiedziałem czy książkę odłożyć na półkę, czy siedzieć do rana i czytać. Choć w sumie, dlaczego nie? Skoro już usnuła te intrygi szkoda było ich nie opisać. Ciągłe niedopowiedzenia, kłamstwa, takie trochę rodem z telenoweli, sprawiały nieprzyjemne wrażenie, jednak pasowały do świata przez autorkę stworzonego. Książka jest niezwykła i warta przeczytania. Nie żałuje ani jednej minuty spędzonej na jej lekturze choć mnie wymęczyła do cna. 

INFO
Autor: Cinda Williams Chima
Tytuł: "Karmazynowa Korona. Siedem Królestw - księga czwarta"
Wyd.: Kraków, Galeria Książki 2013
Il.str.: 670
Cena: 39,90 zł

środa, 8 maja 2013

Ale był skandal!

Wydawnictwa książki publikują, ludzie je kupują, krytycy o nich piszą i tak się to swoim rytmem toczy już od lat wielu. Spokój? Cisza? A gdzie tam! Przez, na pozór spokojny, rynek wydawniczy od czasu do czasu, przewala się burza w postaci jakiegoś niebywałego skandalu. I na polskim rynku księgarskim skandali nie brakuje. Oto wzmianki o kilku z nich ;) Zacznę od trzęsienia ziemi, a potem to już samo poleci.
Moja walka czyli niesławna Mein kampf Adolfa Hitlera w Polsce ukazała się o dziwo kilkukrotnie. Ta pozycja musi wzbudzać kontrowersje, gdyż osoba autora i sama treść jest niezaprzeczalnie godna potępienia. Z jednej strony książka może stać się pożywką dla różnego pokroju neonazistów, a z drugiej strony stanowi źródło historyczne, nie gorsze niż cudne wywody Włodzimierza Lenina. W 2005 roku książkę opublikowało Wydawnictwo XXL - Wydawnictwo Książki Niezwykłej. I znowu zgrzyt, ale nie taki jakiego można by się spodziewać. Kraj Związkowy Bawaria wytoczył polskiemu wydawcy proces o naruszenie praw autorskich. Sprawą zainteresowała się prokuratura i tak skończyło się grzywną i "zawiasami" dla wydawcy.
Inną książką, która spowodowała niemały ferment jest pozycja Sąsiedzi Tomasza Grossa opowiadająca o mordzie dokonanym na Żydach przez ich sąsiadów Polaków. Taka niespodziewana demitologizacja Polaka co to Żydom pomagał i często za nich życie oddawał bardzo nie spodobała się wielu kręgom. Książka opublikowana w 2000 roku nadal rozpala historyczne dyskusje. A jeśli jeszcze w temacie historii i kontrowersji pogrzebać to trzeba wspomnieć o książce Pawła Zyzaka Lech Wałęsa - idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy "Solidarności" do 1988 roku z dobrego dla skandali na rynku wydawniczym roku 2009. I płacz Wałęsy i tłumaczenia Zyzaka wielu zapadły w pamięci, czego nie można powiedzieć o koszmarnie długim tytule utworu. Ciekawa sprawa bo kolejne procesy wydają się mnożyć, jak bakterie na brudnym kuchennym blacie. W tym roku autor wykorzystanych w opracowaniu zdjęć wytoczył proces wydawcy o bezprawne ich wykorzystanie w rzeczonej publikacji.
W tym samym 2009 roku wydawnictwo Santorski i Ska planowało wydać kontrowersyjną książkę, znaną na Zachodzie już od lat. Radość seksu gejowskiego Charlesa Silversteina i Felicea Picano, bo o tej książce mowa, wzbudziła takie kontrowersje, że pan Jacek Santorski, były właściciel wydawnictwa z jego nazwiskiem w nazwie chciał zablokować publikację. I się zaczęło. Przepychanki, walka na argumenty z jednej i drugiej strony. Skończyło się dość zabawnie bo zmianą nazwy wydawnictwa na Czarna Owca. Takim oto sposobem "gejowski seks" stał się ojcem założycielem nowego/starego przedsiębiorstwa nakładczego w Polsce. Czarna Owca ma się dobrze, gejowski seks zapewne także, a i książka dzięki rozgłosowi stała się niemal kultową pozycją.
Długo można by jeszcze pisać na temat kontrowersji wzbudzanych przez publikowane książki, ale zostawmy już to. Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłem temat.

