czwartek, 27 lutego 2014

pod lupą

Stephen King to niewątpliwie jeden z tych nielicznych autorów powieści popularnych, którzy przez lata obecności w literackim światku, dzięki ogromnej rzeszy odbiorców, wywalczyli sobie pozycję nie do podważenia. Mało jest takich nazwisk-marek jak King. Właściwie wszystko co namaści Stephen King osiąga kasowy sukces. Może i nie są to dzieła na miarę Williama Faulknera, ale trzeba przyznać pomysłowości autorowi takich książek jak Misery, Lśnienie czy Podpalaczka nie brakuje. O sukcesie tego autora świadczy także fakt, iż niemalże każda z jego powieści doczekała się ekranizacji, a inni autorzy chętnie jego samego biorą na warsztat, jak w przypadku książki Stephen King pod lupą.
Niewielka, niespełna 250 stronicowa książka autorstwa Loisa H. Gresha i Roberta Weinberga przedstawia nam pokrótce inspiracje jakimi zapewne kierował się Stephen King podczas tworzenia swoich dzieł. Publikacja stanowi niejako telegraficzny skrót na temat tego wszystkiego co mogło mieć i miało wpływ podczas jego pisarskich wycieczek w światy alternatywne, jak ten znany czytelnikom serii Mroczna Wieża, czy w głąb ludzkiej psychiki. Kawałek po kawałku, za pomocą przykładów z literatury XIX i XX wieku, analizuje takie dzieła jak Carrie, Podpalaczka, Lśnienie, Buick 8 czy Bastion. Dużo zatem jest o współczesnej nauce szczególnie o fizyce, ale i biologii. Podróże w czasie, kosmici, tajne eksperymenty medyczne, upiory ze światów równoległych i jeszcze masa innych rzeczy została upchnięta w odpowiednich rozdziałach.
Lektura jest to ciekawa acz momentami autorzy popadają w nadinterpretacyjny szał, a ich wywody nie zawsze są logiczne. Jak to zwykle bywa w tego typu publikacjach dużo tu przesady pozbawionej krytycznego podejścia do tematu. Właśnie takiego bardziej krytycznego podejście nie tylko do twórczości Kinga, ale i do motywów, na których podstawie tworzył powieści mi zabrakło. Brak wyraźnego zakończenia, konkretnego podsumowania tego wszystkiego co zostało w publikacji omówione to jeszcze jeden mankament publikacji. Po zakończonej lekturze poczułem się jakbym dostał produkt wybrakowany. Nie zmienia to postaci rzeczy, że książka stanowi dobrą lekturę na wieczory, szczególnie dla tych, którzy lubią poznawać ulubionych autorów. 

INFO
Autor: Lois H. Gresh, Robert Weinberg
Tytuł: "Stephen King pod lupą"
Wyd.: Fontanna, Warszawa 2008
Il.str.: 244
Cena: 29,90 zł

poniedziałek, 24 lutego 2014

Dzieje Egiptu w pigułce

Należę do tych czytelników, którzy zainspirowani jedną lekturą sięgają po inne opublikowane w danym temacie, by swoją wiedzę poszerzyć, ale także zwyczajnie dla zaspokojenia ciekawości. Niedawna lektura powieści historycznej Bolesława Prusa Faraon uświadomiła mi, że moja wiedza na temat starożytnego Egiptu jest nie tyle co powierzchowna, ale na pewno z gruntu zbudowana na obrazach. Starożytny Egipt jest niemal wszędzie -programy dokumentalne, filmy przygodowe, ubrania i zabawki to wszytko czerpie inspiracje z egipskiej historii, mitologii i sztuki. Tylko czy powszechnemu zachwytowi nad "egipszczyzną" towarzyszy jakaś głębsza refleksja? Pewnie nie - takie czasy, że zastanowić się w natłoku codziennych wydarzeń trudno, albo zwyczajnie nam się nie chce. Skoro ja swoją wiedzę na temat Egiptu zbudowałem na obrazach to postanowiłem ją uszczegółowić i poznać choć ułamek historii tej niezwykłej cywilizacji. 
Dziejów cywilizacji faraońskiej nie sposób pomieścić w jednej publikacji, jednak Toby Wilkinson postarał się wyciągnąć samą esencję tego co najistotniejsze w historii powstania i upadku starożytnego Egiptu. Książka nie jest pozycją gloryfikującą faraońskie rządy, nie jest pustym peanem na temat zamierzchłej przeszłości. Wilkinson nie waha się nazywać panujących władców dyktatorami, których jedynym celem było osiągniecie chwały i wiecznego życia bez względu na cenę życia poddanych. Kultura faraońska w aspekcie politycznym jaką przedstawia nam autor jawi się jako bezduszna tyrania, która indoktrynując i uciskając poddanych parła do dominacji nad regionem. Dokonania kolejnych dynastii rządzących przedstawiane są w chronologicznym porządku z uwzględnieniem wszystkich aspektów życia zarówno dworu jak i zwykłych ludzi. Dworskie spiski oraz dramaty obywateli w starożytnym Egipcie były tak powszechne jak piasek na pustyni. Muszę przyznać, że jest to książka dla osób, które interesuje coś więcej niż tylko hieroglify wymalowane w faraońskich grobowcach, mumie oraz piramidy i inne okazałe monumenty. 
Muszę jeszcze kilka zdań wtrącić na temat samego wydania książki. Pod względem wizualnym książka jest fantastyczna. Twarda oprawa z obwolutą, a w środku oprócz doskonale napisanego tekstu czarno białe ilustracje oraz kolorowe zdjęcia na papierze kredowym. Jest to jedna z tych książek, które nie dość, że są świetnie napisane to dodatkowo pięknie wydane. Kiedy zbliżałem się do końca bardzo żałowałem, że książka nie jest dłuższa. Bardzo niechętnie odłożyłem ją na półkę. 

