czwartek, 19 grudnia 2019

Star Wars – Darth Vader – Płonące wody

Star Wars – Darth Vader

Ostatnie w tym roku wydanie dwumiesięcznika "Star Wars Komiks" przynosi nam kolejną historię z Darthem Vaderm w roli głównej. O tym, że komiksy z uniwersum Star Wars prezentują często poziom zupełnie niesatysfakcjonujący przypominać nie muszę - tu jednak obaw nie ma, rzecz jest wyborna! 

Darth Vader, wraz ze swymi Inkwizytorami, wyrusza z misją na pokrytą oceanem planetę Mon Calamari, znaną również jako Kalamar. W tym samym czasie na  pokładzie gwiezdnego niszczyciela znajdującego się na orbicie planety przebywa Wilhuff Tarkin mający skłonić krnąbrnego władcę Kalamara do współpracy. Surowce planety są niezwykle ważne dla umacniającego swoją władzę nowo powstałego Imperium. Ambasador, który z ramienia Imperium, prowadził negocjancie nieoczekiwanie ginie dając pretekst do siłowego rozwiązania sporu. Tarkin rozpoczyna działania zbrojne, a oddział Vadera udaje się na poszukiwanie doradcy króla Kalamara  - osoba ta ma być zbiegłym Jedi. Choć obaj podwładni nie pałają do siebie sympatią Tarkin będzie musiał poprosić Vadera o pomoc, której pokłosiem będzie dość nietypowa przysługa. 

Szósty zeszyt "Star Wars Komiks" to dwie ciekawe historie, główna Płonące wody daje nam wgląd w nastroje panujące w Imperium. To wciąż młody twór polityczny, o którego umocnienie trzeba dbać siłą. Oczywistym jest, że drenowane ze wszystkich surowców planety zaczną się buntować, a na to nie można sobie pozwolić. Ocalali z czystki Jedi wciąż ścigani są przez Inkwizytorów, nigdzie nie mogą czuć się bezpiecznie. W przypadku Kalamaru jeden z nich staje się zarzewiem buntu i sprzeciwu przeciw nowej władzy.  Doradca króla jest w gruncie rzeczy ekstremistą chcącym bez względu na koszty obalić Imperium. Druga opowieść zaś jest deserem, bezpośrednio wynika z pierwszej dając czytelnikowi jeszcze chwilę poobcować z Tarkinem i Vaderem, szkoda tu jednak nawet zarysowywać fabułę - napiszę tylko tyle, że obaj panowie wybrali się na dość nietypowe polowanie. Komiks zdecydowanie godny uwagi.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Charles Soule
Ilustracje: Giuseppe Camuncoli
Tytuł: "Star Wars Komiks. Star Wars – Darth Vader – Płonące wody. 6/2019"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2019
Il.str.: 128
Cena: 19,99 zł

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Kanon graficzny vol 1

Kanon graficzny

Zupełnie przypadkiem, podczas wizyty w krakowskim składzie taniej książki, w oko wpadła mi ciekawa pozycja ukazująca w komiksowej formie opowieści z kanonu literatury światowej. Pierwszy tom Kanonu graficznego... pod redakcją Russa Kicka pozwala spojrzeć na znane nam historie w inny sposób.

W zbiorze znajdziemy opowieści biblijne i mitologiczne, podania i legendy ludowe oraz poezję mistyczną z całego globu. Mamy zatem i Iliadę i Odyseję, objawienie św. Jana, opowieść o Gilgameszu, Beowulfa, ale i teksy Hildegardy z Bingen czy islamskiego mistyka Rumiego. Każdy z przedstawionych komiksów reprezentuje inny styl, charakterystyczny dla danego autora, więc jest to nie tylko podróż poprzez literaturę światową, ale także rzut oka na odmienne podejścia do sztuki tworzenia historii obrazkowych. Świetnie pokazuje jak za pomocą kreski i koloru można budować emocje i klimat, jak obrazem przekazać często nieopisywalne emocje.  Co ciekawe całość jest mocno zbalansowana, opowieści humorystyczne przeplatają się z tymi o wydźwięku dramatycznym. Chwilami zatem jest śmiesznie, innym razem przerażająco i krwawo, by później przejść do nostalgii i zadumy. 

Zaplanowany na trzy tomy Kanon graficzny... na naszym rynku wydawniczym doczekał się tylko publikacji tomu pierwszego, który nawet nie obejmuje całości oryginalnej edycji. Nic nie wskazuje na to, aby ukazały się kolejne części, a wielka szkoda. Materiał jest ciekawy, bardzo zróżnicowany dzięki czemu nie nuży, stanowi fajną powtórkę z literatury światowej, a i często zachętę do sięgnięcie po oryginalny tekst. Można też zapoznać się z rożnymi stylami artystów tworzących komiksy, aby później wybrać to co nam najbardziej odpowiada. Muszę przyznać, że Kanon graficzny... zaskoczył mnie niezwykle pozytywnie, a niektóre opowieści jak legenda indiańska Kojot i kamienie z rysunkami Micaha Farritora czy Medea Tori McKenna oczarowały mnie pod każdym względem, nie dość, że świetnie narysowane to jeszcze przejmujące - piękne. Oczywiście to tylko subiektywny wycinek tego niezwykłego albumu, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Redaktor: Russ Kick
Scenariusz: Seymour Chwast, Molly Crabapple, Robert Crumb, Will Eisner, Rick Geary, Tara Seibel, Yeji Yun
Ilustracje: Seymour Chwast, Molly Crabapple, Robert Crumb, Will Eisner, Rick Geary, Tara Seibel, Yeji Yun
Tytuł: "Kanon graficzny - 1 - Od Gilgamesza do Tybetańskiej Księgi Umarłych"
Wyd.: WAB, Warszawa 2012
Il.str.: 291
Cena: 69,90 zł

czwartek, 12 grudnia 2019

Nippon-to - kolejny raz o samurajskiej szabli

Miecz samurajski - nippon-to

Do mojej biblioteczki niedawno dołączyła kolejna publikacja poświęcona japońskiej broni białej, a właściwie samurajskiej szabli. Oręże to wciąż fascynuje pasjonatów militariów oraz koneserów sztuki bo mało jest takich przedmiotów, które łączą w sobie piękno i kunszt wykonania z funkcjonalnością sprawiająca, że niejedna głowa spadła z karku. 

