środa, 20 czerwca 2018

Wampiry i inne upiory


Wampiry to tak wdzięczny temat, że co jakiś czas dostajemy jakąś książkę bądź film (tudzież inne medium jak gra czy komiks) eksploatujące zupełnie nowe obszary bądź zwyczajnie przetwarzające znane nam już motywy i historie. I nie ma w tym nic złego, popkultura to ciągle przeobrażanie i odkrywanie na nowo motywów często ogranych już do znudzenia. Sztuka w tym, aby przedstawić temat w sposób zajmujący i odkrywczy. W górach przeklętych. Wampiry Alp, Rudaw, Sudetów, Karpat i Bałkanów to publikacja, w której autor podejmuje temat występowania wampirów w kulturze popularnej. Sięgając do ludowych podań łącząc opowieści z różnych obszarów wspomnianych gór z historią regionu, kronikami, dokumentami, gotyckimi romansami czy znanymi każdemu filmami grozy przedstawia całe spektrum upiornych postaci.  

Wampir to z gruntu słowiański upiór, byt nieumarły żywiący się ludzką krwią, prześladujący zarówno prostych wieśniaków jak i zamożnych władców. Jego opis, pochodzący wprost z ludowych podań, opowieści przekazywanych w obrębie często tylko jednej wioski to zupełnie coś innego niż wizerunek hrabiego Drakuli - wytwornego księcia ciemności. To upiór bezmyślny i żądny krwi, niszczący często osoby z najbliższej rodziny. Jak to się stało, że taki potwór ewoluował w wampira znanego nam współcześnie? Bartłomiej Grzegorz Sala w bardzo sprawny sposób połączył informacje z ludowych podań z historią regionu, z którego one pochodziły by odpowiedzieć na to pytanie. Odwołuje się również do fascynacji wampirami, której uległy intelektualne elity tworząc na ich podstawie swoje dzieła. Ów elity, wprowadzając do szerszego obiegu figurę wampira, upiora żywiącego się krwią, ale już innego niż ten ludowy bezmyślny potwór, stworzyły zupełnie nową jakość - istotę intelektualnie i fizycznie lepszą od zwykłego człowieka. W górach przeklętych... to próba zrozumienia jak motywy ludowe, pochodzące z zapadłych wiosek, przenikały do umysłów myślicieli takich jak chociażby Goethe. I wszystko byłoby super gdyby nie to, iż Sala często poświecą więcej miejsca opisowi regionu, jego historii niż samym wampirom. Chwilami nudziłem się czytając kolejne, ważne dla budowania kontekstu, informacje o Serbii w XVIII wieku czy Wołoszczyźnie w XV wieku. Bynajmniej nie dlatego, że nie byłem tym zainteresowany, zwyczajnie autor opisał to w sposób jaki możemy pamiętać ze szkolnych podręczników, a szkoda.

Książka, na przykładzie konkretnych upiorów, jak zupełnie nieznane szerszej publice wampiry z Tomic czy Bolkowa oraz tych owianych złą sławą, skonsumowanych przez popkulturę już wielokrotnie, jak hrabina Batory, opisuje ewolucje postrzegania wampiryzmu. Wszystko podane jest w doskonałej graficznie formie, ilustracje autorstwa Justyny Sokołowskiej dodają publikacji klimatu. Obcowanie z tak wydaną książką to czyta przyjemność. Wydawnictwo BOSZ nie pierwszy raz pokazało, że można wydawać książki ciekawe i piękne zarazem. 

INFO
Autor: Bartłomiej Grzegorz Sala
Tytuł: "W górach przeklętych. Wampiry Alp, Rudaw, Sudetów, Karpat i Bałkanów"
Wyd.: BOSZ, Olszanica 2016
Il.str.: 240
Cena: 39,90 zł

czwartek, 14 czerwca 2018

Han Solo - przewodnik ilustrowany, czy warto?

Han Solo. Gwiezdne wojny - historie


Film, o przygodach młodego awanturnika, Hana Solo, niestety nie święci triumfów, wyniki finansowe wskazują, że będzie to pierwsza finansowa klapa marki Star Wars, po przejęciu jej przez Disney'a. Przykre to. 'Han Solo. Gwiezdne wojny - historie" nie jest złym filmem. Nie brakuje mu klimatu i akcji, a mimo to publika nie pokochała przygód młodego Hana. Szkoda. 