INFO
Autor: Toby Wilkinson
Tytuł: "Powstanie i upadek starożytnego Egiptu. Dzieje cywilizacji od 3000 p.n.e. do czasów Kleopatry"
Wyd.: Poznań, Rebis 2011
Il.str.: 692
Cena: 69,90 zł

środa, 19 lutego 2014

Publikacje kultowe VIII - Ojciec chrzestny

Już dawno w tytule notki opisującej przeczytaną książkę nie pojawiła się fraza "publikacje kultowe". Po ponad roku posuchy mój blogowy cykl, w którego obrębie miałem zamieszczać notki o książkach i/lub innych publikacjach, które odcisnęły głębokie piętno nie tylko na czytelnikach, ale i kulturze doczekał się ósmej odsłony, a moja kolekcja książek wzbogaciła się o wyjątkowo kultową publikację. Ojciec chrzestny w pełni zasługuje na tytuł publikacji kultowej.
Mario Puzo przenosi czytelników w hermetyczny świat włoskich rodzin mafijnych Sanów Zjednoczonych lat '40 XX wieku. Ten świat jest niejako światem równoległym, w którym to nie stróże prawa, prawnicy i politycy oraz niezawisłe sądy rządzą światem. W świecie mafii niepodzielną władzę sprawuje głowa rodziny - Ojciec Chrzestny. Don Vito Corleone jest najpotężniejszym i najbardziej szanowanym z ojców mafijnych rodzin Nowego Jorku, a nawet całych Stanów. Dzięki niezłomnemu charakterowi, mistrzowskim zdolnościom kierowania ludźmi oraz niezwykłej hojności niepodzielnie kieruje swoim imperium. To do Ojca Chrzestnego przychodzą ludzie w kłopocie, od niego oczekują pomocy i łaski, nie liczą na sądy ani policję. Don Corleone spełnia prośby traktując to jako inwestycję na przyszłość. Każdy kto prosi o pomoc Ojca Chrzestnego musi liczyć się z tym, że będzie musiał wyświadczyć mu "drobną uprzejmość" za jakiś czas, że nie będzie mógł odmówić. Interesy rodziny idą dobrze, rodzina jest w komplecie i wydaje się, że nic nie jest w stanie zniszczyć imperium Vita Corleone. Zjawia się jednak podstępny turek Sollozzo z prośbą o pomoc w rozkręceniu biznesu narkotykowego, Ojciec Chrzestny odmawia co staje się przyczynkiem do dramatycznych wydarzeń. 
Plejada charakterów przedstawiona przez autora sprawia, że w głowie się kręci. Większość to eleganccy panowie, dobrze wykształceni i wychowani skrywający pod śnieżnobiałą koszulą bitewne blizny. Opis mafijnego światka jest tak wiarygodny, że aż straszny. Jeżeli rzeczywiście jedyną mocą sprawczą na świecie jest mafia to jest się czego bać. Świat mafii jest bezwzględny, nie toleruje żadnych błędów. Jednymi z gorszych jakie można popełnić są krótkowzroczność oraz lekceważenie przeciwników. Książka jest po prostu niesamowita. Dużo wartkiej akcji, świetnie skonstruowanych postaci, sama historia rodziny Corleone oraz innych bohaterów (właściwie każdy jakąś ma), zasługują w pełni na poświęcenie czasu.


INFO
Autor: Mario Puzo
Tytuł: "Ojciec chrzestny"
Wyd.: Albatros, Warszawa 2012
Il.str.: 480
Cena: 37,80 zł

czwartek, 6 lutego 2014

Seks w wielkim mieście

Wszyscy znamy filmy, zarówno seriale jak i pełnometrażowe produkcje, które przywołane z zakamarków naszej pamięci sprawiają, że się uśmiechamy. Poprawiają nam humor powodując, że raz jeszcze chcemy do tych historii raz oglądniętych powrócić. Często też filmowe opowieści chcemy pogłębić czytając książkowe pierwowzory lub adaptacje. Jedną z takich pozycji dla mnie jest serial "Seks w wielkim mieście" i właśnie z sentymentu dla opowieści o Carrie Bradshaw przeczytałem książkę o tym samym tytule autorstwa Candace Bushnell.
O samej fabule nie ma co nawet opowiadać. Sprowadza się ona do tego, że musimy brnąć przez plotkarski, wulgarny bełkot pseudoelit Nowego Jorku. Bohaterami są ludzie wykształceni, którzy osiągnęli życiowy sukces pod względem finansowym (przeważnie), którzy jednak błąkają się od jednego romansu do drugiego w poszukiwaniu miłości. W jej odnalezieniu przeszkadzają im ograniczenia narzucone przez własne "widzimisię" oraz konwenanse panujące towarzystwie sławnych i bogatych. Poziom zepsucia tych ludzi sprawia, że zacząłem się zastanawiać czy rzeczywiście ludzie tacy są - po namyślę doszedłem do wniosku, że i ja znam takie osoby. Przykre to bo bohaterowie Seksu w wielkim mieście seksu maja co nie miara, jednak żaden z nich nie potrafi odnaleźć tego czego tak naprawdę potrzebuje - szczerej bliskości drugiego człowieka. Namiastkę bliskości bohaterki znajdują w kobiecej przyjaźni - to im nie wystarcza.
Muszę szczerze przyznać, że albo książki nie zrozumiałem albo była naprawdę kiepska. Książka jest pozbawiona całego uroku jaki miał serial sprawiającego, że chciało się oglądać kolejne odcinki. Mnie nie chciało się przewracać kolejnych stron powieści bo doskonale zdawałem sobie sprawę co na nich znajdę. Przykre...