Miecz samurajski, zaraz, zaraz, czy we wstępie nie użyłem słowa szabla?, to książka na powrót wprowadzająca do polskiego nazewnictwa właśnie słowo "szabla" zamiast "miecz" jako jedyne właściwe opisujące ten rodzaj broni. Niby miecz to bardziej nobilitujące, brzmi poważniej, ale odnosi się do broni białej, która posiada dwie krawędzie tnące, a głownia jest prosta, katana (swoją drogą ten termin też w książce nie jest stosowany) posiada charakterystycznie wygiętą głownię oraz jednosieczne ostrze co idealnie opisuje szablę. Ale dość o tym. Inami Hakusui napisał swoja książkę z myślą o amerykanach chcących dowiedzieć się o zdobytych podczas inwazji na Wyspy Japońskie szabel. Pierwsze wydanie miało miejsce w 1948 roku i zostało skonstruowane tak, aby przekazać jak najwięcej istotnej wiedzy pozwalającej oszacować wiek i wartość konkretnej głowni. Autor poświęca zatem miejsce zarówno historii i ewolucji japońskich szabel, jak i opisowi konkretnych jej elementów. Nie pomija skomplikowanego procesu kucia oraz późniejszej pielęgnacji gotowej głowni. I widać tu zupełnie inne podejście niż to prezentowane przez  autorów amerykańskich czy polskich. Hakusui opiera swoją wiedzę na własnym doświadczeniu oraz rodzimych źródłach nieskażonych zachodnim stylem myślenia. 

Miecz samurajski pomimo skrótowej formy, będącej niejako wyciągiem tego co najistotniejsze, często mało czytelnych czarno białych fotografii (cieszy, że wydawca zadbał o kolorowe wkładki oraz zdjęcia z polskich kolekcji) stanowi ciekawe wprowadzenie do tematu, jest dużo lepszą w moim mniemaniu pozycją niż książki, które czytałem wcześniej choć w każdej z nich znajdują się ciekawe informacje. To też ważna książka z historycznego punktu widzenia, gdyby nie amerykańskie zwycięstwo nad Cesarstwem Japonii, masowy wywóz szabel za granice, a co za tym idzie potrzeba ich dokładnego opisu i klasyfikacji w nasze ręce nie trafiłoby tak ciekawe opracowanie. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Inami Hakusui
Tytuł: "Miecz samurajski"
Wyd.: Diamond Books, Bydgoszcz 2012
Il.str.: 183
Cena: około 50 zł

sobota, 7 grudnia 2019

Coś z lodowego pustkowia

Twórcy literatury grozy sięgają po różne środki wyrazu, aby czytelnika przestraszyć. Raz uciekają się do bezpośredniego, makabrycznego opisywania drastycznych wydarzeń, scen, które na długo zapadają w naszej pamięci, innym razem subtelnie, za pomocą niedomówień, starają się dotrzeć do naszej podświadomości. Coś to książka tej drugiej kategorii.

Na lodowym pustkowiu naukowcy odkrywają tajemniczy obiekt mający być starożytnym statkiem kosmicznym. Ów statek rozbił się tysiące lat temu i został przykryty grubą warstwą lodu i śniegu, aby teraz ujrzeć światło dzienne. Co jednak z załogą tego niezwykłego obiektu? W jakim celu przybyli na ziemię? Co spowodowało katastrofę? Pytań jest wiele, na część z nich może odpowiedzieć analiza nieprzyjaźnie łypiącej istoty odnalezionej w bryle lodu nieopodal statku. To prawdziwa gratką dla naukowców, szczególnie biologów mogących poznać nową formę życia. Wkrótce okazuje się, że dotąd monotonne życie odizolowanych od świata badaczy Arktyki nieodwracalnie się zmieni. Do bazy wkroczy obłęd i śmierć, a zimno będzie ostatnim ze zmartwień bohaterów stojących w obliczu zagłady. 

Tak w skrócie wygląda zarys fabuły, w gruncie rzeczy krótkiego, ale treściwego utworu Campbella. Rzecz jest absolutnie bezpretensjonalna i samoświadoma. Nie odniosłem wrażenia podczas lektury, że autor chciał stworzyć arcydzieło mające zmienić literaturę grozy, chyba raczej przyświecało mu coś na kształt zgłębienia innych, niż dotychczas wykorzystywane, pokładów leków, jakie w nas drzemią. Jego koncept na istotę tak doskonałą, że potrafi odwzorować i przejąć swoją ofiarę w idealny wręcz sposób jest świetny. Bohaterowie, odcięci od świata na smaganym lodowatym wiatrem pustkowiu, zmuszeni są do snucia przypuszczeń i wymyślania kolejnych sposobów na odróżnienie prastarego kosmicznego stwora od swoich towarzyszy. Nikt nie może być pewnym, włączając w to czytelnika, który z bohaterów już nie jest tym za kogo się podaje. Campbell wykorzystał atmosferę izolacji arktycznej bazy, klimat potęguje zupełna bezsilność w starciu z kosmicznym tworem i to wszystko bardzo mocno działa. W książce nie ma bezsensownego biegania po korytarzach, flaki nie fruwają na lewo i prawo, a mimo tego Coś straszy. Bardzo sugestywne i klimatyczne ilustracje Macieja Kamudy dodatkowo "umilają" lekturę. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: John W. Campbell
Tytuł: "Coś"
Wyd.: Vesper, Czerwonak 2019
Il.str.: 241
Cena: 35,90

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Mity Cthulhu

H.P. Lovecraft stworzył specyficzny świat przepełniony potężnymi istotami mającymi realny wpływ na bohaterów jego utworów - zarówno opowiadań jak i wierszy. Ta specyficzna mitologia wpływa także na innych twórców chętnie sięgających po motywy przedwiecznej grozy Lovecrafta. Mity Cthulhu to próba przełożenia opowiadań Samotnika z Providence na język komiksu. 