Stało się  już świecką tradycją wydawanie przewodnika ilustrowanego po każdej premierze kinowej kolejnej odsłony "Gwiezdnych wojen" - film o Hanie Solo nie jest tu wyjątkiem. Do rąk czytelników trafił właśnie przewodnik ilustrowany rozbudowujący świat przedstawiony w filmie.

Autorem jest Pablo Hidalgo, znany z poprzednich przewodników po świecie Gwiezdnych wojen, jak i innych publikacji poszerzających to uniwersum. Informacje podane są w bardzo skrótowej formie, często sygnalizując pewne tematy czy wręcz wprowadzając je na powrót do kanonu sprzed pogrzebania go przez Diesneya (przykład wspomnienie przygód Lando Calrissiana z Myśloharfą Sharów, opisanej pierwotnie w jednej z powieści autorstwa L. Neil Smitha, zauważył to ktoś?). Fanów powinny cieszyć takie mrugnięcia oka, powinni docenić, że nie wszystko co zostało stworzone przed wykasowanie starego kanonu przepadło. Dzięki tej publikacji możemy też zwrócić uwagę na szczegóły, które w kinie nam umknęły. Na ekranie dzieje się dużo, detali jest mnóstwo, a warto je zobaczyć i docenić - ta książka daje nam taką szanse.

Oprawa graficzna to mocna strona przewodnika ilustrowanego, zdjęcia są świetnej jakości, to nie dziwi. Widać jednak, że publikacja skierowana jest do młodszego odbiorcy, jest bardziej kolorowa, tekstu jest znacznie mniej niż w poprzednich książkach tego typu, a i jego układ jest zupełnie inny. Bardziej przypomina to formę komiksu niż przewodniki ilustrowane znane z poprzednich części. Niestety także format jest inny,  Han Solo najwyraźniej nie zasłużył na te kilka centymetrów więcej, tak aby pasować do przewodnika z Łotra 1 czy Przebudzenia Mocy i Ostatniego Jedi - szkoda. Na półce wygląda to jak schody. Ciesze się, że w ogóle powstał i został wydany na naszym rynku, to wcale nie było takie pewne. 

"Han Solo. Gwiezdne wojny - historie. Przewodnik ilustrowany" to ciekawa pozycja dla każdego fana świata wykreowanego przez George'a Lucasa, przede wszystkim jednak skierowana jest do młodszych odbiorców, myślę, że oni w pełni docenią formę tej książki jak i materiał tekstowy w niej zamieszczony, dorosły odbiorca może podejść do całości z lekkim uśmiechem - czasem zdziwienia, niestety często też politowania - autorowi nie udało się uciec od pewnej infantylności opisów. Taki minus, ale widoczny myślę tylko z perspektywy dorosłego czytelnika. 

INFO
Autor: Pablo Hidalgo
Tytuł: "Han Solo. Gwiezdne wojny - historie. Przewodnik ilustrowany"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2018
Il.str.: 128
Cena: 79,99 zł

niedziela, 10 czerwca 2018

Kronika kryminalna - PeeReL zza krat

Polska Rzeczpospolita Ludowa, dla pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków czy nawet trzydziestolatków, wydaje się tworem zupełnie oderwanym od rzeczywistości. Ze wszystkimi swoimi absurdami życia codziennego, z opowieściami o kolejkach, brakach towarów na pólkach czy nawet ważnymi wydarzeniami historycznymi, jak chociażby protestami studentów Marca '68 czy powstania NSZZ "Solidarność" w 1980, PRL jawi się jako coś mało rzeczywistego.
Ciężko nam pojąć z czym zmagali się nasi rodzice i dziadkowie, szczególnie teraz, w czasach prosperity.  Wszystko już zostało obśmiane w kultowych komediach, a i współcześnie nie brakuje odwołań do tego ważnego w naszej historii czasu. Niezwykle dużo o samym okresie Polski Ludowej powiedzieć mogą nam kroniki kryminale. Wciąż jesteśmy zasypywani doniesieniami o nowych zbrodniach, nie brakuje także nawiązań do wydarzeń sprzed wielu lat. Zbiór reportaży Heleny Kowalik PeeRel zza krat. Głośne sprawy sądowe z lat 1945-1989 stanowi zapis spraw kryminalnych, jakimi żyła ówczesna opinia publiczna, a które  publikowane były na łamach wielu peerelowskich dzienników. Autorka posiłkuje się także aktami śledczymi i sądowymi. 