INFO
Autor: Candace Bushnell
Tytuł: "Seks w wielkim mieście"
Wyd.: Rebis, Poznań 2008
Il.str.: 300
Cena: ?

czwartek, 30 stycznia 2014

Kolorowy pośród szarych

Książek odwołujących się swoją tematyką do czasów II wojny światowej oraz przeżyć zwykłych ludzi podczas jej trwania jest nad wyraz wiele. Nie każdemu utworowi opisującemu okrucieństwa nie tylko walk zbrojnych, ale i codziennego życia pod okupacją dane jest zdobyć światowy rozgłos. Jeżeli się już to uda zwykle taka powieść trafia do kanonu światowej literatury stając się pozycją obowiązkową, którą nie sposób pominąć w swoich czytelniczych poszukiwaniach. Taką właśnie książką jest Malowany ptak Jerzego Kosińskiego.
Kosiński opowiada losy kilkuletniego chłopca, który po rozdzieleniu z rodzicami błąka się po Europie Wschodniej (w domyśle po Polsce) doświadczając przy tym wielu nieprzyjemności z racji swojego wyglądu. Chłopak ma śniadą cerę, czarne włosy i ciemne, brązowe oczy co w opinii napotkanych mieszkańców wsi upodabnia go do Cygana lub Żyda. Kolejne rozdziały powieści to kolejne etapy tułaczki chłopaka od wsi do wsi, gdzie spotyka raz mniej raz bardziej okrutnych, ciemnych i ograniczonych chłopów. Poziom zabobonności mieszkańców wiosek oraz stopień uprzedzenia do odmieńca jest tak ogromny, że chłopak nigdzie nie znajduje spokojnej przystani. Dopiero w momencie spotkania czerwonoarmistów prących na Berlin chłopak zaznaje względnego spokoju co staje się przyczynkiem do jego, w gruncie rzeczy przykrej, przemiany.
Malowany ptak, przynajmniej dla mnie, nie jest lekturą lekką. Ciężko było mi przeczytać trzy rozdziały pod rząd ponieważ naturalistyczne opisy okrucieństw popełnianych nie przez okupanta, a właśnie rodzimych chłopów były ciężko strawne. Zupełnie bezsensowne okrucieństwo zarówno w stosunku do ludzi jak i zwierząt, sceny gwałtów i pijatyk sprawiają, że pomimo świetnej narracji i ciekawej fabuły książka może być przykra w odbiorze. Przez sam sposób narracji oraz poruszenie tematu odmienności, inności w grupie Malowany ptak kojarzy mi się z Zabić drozda Harper Lee. Obie książki dobitnie wskazują nam ciemną stronę ludzkiej natury jaką niewątpliwie jest niechęć do odmienności zarówno tej bardzo namacalnej, jak wyróżniający się z tłumu wygląd, oraz tej mniej dostrzegalnej przejawiającej się w dokonywanych wyborach i wyznawanych przekonaniach.

INFO
Autor: Jerzy Kosiński
Tytuł: "Malowany ptak"
Wyd.: Albatros, Warszawa 2003
Il.str.: 288
Cena: ok 30 zł

wtorek, 21 stycznia 2014

Hannibal

Czasem czytam książkę z głębokim przeświadczeniem, że dużo lepiej byłoby dla utworu, który właśnie wziąłem na warsztat gdyby został napisany przez kogoś innego. Taka właśnie myśl towarzyszyła mi i teraz. Przeczytałem już Czerwonego smoka i Milczenie owiec, a po przeczytaniu Hannibala tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że świetna historia i ciekawi bohaterowie bez wsparcia w postaci doskonałego warsztatu pisarskiego dużo tracą. Po głowie kołacze mi się nadal pytanie czy dzisiejsza kultura naprawdę musi zmuszać autorów książek popularnych do rozwijania historii, które dużo lepiej  funkcjonowałyby w ludzkiej świadomości bez tych dodatków, prequeli i sequeli?
Florencja, doktor Hannibal Lecter po swojej spektakularnej i krwawej ucieczce z więzienia ukrywa się w tym włoskim mieście ciesząc się tym co lubi najbardziej. Sztuka, zgłębianie manuskryptów zebranych w bibliotece Capponich oraz, rzecz jasna, wspaniałe wykwintne jedzenie zapełniają dr Fellowi (przybrane nazwisko Hannibala) czas. Pracownicy FBI oraz jedna z ofiar doktora nie spoczywają w wysiłkach zmierzających do ujęcia mordercy-kanibala. Mason Verger, mięsny potentat, miliarder oraz były pacjent Lectera, potwornie przez niego okaleczony żyje tylko po to by dokonać krwawej zemsty. Tymczasem błyskotliwa kariera agentki Clarice Starling wali się jak domek z kart. Starannie wykaligrafowany liścik ze słowem pociechy, który otrzymuje Starling od Lectera dodaje rozpędu zarówno mścicielom Vergara jak i Starling upatrującej w schwytaniu doktora ostatnią szansę ratunku zrujnowanej kariery. Thomas Harris dokonał pewnego przewartościowania czyniąc z Lectera nie głównego złoczyńcę  i ucieleśnienie zła, ale obiekt nagonki ze strony skorumpowanych agentów i zbirów Vergera. To Mason Verger pedofil i okrutnik wraz z Paulem Krendlerem z Departamentu Sprawiedliwości są tak naprawdę tymi złymi chcącymi nie tylko krwawo ukarać Lectera, ale także zniszczyć Starling.
Pomimo tego, iż książka jest wyraźnie pisana na zamówienie poziomem nie odbiega od poprzednich odsłon cyklu, którego gwiazdą niepostrzeżenie stał się przewrotny doktor psychiatrii, a nie jakby wypadało dzielni stróże prawa Starling i Graham. Dr Lecter kradnie publiczność, a czytelnika tylko i wyłącznie jego postać przyciąga do lektury. Przyznam, że bardzo dobrze się Hannibala czyta - książka wciąga dzięki swojej wielowątkowej intrydze. Thomas Harris, nie oszukujmy się, nie jest wybitnym twórcą thrillerów i powieści sensacyjnych, jest wielu lepszych autorów od niego, którzy nie zmarnowaliby potencjału drzemiącego w jego bohaterach - zarówno tych dobrych jak i złych - tak marną warstwą psychologiczną. Nie wiem kto pozwolił, aby książka została opublikowana wraz z ostatnim rozdziałem, który cóż jest cokolwiek głupi. Dużo lepiej lekturę Hannibala zakończyć na przedostatnim rozdziale, co szczerze wszystkim polecam.