poniedziałek, 6 maja 2013

Akcja w Otchłanii

Zostałem już na poważnie wciągnięty do wydarzeń rozgrywających się w serii Przeznaczenie Jedi. Trzecia część autorstwa Troya Denninga pozwoliła mi nie tylko zapoznać się ze sposobem opisywania świata Gwiezdnych wojen przez wspomnianego pana, ale także pokazała mi, że w temacie odległej galaktyki jest jeszcze wiele rzeczy, które potrafią zaskoczyć.
Trzy płaszczyzny fabularne zgrabnie się przeplatają z tym jednym zastrzeżeniem, że autor, jak sądzę celowo, kawałki najpikantniejszych wątków wydzielał niczym kompletny sknera. Na szczęście i temu sknerusowi rozwiązała się w końcu sakiewka.
Na Curuscant Han, Leia, Jaina i Jag zmagają się z chorobą dręczącą młodych Jedi. Odkrywają, że wszyscy ogarnięci szaleństwem za młodu przebywali w kryjówce usytuowanej w Otchłani, do której to zmierza Mistrz Skywalker. Media szukają sensacji, a przywódczyni Sojuszu Galaktycznego Daala kolejnego haka na Zakon. Całkiem przypadkiem wydaje się, że Daala chce do stolicy ściągnąć osławionych Mandalorian, prawdopodobnie w celu rozprawienia się z krnąbrnym Zakonem Jedi. Sami Jedi przejmują na chwilę inicjatywę wykorzystując te same kruczki prawne, którymi tak skrzętnie posługuje się Daala.
Ben i Luke trafiają do tajemniczej stacji kosmicznej, w której odmętach poszukują odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Spotykają niesławnych Spijaczy Umysłów i rozpoczynają  niebezpieczną wędrówkę Poza Cienie, gdzie nie ma ani życia, ani śmierci, gdzie jest tylko Moc. Generalnie ten wątek książki był najbardziej interesujący, a momentami na prawdę upiorny! Nie zapominajmy o naszych tajemniczych Sithach z planety Kesh. Oni wodzeni za nos przez Sferę Medytacyjną Sithów, zmagają się z krwiożerczymi roślinami, kaprysami wszechmocnej Abeloth, by w końcu ich losy i miecze świetlne skrzyżowały się ze znienawidzonymi Jedi. Generalnie wszystko się gmatwa, plącze i zaczyna krzyżować. Nic nie jest do końca jasne, a napisane jest to wszystko w sposób zachęcający do sięgnięcie po kolejną i kolejną część. Jednak muszę napisać, że sama książka, jak i seria Przeznaczenie Jedi, skierowana jest głownie do fanów. Mnogość odwołań do filmów i innych książek jest spora i osoba po raz pierwszy stykająca się z tematem będzie miała problem z połapaniem się o co chodzi. 

INFO
Autor: Troy Denning
Tytuł: "Przeznaczenie Jedi III - Otchłań"
Wyd.: Warszawa, Amber 2011
Il.str.: 368
Cena: 35,80 zł

środa, 1 maja 2013

W kronikach nierówności kolejne zapisy

Tak sobie te Bierki Marcina Szczygielskiego leżały u mnie na stoliku chyba miesiąc z okładem i czekały na swoją kolej, kiedy w końcu się za czytanie zabrałem to dosłownie nie mogłem się oderwać! W zamyśle druga część Kronik nierówności właściwie nie jest kontynuacją Berka. Utwory łączy temat, podjęty przez autora problem. Imiona bohaterów też są te same, jednak to zupełnie inne postacie, inna historia (choć tak podobna do tej znanej z Berka). Pomimo podtytułu Kroniki nierówności vol. II książka jest jak najbardziej autonomiczną pozycją i można po nią sięgnąć bez znajomości Berka. Czytanie tych książek może odbywać się w dowolnej kolejności. 
Szczygielski, wręcz brawurowo opisuje życie dorastającego nastolatka Pawła, który będąc gejem odkrywa wszystkiego tego blaski i cienie oraz nauczycielki historii Anny, zwanej przez uczniów Wekierą. Narracja, podobnie jak w Berku porywa czytelnika (przynajmniej mnie porwała). Wchodzimy w głowę raz Pawła, raz Wekiery stając się świadkami zdarzeń, w których biorą udział z ich punktu widzenia. Postacie łączy osoba wuefisty Marka w relacje, z którym są uwikłani Paweł i Anna. Niefortunny zbieg okoliczności doprowadza do tego, że zwykle stojący po dwóch stronach barykady uczeń i nauczycielka muszą zacząć działać razem. Postać nauczycielki Wekiery w całej książce spodobała mi się najbardziej. W sumie to chwilami miałem wrażenie, że historia Pawła jest tylko pretekstem do opowiedzenia o życiu Anny, które bardzo ją doświadczyło. W książce tej, jak i w Berku zresztą, w momencie krytycznym dochodzi do manifestacji sił nadprzyrodzonych. Jednemu takie rozwiązanie fabularne się spodoba, drugiego zdziwi. Mnie zdziwiło, bo myślę, że autor doskonale w inny sposób rozwiązał by palące kwestie. 
Znowu humor wykorzystany został do poruszenia ważnych tematów. Akceptacja samego siebie, coming out, dylematy okresu dojrzewania, przyjaźń, a także samotność, strata i lęk przed zmianą status quo, to wszystko znajdzie czytelnik w Bierkach. Warto przeczytać!