W albumie znalazły się chyba najbardziej charakterystyczne lovecraftowskie tytuły. Jest zatem m.in. Zew Cthulhu, Zgroza w Dunwich czy Kolor z innego świata. Rysunki wykonał Alberto Breccia, a za adaptację tekstu oryginalnych utworów odpowiedzialny jest Norberto Buscaglia. Ten duet zmierzył się z niełatwym zadaniem oddania, często niewysłowionej, grozy i mrocznego klimatu tak uwielbianego przez fanów Lovecrafta. I ciężko mieć jakieś specjalne zastrzeżenia co do warstwy tekstowej albumu, niejednokrotnie pretekstowe i zupełnie umowne ilustracje jednak nie każdemu mogą przypaść do gustu. Ilustrator stawia raczej na pobudzenie wyobraźni czytelnika, pewne rzeczy jedynie sygnalizuje pozostawiając w pewnym niedopowiedzeniu to z czym się mierzy na kolejnych planszach. 

Trzeba bardzo mocno zaznaczyć, że jest to dość hermetyczna publikacja skierowana do fanów znających oryginalne utwory Lovecrafta. Komiksowe ich odwzorowanie stanowi wyciąg, samą esencję tego co możemy znaleźć w opowiadaniach. Czytelnik, który sięgnie po ten komiks bez wcześniejszej znajomości adaptowanych przez duet Breccia-Buscaglia utworów wiele straci. Jak wspomniałem wcześniej, ilustracje są niezwykle specyficzne, utrzymane w odcieniach szarości i czerni mogą nużyć i przytłaczać. To często rozmazane plamy tuszu, z których przebija się coś mającego pobudzać podświadomość, pierwsze zetknięcie z takimi obrazkami było dość nieprzyjemne jednak w pewnym momencie zaczęło działać i sprawdziło się jako środek do oddania klimatu prozy Lovecrafta.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenarzysta: Alberto Breccia i Norberto Buscaglia
Ilustracje: Alberto Breccia
Tytuł: "Mity Cthulhu"
Wyd.: Non Stop Comics / Sonia Draga,  Katowice 2019
Il.str.: 124
Cena: 55 zł

piątek, 29 listopada 2019

Miasto w morzu - poezja Poego

Miasto w morzu i inne utwory poetyckie

Naturalną koleją rzeczy jest dążenie do jak najbardziej pełnego poznania twórczości ulubionego autora. Po przeczytaniu znakomitych opowiadań Edgara Allana Poe przyszedł czas na oddanie się jego poezji. Wydawnictwo Vesper wypościło na nasz rynek księgarski zbiór Miasto w morzu i inne utwory poetyckie zawierający wiersze Poego w oryginale i polskim tłumaczeniu.

Dla mnie najważniejsze, podczas lektury kolejnych wierszy,  było to niezwykłe uczucie  przeniesienia się do czasów, w których uczucia wyrażało się zupełnie odmiennie niż dziś. Cała sfera emocjonalna człowieka otoczona była aurą niezwykłości. Miłość czy tęsknota potrafiły doprowadzić do grobu, nie wspominając już o gniewie czy nienawiści. Poe pisze głównie o uczuciach, o niespełnionej  lub utraconej miłości, o mękach udręczonej koszmarami duszy. Często są to obrazy wprost ze świata urojeń powodowanych chorobą, przeżycia osób dręczonych obsesjami i nerwicami. I nie powinno nas to dziwić, wszakże w czasach, w których tworzył, wiedza na temat przypadłości umysłowych była nikła, często tłumaczona nie zaburzeniami psychicznymi, lecz ingerencją sił nadprzyrodzonych. Więc i te siły nadprzyrodzone znalazły w lirykach Poego swój dom.

Podoba mi się to zestawienie oryginalnej wersji wiersza z jego polskim tłumaczeniem. To kolejna doskonała możliwość to skonfrontowania z rzeczywistością tez Bronisława Zielińskiego, tłumacza Trumana Capote i Ernesta Hemingway'a, który podkreślał jak ważne jest oddane melodii języka tworząc przekład. Wydaje mi się, że w poezji ma to szczególne znaczenie, przecież tu rytmika utworu wykorzystywana jest do osiągnięcia określonego wydźwięku emocjonalnego, do budowania napięcia i tempa. Wydanie jak zwykle zachwyca, podoba mi się, że ponownie pojawiło się posłowie, to ważny element budowania świadomości czytelniczej dzięki, któremu możemy lepiej poznać autora i jego dzieła, ale także uszczknąć choć trochę z historii literatury.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Edgar Allan Poe
Tytuł: "Miasto w morzu i inne utwory poetyckie"
Wyd.: Vesper, Czerwonak 2018
Il.str.: 151
Cena: 29,90

niedziela, 24 listopada 2019

W cieniu Yavina - nic specjalnego

W cieniu Yavina

Zaczynam już powoli przyzwyczajać się do smutnego faktu, iż komiksowy świat "Gwiezdnych wojen" usłany jest zarówno bardzo dobrymi i ważnymi dla uniwersum opowieściami, jak i kompletnie chybionymi historiami, które można spokojnie sobie odpuścić. W cieniu Yavina to niestety komiks tej drugiej kategorii.