INFO
Autor: Thomas Harris
Tytuł: "Hannibal"
Wyd.: Albatros, Warszawa 2013
Il.str.: 480
Cena: 35 zł

czwartek, 16 stycznia 2014

Zmierzch dynastii

Ogrom potężnych piramid stworzonych w pocie czoła, nieodgadnione oblicze niczym niewzruszonego Sfinksa, a ponad wszystko marzenia o skrywanych przez rozgrzany piach faraońskich skarbach rozpalają wyobraźnię zarówno historyków jak i pisarzy. Powszechny zachwyt historią starożytnego Egiptu wzmógł się i osiągnął absolutne wyżyny w 1922 roku kiedy to Howard Carter i lord George Carnarvon odkryli nienaruszony grób faraona Tutanchamona. Nieprzebrane skarby z wspaniałą złotą maską grobową faraona do dziś są obiektem naukowych badań. O powszechnym zainteresowaniu kulturą faraońską świadczy wiele publikacji naukowych oraz powieści historycznych w tym Faraon Bolesława Prusa wydany ponad 20 lat przed odkryciem grobu Tutanchamona i wybuchem swoistej "egipskiej gorączki" trwającej do dziś.
W swojej powieści Bolesław Prus przedstawia schyłek panowania Ramzesa XII oraz objęcie rządów przez jego syna Ramzesa XIII. Młody władca pełen zapału oraz wojowniczych uczuć za punkt honoru stawia sobie odsunięcie od władzy kapłanów w tym potężnego Herhora i Mefresa oraz poprawę doli zwykłych, uciemiężonych obywateli. Nie zdaje sobie sprawy, że kapłańskie wpływy są wszechpotężne, a walka z nimi może mieć tylko jeden skutek - zagładę jednej ze stron. Na domiar złego Ramzes XIII otacza się wyjątkowo złymi doradcami jest popędliwy. Jego umiłowanie do zbytkownej zabawy i umilania życia dworzan kosztownymi prezentami zubożają królewski skarbiec przez co faraon odczuwa jeszcze większe ciśnienie na rozprawienie się z przebogatymi "świętymi mężami" Herhorem, Mefresem i Mentezufisem. Tak naprawdę to kapłani cały czas pociągają za sznurki wiodąc faraona do uległości wobec ich woli albo całkowitej zagłady. 
Grubo ponad sto lat temu wydano powieść Faraon, a zawarte w nim prawdy są nadal aktualne. Walka o wpływy stanu świeckiego z kapłańskim jest tak widoczna, że aż ciężko w to uwierzyć. Arogancja kleru oraz służalczy w stosunku do niego stosunek rządzących jest bardzo namacalny. Z jednym tylko zastrzeżeniem - Ramzes XIII miał odwagę sprzeciwić się arcykapłanom czego nie są wstanie zrobić nam jaśnie panujący. Faraon jest też ważnym przykładem tego jak postrzegano życie zwykłych obywateli Egiptu jak i dworu władcy na przełomie wieku XIX i XX. Dziś te wyobrażenia odbiegają od ustaleń naukowców, jednak są ważnym elementem ewolucji myśli na temat życia starożytnych.

INFO
Autor: Bolesław Prus
Tytuł: "Faraon"
Wyd.: PIW, Warszawa 1991
Il.str.: 668
Cena: ?

niedziela, 12 stycznia 2014

Dola ostatniego w mieście czytelnika

Jak świat długi i szeroki autorzy książki piszący, bez względu na narodową przynależność i miejsce zamieszkania, próbują poprzez swoją prozę wznieść się na intelektualne wyżyny. Wspinają się na strome szczyty karkołomnych językowych konstrukcji tylko i wyłącznie po to by w końcu szczyt osiągając (często tylko we własnym mniemaniu) zostać z niego strąconymi. Czytelnik jest okrutny i bez mrugnięcia okiem spycha w przepaść dzieło autora, który tak misternie usnuł je z wszystkich dostępnych mu środków stylistycznych. Ostatni czytelnik to opowieść, w której autor próbuje zepchnąć co się da z literackiego piedestału, a przynajmniej w moim odczuciu poślizgnął się i sam upadł kark skręcając swojej prozie. 
Rzecz rozgrywa się w meksykańskim miasteczku Icamole, którego to mieszkańcy zmagają się z przeciągającą się suszą. Bohaterami są bibliotekarz z przypadku oraz jego syn odnajdujący w swojej studni zwłoki dziewczynki. Opowieść snuje się pomiędzy myślami bibliotekarza na temat przeczytanych dotychczas książek, dotychczasowego życia mężczyzny oraz niespodziewanej śmierci dziewczynki. Wszystko w okropnym upale, w spiekocie i żarze pustyni oraz kojącym cieniu drzewa awokado. Autor poświęca dużo miejsca refleksjom na temat życia zapomnianego przez władze Icamole jego historii oraz mieszkańcom, którzy odrzucają książki jako źródło wiedzy i rozrywki. W Icamole tylko Remigio i jego ojciec wiedzą, że mała Anamari nie żyje, że spoczywa pod drzewem awokado. Mieszkańcy pragną tylko jednego - chcą wyzwolenia z łańcuchów lejącej się z nieba spiekoty. Ratunek dla Icamole pojawi się z pierwszymi kroplami deszczu, dla książek skazanych przez bibliotekarza na zjedzenie przez karaluchy ratunku już nie ma. 
Nadęta bufonada Davida Toscany w postaci Ostatniego czytelnika książki, która pretendowała do intelektualnej wyższości nad dorobkiem innych pisarzy, bynajmniej nie zniechęciła mnie do rzeczy od zawsze obecnych w literaturze, a które autora skłoniły do napisania swojego "wybitnego dzieła". Toscana piętnuje artystyczne nadęcie pisarzy dążących do osiągnięcia sukcesu wyrażonego w liczbie czytelników oraz literackich nagrodach. Paradoksalnie sam za swoją "tajemniczą i kunsztowną" opowieść otrzymał nagrodę. 