A czymże mogli żyć przedstawiciele klasy robotniczej czy inteligencji? A chociażby walką z kułactwem, młodzieżą natrząsającą się z komunistycznego reżimu czy partyzantami chcącymi zniszczyć dopiero co utrwalające się w posadach komunistyczne państwo. W reportażu Kowalik nie brakuje także opisów spraw sądowych psychopatycznych morderców czy zwykłych cwaniaków grających na nosie dygnitarzom państwa ludowego. Na co należy zwrócić szczególną uwagę czytając PeeReL zza krat... to niewątpliwie fakt, iż wyroki wydawane były często na zamówienie partyjnych bonzów, a oni sami nierzadko sami uwikłani byli w wiele kryminalnych aktów, biorąc czynny w nich udział czy zwyczajnie tuszując niewygodne fakty. Obraz to Polski Ludowej moralnie wątpliwej, bo liczne czyny wtedy przez system ścigane dziś wydają się słuszne i konieczne - choć nie brakuje takich jednoznacznie złych. Inne są zwyczajnie absurdalne i śmieszne.

Emocjonujące reportaże Heleny Kowalik, to niezwykła lekcja historii PRL. Sprawy zwykłych ludzi, represjonowanych przez system, osadzone są w kontekście ówczesnej polityki. W publikacji nie brakuje nawiązań do istotnych wydarzeń historycznych, mamy także informacje z lat po upadku realnego socjalizmu w Polsce. Kowalik, w swoim dziennikarskim śledztwie, sięgnęła daleko poza zwykłe wycinki prasowe czy akta sądowe. Dotarła do osób bezpośrednio uwikłanych w opisywane sprawy. Daje to czytelnikowi możliwie, jak na taką publikację, szerokie spojrzenie na wydarzenia tamtych lat. Historie osób prześladowanych przez zły i nieuczciwy system wciąż rezonują, a ich skutki mają daleko idące implikacje nawet teraz, po wielu latach od zakończenia procesów wspomnianych w książce. Czytając opisy spraw, które Kowalik, wybrała do swojego zbioru, miałem wrażenie, że minione czasy powoli wracają, że coraz więcej jest w mediach i prasie, dyskursie politycznym, emocji i oskarżeń towarzyszącym peerelowskim procesom. Historia zatacza koło, a niejednoznaczne moralnie sprawy z czasów PRL budzą kontrowersje i dziś - chociażby losy Żołnierzy Wyklętych.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu PWN.

INFO
Autor: Helena Kowalik
Tytuł: "PeeReL zza krat. Głośne sprawy sądowe z lat 1945 - 1989"
Wyd.: PWN, Warszawa 2018
Il.str.: 316
Cena: 49 zł

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Na skróty przez Śródziemie

Jakiś już czas temu dostałem Atlas Tolkienowski, który jest swoistym (nie autoryzowanym przez Tolkien Estate) przewodnikiem przez świat, będący wytworem niezwykłej fantazji i intelektu, J. R. R. Tolkiena. Ta bogato ilustrowana pozycja doskonale wpisuje się w ciąż niegasnące zainteresowanie Śródziemiem. Przygody Drużyny Pierścienia czy Bilbo Bagginsa wciąż są żywe w naszych umysłach. Atlas Tolkienowski skupia i systematyzuje w jednym miejscu niezbędne informację dla tych miłośników tematu, którzy nie koniecznie mają ochotę czytać wszystko od początku, a chcieliby co nieco sobie przypomnieć. Jest skrótem najważniejszych zdarzeń począwszy od powstania świata poprzez zniszczenie Numenoru na Wojnie o Pierścień skończywszy. 
Niezwykle ciekawym, z mojego punktu widzenia, elementem publikacji są ilustracje utrzymane w zupełnie innej estetyce niż ta, do której przyzwyczaiły nas doskonałe i klimatyczne obrazy Teda Nasmita czy Alana Lee. W Atlasie Tolkienowskim zamieszczono zatem prace ponad dwudziestu autorów, wykonane różnymi technikami. Wypadło to ciekawie, rozbija to pewną estetyczną bańkę w jakiej zamknęli nas Nasmit i Lee do wtóru z reżyserem filmowej ekranizacji Peterem Jacksonem. Takie świeże podejście do tematu jest Śródziemiu niezwykle potrzebne, mam nadzieję, że zapowiadany przez Amazona serial trochę "Władcę Pierścieni" odkurzy i pozbawi patyny, jaka przez lata obrósł. W książce znajdziemy także tablice chronologiczne oraz drzewa genealogiczne.
Pozycja obowiązkowa? Nie. Niestety nie jest to książka z gatunku "must have", jest bardzo starannie wydaną pozycją, którą fani prozy Tolkiena docenią, poza warstwą estetyczną, nie wnosi jednak nic nowego do tematu. No, nie było to też jej celem, proszę nie postrzegać tego jako wady.