Bardzo ładna, a wręcz pełna energii, okładka komiksu autorstwa Briana Wooda i Carlosa D'Andy skrywa zupełnie przeciętna, acz nie najgorzej narysowaną, historię. W cieniu Yavina rozgrywa się niedługo po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci. Rozproszony po utracie bazy na Yavinie Sojusz Rebeliantów zmuszony jest szukać nowej, spokojnej przystani. Imperium nie ustaje w wysiłkach zniszczenia wszystkich sprzymierzeńców Lei Organy i Luke'a Skywalkera i jest o krok od ich ujęcia. Wygląda na to, że w szeregach buntowników jest szpieg, od jego ujęcia może zależeć przyszłość Galaktyki. Darth Vader, w ramach pokuty za stratę superbroni Imperatora, zostaje wysłany nad lesisty księżyc Endor, aby doglądać pracy nad drugą, jeszcze potężniejszą Gwiazdą Śmierci. Jakież to wszystko oryginalne. 

Z całego komiksu najbardziej podoba mi się właśnie wspomniana okładka. Całość narysowana jest dość sprawnie, choć bohaterowie są do siebie zupełnie niepodobni. To w zasadzie wariacja nad ich wyglądem, nie jest to oczywiście nic złego, ale powoduje chwilami pewne uczucie zagubienia. Z fabuły nie dowiadujemy się absolutnie niczego przełomowego, psychologia postaci nie jest w żadnej mierze pogłębiona, chwilami wieje kompletnym nonsensem. Zastanawiałem się po co w ogóle ta historia powstała, sztampa goni sztampę, a te loty poszukiwawcze Lei i jej ekipy to zupełny absurd. Dużo tu scen walk myśliwców w przestrzeni kosmicznej, walk, sprawiających wrażenie lekko pozbawionych dynamiki. Pisząc kolejne epizody walki rebelii z Imperium autorzy powinni pamiętać, że sztuką jest stworzyć coś nowego, coś co rzeczywiście rozbuduje świat Odległej galaktyki, granie ciągle tymi samymi, zgranymi kartami nigdy nie wychodzi na dobre. Ale to tylko niekanoniczna, zupełnie nie obowiązkowa historyjka.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Brian Wood
Ilustracje: Carlos D`Anda
Tytuł: "Star Wars Legendy. W cieniu Yavina"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2015
Il.str.: 152
Cena: 49,99 zł

niedziela, 17 listopada 2019

Świetny "Horyzont" Małeckiego

Horyzont - Małecki

Warto po lekturze zastanowić się czym właściwie dana pozycja dla nas była. Czy to tylko proste czytadło pochłonięte dla zabicia czasu, czy może jednak coś co pobudziło nas do głębszej refleksji, do sięgnięcia w samego siebie. Może książka uderzyła we właściwe struny i z prostej rozrywki stała się czymś ciekawszym? Dla mnie Horyzont Jakuba Małeckiego był lekturą skłaniająca do przemyślenia pewnych spraw raz jeszcze.

Mariusz Małecki to weteran misji wojskowej w Afganistanie. Mieszka, wraz z żółwiem Wemkiem, w małym mieszkaniu w Warszawie. Mężczyzna cierpi na syndrom stresu pourazowego. Tak ekscytująca przygoda, jaką miała być zagraniczna misja, psychicznie sponiewierała Mariusza tworząc z potężnego mężczyzny lękliwego człowieka wypatrującego zagrożenia. Małecki ma jeszcze jedną misje do wykonania, jest nią napisanie wspomnień z Afganistanu, niestety ogrom cierpienia jaki tam zobaczył blokuje go, sprawia, że pisanie nijak mu nie wychodzi. Jego sąsiadka, ale i bratania dusza, Zuza pracująca w firmie tworzącej gry komputerowe również zmaga się z demonami przeszłości. Dziewczyna pomaga w opiece nad chorą babcią, powoli tracąca kontakt z rzeczywistością kobieta myli Zuzę ze swoją zmarłą córką. Choroba zmieniła niegdyś żywą intelektualnie osobę w cień tkwiący w przeszłości. Zuza kawałek po kawałku poznaje historię nieżyjącej od lat matki. Każdy z bohaterów żyje w odrębnym świecie, ale w pewnym momencie te światy łączą się.

Horyzont skłania do refleksji nad wydarzeniami z życia, które na zawsze zmieniają postrzeganie świata, sprawiają, że rzeczy niegdyś istotne przestają mieć znaczenie ustępując miejsca zupełnie nowym, ważniejszym z obecnej perspektywy. Powieść Małeckiego to przede wszystkim świetnie napisana historia tego jak wybory dokonywane w młodości determinują nasze dalsze życie, jak rodzinne sekrety mogą wpływać na późniejsze pokolenia. Od tych wyborów, które z perspektywy nastoletniego człowieka wydają się słuszne zależy wszystko co nas później spotyka. Nie ważne już czy podejmujemy te wybory za sprawą rodziców, rówieśników czy staramy się sami być architektami przyszłości, najistotniejsze jest możliwie w pełni przewidzieć ich implikacje. Często dopiero z perspektywy czasu jesteśmy w stanie zrewidować swoje postrzeganie świata, bywa, że jest już za późno jak w przypadku Mariusza, bohatera Horyzontu. Obranie ścieżki kariery w wojsku, wyjazd na misję w Afganistanie,  to czego tam doświadczył - braterstwa, przygody, ale i całej ohydy świata, śmierci i zniszczenia - odmieniło bohatera, sprawiło, że nie był już tą samą osobą. Także Zuza, bratnia dusza Mariusza, staje w obliczu rewizji swojego postrzegania rodziny, jej członków. Choroba ukochanej babci, śmierć w wypadku matki, a przede wszystkim sekret z przeszłości każą Zuzie zbudować świat od nowa. Dwie różne historie łączą bohaterów dając czytelnikowi pretekst do wejrzenia w swoje życie. Dla mnie Horyzont Jakuba Małeckiego ma bardzo osobisty wydźwięk. 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Jakub Małecki
Tytuł: "Horyzont"
Wyd.: SQN, Kraków 2019
Il.str.: 336
Cena: 39,99 zł