INFO
Autor: David Toscana
Tytuł: "Ostatni czytelnik"
Wyd.: Świat Książki, Warszawa 2010
Il.str.: 192
Cena: każda wydana na tę książkę złotówka to złotówka bardzo źle wydana...

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Zasada dwóch

Podczas czytelniczej wędrówki niejednokrotnie stykam się z książkami, w których losy przedstawionych bohaterów nie są wstanie wzbudzić we mnie uczucia sympatii, a pomimo tego czytam o nich z zaciekawieniem. Mijający rok przyszło mi zakończyć lekturą kolejnej powieści wprost z Uniwersum Star Wars. Tym razem jednak nie czytałem o przygodach bohaterów znanych z filmów, a przeniosłem się do naprawdę odległej galaktyki bo do czasów poprzedzających, o bez mała tysiąc lat, wydarzenia znane z filmów, do czasów początków nowego Zakonu Sithów działającego wedle Zasady Dwóch.
Powieść jest kontynuacją losów bohaterów poznanych w powieści Droga zagłady. Po bitwie na planecie Ruusan pozostał tylko jeden Sith - Darth Bane, który postanowił wcielić swoje mroczne plany w życie. Szkoli swoją uczennicę na następczynię w pełni świadomy, że aby osiągnąć tytuł Mrocznej Lady Zannah będzie musiała go zabić. Jest to nieuniknione następstwo wyznawania Zasady Dwóch mówiącej, że jednocześnie może istnieć tylko jeden mistrz i jeden uczeń. Bane knuje spiski i wciąż zgłębia tajniki Ciemnej Strony Mocy, Zannah szkoli się i choć nie wszystko jest dla niej jasne podąża lojalnie za mistrzem. O ile Bane jest do szczętu złą i podłą istotą o tyle w młodej uczennicy tli się jeszcze iskierka dobra, ta iskierka zagłuszana jest przez ambicję dziewczyny za wszelką cenę chcącej osiągnąć nieograniczoną potęgę. Sithowie knują spiski wszędzie gdzie się pojawią, jednak na ich drodze po raz kolejny staną Rycerze Jedi z młodym i upartym Johunem Othonem na czele. 
Muszę przyznać, że pomimo tego, iż książkę przyjemnie się czytało to jest to zdecydowanie pozycja tyko dla miłośników Star Wars. Rzekniecie teraz, że zapewne dotyczy to wszystkich książek z uniwersum, nie jest to jednak prawdą bo wiele pozycji z etykietką Star Wars śmiało może czytać każdy są jednak takie pozycje, które dla osoby nie dość "wkręconej" w odległą galaktykę będą cokolwiek niestrawne. Chwilami także logika kierująca bohaterami jest porażająca - dawno nie miałem do czynienia z tak głupimi Jedi i nadętymi i równie naiwnymi w swoim rozumowaniu Sithami. Jest jeszcze jedna rzecz, która rzuciła mi się w oczy i rozbawiła do łez - odmiana przez przypadki imienia Darth. Nie będę się wymądrzał jak to powinno zostać odmienione, ale wydaje mi się cokolwiek zabawne zdanie, w którym pada "Dzisiaj zginiesz, Darthu Bane" - nieodparcie kojarzy mi się to z "Donaldu Tusku"...

INFO
Autor: Drew Karpyshyn
Tytuł: "Darth Bane. Zasada Dwóch"
Wyd.: Amber, Warszawa 2012
Il.str.: 268
Cena: 13,99 zł

niedziela, 22 grudnia 2013

Diabelska perfuma

Zapach jest jedna z tych rzeczy, z którymi stykamy się na co dzień. Człowiekowi od początków cywilizacji, towarzyszyło pragnienie, aby swój przyrodzony ludzki zapach uszlachetnić. Różni alchemicy poczęli tworzyć kompozycje wonnych olejków i innych niemalże magicznych ingrediencji w celu zaspokojenia zapachowego głodu, ale także, by zwykłej szarej egzystencji nadać niepowtarzalnego sznytu. Często już od samego zapachu zależy to jak będziemy odbierali drugą osobę. Patrick Suskind pożenił w swojej książce dążenie do stworzenia najwspanialszego z zapachów z wizją pozbawionego skrupułów mordercy. Pachnidło jest pozycją, w której właśnie tworzenie zapachu stoi na pierwszym miejscu, ważniejsze jest nawet niż ludzkie życie.
Patrick Suskind w Pachnidle opowiedział historię mężczyzny, który wychowując się pośród przeróżnych ludzi wykorzystujących tylko jego pracę i zdolności, osiągnął swój upragniony cel dzięki własnej determinacji i bezwzględności. Jan Baptysa Grenouille to chłopak, dla którego zmysł zapachu jest zmysłem nadrzędnym. Zapach góruje nad wzrokiem i dotykiem, Grenouille tylko dzięki węchowi potrafi poruszać się w mroku, odnajdywać zagubione przedmioty, a także poznawać ludzki charakter. W jego życiu sieroty urodzonego w najpodlejszym zakamarku Paryża liczy się tylko świat wewnętrzny, który bohater utkał z otaczających go zapachów. Sam Jan Baptysta pozbawiony jest zapachu. Ludzie patrzą na niego podejrzliwie, boją się go. Uważają go za nędzną poczwarę niegodna jednego ich spojrzenia, on zaś ma ich w głębokiej pogardzie bo dzięki swojemu powonieniu wie o nich wszystko. Dzięki różnym splotom okoliczności Grenouille trafia do warsztatu perfumiarza Giuseppe Baldiniego. W warsztacie Baldiniego Jan Baptysta poznaje fach perfumiarza. I bez znajomości zasad potrafi tworzyć wspaniałe perfumy co wpędza Baldiniego raz w zachwyt raz w gniew. Bohaterowi jednak nie nowe perfumy dla dam dworu zaprzątają głowę - może tworzyć setki takich kompozycji bez zastanowienia - sen spędza mu tylko jedna rzecz - jak wydobyć z rzeczy, a potem utrwalić, zapach, który poznał, gdy zabił młodą dziewczynę - essence absolue dziewicy.
Z każdej strony atakują nas przeróżne zapachy. Podczas lipcowej jazdy rozgrzanym do czerwoności autobusem komunikacji miejskiej wprost pływamy w woni innych ludzi. Toniemy w oceanie zapachów, w którym to wytworne perfumy mieszają się z potem zmęczonego człowieka pracy.  Suskind bardzo sugestywnie uderzył w nasze zmysły swoim Pachnidłem. Przedstawił opowieść o mordercy, którego jednak zawahałbym się nazwać złym - Jan Baptysta Grenuille to wewnętrzny emigrant, w którego świecie istnieją tylko zapachy. Obmalował też subtelny obraz przemysłu perfumeryjnego pokrótce przybliżając metody wydobywania zapachów z chociażby kwiatów. Opowieść o genialnym perfumiarzy pochłania się wprost za jednym zamachem. Świetna rzecz.
Szczególnie teraz w okresie świątecznym, kiedy to większość z nas obdarowuje bliskich prezentami samemu też je otrzymując, warto zastanowić się nad sztuką produkcji perfum - co dziś zostało z tych niegdysiejszych procedur i wspaniałych zapachów? Co tak naprawdę na siebie wylewamy, czym pachniemy?