INFO
Autor: David Day
Tytuł: "Atlas Tolkienowski"
Wyd.: Zysk i S-ka, Poznań 2017
Il.str.: 263
Cena: 59,90 zł

piątek, 1 czerwca 2018

Moon Knight - bohater nieoczywisty

No właśnie. Zwykle ograniczamy się do tego co nam już znane. Ja tak robiłem z komiksami, poznawałem bardzo chętnie historie Ligi Sprawiedliwości, Spider-Mana, Iron Mana czy Batmana, ale nie wychodziłem, z tej specyficznej, bądź co bądź, strefy komfortu, aż do teraz. 
Mam świadomość, że postać Moon Knighta, znana jest komiksowym wyjadaczom, że niczym odkrywczym nie jest dla nich jego historia i przygody, ale dla mnie, niedzielnego odbiorcy tego medium, to zupełna nowość. 
Do moich rąk trafił album zawierający pierwsze sześć zeszytów opowieści o człowieku, który powrócił z martwych, a nie jest Jezusem, scenariusza Warrena Ellisa z rysunkami Declana Shalveya (Moon Knight pojawiał się już wcześniej w historiach innych autorów) - "Moon Knight. Z martwych".
Od razu polubiłem tego bohatera, jego "origin story" jest tak niesamowita i intrygująca, że nie sposób przejść obojętnie. Nadmienię tylko, że Marc Spector najpierw ginie w Egipcie, by następnie zostać wskrzeszonym przez jedno z lokalnych bóstw, by stać się Moon Knightem - pogromcom wszelkiej maści zakapiorów, obrońcą tych, którzy podróżują nocą.
Album przedstawia sześć różnych historii. Nie warto tutaj ich streszczać, napiszę tylko, że każda poprowadzona jest w nader ciekawy sposób. Rozkład rysunków nie powodował u mnie odczucia, że jestem komiksowym analfabetom, że czytam dialogi w dymkach, a nie składa mi się to w całość z obrazami ilustrującymi akcje, że nie rozumiem o co chodzi. Wszystko płynie miękko, obrazy cieszą oko, sama postać Marca Spectora, jak i jego antagonistów, jest ciekawie nakreślona zarówno obrazem jak i tekstem. Ta monochromatyczność bohatera robi wrażenie, od razu czuć, że nie przynależy do naszej ziemskiej dziedziny, że łączy go nierozerwalna więź z mocami niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników. Napisałem w tytule, że to bohater nieoczywisty, a niby dlaczego? Przecież ma niezwykłe moce, walczy ze złem i w ogóle jest super? On zamiast pouczać napotkanych zakapiorów, wsadzać ich do więzienia lub szpitala psychiatrycznego, dawać im szansę na odkupienie win, na wejście na drogę praworządności i dobra, bezwzględnie wymierza im okrutną karę - nie ma przebacz! Trup ściele się gęsto. Bardziej budzi niepokój niż sympatię, jest w nim coś odpychającego, a za razem dziwnie pociągającego.

INFO
Scenariusz: Warren Ellis
Rysunki: Declan Shalvey
Tytuł: "Moon Knight. Z martwych. Tom 1"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2018
Il.str.: 132
Cena: 39,99 zł

niedziela, 27 maja 2018

Anna Bolena - koniec miłości cnotliwego władcy

Plakat autorstwa Piotra Suchodolskiego
Po długiej przerwie przyszedł czas na słów kilka o najnowszej operze, którą przyjemność miałem zobaczyć na deskach Opery Krakowskiej.

Operę, Anna Bolena Gaetano Donizettiego, na scenę krakowskiego teatru, przeniosła Magdalena Łazarkiewicz, kierownictwo muzyczne objął niezastąpiony Tomasz Tokarczyk

O tragicznym losie Anny Boleyn słyszał chyba każdy. Nie? Nie wierzę. Na pewno obiło się Wam o uszy coś nie coś na temat rozlicznych żon króla Henryka VIII, nie będę zatem przybliżał fabuły spektaklu bo z grubsza jest wszystkim ona znana. Napiszę jednak, że główna akcja rozgrywa się między trzema postaciami, wspomnianą już tytułową Anną, jej mężem pragnącym się jej pozbyć Henrykiem VIII, a Joanną Seymour - będącą jednocześnie damą dworu, bliską osobą królowej i kochanką wiarołomnego króla.