INFO
Autor: Marcin Szczygielski
Tytuł: "Bierki. Kroniki nierówności vol. II"
Wyd.: Warszawa, Instytut Wydawniczy Latarnik 2011
Il.str.: 364
Cena: 42 zł

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Po prostu CWANIARY

Pamiętam dobrze pierwszy seans filmu Quentina Tarantino Kill Bill vol 1, na którym byłem z siostrą. Dziesięć lat minęło, a historia Panny Młodej, zdradzonej przez współtowarzyszy, skatowanej i pogrążonej na cztery lata w śpiączce, z której w końcu się budzi tylko w jednym celu - zgładzenia członków Plutonu Śmiercionośnych Żmij z Billem na czele, wydała mi się podobna do opowieści autorstwa Sylwii Chutnik. 
Autorka opowiada historię kobiet rodem z miasta stołecznego Warszawy, które wymierzają sprawiedliwość. Mężczyznom tę sprawiedliwość aplikują mocnymi kopniakami. Twardej pięści i noża stali smak warszawskie, niegodziwe samce na swych grzbietach, twarzach i kroczach doświadczają. Bohaterkami są silne kobiety, walczące o lepszy świat - podobnie jak w Kill Billu. Jedna z nich jest w ciąży, drugą bije mąż (biada mu!), a trzecia choruje na raka. Mamy jeszcze babcię pamiętającą czasy Warszawskiego Powstania i przypakowanego ekoterrorystę. Komplet o tyle ciekawy co absurdalny. Wszyscy jednoczą siły przeciw złemu kamienicznikowi co to przemocą, zastraszaniem i metalowej rurki ciosami chce pozbyć się lokatorów, którzy stoją na drodze do realizacji jego budowlanych planów. 
Cała historia ciekawie napisana, pełna cierpkiego humoru oraz tak cenionej w dzisiejszych czasach ironii, dopełniona została czarno białymi ilustracjami. I śmieszne to co pisze Chutnik i straszne zarazem. W tych ironicznych opisach jest tyle prawdy, że śmiejąc się, często sami z siebie, zaczynamy się zastanawiać nad tym co nas otacza. I wniosek w sumie przykry z rozmyślań nam wyjdzie, niestety. Opowieść o poszukiwaniu zemsty, o próbie zmiany otoczenia to smutny obraz szarej codzienności. Możemy wojować ze światem, mścić się na ludziach, a mimo to zawsze przegramy.

INFO
Autor: Sylwia Chutnik
Tytuł: "Cwaniary"
Wyd.: Wrocław, Świat Książki 2012
Il.str.: 240
Cena: 34,90 zł

