czwartek, 14 marca 2013

Jednak to zrobiłem...

Zgrzeszyłem, oj zgrzeszyłem i to podwójnie! Nie dość że przeczytałem drugą księgę Pamiętników Wampirów, tracąc na nią czas, to jeszcze sięgnąłem po trzecią księgę, tej "niezwykłej opowieści", skuszony obiecującym zakończeniem wspomnianej  już księgi drugiej, ech, ale jestem naiwny.
Mrok, Powrót o zmierzchu i Uwięzieni to składowe części drugiej księgi Pamiętników. Pierwsze skrzypce w powieści przejmują przyjaciele tragicznie zmarłej Eleny. W Fell Church dzieje się źle. Ludzie zachowują się jak opętani tymczasem Meredith (albo Bonnie, nie pamiętam) otrzymuje tajemnicze przekazy od zmarłej Eleny. Nastrój grozy potęguje się, bohaterowie czują się osaczeni bo oto nowa śmiercionośna postać zjawia się w ich mieście. Tą siłą jest jeden z pierwszych wampirów na Ziemi, noszący w sumie zabawne imię - Klaus. Oczywiście Klaus chce wszystkich na około pozabijać, a Elena z zaświatów próbuje zapobiec tragedii. W końcu na skrzydłach anioła materializuje swoją postać i stacza walkę z Klausem. Pojawienie się Eleny ponownie wśród żywych niweczy świetne posunięcie fabularne jakim było jej uśmiercenie w części pierwszej. Naprawdę dobrze mi się to czytało kiedy była martwa. Bohaterowie dużo lepiej sobie radzili i byli bardziej znośni kiedy Eleny nie było wśród żywych. Elena jednak żyje i korzysta ze swych nowych mocy, których nie rozumie. Stefano jest cały w skowronkach, Damon też choć  knuje coś podłego - jak zwykle. Widocznie mało było w Fell Church niemieckich wampirów bo do akcji wkraczają demony wprost z Japonii - lisołaki Misako i Schinichi. Teraz z nimi przyjdzie zmierzyć się bohaterom, a rzeczone lisołaki, kitsune są dużo bardziej podłe niż Niemiec Klaus. Właśnie pojawienie się kitsune w fabule przykuło moją uwagę. Coś się zaczęło dziać, opętani mieszkańcy, upiorne zdarzenia i wyjątkowo zuchwała intryga sprawiły, że zapragnąłem przeczytać ciąg dalszy i tym sposobem dałem się złapać w sidła zastawione na mnie przez autorkę, która lubi jak czytelnicy do niej piszą - może i ja napiszę, nie, raczej nie. Stefano za sprawą Damona (opętanego przez malaki) działającego z pomocą futrzastych kitsune (to one kontrolują malaki, które opętały Damona) zostaje porwany i uwięziony. Elena jest zrozpaczona.
W księdze trzeciej noszącej wspaniały tytuł Dusze cieni Fell Church coraz bardziej stacza się w mrok za sprawą czarów futerkowych elegantów, japońskich lisołaków. Elena, Damon, Meredith i Bonnie wyruszają do Mrocznego Wymiaru by odnaleźć Stefano. Nuda, nuda, nuuuuuuuuuuda. Takich flaków z olejem dawno nie czytałem. Myślałem, że coś będzie się działo, a tam zwykła opera mydlana i jakieś zupełnie bzdetliwe posunięcia Eleny, które potem okazują się doskonałymi posunięciami. I tak przez prawie całą książkę ona wzdycha do Stefano, ten siedzi w ciemnej celi, Damon ślini się do Eleny i z rozkoszą pije jej krew (blee). Miłosnego trójkąta rozterki aż do wyrzygania zafundowała nam autorka, która "jest najszczęśliwsza, siedząc przy ogniu trzaskającym w kominku w swoim domku w Point Reyes". Końcówkę znowu napisała tak by z wypiekami na twarzy sięgnąć po część czwartą. Sięgnę? Może, nie wiem. 

INFO
Tytuł: "Pamiętniki wampirów" księga druga: "Mrok", "Powrót o zmierzchu", "Uwięzieni", księga trzecia: "Dusze cieni"
Autor: L. J. Smith
Wyd.: Warszawa, Amber, 2011
Il.str.: tom II 528, tom III 496
Cena: każdy z tomów po 37,80 zł

niedziela, 10 marca 2013

Zmysłowa opowieść o miłości?

No właśnie "zmysłowa" ze znakiem zapytania. W moim odczuciu nie jest to bynajmniej książka wyłącznie o miłości. Zasadniczo i pobieżnie utwór Isherwooda porusza bardziej tematykę kulturalno-społeczną niż uczuciową, choć same uczucia, jak najbardziej są w książce obecne. Zabierając się za wpis poświęcony Samotnemu mężczyźnie Christophera Isherwooda jakoś nie jestem w stanie (może po prostu nie chcę tego robić) uniknąć porównania książki do jej filmowej adaptacji w reżyserii Toma Forda. Pewnie to dlatego, że film zobaczyłem jako pierwszy, a dopiero będąc pod jego wielkim wpływem sięgnąłem po książkę. 
Isherwood opisuje jeden dzień z życia (właściwie to ostatni dzień życia) wykładowcy uniwersyteckiego George'a Falconera, który rozmyślaniami na temat polityki, obyczajowości, literatury, a nawet własnych sąsiadów stara się uciec przed  bolesnym  tematem śmierci ukochanej osoby.
Czytelnik towarzyszy George'owi podczas jego codziennych czynności.  Od otwarcia oczu i porannej toalety poprzez niezwykłe spotkanie ze swoim studentem w knajpie do ostatniego przebłysku świadomiej myśli. Dom George'a wypełnia pustka, jakiś czas temu w wypadku zginął jego wieloletni partner - Jim. Tak, George jest homoseksualistą, jednak nie ma to większego znaczenia. Mógłby być nawet fioletowym słoniem i to też w ogóle by się nie liczyło. Pisząc, że nie ma to znaczenia mam na myśli odbiór książki przez czytelnika - jej treść jest jak najbardziej uniwersalna. Dla samego Georga temat jego odmienności jest tak samo ważny jak inne problemy, z którymi musi się codziennie zmagać. Biorąc pod uwagę, że akcja powieści rozgrywa się w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku możemy sobie wyobrażać, jak George musiał lawirować między wizerunkiem oficjalnym przeznaczonym dla sąsiadów i pracowników uniwersytetu, a  obrazem prawdziwego, niezafałszowanego "JA". Najważniejsze jednak są uczucia toczące głównego bohatera. Zmaga się on ze stratą, z samotnością i wspomnieniami zarówno tymi dobrymi jak i złymi. Gorzkie są jego przemyślenia na temat społeczeństwa amerykańskiego lat sześćdziesiątych i te właśnie przemyślenia grają dużą rolę w utworze Isherwooda. W filmie natomiast większy nacisk postawiony został na uczucie łączące George'a z Jimem. Przesunięcie jednak tych akcentów jest bardzo subtelne i zarówno film, jak i książka ukazują bohatera zmagającego się z ogromną stratą. Film tę stratę bardziej eksponuje, spychając inne sprawy na boczny tor. Przynajmniej ja to tak odebrałem.
"Zmysłowa opowieść o miłości" - zupełnie nie wiem kto wpadł na pomysł umieszczenia tego napisu na okładce książki. Sugeruje on raczej, że książka jest kolejnym błahym romansem, a nie uniwersalną opowieścią o samotności człowieka, cierpieniu po stracie najbliższej osoby. Utwór nie jest obszerny, ale na długo pozostaje w pamięci. Bardzo ważna książka. 