środa, 13 listopada 2019

Mechanika człowieka

Mechanika człowieka

Ludzkie ciało od zarania dziejów fascynowało badaczy i artystów. To jak funkcjonuje, zmienia się zbiegiem lat kazało myśleć, że nie może być to jedynie wytwór natury, ale dzieł samego Boga. Człowiek z natury jest istotą ciekawą świata, pragnącą poznawać wszystkie jego aspekty dlatego też badania anatomiczne stały się ważnym elementem naukowego poznania. Leonardo da Vinci pozostawił wiele szkiców ludzkiego ciała, które przygotowywał do nigdy nie publikowanego dzieła poświęconego anatomii. Mechanika człowieka przedstawia prace wykonane przez artystę, jego notatki wraz z współczesnym komentarzem.

Książka przedstawia oryginale karty ze szkicami anatomicznymi wykonanymi przez Mistrza, opatrzonymi jego notatkami wykonywanymi podczas kolejnych sekcji. Mechanika człowieka to tytuł nieprzypadkowy, Leonardo, jako człowiek wszechstronny, chciał poznać funkcje każdego z elementów badanego obiektu. Wiele miejsca poświęca na opisywanie mięśni, ich roli w codziennym życiu człowieka. W zupełnie nowatorski sposób przedstawiał kolejne struktury ludzkiego ciała opisując je z wcześniej niespotykaną dokładnością, która w wielu przypadkach i dziś jest godna podziwu. Leonardo da Vinci zaplanował swoje anatomiczne dzieło tak, aby przedstawiało człowieka w trzech stadiach tj. dziecka, dorosłego mężczyzny oraz starca. Chciał uwypuklić różnice w budowie mięśni i kości jakie zachodzą na przestrzeni całego życia. Trzeba przyznać, że cel ambitny i wymagający wiele materiału badawczego oraz czasu na jego opracowanie. Ostatecznie do wydania pracy nie doszło, Leonardo pracował jednocześnie nad wieloma innymi projektami i swojej anatomii nie udało mu się ukończyć, to co pozostało to robocze szkice dokumentującego jego nowatorskie podejście oraz przenikliwy umysł. 

Z wielkim zaciekawianiem studiowałem kolejne rysunki opatrzone notatkami Leonarda da Vinci. Na szczególną uwagę zasługuje sposób wydania Mechaniki człowieka, większość kart składających się na Manuskrypt anatomiczny A (tak badacze nazwali zbiór szkiców Mistrza) została zaprezentowana w oryginale oraz powtórnie z przetłumaczonymi notatkami Artysty, to wszystko oczywiście dopełnia współczesny komentarz pozwalający docenić w pełni pracę jaką włożył Leonardo w przygotowanie każdej z kart manuskryptu. Autorzy zwracają uwagę na nieścisłości jakie popełnił Mistrz, na jego błędne wnioski, z dzisiejszej perspektywy budzące uśmiech, dodając jednocześnie z czego takie postrzeganie konkretnych zjawisk mogło wynikać. Autorzy zaznaczają na każdym kroku nowatorstwo w podejściu Leonarda do anatomii i ogrom trudu jaki musiał włożyć w przeprowadzenie sekcji, w odseparowanie kolejnych warstw mięśni, ścięgien, żył i nerwów, aby jak najbardziej obrazowo i konkretnie przedstawić anatomiczne struktury ludzkiego ciała. Mechanika człowieka powinna znaleźć się na półce każdego zapaleńca sztuki, twórczości Leonarda da Vinci, a także pasjonata historii nauki.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Martin Clayton, Ron Philo
Tytuł: "Leonardo da Vinci. Mechanika człowieka"
Wyd.: Item Publishing, Warszawa 2015
Il.str.: 164
Cena: 150 zł

sobota, 9 listopada 2019

Outsider czai się w ciemności

Outsider - Stephen King

Fani twórczości Stephena Kinga na pewno dostrzegli, że "Mistrz horroru" często romansuje z różnymi gatunkami, że prześlizguje się płynnie między powieścią obyczajową, kryminałem a thrillerem i horrorem. To co dominuje uzależnione jest od podjętego tematu. W Outsiderze zdecydowanie więcej mamy z kryminału niż klasycznego horroru czy thrillera.

Terry Mitland zostaje aresztowany za brutalne zabójstwo jedenastoletniego chłopca. Dla całej społeczności Flint City, jak i rodziny Terrego, jest to wielki szok. Jak nauczyciel angielskiego, szanowany trener młodzieżowych drużyn, przykładny mąż i ojciec mógł dopuścić się tak bestialskiej zbrodni? I sam zainteresowany nie może wyjść ze zdziwienia - w momencie popełniania morderstwa był wiele kilometrów poza miastem. Wszyscy świadkowie przesłuchiwani przez detektywa Ralpha Andersona jednogłośnie zeznają, że widzieli Mitlanda niedaleko miejsca zbrodni, w dodatku mężczyzna był zakrwawiony. Postawienie w akt oskarżenia przez prokuratora Billa Samuelsa wydaje się być pewne, dowody z miejsca zbrodni, świadkowie - to wszystko przeczy zapewnieniom trenera o niewinności. Dochodzi jednak do komplikacji i to co wydawało się tak pewne doprowadza do tragedii, giną kolejne osoby. Sprawa zabójstwa w Figgis Park, która wydawała się tak zupełnie jasna i przyziemna na zawsze zmieni postrzeganie świata przez bohaterów.