piątek, 26 kwietnia 2013

Po słowach ich poznacie

Czytelnicy mają to do siebie, że zwykle lubią poznać osobę ulubionego autora, nie tylko przez czytanie jego dzieł, ale także przez studiowanie wywiadów z nim, w których to może owy literat kwieciście opowiadać o swoim literackim życiu nadając mu artystycznego sznytu. Miłośnik utworów, dajmy na to Stanisława Lema, sięganie także do różnorakich opracowań na temat jego twórczości. Co mówią na nurtujące publikę tematy ich ulubieni pisarze? Jak pracują? Jak zaczęli swoją przygodę z pisarstwem i co sądzą na temat osób chcących podążyć w ich ślady? Jakie znaczenie ma dla nich krytyka literacka i zdanie czytelników, czy schlebiają ich gustom, czy wręcz przeciwnie? I wreszcie kluczowe pytanie: jakie są obowiązki pisarza wobec czytelników,  samego siebie i tworzywa jakim jest język? 
Na mniej więcej takie pytania odpowiadali krytykowi literackiemu Royowi Newquistowi znani pisarze podczas wywiadów przeprowadzonych w latach 60. XX wieku. Książka Kontrapunkt stanowi zapis tychże wywiadów, jak sam autor zaznaczył nie redagowanych ani przez niego, ani przez wziętych na spytki literatów. Roy Newquist przepytał takich pisarzy jak Louis Auchincloss, Erskine Caldwell, Truman Capote, James Jones, Harper Lee, Irvin Shaw, C. P. Snow i Irving Stone, a także wydawcę z Random House Benneta Cerfa, felietonistę Johna Crosby'ego, satyryka Julesa Feiffera i reżysera Tyrone'a Guthrie. Muszę z przykrością stwierdzić, że czytałem dużo lepiej poprowadzone wywiady z mniej tendencyjnymi pytaniami i mniej nadętymi odpowiedziami "wielkich" autorów, którzy przez to co mówią dużo ze swej wielkości tracą. Sam Newquist prowadzi rozmowy w dziwny sposób. Wygląda to mniej więcej tak: Newquist pyta o twórczość danego autora po czym następuje zwykle dęta odpowiedz pisarza, którą ten kwituje stwierdzeniem "zmieńmy temat" i pyta o coś z zupełnie innej beczki, ech. Najbardziej sensowna rozmowa przeprowadzona została z Irvingiem Stonem i chociażby tylko dla niej warto było po książkę sięgnąć. W innych wywiadach też znajdowałem różne ciekawostki, ale generalnie to Irving Stone zrobił na mnie wrażenie. Dziwne to, bo po książkę sięgnąłem, aby rozmowę z Trumanem Capote przeczytać, co też zrobiłem, ale niczego nowego, ani odkrywczego się nie dowiedziałem. 
Musze jeszcze napisać, że bardzo ciekawi mnie w jaki sposób dokonano wyboru autorów do polskiej edycji tej książki. Amerykańskie wydanie Kontrapunktu jest zapisem sześćdziesięciu rozmów, a nie tylko dwunastu. W oryginalnej wersji mamy jeszcze wywiady m.in z takimi autorami jak chociażby Ian Fleming, Sterling Hayden, Jessica Mitford, Peter De Vries, Leo Rosten. Nic mi te nazwiska nie mówią, poza oczywiście Flemingiem, ale może dzięki pełnemu wydaniu w Polsce książki Roya Newquista wiedziałbym o nich więcej. 

INFO
Autor: Roy Newquist
Tytuł: "Kontrapunkt"
Wyd.: Warszawa, Książka i Wiedza 1968
Il.str.: 205
Cena: a któż to dziś wie?

środa, 24 kwietnia 2013

Zuch czy nie zuch?

Wiele jest, na półkach zarówno bibliotek, księgarń jak i mieszkań w blokach z wielkiej płyty, książek błahych, napisanych lekko tak, że zaraz po przeczytaniu wylatują z głowy. Nie pamiętamy ani tytułu, ani bohaterów  jedynie jakieś strzępki fabuły, a i to z rzadka. Do takich książek nie należy Zuch Edmunda White'a.
Książka specyficzna, opowiadająca o dorastającym w Ameryce lat 50. XX wieku chłopaku, o jego zmaganiach ze swoją seksualnością, o skomplikowanych uczuciach do  matki, siostry, a przede wszystkim do ojca. Edmund White, niby z pajęczej nici, utkał  fabułę przepełnioną nostalgią, która wyraża się dobitnie w postrzeganiu świata przez bohatera utworu. Wspomnienie lata spędzonego z ojcem, relacje z matką, pobyt w szkole z internatem, a ponad to wszystko wyobrażenie miłości, tej jedynej, niepowtarzalnej, ale trudnej do odnalezienia. Nasz bohater jest homoseksualistą  marzącym o miłosnym spełnieniu w ramionach dojrzałego mężczyzny. Ma swoją ciemną stronę, bo poza zdobyciem miłości chce także władzy nad kochankiem. Błąka się po rubieżach zwykłego świata heteroseksualistów jednocześnie zdając sobie sprawę, że do niego nie pasuje, że jest inny.  Próbuje się w nim odnaleźć licząc, że faza fascynacji mężczyznami minie, że nagle zmężnieje a jego blada skóra nabierze rumianego koloru, że znajdzie swoje miejsce w tym świecie, który postrzega go jako lalusia. Przeżywa wiele rozterek, a sama książka jest jego swoistą spowiedzią. Spowiedzią, podczas której czytania błądzimy jak w przepastnym labiryncie, pełnym ślepych zaułków własnych dylematów i rozterek. Książka wymaga od czytelnika skupienia i całkowitego poświęcenia. Nie jest lekka, ale jej wręcz poetycka stylistyka pełna metafor, porównań niejednego odbiorcę zachwyci. Z tych samych powodów powieść Zuch dla wielu będzie nie do przebrnięcia, nie należny jej mimo to odkładać na półkę, warto ją przeczytać. 