INFO
Autor: Christopher Isherwood
Tytuł: "Samotny mężczyzna"
Wyd.: Warszawa, Świat Książki, 2010
Il.str.: 190
Cena: Właściwie to zapomniałem :P

wtorek, 5 marca 2013

Z życia stadionowego chuligana

Notkę tę dedykuję zagorzałej kibicce albo może kibolce (?) biało czerwonych pasów czyli Cracovii Kraków, Katarzynie.

Jakoś niespecjalnie przychodzi mi do głowy górnolotny początek dzisiejszego wpisu. Ale spróbuję coś z siebie wykrzesać. Jak świat długi i szeroki mężczyźni manifestują swoją męskość, dowodzą jej niezwykłych wręcz pokładów, zmagazynowanych w potężnych karkach i bicepsach (często także "ciążowych brzuchach") uprawiając różne sporty, wykonując różne "męskie" zawody itepe, itede. Od samego początku ludzkości (a uwierzcie mi było to bardzo dawno temu) w społecznościach większych i największych, ale także i tych małych i maleńkich, znajdowały się osoby chętne dać po mordzie, i dostać po mordzie. I właśnie o takich osobach jest książka Krzysztofa Korsaka, nosząca znamienny tytuł: Jestem kibolem.
Myślałem, że po przeczytaniu Pamiętników wampirów, a także innych bzdetliwych pozycji, ta książka niczym mnie nie zdziwi,  że będzie, ot błahostką przeczytaną szybko i bezboleśnie. Pomyliłem się i moje wrażenia po lekturze są bardzo, ale to bardzo ambiwalentne. Wiem jedno. Dopiero teraz jestem przekonany, że mogę przeczytać każdą, nawet najgłupszą książkę - a to zaliczam na plus. Skłamałbym, i to strasznie, pisząc, że ta niezwykła pozycja w ogóle mi się nie podobała, że w ogóle całość była drogą przebytą przez różane pole nago i boso. Postaram się wyjaśnić przyczynę moich mieszanych uczuć do książki Jestem Kibolem. W samą fabułę nie będę się zanadto zagłębiał.
Autor podzielił swoją książkę na trzy części. W momencie czytania pierwszej, naprawdę zwątpiłem we wszystko - dawno nie spotkałem się z takim stekiem przekleństw i im podobnych rzeczy. Początek książki, podczas którego poznajemy bohaterów powieści czyli naszych kochanych kiboli gorzowskiego klubu piłkarskiego Stilon, jest arcywulgarny, ordynarny i ohydny. Już po dwóch stronach miałem tego dość. Opisywanie bijatyki jeszcze jakoś zniosłem, ale żeby z takim pietyzmem opisywać obrzydliwe bekanie wujka Bogdana albo wydalanie (na szczęście już nie wujka Bogdana) to ja dziękuję. Ze stron książki zaatakował mnie brutalny biologizm, na który nie miałem ochoty, którego się nie spodziewałem.
Druga część rozbawiła mnie zawartymi w niej przemyśleniami głównego bohatera - nauczyciela historii i kibola zarazem - nad życiem chuligańskim. Oczywiście z ust bohatera-narratora płyną słowa pochwały i obrony życia chuligańskiego, dowiadujemy się więcej niż byśmy chcieli o kibolach, ultrasach i "piknikach". Bohater waha się, nie wie czy chce tak dalej żyć, ale pociąga go ten męski świat, ta adrenalina, której dostarczają mu ustawki, kibicowanie na "młynie" i dreszczyk emocji towarzyszący meczom wyjazdowym. Na kolana powalił mnie opis "zwykłych zjadaczy chleba" czyli stadionowych "pikników", którzy dzielą się jeszcze na m.in. "januszów i andrzejów" i "dziadków" w czapkach z daszkiem, dokonany przez poszukującego nowej drogi Belfra (taki nosi pseudonim nasz bohater). Chwila, w której Belfer zastanawia się czy pozostać kibolem czy znaleźć sobie nowe hobby jest brzemienna w skutkach dla całej opowieści. Nie dość, że od początku do końca książka zakrawa na nie lada absurd, to jeszcze ma durne zakończenie, które mnie wyprowadziło z równowagi. Dawno nie czytałem takiej piramidalnej bzdury.
Portret bardzo specyficznego środowiska, odmalowany przez Krzysztofa Korsaka, w moim odczuciu skierowany jest typowo do uczestników "ruchu kibicowskiego". Pełna ironii i sarkazmu "opowieść" o polskich kibolach doprawiona została wręcz niestrawną ilością wulgaryzmów, prostactwa i cwaniactwa. Tylko czy to jest wada, czy zaleta? Osobiście nie wyobrażam sobie innego opisu tego środowiska. Jakieś bardziej górnolotne opisy i egzaltowany język zupełnie nie przystają do kibolskiego świata, gdzie mężczyzna ma być twardy, umięśniony, zawsze gotowy do bijatyki, ma mieć przekleństwa na języku, a nie słodkie, rokokowe epitety. 
Czytać na własne ryzyko. :)