INFO
Autor: Patrick Suskind
Tytuł: "Pachnidło. Historia pewnego mordercy"
Wyd.: Świat Książki, Warszawa 2006
Il.str.: 256
Cena: ok 20 zł

środa, 18 grudnia 2013

Popruty gobelin

Miałem sobie to wszystko przemyśleć bo po przeczytaniu książki, z której okładki krzyczy napis "Jedna z tych rzadkich książek, których przeczytanie na zawsze zmienia percepcję świata" - swoją drogą zacytowaną panią chyba zdrowo pokopało - nie dość, że postrzeganie świata mi się nie zmieniło to jeszcze uważam, że ta książka jest zwyczajnie mniej niż przeciętna. Szkoda bo umęczyłem się przez te bez mała 1300 stron nie wiedząc właściwie do czego autor zmierza, co chce osiągnąć tym zlepkiem beznadziejnych splotów wydarzeń. Najgorsze jest chyba to, że nawet jeśli w tekście pojawiała się jakaś wartka akcja to była tak opisana, że nie wiedziałem czy mam już się podniecać, że jakie to fajne i super czy jeszcze poczekać. I w sumie przeczekałem tak całą książkę i nie znalazłem w niej nic co przykułoby moją uwagę, na domiar złego momentami egzaltowane nadęcie autora budziło u mnie odruch wymiotny. 
Fionavarski gobelin to opowieść o piątce wybrańców z kanadyjskiej stolicy Ottawy (szkoda, że nie z mroźnej Manitoby), którzy przenoszą się do pierwszego ze światów, do Fionavaru, by wziąć udział w ostatecznej rozprawie ze złem. Motyw stary jak świat, ale od początku historyjka ta się nie klei. Autor w swoim kanadyjskim tygielku wymieszał trochę z Tolkiena, dodał szczyptę innych opowieści fantasy doprawiając wszystko sporą garścią motywów wprost z arturiańskich legend i biblii - groch z kapustą. Nawet nie mam specjalnie ochoty się zagłębiać w całą akcję. Postacie są byle jakie, strasznie sztampowe. Jest książę słodki łajdak, czarodziej w typie Gandalfa, mag zdrajca zupełnie jak Saruman, nabzdyczeni lios alfarowie - marna imitacja elfów - krasnoludy itp. 
O ile kreacja świata z jego różnorodnością może przykuwać uwagę o tyle poprowadzenie akcji oraz stworzeni przez Kay'a bohaterowie nie napawają entuzjazmem. Męczyłem się czytając "świetliście utkany" Fionavarski gobelin...

INFO
Autor: Guy Gavriel Kay
Tytuł: "Fionavarski gobelin"
Wyd.: Zysk i S-ka, Poznań 2012
Il.str.: 1300
Cena: niewarte to nawet złotówki, 59 zł

niedziela, 15 grudnia 2013

451 stopni Fahrenheita

Po raz pierwszy o powieści Ray'a Bradbury'ego 451 stopni Fahrenheita usłyszałem podczas zajęć na uczelni. Są wykładowcy, którzy poza czystym wykładem i zwyczajnym wyłożeniem naukowej "kawy na ławę" starają się dotrzeć gdzieś głębiej do głowy pogrążonego w codziennej bieganinie studenta. Luźne dygresje i zdawałoby się odstępstwa od tematu często służą rozruszaniu szarych komórek, które podczas myślowych wycieczek potrafią się zupełnie wyłączyć. Już dokładnie nie pamiętam nazwy przedmiotu w pamięci zapadły mi za to kolejne zajęcia, na których film na podstawie powieści 451 stopni Fahrenheita został wyświetlony. W końcu przeczytałem i książkę. 
451 stopni Fahrenheita opowiada o strażaku Guyu Montagu żyjącym w czasach podobnych do naszych. Niszcząca zdrowy rozsądek i kulturę wszechogarniająca papka konsumenckiego życia, w którym liczy się tylko to by było zabawnie, ładnie i bezproblemowo, by nie skalać swojego rozumu żadną głębszą myślą doprowadziła do tego, że książki zostały zakazane. Ludzie spoglądają tylko na ulubionych bohaterów wyświetlanych na teleściankach, kupują, oglądają bzdety w Tv i zażywają ogromne ilości różnorakich pigułek. Żadnej głębokiej myśli, żadnej refleksji na temat własnego życia tylko pusta egzystencja konsumenckiego zombie. W tym świecie strażacy nie gaszą pożarów a wzniecają je. Polują na książki z zamiarem zniszczenia każdej jaka stanie na drodze systemowi, w którym liczy się konsumpcja  szybki przekaz, a nie literatura czy sztuka. Za sprawą młodej dziewczyny Montag przechodzi przemianę, zaczyna dostrzegać rzeczy, które wcześniej nie były takie istotne, przemiana ta zmienia jego życie na zawsze. 
Jakie to smutne, że ta dystopia wydana po raz pierwszy w 1953 roku staje się powoli rzeczywistością. Czytając 451 stopni Fahrenheita czułem się zupełnie tak jakbym czytał o czasach współczesnych. Jeszcze książki nie są zakazane, jeszcze strażacy ich nie palą, ale w programach telewizyjnych, które łatwiej docierają do odbiorców poprzez swoją przystępną formę niewymagającą większego wysiłku niż naciśnięcie przycisku na pilocie i wybranie odpowiedniego kanału, widać wyraźnie, że ogromny automat do prania mózgów już ruszył. Coraz to durniejsze programy dla młodzieży wcale nie zachęcają do lektury książek i/lub czasopism, ale do życia łatwego przesyconego głupotą, seksem, pogrążonego w oparach alkoholu i tytoniowego dymu. 