INFO
Autor: Edmund White
Tytuł: "Zuch"
Wyd.: Wrocław, Biuro Literackie 2012
Il.str.: 235
Cena: 39 zł

wtorek, 16 kwietnia 2013

W odległej galaktyce atmosfera się zagęszcza

Niemalże jednym tchem przeczytałem drugą część serii Przeznaczenie Jedi zatytułowaną Omen i muszę przyznać, że robi się coraz bardziej ciekawie. Książka, napisana przez Christie Golden, odkrywa przed czytelnikami kolejne rozdziały podroży Luke'a Skywalkera i jego syna Bena przez galaktykę w poszukiwaniu przyczyn przejścia na ciemną stronę Mocy Jacena Solo. Podczas gdy Mistrz Jedi wraz z potomkiem zgłębiają tajniki Mocy na Curuscant Zakon Jedi przeżywa kryzys. Kolejni rycerze zapadają na dziwną chorobę powodującą, że wszędzie widzą sobowtóry znanych im osób. Popadający w paranoje Jedi staja się obiektem holoentowych (HoloNet to międzyplanetarna sieć   telekomunikacyjna) wiadomości i programów oraz prowokują do zaostrzenia polityki wobec Zakonu przywódczynię Sojuszu Galaktycznego admirał Daalę. Wszystko to przeplatane jest retrospektywnymi rozdziałami wprost z planety zamieszkanej przez tajemnicze, jeszcze nieznane naszym bohaterom, plemię Sithów. Z tym też związany jest tytuł, bo sam "Omen" to pradawny statek wspomnianych już tajemniczych Sithów. Nieuchronnie zbliża się kolejna konfrontacja zwaśnionych obozów, których racje są nie do pogodzenia. Sithańscy lordowie wyczuwają obecność Mistrza Skywalkera i postanawiają go zniszczyć. Szykuje się kolejna czystka Zakonu Jedi. Zagrożenie ze strony Sithów jest równie realne jak to płynące ze strony admirał Daali. 
Omen, co mnie ucieszyło, jest napisany zupełnie innym stylem niż Wygnaniec. Autorka  nie stara się naśladować stylu autora poprzedniej części i przedstawia wydarzenia w sposób ciekawy, ale momentami niepewny. Prowadzi bohaterów przyjętą przez pomysłodawców serii ścieżką jednocześnie nadając im nowego kolorytu. Lubie te odniesienia do zdarzeń znanych z filmowej sagi i pod tym względem także się nie zawiodłem. Szkoda, że książka była taka krótka, na szczęście jeszcze siedem tomów tej historii przede mną. 

INFO
Autor: Christie Golden
Tytuł: "Przeznaczenie Jedi II - Omen"
Wyd.: Warszawa, Amber 2011
Il.str.: 304
Cena: 32,80