INFO
Autor: Krzysztof Korsak
Tytuł: "Jestem kibolem"
Wyd.: Brzezia Łąka, Poligraf, 2012
Il.str.: 303
Cena: 39 zł

niedziela, 24 lutego 2013

Niezwykłego tłumacza postać

Osoba tłumacza zwykle przez samych czytelników pomijana jest w ich zachwytach, "ochach i achach" nad przeczytaną książką. Przyznam, że i ja sam nieczęsto zwracam uwagę na osobę odpowiedzialną za tłumaczenie. Zwykle tłumacz jest zupełnie anonimowy dla odbiorcy książki i jego imię i nazwisko zupełnie nic nam nie mówi. Przemawia do nas tylko osoba autora oryginału. Jednak nie każdy tłumacz ukryty jest za gęstą chmurą anonimowości. Wielu z czytelników w zupełnie inny sposób spojrzy na polskie tłumaczenie książki jeśli pozna osobę, która tłumaczenia dokonała, a tym samym podzieliła się z nami kawałkiem literatury z innego kraju. Fanom J.R.R. Tolkiena znanych jest kilka przekładów Władcy Pierścieni, a do tej pory uznawane za wzorcowe jest tłumaczenie dokonane przez Marię Skibniewską i przez samych fanów polecane i wychwalane. Cenione są przekłady literatury francuskiej dokonane przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Z gruntu bardziej współczesnego na pewno znana jest miłośnikom książek postać Michała Rusinka sekretarza Wisławy Szymborskiej, a także tłumacza. Przełożył na polski Piotrusia Pana i Wendy J.M. Barrie'go. Dzisiejszy wpis poświęcony jest pozycji przybliżającej osobę tłumacza literatury amerykańskiej.
Na wzgórzach Idaho autorstwa Bartosza Marca przybliża nam sylwetkę Bronisława Zielińskiego, jak zawarto w podtytule tłumacza i przyjaciela Ernesta Hemingwaya (przeze mnie autora nieco zaniedbanego). W książce zawarto dzienniki tego znakomitego tłumacza pisane podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych najpierw w roku 1958 później 1965. Dwa osobne rozdziały poświęcono korespondencji Zielińskiego z Hemingwayem i Trumanem Capote, którego także miał okazję dwukrotnie spotkać. Ze wspomnień tłumacza możemy poznać samego Hemingwaya jako osobę bezpretensjonalną i szczerą, a Capotego jako gadułę i zawadiakę. Obaj, tak różni od siebie, pisarze polubili Zielińskiego z równą serdecznością. Choć sam Ernest Hemingway miał więcej czasu by polskiego tłumacza swoich dzieł poznać - Zieliński spędził z nim trzy dni w jego domku w Ketchum. Nie chcę tu zbyt wiele pisać na temat samych relacji między wspomnianymi osobami, warto samemu dzienniki Bronisława Zielińskiego poznać. Sam rozdział poświęcony życiu tłumacza przybliża nam jego sylwetkę, całość natomiast daje jako taki obraz pracy tłumacza nad przekładem - troskę o oddanie stylu autora, melodii języka czy wątpliwości przy tłumaczeniu słów i zwrotów nie mających w języku polskim odpowiedników. Kończąc książkę żałowałem, że jest taka krótka.
Oprawa graficzna publikacji także zasługuje na uwagę. Duży format książki i mnóstwo zdjęć dokumentujących życie Zielińskiego, kilka reprodukcji listów Trumana Capotego świetnie dopełniają całej opowieści. Szkoda, że spadkobiercy Hemingwaya nie wyrazili zgody na publikację jego listów (zostały one jedynie omówione).

INFO
Autor: Bartosz Marzec
Tytuł: "Na wzgórzach Idaho. Opowieść o Bronisławie Zielińskim, tłumaczu i przyjacielu Ernesta Hemingwaya"
Wyd.: Warszawa, MUZA SA, 2008
Il.str.: 322
Cena: 44,90 zł

piątek, 22 lutego 2013

Dzień, w którym zgłupiała Ziemia

Skoro książka jest "pop" i czytanie też jest "pop", a zakładając bloga szczególnie zależało mi na zobrazowaniu obecności książki w popkulturze, to nie mogłem pominąć odcinka jednej z popularnych amerykańskich kreskówek. 
Siódmy odcinek trzeciego sezonu kreskówki Futurama w bardzo zabawny sposób nawiązuje do książek. Dokładnie do jakich napiszę za chwilkę. Najpierw wypada osobom nie znającym Futuramy powiedzieć o czym rzecz jest. Serial animowany opowiada o przygodach Philipa J. Fry'a chłopaka, który przez przypadek zostaje zamrożony i budzi się (po tysiącleciu spędzonym w specjalnej komorze) w roku trzytysięcznym. Owocuje to wieloma zabawnymi sytuacjami szczególnie, że jego kompanami zostają jednooka Turanga Leela, robot alkoholik i kleptoman Bender, humanoidalny homar doktor Zoidberg, biurokrata rodem z Jamajki Hermes Conrad, dziedziczka fortuny rodziców Amy Wong oraz krewny Fry'a profesor Farnsworth. Wszystko unurzane jest po dziurki w nosie w absurdzie i specyficznym poczuciu humoru. Nawiązania do znanych osób jak gwiazdy i politycy jest nad wyraz częste. W fabule pojawiają się także nawiązania do takich filmów science fiction jak Star Trek, Star Wars czy Stargate.
W odcinku, który spodobał mi się szczególnie z racji książkowych odwołań, wykorzystany został tradycyjny motyw zagłady Ziemi. Wielkie mózgi lądują na Ziemi i ogłupiają i tak durnych obywateli planety. Tylko jedna osoba opiera się kosmicznym mocom obcych - jest nią oczywiście Fry. Leela, która wcześniej uciekła z planety, by powrócić na nią z wiadomością dla Fry'a, że to tylko on może uratować Ziemię przed zagładą, towarzyszy mu w walce z Wielkim Mózgiem. Walka odbywa się w bibliotece... 
Wielki Mózg jest nie lada przeciwnikiem i wygłasza bardzo znamienną kwestię: "Każda książka w tym pokoju to droga w krainę marzeń...". Jakież to prawdziwe. Złowrogi obcy ma zamiar uwięzić Fry'a i Leelę właśnie w tej krainie marzeń. 