INFO
Autor: Ray Bradbury
Tytuł: "451 stopni Fahrenheita"
Wyd.: Solaris, Stawiguda 2012
Il.str.: 220
Cena: 29.90 zł

czwartek, 12 grudnia 2013

Skrzydeł ćmy cichy trzepot

Ile książek tyle zbrodni, ale nie każda zbrodnia zamknięta na kartach książki wymyka się z nich i to na polskie podwórko. Jakiś czas temu krakowska policja wznowiła śledztwo w sprawie brutalnego mordu sprzed lat - ze studentki zdarto skórę, którą później wyprawiono.  Zupełnie jak w amerykańskim thrillerze noszącym przydomek kultowego. Kilka notek temu pisałem o pierwszej powieści Thomasa Harrisa, w której pojawił się genialny złoczyńca doktor Hannibal Lecter, a dziś przyszło mi wziąć na warsztat pozycję, której sam tytułu powoduje dreszcze - Milczenie owiec. Moje dreszcze bezpowrotnie odeszły po przeczytaniu tej książki, która chyba tylko i wyłącznie dzięki ciekawym bohaterom i kultowej ekranizacji obrosła taką legendą. Ale do rzeczy.
Doktor Hannibal Lecter nadal przebywa w szpitalu psychiatrycznym dla wyjątkowo niebezpiecznych kryminalistów, tymczasem młode kobiety są porywane przez Buffalo Billa, który zdziera z nich skórę, a ciała porzuca najczęściej w rzekach. Młoda kadetka szkoły dla agentów specjalnych FBI Clarice Starling zostaje poproszona przez Crawforda o przysługę polegającą na spotkaniu z doktorem Lecterem i przeprowadzeniu z nim rozmowy - jeżeli w ogóle będzie na nią chętny (na rozmowę, nie Starling). Między Starling a Lecterem rozpoczyna się gra, na której szali leży życie kolejnej porwanej kobiety. Liczy się czas i informacje, które ma w głowie Lecter, w tle słychać tylko cichutki trzepot skrzydeł nocnych motyli. Lecter zagłębia się w psychikę Starling chcąc dotrzeć do lęków z jej dzieciństwa w zamian udziela informacji, ale nigdy nie mówi wprost. Jest inteligentny i rozkoszuje się zabawą jaką sprawia mu rozmowa z młodą agentką.
Pierwszy kontakt z Milczeniem owiec przyprawił mnie o bardzo nieprzyjemne odczucie deja vu. Miałem wrażenie, że czytam kalkę Czerwonego smoka, że Harris mniej więcej do połowy książki przepisywał i dostosowywał do nowej bohaterki poprzednią powieść. Pierwsze spotkanie Starling i Hannibala jest niemal identyczne jak spotkanie doktora z Willem Grahamem. Także motyw przemiany seryjnego mordercy jest łudząco podobny do tego znanego z Czerwonego smoka. Ogromna schematyczność powieści rozczarowała mnie i dopiero po przekroczeniu pewnego momentu zaczęło się dziać coś nowego i coś naprawdę wciągającego. Sama psychologiczna rozgrywka Starling - Lecter dziś już może trochę trącić myszką, jednak w momencie publikacji książki musiała robić furorę, - co nie oznacza, że dziś nie jest ciekawa i wciągająca! 

INFO
Autor: Thomas Harris
Tytuł: "Milczenie owiec"
Wyd.: Warszawa, Albatros 2013
Il.str.: 432
Cena: ok 32 zł