czwartek, 11 kwietnia 2013

Koniec (mojej) męki

To prawda, że z własnej, nieprzymuszonej woli sięgnąłem po pierwszą jak i kolejne księgi Pamiętników Wampirów, które wyszły spod pióra L.J. Smith - autorki lubiącej, kiedy czytelnicy do niej piszą. Nie skłamię pisząc, że nikt nie stał nade mną ze skórzanym pejczem pilnując czy pilnie studiuje losy ślicznej, ale głupiej Eleny i dwóch braci-wampirów. Lepszy dotyk skórzanego pejcza na plecach niż lasowanie sobie mózgu książką autorki, która "jest najszczęśliwsza, siedząc przy ogniu trzaskającym w kominku w swoim domku w Point Reyes". Przeczytałem i dziękuje bardzo za kolejne części, nawet te napisane przez ghostwriterów. Nie chce nawet za darmo! Swoją drogą widać, że nawet L.J. Smith, zapraszająca na swoją zaktualizowana stronę www, zmęczyła się Eleną, Stefano i Damonem skoro inne części napisał anonimowy ghostwriter.
Czwarta księga jest kontynuacją wątków podjętych w dwóch poprzednich odsłonach Pamiętników... W Fells Church opętani ludzie zmierzają ku zagładzie, Elena wraz ze Stefano i Damonem muszą ponownie udać się do Mrocznych Wymiarów, by ostatecznie rozwiązać kwestie diabelnych kitsune. Okazuje się, że  niebezpieczeństwo jest bliżej niż im się wydaje. Kitsune są tylko pionkami w grze rozgrywanej przez tajemniczą japońską kapłankę. Nie zgadniecie kto tą złowrogą istotą jest. Mroczne sekrety  innych bohaterów także wychodzą na jaw jak np. ten: okazuje się, że Meredith ma brata bliźniaka, którego porwał niemiec-wampir Klaus, w dodatku dziewczyna jest łowcą wampirów i potrzebuje do przeżycia krwi. Rodzice tłumaczą jej, że wystarczały małe ilości dlatego też na ich stole przynajmniej raz w tygodniu gościła kaszanka. Koszmarny absurd, ale cóż. To jednak nie koniec tych farfocli wyobraźni L.J. Smith. Damon uwodzi wampirzą arystokratkę, aby ta przemieniła go w wampira (przez przypadek przestał nim być w księdze trzeciej, ku swojej wielkiej rozpaczy). I tak toczy się akcja raz wartko, raz nieśpiesznie. W miasteczku dramatyczne sceny, pani Flowers stacza bój na śmierć i życie z lisią kapłanką podczas gdy Elena i Stefano wraz z Damonem ścierają się z wielkim drzewem i kitsune. Sama końcówka rozgrywająca się w czymś na kształt boskiego sądu, w którym wyrok wyda nie sędzia Anna Maria Wesołowska, a trzy niby kreskówkowe Atomówki Bójka, Bajka i Brawurka, niebiańskie strażniczki blondynka, brunetka i oczywiście rudowłosa, to jakaś paranoja i farsa. 
I tak z opadającym na ciało Damona ożywczym popiołem, pochodzącym wprost ze zniszczonego drzewa i ogromnej kuli mocy, z szelestem przewracanej ostatniej strony powieści zakończyłem kolejny etap czytelniczej wędrówki zarówno poprzez książki odpowiadające moim upodobaniom, jak i te zupełnie do nich nie przystające. Czas sięgnąć po coś nowego, wypróbować jakiegoś innego autora, jakąś inną historię. Czytelnikom Pamiętników Wampirów życzę wszystkiego dobrego, a tym, którym zepsułem niespodziankę ujawniając kilka sekretów powieści składam szczere wyrazy ubolewania.

INFO
Autor: L.J. Smith
Tytuł: "Pamiętniki Wampirów. Księga IV Północ" 
Wyd.: Warszawa, Amber 2011
Il.str.: 480 stron udręki
Cena: 37,80

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Obserwator i portrecista

Kontynuując swoją podróż poprzez teksty napisane przez Trumana Capotego sięgnąłem po wydane w 2012 roku Portrety i Obserwacje. Eseje, stanowiące połączenie dwóch zbiorów utworów Autora zatytułowanych Psy szczekają i Muzyka dla kameleonów. Wcześniejsze zbiory ukazały się w latach '80. i '90. XX wieku. Wraz z nową edycją otrzymujemy także odświeżone tłumaczenie. Wszystko w twardej oprawie, szkoda tylko, że czcionka taka mała...
Utwory napisane przez Trumana Capotego mają to do siebie, że płynnie łączą fikcje literacką z autentycznymi wydarzeniami. Ciężko czytelnikowi odgadnąć, w którym momencie Autor puszcza wodze fantazji i zatapiając fakty w potoku poetyckich metafor i porównań daje odbiorcy jego tekstów prztyczka w nos.
Moją szczególną uwagę w zbiorze Portrety i Obserwacje przykuł utwór Słychać Muzy będący barwną relacją z wyprawy grupy operowej do Związku Radzieckiego. Capote zwraca uwagę na pozornie błahe szczegóły, które umiejętnie wyeksponowane powodują, że czytamy jego utwory z zaciekawieniem, delektując się przy tym świetnym, niebanalnym stylem Autora. Opisy zdarzeń, osób, aury panującej podczas podróży pociągiem w przyjemny dla odbiorcy sposób pozwalają bez reszty oddać się czytanemu utworowi. Obmalowanie atmosfery i relacji panujących między uczestnikami wyprawy czyli obsadą opery Porgy i Bess, a później sama relacja z wrażeń widowni - już po premierze przedstawienia - w zabawny sposób ukazują wachlarz przeciwstawnych odczuć, co do treści opery, osób zamieszanych w jej powstanie oraz radzieckiej publiki i zgromadzonych oficjeli.  
Cały zbiór zawiera wiele literackich perełek wartych przeczytania. Utwory, co jest jak najbardziej naturalne dla antologii, są zróżnicowane pod względem treści i w każdym z nich czytelnik znajdzie coś interesującego. Dla mnie książka ta była doskonałym przerywnikiem podczas czytania mniej nobliwych i zacnych pozycji. Nie jest to pozycja, którą mógłbym połknąć za jednym zamachem. Teksty Trumana Capotego należy smakować powoli, poświęcając im należytą uwagę.