Najpierw trafiają do "pełnej symboli opowieści" Hermana Melville'a Moby Dick. Jest zatem i kapitan Ahab i Queequeg, a w roli wieloryba Wielki Mózg.


Następnie bohaterowie przeniesieni zostają do świata Tomka Sawyera i słynnej sceny malowania płotu znanej czytelnikom z książki Marka Twaina Przygody Tomka Sawyera. Wielki Mózg skarży się, że Tomek go oszukał, że malowanie płotu wcale nie jest świetną zabawą :)



Kolejnym miejscem, do którego bohaterowie trafiają za sprawą Wielkiego Mózgu jest salon z powieści Jane Austen Duma i uprzedzenie.



Wreszcie okazuje się o co w tym wszystkim chodzi. Fry, by pokonać przeciwnika zaczyna pisać własną książkę, której treść ogłupia Wielki Mózg i zmusza go do odwrotu. Podsumowuje to zdaniem, że to dzięki książkom zgromadzonym w bibliotece świat został ocalony.
Jak na taką trywialną kreskówkę w duchu The Simpsons to całkiem ważne przesłanie zostało w jej treści zawarte. Mam nadzieję, że osobom chętnym to oglądnąć nie zepsułem tą notką przyjemności oglądania Futuramy. Zostawiłem sporo smaczków, o którym niepodobieństwem byłoby tu wspominać. I tak ten wpis rozrósł się strasznie.

wtorek, 19 lutego 2013

Ponownie w Krainie Siedmiu Królestw

Niebawem bo już 20 marca premierę będzie miał czwarty, ostatni tom serii fantasy osadzonej w Krainie Siedmiu Królestw zatytułowany Karmazynowa Korona, w związku z rychłą premierą czas na słów kilka o części trzeciej tej serii. 
Trzecia część historii Hana Alistera i Raisy ana'Marianny nosząca tytuł: Tron Szarych Wilków, mniej więcej do połowy galopuje, dając czytelnikowi mnóstwo radości z zagłębiania się w meandry opowieści stworzonej przez Williams Chimę. Porwanie, a potem dramatyczna ucieczka przyszłej królowej Fells przed złoczyńcami i towarzyszące temu zwroty akcji naprawdę mnie pochłaniały. Autorka nie oszczędza bohaterów, w sumie to jest dla nich wyjątkowo bezlitosna. Królowa Marianna dołączyła do duchów Szarych Wilków za sprawą tajemniczego zajścia (może napiszę od razu zejścia), tymczasem Rada Czarowników dąży do obsadzenia na tronie królestwa Fells jej młodszej córki Mellony, co oczywiście nie podoba się klanom, w szczególności Averillowi Lekkiej Stopie Demonai. Raisa rozdarta jest między dwóch mężczyzn. W dodatku  według obowiązującego prawa z żadnym z nich nie może się związać. Jeden jest szefem królewskiej gwardii, drugi czarownikiem. Han w końcu dowiaduje się, że Rebeka jest tak naprawdę Raisą ana'Marianną następczynią tronu i córką znienawidzonej przez niego królowej,  którą to obarcza winą za śmierć matki i siostry. Kolejne rozczarowanie dobitnie uświadamia mu, że właściwie nie ma na tym świecie nic do stracenia. Nawiązuje ponowny kontakt z tajemniczym Krukiem będącym w istocie jego przodkiem. W dodatku tym niesławnym przodkiem noszącym przydomek Król Demon. Taa...
Odkrywanie kolejnych cegiełek międzypaństwowych intryg oraz tych w samym łonie królestwa Fells jest  bardzo ciekawe. Same losy Hana Alistera - chłopaka obdarzonego mocą, z którą to związane są losy całego, znanego bohaterom świata są dla mnie najistotniejszą częścią składową fabuły. Najciekawszy jest fakt, iż pomimo tych wszystkich meandrów fabuły prawdziwy nieprzyjaciel jeszcze nie objawił swojego oblicza. Owszem klany rywalizują z czarownikami, w Siedmiu Królestwach panuje wojna, ale to wszystko jest po to by odciągnąć naszą uwagę od prawdziwego zagrożenia, które jeszcze się nie z wizualizowało. Wszystko wskazuje na to, iż w kolejnej, ostatniej części cyklu rozgrywka Hana między klanami, którym przysięgał pomagać i czarownikami, których szczerze nienawidzi będąc jednocześnie jednym z nich, znajdzie swój dramatyczny koniec. Han zagra va banque bo cóż ma do stracenia. I tego końca nie mogę się już doczekać. 
Tak jak wspomniałem mnie książka porwała i trzymała w napięciu mniej więcej do połowy. Później napięcie opadło, oczywiście nadal wiele się dzieje, jest to jednak pokłosie tego co miało zaczyn w poprzednich częściach. 

INFO
Autor: Cinda Williams Chima
Tytuł: "Tron Szarych Wilków"
Wyd.: Kraków, Galeria Książki, 2012
Il.str.: 672
Cena: 39,90 zł

Jeszcze chwilka małej prywaty. Zachęcam do polubienia bloga Książki i/lub Czasopisma na Fb :)