wtorek, 3 grudnia 2013

Finał Przeznaczenia Jedi

"Każda saga ma swój początek" - taki oto slogan przyświecał wejściu na duże ekrany w 1999 roku pierwszej części "Gwiezdnych Wojen" noszącej podtytuł "Mroczne Widmo". Nie bez kozery przywołałem ten cytat przecież każda opowieść oprócz początku ma także swój kres, a dziś właśnie zakończyłem przygodę z dziewięciotomową serią Przeznaczenie Jedi. Apokalipsa - bo taki właśnie tytuł nosi ostatnia dziewiąta część cyklu - przyprawiła mnie o istny zawrót głowy. Częściowo z zadowolenia, a po części z nadmiaru akcji i pewnej dysproporcji fabularnej wynikającej z kompozycji utworu.  
Ostateczna bitwa na wszystkich frontach pogrąża galaktykę w kolejnym konflikcie. Trup ściele się gęsto, a odcięte kończyny fruwają ponad głowami bohaterów, którzy z tytanicznym wysiłkiem próbują dokonać niemożliwego. Pokonanie prastarego bytu Mocy jakim jest Abeloth jest trudniejsze niż wszystkim się wydawało. Ukochana Królowa Gwiazd - jak kazała na siebie mówić Abeloth - rośnie w siłę czerpiąc siły witalne z umierających  istnień. Wszystkie siły Zakonu Jedi wpieranego przez nielicznych mu lojalnych członków Galaktycznego Sojuszu biorą udział w ostatecznym starciu z samą Abeloth i Zapomnianym Plemieniem, które wspiera swoją Ukochaną Królową Gwiazd w dążeniu do władania galaktyką. Walka rozprzestrzenia się na całą galaktyczną stolicę, a ofiary w ludności cywilnej idą w miliony. Majestatyczne drapacze chmur upadają, a z ziemi tryskają gejzery lawy. Luke Skywalker jego syn Ben i młoda Sithanka Vestara muszą zmierzyć się z Abeloth i własnym przeznaczeniem w walce o przyszłość galaktyki. Niespodziewane sojusze, zdrady i sprzymierzeńcy jeszcze bardziej tajemniczy niż Zapomniane Plemię Sithów mnożą się na potęgę. Zupełnie z boku działań na Coruscant oblężona admirał Natasi Daala otrzymuje niespodziewaną pomoc czego owocem są pierwsze wolne wybory w Szczątkach Imperium. Ich wynik jest niemal tak ważny jak to czy Abeloth zostanie pokonana.
Akcji jest bardzo dużo, momentami aż za dużo i od tego można naprawdę dostać zawrotu głowy. Dysproporcja, o której wspominałem we wstępie wynika właśnie z przytłoczenia czytelnika masą akcji, której jest tak dużo, iż chwilami nie wiedziałem czy ten opis permanentnej jatki między siłami Dobra i Zła ma jakikolwiek sens dla fabuły. Szczególnie opis wszystkich potyczek w Świątyni Jedi jest przytłaczający, pełno zwłok, flaków i wszystkiego co się da i nagle ciach przeskok fabuły o cztery dni. Pytam się po co to było rozpisywać się w ten sposób skoro nie było pomysłu na ciekawe zakończenie tego wątku? Nie lubię takich wybiegów szczególnie, że zupełnie zmienił on miejsce akcji powieści.  Na osłodę autor zawarł parę ciekawostek na temat pochodzenia Abeloth i jej związków - nie bezpośrednich rzecz jasna - z Anakinem Skywalkerem, Obi-Wanem Kenobim i Mistrzem Yodą.  Rzecz ciekawa i warta uwagi, dużo wnosząca do uniwersum "Gwiezdnych Wojen". Podsumowując Apokalipsa nie zawiodła moich oczekiwań, co prawda spodziewałem się czegoś więcej, troszkę innego pokierowania akcją, ale i tak nie jest źle. 

INFO
Autor: Troy Denning
Tytuł: "Przeznaczenie Jedi IX - Apokalipsa"
Wyd.: Warszawa, Amber 2012
Il.str.: 384
Cena: 39,80 zł

niedziela, 24 listopada 2013

Znacie Hannibala Lectera?

Popkultura to taka bestia rogata, która z wcale niemałym upodobaniem wydaje na świat niezwykłe postacie stające się, jedna po drugiej, jej ikonami. Bardzo ważne i wyjątkowo przez miłośników cenione miejsce na ołtarzu popkultury zajmują niezwykle inteligentni złoczyńcy, zaraz na drugim miejscu są bohaterowie będący tych złoczyńców poskromicielami. Znacie Hannibala Lectera? Myślę, że tak. Przecież film "Milczenie owiec" na podstawie książki Thomasa Harrisa o tym samym tytule osiągnął już dawno status kultowego, a to właśnie dzięki ekranizacji tej  powieści Hannibal Lecter - genialny psychiatra, seryjny morderca i koneser ludzkiego mięsa, trafił do tygla popkultury. Zanim jednak Milczenie owiec zostało zekranizowane i Lecter trafił do szerokiego grona odbiorców Thomas Harris napisał Czerwonego smoka - powieść, w której po raz pierwszy pojawił się jego genialny szwarccharakter w sumie drugoplanowo, ale zawsze. 
Na amerykańskie rodziny padł blady strach. W okolicy grasuje seryjny morderca zwany Szczerbatą Lalą lub Zębową Wróżką (w zależności od tłumaczenia), który podczas pełni księżyca morduje w wyjątkowo wymyślny sposób niczego nie podejrzewających domowników. Prowadzący śledztwo agent FBI Jack Crawford niemogący poradzić sobie z odnalezieniem sprawcy zabójstw ściąga z wcześniejszej emerytury Willa Grahama - profilera, kryminologa, który dzięki wiedzy psychologicznej i wrodzonym umiejętnościom potrafi wczuć się w sposób myślenia mordercy. Jednak i Will nie radzi sobie ze sprawą. Decyzja jest nie łatwa, ale zostaje podjęta - Will zwraca się po pomoc do mordercy, którego sam złapał, który i jego niemal nie przerobił na kolację dla przyjaciół, do Hannibala Lectera. Wkrótce okazuje się, że za sprawa Lectera życie rodziny Grahama jest zagrożone. 
Pierwszy raz czytałem utwór Harrisa i muszę przyznać, że lektura Czerwonego smoka była bardzo przyjemna. Ciekawa historia i bohaterowie sprawili, że czas mi się nie dłużył, a z każdą strona wzrastała moja ciekawość co do zakończenia powieści. Po tę książkę prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął gdyby nie serial "Hannibal" z Madsem Mikkelsenem w roli doktora Lectera. Serial jest świetny. Oparty na motywach z Czerwonego smoka (również zekranizowanego, najpierw w 1986 później 2002 roku), wykorzystywanych bardzo dowolnie, ale z  niezwykłym wręcz rozmysłem. Wielką przyjemność podczas lektury sprawiło mi odkrywanie kolejnych motywów z powieści wykorzystanych z serialu. Cóż zabawa dla ludzi otwartych. Znam osoby, które takie podejście do tematu drażni tak samo jak Mads Mikkelsen w roli Lectera. Wszyscy zapamiętali Anthonego Hopkinsa w tej roli i ich umysły na tym etapie się zważyły, jak śmietana nieumiejętnie dodana do zupy.

INFO
Autor: Thomas Harris
Tytuł: "Czerwony smok"
Wyd.: Albatros, Warszawa 2013
Il.str.: 448
Cena: 34 zł


Niebezpieczne sny

Jedną z funkcji literatury, także tej młodzieżowej (a może przede wszystkim?), jest przekazywanie treści, które w jakiś sposób wpłyną na nas...