INFO
Autor: Truman Capote
Tytuł: "Portrety i Obserwacje. Eseje"
Wyd.: Warszawa, Albatros A. Kuryłowicz 2012
Il.str.: 606
Cena: 43,40 zł

piątek, 5 kwietnia 2013

Galaktyka w tarapatach - znowu...

Po przerwie od blogowania zmobilizowałem się do skreślenia choć kilku słów na temat ostatnio przeczytanej książeczki.
Nareszcie! Książka po książce dotarłem do pozycji z mojej "czytelniczej listy kolejkowej" osadzonej w Uniwersum Star Wars. Jakaż to miła odmiana poczytać coś co nie dość, że interesuje mnie tematyką to jeszcze czyta się lekko i z niegasnącą pasją. A pasji jeśli chodzi o Gwiezdne Wojny nigdy mi nie zabraknie! Jest to zupełnie inna sytuacja niż z Pamiętnikami Wampirów - o nich przyjdzie mi jeszcze raz napisać za dni kila, niestety. Tymczasem mogę cały zatopić się w tym co lubię najbardziej. 
Pierwsza część cyklu książkowego Przeznaczenie Jedi, o którym pisałem w jednym z wcześniejszych postów, zatytułowana Wygnaniec po raz kolejny przeniosła mnie do odległej galaktyki podzielonej konfliktami i intrygami. 
Dzieje się sporo szczególnie, że dramatyczne wydarzenia z poprzedniej serii z tego uniwersum, czyli z Dziedzictwa Mocy przygotowały grunt pod dalsze perypetie naszych bohaterów. Dziwna przypadłość zaczyna nękać Rycerzy Jedi, którzy popadają w obłęd. Przywództwo Galaktycznego Sojuszu z Natasi Daalą na czele, niegdysiejszą metresą Wielkiego Moffa Tarkina i admirał Imperialnej Marynarki, chcą założyć nie tylko smycz, ale i kaganiec całemu Zakonowi Jedi. Luke Skywalker zostaje skazany na wygnanie i musi opuścić galaktyczną stolicę Coruscant. Rozpoczyna się podróż, której celem jest prześledzenie drogi jaką przebył niegdyś Jacen Solo - upadły Jedi, który uwikłał galaktykę w kolejną wojnę domową. W tułaczce po rubieżach wszechświata Lukowi towarzyszy jego dorastający syn Ben. Możemy spodziewać się zatem wielu napięć zarówno na linii Zakon Jedi - Przywództwo Galaktycznego Sojuszu oraz ojciec - dorastający syn. Ciężko jest mi przewidzieć co spotka mnie na kolejnych stronach powieści i uważam to za duży plus Wygnańca. Ciesze się, że autorowi, wykorzystującemu przecież bohaterów znanych i lubianych, udało się przedstawić ich w bezpretensjonalny sposób. Utwór zachowuje klimat Gwiezdnych Wojen, a nawiązania zarówno do poprzednich powieści jak i samych filmów sprawiały, że przedstawiona historia mocno osadzona jest w "starwarsowym" kontekście. Wciągnąłem się w tę opowieść i chętnie zatopię się w kolejnych jej odsłonach.

INFO
Autor: Aaron Allston
Tytuł: "Przeznaczenie Jedi I: Wygnaniec"
Wyd.: Warszawa, Amber 2011
Il.str.: 368
Cena: 37,80 zł 