https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma

niedziela, 10 lutego 2013

Śmierć bogatego farmera i trojga członków jego rodziny

Zabierając się za lekturę Z zimną krwią, największego dzieła Trumana Capotego, bałem się, że będzie to książka napisana ciężkim, topornym językiem, przy której czytelnik usypia zamiast pogrążać się w przedstawionej historii. W zasadzie nie wiem skąd wzięło się to przekonanie. Znam inne utwory tego Autora i uważam, że są bardzo przyjemne w odbiorze. Możliwe, że to przez podjęty temat i rozmiar dzieła - jest to najdłuższy pojedynczy utwór Capotego.
Impulsem do napisania Z zimną krwią był artykuł zamieszczony w "The New York Timesie" z 16 listopada 1959 roku zatytułowany: Śmierć bogatego farmera i trojga członków jego rodziny. Truman Capote w towarzystwie Harper Lee - przyjaciółki z lat młodości i późniejszej autorki  uhonorowanej Nagrodą Pulitzera książki Zabić drozda, udaje się do miasteczka Holcomb, aby naocznie zapoznać się z ogromem tragedii, która rozegrała się na farmie Clutterów. Zbiera materiały, rozmawia z osobami prowadzącymi śledztwo, z ludźmi, którzy znali członków zamordowanej rodziny, by w końcu nawiązać kontakt z pochwyconymi przestępcami - Dickiem Hickockiem i Perrym Smithem. Na pisaniu książki Autor spędził pięć lat, przetrawił zebrane materiały, a owocem jego pracy jest niezwykła książka, już tytułem sugerująca z jakim nastawieniem popełniona została zbrodnia. Bez mrugnięcia okiem po prostu z zimną krwią. Autor bez emocji, z punktu widzenia narratora opisuje co wydążyło się na farmie otoczonej pszenicznymi polami Kansas. Wchodzi w głowy świadków i przestępców prowadząc czytelnika, krok po kroku, od odkrycia zbrodni następnie przez poszukiwanie jej sprawców, by na późniejszym ich schwytaniu, osądzeniu i ukaraniu skończyć. W ani jednym momencie książki nie zdradza własnego nastawienia do popełnionego przez Dicka i Perry'ego czynu, a pamiętać należy, że podczas wielu rozmów z tymi mężczyznami nawiązał z nimi coś na kształt przyjaźni. Pomagał im podczas procesu, spędzał długie godziny na rozmowach z każdym z nich. Pisanie Z zimną krwią doszczętnie wyczerpało Trumana Capotego, który nie mógł skończyć powieści bez wyraźnego zakończenia sprawy - śmierci przestępców na szubienicy. Jednak tego napięcia towarzyszącego powstawaniu książki nie czuje się podczas lektury - to dobrze bo mogłoby to być wyjątkowo nieznośne. Jest to jedna z nielicznych książek posiadających poza ciekawie przedstawionym tematem także bardzo interesującą genezę.
W Polsce doczekaliśmy się wydań Z zimną krwią w dwóch tłumaczeniach. Klasyczne tłumaczenie wyszło spod pióra Bronisława Zielińskiego, po raz pierwszy opublikowane zostało w 1968 roku przez Spółdzielnie Wydawniczą "Czytelnik". Drugie, nowe tłumaczenie jest dziełem Krzysztofa Filipa Rudolfa. Ukazało się nakładem Domu Wydawniczego "Rebis" w roku 2001.

INFO
Autor: Truman Capote
Tytuł: "Z zimną krwią"
Wyd.: Poznań, Dom Wydawniczy "Rebis", 2007
Il. str.: 426
Cena: 16,90 zł

środa, 6 lutego 2013

Prawo serii nr 3

Kolejna odsłona blogowego cyklu na temat serii książkowych ukazać się miała dużo, dużo wcześniej. Wyszło jednak inaczej. Zgodnie z zapowiedzią, z pierwszej notki z tego obszaru, trzecia część "Prawa serii" poświęcona będzie dziewięciotomowemu cyklowi Przeznaczenie Jedi. Seria tworzona była na zmianę przez trzech autorów w latach 2009 - 2012.  Wszystkie dziewięć tomów Przeznaczenia Jedi ukazało się w Polsce nakładem wydawnictwa Amber. Na serię składają się następujące pozycje: Wygnaniec, Omen, Otchłań, Odwet, Sojusznicy, Wir, Wyrok, Hegemonia, Apokalipsa. Co ciekawe, zagraniczne wydanie serii poprzedziło opublikowanie przez Del Rey na stronie StarWars.com bezpłatnego przewodnika po świecie Gwiezdnych Wojen, omawiającego jego bieżący stan. Fate of the Jedi: Dramatis Personae oprócz kontekstu przydatnego osobom nie znającym wcześniejszych książek (w szczególności serii Dziedzictwo Mocy) przybliżającego wcześniejsze dzieje bohaterów, zawiera także ich krótkie biografie. Sympatyczny ukłon w stronę fanów, stałych czytelników i wyciągnięcie ręki w kierunku nowych. Rzecz przydatna dla wszystkich miłośników Expanded Universe. 
Historia przedstawiona przez Aarona Allstona, Christie Golden i Troy'a Denninga rozgrywa się w dwa lata po zakończeniu wydarzeń znanych czytelnikom z serii Dziedzictwo Mocy. Kolejny raz stawką w rozgrywce jest przetrwanie Zakonu Jedi i panowanie nad Sojuszem Galaktycznym.  Bohaterowie, poza nowymi wyzwaniami, muszą także radzić sobie z następstwami wojny domowej rozpętanej przez Jacena Solo (który biorąc przykład ze swojego niesławnego dziadka Dartha Vadera stał się Darthem Cadeusem i zapragnął władzy nad całą Galaktyką). I tak oto znowu możemy przenieść się w świat gdzie bohaterowie zmagają się z przeciwnościami losu. Gdzie odkrywają siebie na nowo, a towarzysząca im Moc zamiast pomagać w zaprowadzeniu pokoju w Galaktyce przysparza im tylko wrogów. Luke Skywalker wyrusza w podróż wraz z synem Benem. Zmusza go do tego sytuacja polityczna. Zakon Rycerzy Jedi po raz kolejny jest w odwrocie. Han i Leia zmagają się z bałaganem, którego sprawcą jest ich opętany przez Ciemną Stronę Mocy syn - Jacen. Niebezpieczeństwo, które skrywa czarny bezkres kosmosu może zniszczyć całą Galaktykę. Czy tak się stanie musimy sprawdzić sami. Mamy aż dziewięć tomów, by spokojnie rozkoszować się znanymi bohaterami i zupełnie nowymi postaciami, by przyglądać się ich perypetiom i rozterką. 
Aha, tak abstrahując już od samej treści książek muszę przyznać, że okładki każdej z odsłon syklu Przeznaczenie Jedi są znakomite! 

piątek, 1 lutego 2013

Biografia to zaiste niezwykła

Jest jeden jedyny T. C.
Nie było nikogo takiego przede mną
i nie będzie po mnie
Truman Capote