I sama historia byłaby tu niczym gdyby nie genialnie odegrane role głównych postaci dramatu. Pełna wdzięku i smutku Anna, w tej roli rewelacyjna Karina Skrzeszewska, przykuwa uwagę widzą grą aktorską i śpiewem - takiego ładunku emocjonalnego na scenie Opery Krakowskiej dawno nie było! Ale dopiero w duecie z Seymour, odegranej z polotem przez Karolinę Sikorę, czy Henrykiem VIII, w interpretacji Wołodymyra Pankiwa, dotykamy dramatu zdradzonej królowej w pełni. Zaplątana w intrygę, zdradzona przez męża Anna traci zmysły w Tower, a widz wręcz namacalnie czuje jej ból. Niezwykłe. 

Nie zapominajmy o reszcie obsady, bo i chór jak i pozostali wykonawcy, chociażby Olga Maroszek w roli nadwornego grajka Smetona robią rewelacyjne wrażenie. Napiszę jeszcze o samej scenografii, zostawiłem sobie to na deser. Otóż, przeświadczenie, że ograniczenie jej do minimum, do paździerzowych ścian, w zamyśle by uwypuklić dramat bohaterów, by widza nie odciągać błyskotkami od akcji, jest błędne. Anna Bolena zasługiwała na dużo bogatszą oprawę niż to co zaserwował nam Paweł Dobrzyński. Dobrze, że stroje, za które odpowiedzialna była Maria Balcerek, były świetne, nawiązywały do epoki, budowały klimat. Ciesze się, że nie zdecydowano się na jakieś minimalistyczne kombinezony. Uff!

Jeżeli ktoś ma czas i ochotę to serdecznie zapraszam, chyba jeszcze jakieś bilety się ostały, jeśli nie to pamiętajcie o Annie Boleyn w przyszłym sezonie operowym. 



piątek, 25 maja 2018

Bzzzz, pszczoła! Auć!

W sumie to ciągle coś nam bzyczy koło nosa, a to mucha, a to trzmiel bądź pszczoła. Oczywiście spośród wszystkich bzyczących obywateli naszego świata, właśnie pszczoła powinna być darzona największą estymą. Te pracowite zwierzęta zapylają rośliny, które następnie dają nam plony. Wiem, wiem, nie tylko pszczoły odpowiadają za zapylanie, robią to także inne owady, chociażby wspominane wyżej trzmiele, ale jednak to pszczoła, z racji swojej obecności w naszej kulturze zasługuje na pierwsze miejsce na podium. Truizmy? Być może, ale warto wiedzieć więcej niż tylko, że są.

W moje ręce wpadła już jakiś czas temu, wybornie wydana, publikacja Wydawnictwa Literackiego Pszczoły. Opowieść o pasji i miłości do najważniejszych owadów na świecie. Napisana niezwykle prostym językiem, dopełniona fotografiami i rysunkami opowieść Joachima Pettersona o jego przygodzie z pszczołami i zawodem pszczelarza, rozpaliła we mnie chęć posiadania własnego ula. Jednak nie dla psa kiełbasa, muszę zadowolić się tylko książką, przynajmniej na razie. Ale myśl, żeby rzuć to wszystko i założyć pasiekę towarzyszyła mi przez całą lekturę. I powiem szczerze, wcześniej miałem świadomość jak ważne są pszczoły dla naszego rolnictwa i świata w ogóle, ale nie specjalnie zainteresowany byłem poszerzaniem swojej wiedzy w tym temacie. Zobaczyłem Pszczoły... na półce w księgarni i od razu ta książka przykuła moją uwagę, rozbudziła zainteresowanie, a o to chyba właśnie chodzi.

Wydanie jest po prostu piękne, twarda oprawa pokryta płóciennym materiałem, czarny pas grzbietu ze złotymi literami, świetny papier. Joachim Petterson poza tekstem odpowiada także za zamieszczone fotografie, ilustracje natomiast wykonała jego żona. I tyle tych smutów z mojej strony, zapraszam do lektury!

INFO
Autor: Joachim Petterson
Tytuł: "Pszczoły. Opowieść o pasji i miłości do najważniejszych owadów na świecie"
Wyd.: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018
Il.str.: 194
Cena: 44,90 zł

Wampiry i inne upiory

Wampiry to tak wdzięczny temat, że co jakiś czas dostajemy jakąś książkę bądź film (tudzież inne medium jak gra czy komiks) eksploatując...