sobota, 23 marca 2013

Żeby nie zgłupieć doszczętnie

Między lekturą Jestem kibolem a kolejnymi odsłonami Pamiętników Wampirów, poczytywałem małe dziełko, które ze słyszenia zna prawie każdy, którego jednak treść znana jest bardzo niewielu osobom. Księcia Machiavellego czytałem  by naprawdę nie zwariować podczas lektury wspomnianych wyżej wiekopomnych dzieł. Utwór to mały, ale treściwy, którego przyswojenie zajmuje trochę więcej czasu niż czytanie beletrystyki - z racji języka jakim Książę został napisany i tematu przez Machiavellego w utworze podjętego. Mógłbym teraz tu sporo nakłamać jak delektowałem się każdym zdaniem i mądrościami serwowanymi mi przez autora, jak to dumałem potem godzinami nad każdym rozdziałem utworu. Tak jednak nie było. Przeczytałem Księcia i powiem szczerze, że bardziej interesowały mnie wzmianki o papieżu Aleksandrze VI i jego synu Cezarze Borgii księciu Valentiono, którego to postępki  przede wszystkim posłużyły do stworzenia obrazu tytułowego księcia, niż cała towarzysząca temu otoczka. Zainteresowałem się wspomnianymi osobami z bardzo błahego powodu. W oczekiwaniu na sezon trzeci ulubionego serialu Rodzina Borgiów, w którym to przedstawiono losy rzeczonej włoskiej familii, a w tym właśnie Rodriga Borgii późniejszego papieża i jego syna Cezara, postanowiłem swoją wiedzę w tym temacie poszerzyć. Czegoś tam się dowiedziałem, ale najważniejsza jest dla mnie zmiana myślenia o samym autorze Księcia, którego zwykle wyobrażamy sobie jako potwora i morderce dążącego do celu po trupach, wbrew wszystkiemu i wszystkim. Dzięki lekturze tego małego dziełka, które spowodowało niemały ferment, zbudowałem w swojej głowie obraz Machiavellego obserwatora epoki, polityka i teoretyka sztuki władania, a nie krwiożerczego potwora. Prawdą jest, że radzi władcom wiele niemoralnych uczynków, by władzę  zdobyć i utrzymać, wszystko to jest jednak podyktowane chęcią zbudowania silnego państwa z silnym i mądrym władcą na czele. Biorąc pod uwagę czasy w jakich powstał Książę, jego lektura jest ciekawym źródłem informacji na temat sytuacji politycznej Italii tamtych lat, ale nie tylko. Machiavelli odnosi się także do przykładów sięgających dużo odleglejszych czasów, aby w przekonujący sposób swoje pomysły na rządzenie przekazać. Cenna lekcja dla władcy to możliwość uczenia się na błędach poprzedników, by dzięki temu samemu ich unikać. 
Pozycja interesująca, nieporywająca, ale jak najbardziej warta uwagi.

INFO
Autor: Niccolo Machiavelli
Tytuł: "Książkę"
Wyd.: Kęty, Wydawnictwo ANTYK Marek Derewiecki, 2007
Il.str.: 91
Cena: 9,99zł

sobota, 16 marca 2013

Romans paranormalny?

O istnieniu subgatunku literackiego, nazwanego dość wymowie paranormal romance, dowiedziałem się całkiem przypadkiem szperając za ciekawymi pozycjami książkowymi w Internecie. Cóż to zatem za niezwykły wynalazek ten paranormal romance? Najprościej można powiedzieć, że to romans, w którym mamy do czynienia z mocami nadprzyrodzonymi, w którym występują anioły, demony, wampiry, duchy i inne mrożące krew w żyłach poczwary. Rzeczone poczwary najczęściej zakochują się w jakieś niewinnej śmiertelniczce, którą trzeba zbałamucić choć to działa w dwie strony - jak w życiu zresztą. W myśl zasady, że każda potwora znajdzie swojego amatora mamy różne konfiguracje paranormalnych związków: ludzie plus wampiry, ludzie plus wilkołaki albo duchy, chochliki i inne mniejsze lub większe potworności w zależności kto w czym gustuje. 
Paranormal romance jest koktajlem przyrządzonym z elementów science fiction, horroru, fantasy doprawionym pieprzną historią o miłości niemożliwej i zakazanej. Oczywiście miłość zwycięży wszystko, z małą pomocą telekinezy, magii zarówno białej jak i czarnej oraz telepatii, nawet to, że ukochany jest nieboszczykiem łakomie patrzącym na bielutką szyję oblubienicy. Rozumiem, że niektóre kobiety u boku mają mężczyzn pod względem owłosienia przypominających wilkołaki, ale żeby od razu swoje fantazje przekuwać w książkową opowieść o miłości niewinnej i powabnej niewiasty do brutalnego, włochatego wilkołaka? Możliwe, że nie jedna z pań chciałaby żeby choć raz w miesiącu ich mężczyzna życia zamienił się w takie nieokrzesane zwierze. A tu psińco! Nie dla psa kiełbasa, nie dla wampira moja szyja. Z drugiej strony panowie pewnie marzą, aby ich partnerka zamieniła się z upierdliwej wiedzmy gotującej w kotle zupę z węży i stonóg w zwinną nimfę spełniającą każdą zachciankę. I super, takie osoby na pewno ucieszą się z książek z gatunku paranormal romance. 

Niebezpieczne sny

Jedną z funkcji literatury, także tej młodzieżowej (a może przede wszystkim?), jest przekazywanie treści, które w jakiś sposób wpłyną na nas...