Jak po Kingu możemy się spodziewać do akcji wkraczają moce nadprzyrodzone, w ogóle Outsider to książka serwująca czytelnikowi wielką powtórkę z rozrywki - wszystko to już było w różnych odsłonach i wariantach. Dla jednych będzie to wada, inni uznają to za zaletę. Akcja rozwija się powoli, ale wciąga pomimo faktu iż Outsider pozbawiony jest jakiś specjalnych fajerwerków. Powieści bliżej jest do kryminału z elementem nadprzyrodzonym niż do horroru, mnie to akurat rozczarowało - nie należę do specjalnych entuzjastów kryminałów. Także element obyczajowy, przybliżający życie przeciętnych amerykanów, zarysowujący obraz współczesnych Stanów jest mniej eksponowany niż w innych powieściach Kinga. Szkoda bo bardzo lubię tę przyziemną atmosferę codzienności, w której możemy odnaleźć elementy podskórnej grozy i lęku.  Jeśli jesteście fanami Trylogii Pana Mercedesa to Outsider was nie zawiedzie, jedną z bohaterek jest dobrze znana Holly. Do motywów często u Kinga występujących dołączyła legenda o El Cuco, stworze porywającym dzieci w celu ich konsumpcji. Ten element nadprzyrodzony zasługiwał na bardziej szczegółowe i krwawe rozwinięcie, myślę że nawet pokroju tego znanego z Desperacji, która ten element nadprzyrodzony bardzo mocno zarysowuje. Outsider to w moim odczuciu dobra książka, plasująca się gdzieś w środku stawki, są lepsze, ale i gorsze utwory Stephena Kinga od niej.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Stephen King
Tytuł: "Outsider"
Wyd.: Prószyński i S-ka, Warszawa 2018
Il.str.: 637
Cena: 45 zł

niedziela, 3 listopada 2019

O profilowaniu psychopatów

GrzegorzIgnacy. Recenzja. Profil mordercy.

Jeszcze podczas oglądania serialu "Hannibal", opartego na motywach twórczości Thomasa Harrisa, zastanawiałem się nad tajnikami pracy policyjnego profilera - osoby, która za sprawą wiedzy psychologicznej i swojego doświadczenia jest w stanie wejść do umysłu zbrodniarza, aby poznać jego motywy i sposób działania. Profil mordercy to historia brytyjskiego profilera Paula Brittona - osoby przecierającej ślady innym policyjnym fachowcom.

Autor, a zarazem główna postać książki, do doświadczony psycholog kliniczny, pionier profilowania przestępców w Wielkiej Brytanii. Britton przybliża czytelnikowi sprawy porwań i zabójstw, które elektryzowały opinię publiczną w latach '80 i '90. Gwałty połączone z brutalnymi morderstwami, uprowadzenia, próby szantażu i wymuszeń, a nawet  kanibalizm - to wszystko przepełnia Profil mordercy Brittona. Na przykładzie konkretnych spraw przybliża działania swoje jak i policji zmierzające do ujęcie osób odpowiedzialnych za popełnienie często wyjątkowo makabrycznych morderstw. Skupiając się na dowodach pochodzących wprost z miejsc zbrodni, ale i z domów pozderzanych, zeznań świadków i osób zupełnie postronnych, analizuje najdrobniejsze szczegóły mogące naprowadzić na rozwiązanie zagadki. Okazuje się, że nawet błahostki z przeszłości podejrzanego mogą mieć niebagatelny wpływ na przebieg śledztwa o czym wielokrotnie przekonał się Britton podczas swoje pracy z różnymi ekipami policyjnych detektywów. 

Profil mordercy to była dla mnie ciężka lektura. Jednak obcowanie z takim natłokiem okropieństw i ludzkiej bezwzględności nie należy do przyjemnych rzeczy. Opisów makabry i cierpienia Britton czytelnikowi nie żałuje, miłośnikom kryminałów pewnie nie zrobi różnicy jeden trup w tę czy w tę, ale mnie to zniechęcało do dalszej lektury. Spodziewałem się też, że jako psycholog, autor skupi się przede wszystkim na tym właśnie aspekcie psychologicznym, a ten element jest jedynie dodatkiem do często za długich opisów kolejnych etapów śledztwa (szczególnie ta sprawa z szantażystą zatruwającym karmę dla zwierząt i jedzenie dla niemowląt, strasznie przegadane).  Nie zmienia to postaci rzeczy, że co nieco o ciężkiej i wymagającej pracy profilera policyjnego się dowiedziałem, trudne to doświadczenie, ale cenne. Myślę, że szczególnie Profil mordercy zainteresuje zapaleńców siedzących po uczy w kryminałach i serialach z cyklu kryminalnych zagadek.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Paul Britton
Tytuł: "Profil mordercy"
Wyd.: Znak literanova, Kraków 2018
Il.str.: 528
Cena: 44,90 zł

piątek, 25 października 2019

Star Wars Komiks - Legenda odnaleziona

Poe Dameron - Legenda odnaleziona

Nie będę ukrywał, że ostatnie wydania dwumiesięcznika "Star Wars Komiks" były dla mnie zawodem. Po mało ciekawej Walce o kryształy i zupełnie rozczarowującej Kapitan Phasmie już zupełnie sceptycznie podszedłem do opowieści z cyklu o Poe Dameronie. I tu zaskoczenie, Legenda odnaleziona okazała się nad wyraz dobra!

Opowieść zaprezentowana przez scenarzystę Charlesa Soule'a i ilustratora Angela Unzeutę rozgrywa się niedługo przed wydarzeniami zaprezentowanymi w Przebudzeniu Mocy - VII części filmowej sagi Star Wars. Poe Dameron, za sprawą Lei Organy, zaangażowany zostaje do pomocy w odbiciu z neimoidiańskiego więzienia Lora San Tekki. Ten nobliwy starzec, będący galaktycznym archeologiem i badaczem historii Jedi, zostaje pojmany w skarbcu jednego z neimoidiańskich baronów. Jak możemy się domyślić udał się tam w celu zdobycia wiedzy niezbędnej do zgłębienia m.in. tajników Mocy. Lor San Tekka nie spodziewa się, że jego osoba znajdzie się w centrum sporego zamieszania. Nie tylko Leia Organa chce nawiązać z nim kontakt, także złowrogi Najwyższy Porządek wiele odda za możliwość dorwania go w swoje ręce. Świetny plan obmyślony przez księżniczkę, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, dość mocno komplikuje się, do gry wkracza jeszcze trzecia, zupełnie nieprzewidywalna siła. 