Zacytowane słowa, wypowiedziane przez Truman Capote - niezwykłego amerykańskiego prozaika - w czerwcu 1984 roku (na dwa miesiące przed śmiercią) są esencją przekonania  o własnej wartości. Przekonanie o własnym geniuszu towarzyszyło mu od najwcześniejszych lat aż do samego smutnego końca w alkoholowo-narkotycznym zamroczeniu. Uważał się za geniusza. Dla przyjaciół i wielbicieli był geniuszem, dla wrogów był zaledwie "chłopkiem roztropkiem" z Amerykańskiego Południa. W swoich tekstach - głównie opowiadaniach - nieustannie dążył do osiągnięcia stylistycznej perfekcji, wielu twierdzi, że udało mu się to w 100%. Gerald Clarke przedstawia nam Trumana Capotego jako pełnowymiarową postać, której życie wypełnione było wzlotami i upadkami. Capote nie jest człowiekiem z brązu, daleko mu do ideału, jest pełnym wad, złośliwym, ale niepozbawionym wdzięku i uroku autorem świetnych opowiadań, sugestywnych opowieści o przedstawicielach jemu współczesnych elit towarzyskich.
Książka obrazuje kształtowanie się osobowości Capotego począwszy od smutnego dzieciństwa poprzez pierwsze kroki stawiane w literackim światku Nowego Jorku. Problemy z niepoważnym ojcem, którego właściwie nie znał i matką, która nie mogła zaakceptować homoseksualizmu syna, jej alkoholizm i liczne romanse tylko wzmagały w Capotem chęć zostania pisarzem - wielkim pisarzem na miarę Prusta i Faulknera. Wiele miejsca w biografii poświęconego zostało romansom i związkom Capotego chociażby z Newtonem Arvinem czy Jackiem Dunphym, z którym pomimo licznych perturbacji był do końca życia. Nie zabrakło informacji na temat odbioru dzieł Capotego przez krytyków i publiczność oraz reakcji autora na niepochlebne opinie, którymi wbrew pozorom bardzo się przejmował.
Z licznych podróży po niemalże całym świecie, ze spotkań towarzyskich oraz własnego dzieciństwa Capote czerpał inspiracje, niczym ze studni bez dna. Jego nieposkromione uwielbienie do wysłuchiwania i tworzenia plotek przysparzało mu wiele radości, co innego osobom, o których akurat plotkował. Ten niskiego wzrostu mężczyzna o urodzie chłopca, opatulony szalem od Bronziniego rozkochiwał w sobie zarówno kobiety jak i mężczyzn. I mógłbym tak długo pisać o osobie samego Trumana Capote, ale tu poprzestanę i zachęcę tym samym do sięgnięcia po tę książkę grubą i ciężką. 
Tomiszcze to opasłe wypełnione ciekawymi opowieściami, wspomnieniami i fotografiami. Gerald Clarke napisał to w świetny sposób, wręcz porywający. Mam tylko zastrzeżenie do samego podziału treści książki na rozdziały. Mamy tylko numeracje kolejnych rozdziałów, która właściwie nic nie daje poza mechanicznym poszatkowaniem tekstu. Liczyłem, że materiał pogrupowany zostanie w jakieś konkretne okresy, a rozdziały będą opatrzone tytułami. Cóż niema rzeczy idealnych. 


INFO
Autor: Gerald Clarke
Tytuł: "Truman Capote. Biografia"
Wyd.: Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008
Il.str.: 734
Cena: 79,90 zł

piątek, 25 stycznia 2013

Książka obrazkowa

"Wynalazek Hugona Cabreta" autorstwa Briana Selznicka wygrzebałem na promocji w Empiku, długo przed tym, jak w kinach pojawił się film powstały na podbudowie przedstawionej w książce historii. Zresztą filmu w ogóle nie widziałem, jak na razie nie palę się do nadrabiania w tym względzie zaległości.
Ta niezwykła książka stoi u mnie na półce już dobre cztery lata, a dopiero teraz zebrałem się żeby coś na jej temat naskrobać (chyba, że już o niej pisałem, ale zapomniałem). Wracam do niej dość często, lubię przeglądać obrazki stanowiące jej główny atut. "Książka obrazkowa" - tak zatytułowałem dzisiejszą notkę i uważam, że jak najbardziej trafnie. Czarno-białe ilustracje obok tekstu są równorzędnym elementem opowieści o Hugonie Cabrecie, sierocie z paryskiego dworca. Można by dużo pisać o samej fabule, jednak dla mnie osobiście najważniejszy w tej pozycji jest obraz.
Nawet nie czytając tekstu przeplatającego się z ilustracjami, możemy czerpać niekłamaną przyjemność delektowania się historią ciekawą, czasem niepokojącą, ale nad wyraz barwną  - pomimo przedstawienia jej w czarno-białej otoczce. Cała książka przywodzi na myśl niemy film. Mamy obraz, mamy tekst, a dźwięki cóż.. musimy je dodać sami we własnym zakresie. "Wynalazek Hugona Cabreta" to pozycja zarówno dla dzieci jak i osób dorosłych. Myślę, że czytelnik w każdym wieku będzie zainteresowany niezwykłymi perypetiami głównego bohatera. Ta publikacja znajdzie szczególne uznanie u rodziców pragnących nakłonić swoje dzieci do zaprzyjaźnienia się z książkami. Dużo pełnych detali ilustracji przyciąga uwagę i rozbudza zainteresowanie zawartym w książce tekstem. Dla ciekawskich fotki wnętrza książki. 





INFO
Autor: Brian Selznick
Tytuł: "Wynalazek Hugona Cabreta"
Wyd.: Warszawa, Nasza Księgarnia, 2008
Il. str.: 536
Cena: 44,90 zł