Historia jest absolutnie kapitalna! Już dawno komiks mnie tak nie wciągnął. Mamy tu opowieść w klimacie heist movie. Jest świetnie strzeżony skarbiec, skarb do zdobycia, genialny plan oraz wszystkie możliwe komplikacje i zaskakujące zwroty akcji. Nie ma jednak dobrej opowieści bez bohaterów. Poe Dameron sprawdza się jako sprytny i zuchwały awanturnik, księżniczka Leia to jak zawsze czarująca i inteligentna przywódczyni - niepozbawiona sprytu karcianego szulera, ale nie zapominajmy o "tych złych". Chciwi konkurujący ze sobą o klientów neimoidiańscy baronowie Paw Maccon i Reya oraz szalona, pełna furii komandor Malarus czy nikczemny Terex to interesująco zarysowani przeciwnicy, zdeterminowani by osiągnąć cel. Dobrze z akcją zgrywa się także tło, postacie drugoplanowe mają swoją rolę, dowiadujemy się co nieco o nastrojach panujących w szeregach bojowników Lei Organy, uroczy jest także wątek droidów (aż mi się łezka zakręciła). Pod względem graficznym nie do końca Legenda odnaleziona spełniła moje oczekiwania. Odniosłem wrażenie, że ilustrator doskonale radzi sobie z oddaniem charakteru obcych - wypadali na prawdę fajnie, niestety już tego nie mogę powiedzieć o rysunkach ludzi. To jednak tylko drobny mankament, cała opowieść wynagradza te drobne minusy i warta jest przeczytania.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Charles Soule
Ilustracje: Angel Unzueta
Tytuł: "Star Wars Komiks. Star Wars – Poe Dameron - Legenda odnaleziona. 5/2019"
Wyd.: Egmont, Warszawa 2019
Il.str.: 132
Cena: 19,99 zł

niedziela, 20 października 2019

Jestem samobójcą

Jestem samobójcą

Tak bywa, że zagłębiając się w interesujący temat chcemy coraz więcej i więcej. I nie chodzi tu o samą powłokę, o jedynie obcowanie z tematem na zasadzie zadowalania się powierzchownością. Chcemy więcej kontekstu, punktów zaczepienia sprawiających, że opowieść wkracza na ciekawsze poziomy. Batman. Jestem samobójcą, drugi tom przygód Nietoperza z Gotham, w ramach serii DC Odrodzenie, niestety jest bardzo powierzchowny i "niedostarczający" wrażeń jakich oczekiwałem.

Komiks Jestem samobójcą bezpośrednio nawiązuje do zdarzeń z Batman. Jestem Gotham, albumu, który mi się bardzo podobał. Nasz protagonista musi udać się na wyspę Santa Prisca, aby wydobyć z tamtejszego więzienia Psychopirata - złoczyńcę odpowiedzialnego za stan Gotham Girl i jedyną osobę, która może przywrócić ją do normalności. I wszystko byłoby świetnie gdyby owa wyspa nie była siedzibą Bane'a oraz bandy podległych mu zakapiorów. Przebiegły Batman kompletuje ekipę, w której skład wchodzą pensjonariusze Azylu Arkham. Jakby nie dość było wariatów na Santa Prisca... I tak Bronze Tiger, Jewelee i Punch w towarzystwie Arnolda Weskera oraz wisienki na tym szalonym torcie w postaci Catwoman wyruszają w misję straceńców. W albumie znalazło się też miejsce dla znacznie krótszej opowieści zatytułowanej Dachy, skupiającej się na relacji Człowieka Nietoperza i Catwoman. 

Zasygnalizowałem na wstępie, że oczekiwałem czegoś znacznie lepszego, że scenarzysta zaskoczy mnie rozbudowaną psychologią postaci, sięgnie głębiej dzięki czemu wydobędzie na światło dzienne jakieś zapomniane klejnoty. Tak się nie dzieje. W zasadzie to pachnie tu postaciami z papier mache. Motywacje bohaterów nie są do końca jasne, nie dowiadujemy się dlaczego akurat z takich arkhamowiczów, a nie innych, Bruce kompletuje drużynę. O samych bohaterach dramatu również  nie dowiadujemy się niczego odkrywczego, to zwykłe świry, nic więcej. Same ilustracje były dla mnie zadowalające, miło mi się je oglądało, oddawały klimat posępnych miejsc i dynamikę pojedynków, ale jedno mnie uderzyło - kamienna twarz Batmana, zupełnie żadnej mimiki, nawet w scenach dialogowych usta mocno zaciśnięte - trochę słabo to wyszło.

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Scenariusz: Tom King
Ilustracje: Mikel Janin, Mitch Gerads, June Chung
Tytuł: "Batman. Tom 2 – Jestem samobójcą"
Wyd.: Egmont, Warszawa 201
Il.str.: 156
Cena: 39,99 zł

wtorek, 15 października 2019

Mity i malarstwo

Antyk w malarstwie

Nie tak znowu dawno temu pisałem o książce Potęga mitu, omawiającej m.in. wpływ różnych mitologii na współczesną popkulturę. Temat dawnych wierzeń, mitów i legend zawsze był niezwykle nośnym, dawał, i nadal daje, pole do ekspresji dla artystów wszystkich profesji. Znakomita książka Bożeny Fabiani Antyk w malarstwie... porusza ten temat w obrębie materii szczególnie mi bliskiej. 

Zwiedzając różne muzea, nie ważne czy Polskie czy zagraniczne, na pewno każdy zwrócił uwagę na mnogość scen zaczerpniętych wprost z mitologii  Greków i Rzymian. Na obrazy, z których wysypują się fantastyczne stworzenia, piękne nimfy i powabni młodzieńcy. Ten niezwykły rezerwuar przypowieści, archetypów i symboli przenoszony był na płótno niezliczoną ilość razy, ku uciesze możnych mecenasów sztuki. Często antyczny anturaż był wykorzystywany przez artystów do przedstawienia scen im współczesnych. Europejscy władcy lubi oglądać siebie w przebraniach bogów i atletycznych herosów dodających im nadprzyrodzonych cech i niezwykłych mocy. Mit o pracach Heraklesa, o dzieciach nieszczęsnej Niobe, o Demeter i Persefonie czy kolejnych romansach Zeusa, nieszczęśliwej miłości i ludzkich dramatach, za którymi stali pełni żądzy i mściwości bogowie olimpijscy szybko zapełniały kolekcje półcień, ale i rzeźb, miłośników sztuki. Bożena Fabiani, wykorzystując Metamorfozy Owidiusza, mitologię Kubiaka i Parandowskiego, przybliża czytelnikowi historię wielkich dzieł, opowieści przez nie opisywanych, nie zapominając o twórcach i mecenasach. 

Bożena Fabiani zwykłą lekcję historii sztuki zamieniła w erudycyjny popis łączący wiedzę z dziedziny malarstwa, ale i w mniejszym stopniu rzeźby, z mitologią Greków i Rzymian, często podając różne wersje tych samych opowieści. To nie tylko wydawnictwo o mitologicznych motywach w sztuce, ale i rzut oka na najważniejsze historie o herosach i olimpijskich bogach. To jak powrót do korzeni, do tego z czego wciąż czerpiemy inspirację i wiedzę. Książka Fabiani została wzbogacona o przewodnik po starożytnych Pompejach i po wyspie Capri, rzecz zupełnie nieobowiązkowa w takiej publikacji, ale myślę, że ciekawa dla osoby planującej w przyszłości odwiedzić te miejsca. To też osobiste pożegnanie autorki z wybitnym polskim artystą rzeźbiarzem Igorem Mitorajem, twórcą dzieł nowoczesnych, ale głęboko osadzonych w antyku.
Nie dość, że książka napisana jest wspaniałym, żywym językiem to jeszcze płynnie łączy mitologiczne opowieści z informacjami z historii sztuki, stając się pozycją obowiązkową. Antyk w malarstwie... Bożeny Fabiani po prostu trzeba znać! 

Odwiedź mnie na Lubimy Czytać i Facebooku !

INFO
Autor: Bożena Fabiani
Tytuł: "Antyk w malarstwie. XV-XXI wiek"
Wyd.: Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2017
Il.str.: 332
Cena: 59 zł

czwartek, 10 października 2019

Dwa słowa o przewodnikach...

Dynamika podróżowania zmieniła się w ciągu ostatnich dziesięcioleci dość dramatycznie. Zagraniczne wypady nie są już niczym niezwykłym, są w zasięgu praktycznie każdego, a odwiedzanie różnych zakątków świata nigdy wcześniej nie było tak szybkie i wygodne. Podróżnicy, zwiedzający świat na własną rękę, ale i zwykli turyści wyjeżdżający w zorganizowanych grupach, sięgają po różne źródła informacji pozwalające nabyć podstawową wiedzę. I tu pojawia się problem przewodników turystycznych w klasycznej, książkowej formie.  

Przepływ informacji, szybka ich dezaktualizacja, ale także dostęp do internetu w smartphonie to największe zagrożenia, z którymi muszą mierzyć się twórcy papierowych przewodników turystycznych. Nie wspominając już o miejscu w naszej walizce jakie przewodnik niestety zajmuje. Wybierając się do Paryża zabrałem ze sobą dwa przewodniki oraz mapę, zupełnie jakbym informacji zawartych w tych publikacjach nie mógł szybko "wygooglować". Na miejscu okazało się jednak, że przewodniki, owszem, dobrze mi służą do zaplanowania zwiedzania czy przeczytania kilku zwięzłych zdań na temat obiektu kolejnego paryskiego spaceru, ale zupełnie nie nadążają za zmianami, jakie mają miejsce w miejskiej tkance. Nieaktualne fotografie to najmniejszy problem. Zamieszczanie informacji na temat cen biletów czy godzin zwiedzania często okazywało się mylące i zupełnie nieaktualne. Oczywiście mam świadomość, że należy zabierać ze sobą najbardziej aktualne publikacje lecz i one nie nadążają za zmianami zachodzącymi tak szybko i dynamicznie. I tutaj z pomocą przychodziły łatwe w obsłudze aplikacje na telefonie.

Półki księgarń wciąż pełne są przewodników po różnych zakątkach świata, widać też, że ludzie chętnie z nich korzystają wertując je na ulicach czy w metrze. Informacje historyczne, wskazówki co warto zobaczyć, na jakie dzieło sztuki zwrócić szczególną uwagę, pomagają w uporządkowaniu samodzielnego zwiedzania - to ogromny plus. W dobie powszechnego dostępu do internetu, wygodnych i przyjaznych aplikacji na smartphony tradycyjne przewodniki stają się jednak czymś zupełnie anachronicznym, pomocnym, ale o ile mniej wygodnym od własnego telefonu. I jako zwolennik tradycyjnej formy książki, wciąż mocno związany z jej materialną postacią, mogę tylko ze smutkiem stwierdzić, że i mnie wygodniej było sięgnąć do telefonu niż wertować kartki przewodnika.

Niebezpieczne sny

Jedną z funkcji literatury, także tej młodzieżowej (a może przede wszystkim?), jest przekazywanie treści, które w jakiś sposób wpłyną na nas...