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Gaduła

Właściwie to co dziś wiemy o amazońskich plemionach, żyjących od stuleci w ten sam sposób - w zgodzie z naturą i pierwotnymi przekonaniami? Wiemy tylko tyle, ile łaskawi podróżnicy z naczelnym obywatelem WC,  przekażą nam w swoich telewizyjnych programach. Bardziej liczy się komentarz podróżnika - ironiczny i zabawny - niż przedstawione historie ludzi od pokoleń żyjących w Amazonii. Nieliczni z nas, zaciekawieni ułamkiem przedstawionych informacji, przefiltrowanych przez podróżnika, zgłębią temat i sięgną do publikacji rozwijających temat, osadzających go w szerszym kontekście. Obrzędy i rytuały. Wierzenia, bogowie, mity. Zwykli ludzie - myśliwi, rolnicy i szamani. Łakniemy o tym informacji. 
Pretekstem do podjęcia wywodu na temat Gawędziarza jest zdjęcie zobaczone przez narratora na wystawie we Florencji. Fotografia uchwyciła obraz siedzących Indian i gestykulującego nad nimi mężczyzny ze znamieniem na twarzy. Mario Vargas Llosa w "Gawędziarzu" przenosi nas do amazońskiej selwy. Zafascynowany koczowniczym plemieniem Macziguengów przybliża nam ich życie, wspominając jednocześnie swojego przyjaciela z lat studenckich Saula Zuratasa, który stał się tajemniczym Gawędziarzem - jakoby postacią ze wspomnianej fotografii. Książka jest absolutnie magiczna. Przeplatają się w niej wspomnienia narratora z opowieściami plemiennego Gawędziarza. Opowieści na pozór chaotyczne, zupełnie odrealnione, przekazują nam wiedzę na temat mitologii Macziguengów, by za chwilę przybliżyć nam historię wykorzystywania Indian amazońskich podczas pracy związanej z pozyskiwaniem naturalnego kauczuku przez żądnych pieniędzy przemysłowców. Vargas Llosa leniwie snuje swoją opowieść co rusz powracając do poglądów Zuratasa, który jeży się na misjonarzy uważając, że niszczą kulturę plemienną ludów "pierwotnych". Pochłania go idea indiańskiego Gawędziarza, za którym podąża w swych rozmyślaniach. 
Przekonanie człowieka o własnej racji, prowadzi niejednokrotnie do podejmowania przez niego decyzji, z pozoru niedorzecznych. Jednak to tylko osoba podejmująca daną decyzję dokładnie zna swoją motywację, często będącą podskórnym podszeptem pragnień. Czy byłbym skory do porzucenia dotychczasowego życia i stania się Gawędziarzem, jak Saul Zuratas? Nie sądzę, jednak historia opisana w "Gawędziarzu" zmusza do pochylenia się nad taką ewentualnością, nakłania do spojrzenia na Macziguengów jako zwykłych ludzi - nie  nagich dzikusów biegających po dżungli z łukami i dzidami. 

INFO
Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł: "Gawędziarz"
Wyd.: Kraków, Znak, 2009
Il. str.: 250
Cena: 32,90 zł

środa, 16 stycznia 2013

Sekrety rodzinne

Rodzina jako podstawowa komórka społeczna... Rodzina jako kłębowisko żmij... Rodzina jako przechowalnia wspomnień wspólnych dla jej członków... Za dużo tych wielokropków na początek, ale nie sposób nie poruszyć tematu rodziny pisząc o kryminale Stiega Larssona "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Przywykłem już do tego, że zwykle przedstawiane w filmach i książkach wielopokoleniowe rodziny mają różne sekrety. Najczęściej oczywiście są to mroczne sekrety. Jak się tak rozejrzałem to ludzkich dramatów i sekretów w koło nie brak. 
Trzy płaszczyzny fabularne zgrabnie połączone w jedną całość dały wprost genialny efekt. Rodzinny sekret sprzed lat, walka niezależnego dziennikarza ze skorumpowanym przemysłowcem i zmagania z codziennością niedostosowanej społecznie dziewczyny (z tatuażem) przeplatają się i uzupełniają.
Nestor potężnej rodziny przedsiębiorców zleca dziennikarzowi odnalezienie zaginionej jeszcze w latach '60 dziewczyny. Henrik Vanger wykorzystuje osobiste zatargi Blomkvista z przemysłowcem Wenneerströmem do nakłonienia dziennikarza, aby podjął się zadania. Sprawa jest zawiła i pozornie wszystko wydaje się jasne. Jak wiadomo pozory mylą i nasz dzielny dziennikarz Mikael Blomkvist otrzymuje nieoczekiwanie wsparcie w postaci Lisabeth Salander.
Zagłębienie się w samą fabułę może niejednemu przyszłemu czytelnikowi zepsuć przyjemność odkrywania krok po kroku smaczków ukrywających się na stronach tej powieści. Pewne jest to, że książka zaskakuje.  Wielokrotnie zaskakuje co tylko wzmaga chęć do czytania. Tandem Salander - Blomkvist, przywodzi na myśl inne pary detektywów amatorów/profesjonalistów, pojawiające się do czasu do czasu na kartach powieści lub w filmach. On trochę dupowaty, ale niepozbawiony inteligencji facet w średnim wieku. Ona utalentowana researcherka i haker, osoba inteligentna, ale zupełnie odstająca od norm panujących w społeczeństwie.
Pyszna bombonierka dla fanów kryminałów lubiących poza odkrywaniem kto, kogo, gdzie, jak, czym i dlaczego zabił, zagłębić się w ludzkiej psychice. Aha, w tej książce naprawdę są opisani mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

INFO
Autor: Stieg Larsson
Tytuł: "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"
Wyd.: WarszawaCzarna Owca, 2011
Il. str.: 640
Cena: 39,90 zł

piątek, 11 stycznia 2013

Wampirze wynurzenia

Przyszedł taki czas, że i ja sięgnąłem po pierwszą księgę "Pamiętników Wampirów". Zapowiadałem to w notce poświęconej tejże serii dla młodzieży, więc nie jest to żadna niespodzianka. Niespodzianka będzie w tedy, kiedy przeczytam wszystkie cztery księgi tego literackiego wytworu popkultury i zamieszczę o nich wzmianki na blogu. 
3/4 tej książki to straszne flaki z olejem. Nawet nie potrafię objąć fenomenu "Pamiętników..." odpowiednimi słowami. Może mając te "naście" lat byłbym bardziej łaskawy dla tej naciąganej fabuły, ale mając rzeczone "naście" dawno za sobą, potrzebuję czegoś więcej niż wzdychania do księżyca i problemów bohaterów będących marnym pastiszem greckiej tragedii. Nie powiem, momentami książka jest nawet urocza i zabawna, ale to mi nie wystarczyło. Umęczyłem dzieło L. J. Smith (która lubi jak fani piszą do niej maile) w okresie świątecznym przekonany, że czytanie pójdzie mi szybko, gładko i przyjemnie. Zamiast szybko i przyjemnie było wolno i przykro. Wolno bo wywody Eleny mnie nużyły, przykro ponieważ spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. A co dostałem? Bzdetliwą, ckliwą opowieść o miłosnym trójkącie. I chowajcie się fani 'Pięćdziesięciu twarzy Greya" to jest prawdziwa perwersja: wampir, śmiertelniczka i jeszcze jeden wampir. W dodatku rzeczone wampiry to bracia z rodowodem liczącym ponad pięćset lat. Geronto-nekrozboczenie* Eleny wyrażające się w zauroczeniu i miłości do dwóch martwych braci, których "nieżycie" kręci się dokoła picia orzeźwiającej krwi, mało mnie przekonało, brrr, Zgroza. Zapomniałbym o najważniejszym, wszystko to unurzane jest w dobrze znanym z amerykańskich komedii i seriali sosie "college'owym". Jest szkoła, są uczniowie - same wyraziste osobowości.  Plejada charakterów: dwie rywalizujące ze sobą o miano królowej szkoły dziewczyny, ich koleżanki w tym jedna nawiedzona, szkolna plotkara, która oczywiście jest brzydka (etaty ładnych już obsadzone), rywalizujący ze sobą chłopcy no i najważniejsze - nowy uczeń, tajemniczy i skryty. Jeśli lubicie takie historie to bierzcie w ciemno, ale czytajcie z przymrożeniem oka,  inaczej możecie się zdenerwować;)

*celowo to tak napisałem

INFO
Tytuł: "Pamiętniki Wampirów. Księga I. Przebudzenie. Walka. Szał"
Autor: L. J. Smith
Wyd.: Warszawa, Amber, 2011
Il. str.: 512
Cena: za duża jak na to co dostajemy...

wtorek, 8 stycznia 2013

Ludzie listy piszą

Ludzie listy piszą. Przynajmniej kiedyś pisali. W czasach kiedy totalną abstrakcją wydawało się posiadanie telefonu komórkowego, a pomysł stworzenia globalnej sieci informacyjnej dopiero rodził się w tęgich głowach wynalazców, pisanie listów, słanie telegramów było częstą formą przekazu ważnych treści. Co zostanie na przyszłość po wysyłanych przez nas setkach e-maili, esemesów, przeprowadzonych rozmowach na przeróżnych internetowych komunikatorach?  Nic, chyba, że sobie to wszystko wydrukujemy. Wątpię by komuś się chciało... 
Teksty zawarte w publikacji "John Lennon. Listy", w opracowaniu Huntera Daviesa to w gruncie rzeczy zlepek dość nudnych bazgrołów Lennona, często napisanych na czym popadło. Gdyby nie ciekawy komentarz do zebranych skrawków papieru, na których Lennon coś łaskawie naskrobał, to książka byłaby zupełnym śmieciem - oczywiście dla kogoś kto nie jest fanem Lennona i The Beatles. 
W książce znajdziemy listy, dedykacje, pocztówki, notatki Lennona, które udało się zgromadzić dzięki kontaktom z osobami znającymi artystę lub będącymi kolekcjonerami pamiątek po The Beatles. Teksty z różnych okresów życia artysty pogrupowane zostały w rozdziały poprzedzone wstępem. Powiem szczerze, że sięgając po tę książkę kierowałem się jej fantastycznym wydaniem, o The Beatles wiedziałem bardzo mało, a o samym Lennonie mniej więcej tylko tyle, że był mężem wielkiej awangardowej artystki  Yoko Ono;-D W związku z moim brakiem wiedzy na temat Lennona i Beatlesów, komentarze Daviesa okazały się bardzo przydatne. Przybliżyły mi (nieznacznie, ale zawsze) historię Beatlesów i samą osobę Johna Lennona. Fani tego kultowego artysty i wszystkiego co z nim związane - jak sądzę - nie znajdą dla siebie w tej publikacji nic nowego. 
Wspomniałem wcześniej, że wydanie książki jest fantastyczne - to prawda. Posegregowane listy,  sporządzony do nich komentarz i najważniejsze reprodukcje tekstów Lennona, stanowiące najważniejszy element tej książki, dają świetną całość. Wszystko w dużym formacie, w twardej oprawie. Szkoda, że pierwotny wydawca książki nie zdecydował się na zamieszczenie reprodukcji tekstów w większym formacie.  Lennon pisał jak kura pazurem i często zamieszczone "listy" są zupełnie nieczytelne. Może większy format zdjęć umożliwiłby fanom własne, dogłębne studia nad często bełkotliwymi listami Lennona?
Dla zainteresowanych strony z "John Lennon. Listy" (po kliknięciu obrazek otworzy się w większym rozmiarze).


piątek, 4 stycznia 2013

Galaktyka Pani Krysi - Ciasteczko

Pani Krysia była nieugięta:
- nie jesteś  przebiegły. Inteligencją też nie zabłysnąłeś. Ślamazaro ty jedna.
Pastwiła się nad Studentem ile mogła. Była górą. To ona tu rządziła, a w nim Moc wyraźnie osłabła. Wyczuła to i pozwalała sobie na perorowanie, na ględzenie. Działała bez pardonu.
- Źle to robisz w dodatku guzdrzesz się, a tu trzeba żwawo. Słyszysz?
- Słyszę, pani Krysiu.
Zmarszczki na doświadczonej przez życie twarzy pani Krysi wydawały się z każdą minutą pogłębiać. Student nie miał już siły użerać się z Krysi do niego negatywnym podejściem. Wszystko co robił, robił w jej mniemaniu źle. Ona wszystko robi lepiej. Zapisuje czytelników, wydaje książki nawet przecinki stawia lepiej niż on. Biblioteczny Imperator zatopiony w Galaktyce Książek, przeświadczony o swojej racji tak mocno, że różnorakie frakcje, zwalczające się wzajemnie, wyznające różne polityczne poglądy, poddawały się i uginały pod stalowym wzrokiem pani Krysi - bibliotekarki. Zaszurała podhalańskim kapciem - szuru-buru - wieściła zwycięstwo starości i doświadczenia nad młodości naiwnością i głupotą. Student sondując jej dalsze oracje nieśmiało zapytał:
- pani Krysiu?
- Czego chcesz, mało masz roboty? Ciężki dzień przed nami, a tobie jeszcze na pogaduszki się zbiera.
Gdyby mogła poraziłaby go niebieską błyskawicą Mocy.
- Zje pani ciasteczko?
Wyciągnął do niej paczkę kruchych ciasteczek z orzechami. Wiedział, że bibliotekarka za młodu lubiła te ciastka i to bardzo. Teraz kiedy nosi protezę musi sobie ich odmawiać. Uśmiechnął się szyderczo, spoglądając na umykającą za regały z książkami panią Krysię.
- No to pani Krysiu mamy remis, 1:1.

Niebezpieczne sny

Jedną z funkcji literatury, także tej młodzieżowej (a może przede wszystkim?), jest przekazywanie treści, które w jakiś sposób wpłyną na nas...