czwartek, 13 września 2012

Sny, wizje, marzenia


Miałem sny. Miałem wizje. Świetlane plany i obrazy tego kim nie byłem. Nie byłem, ale i nie wierzyłem, że jestem. Zaślepiony własnym poczuciem świadomości tego kim jestem, tego kim chce być, tego do czego dążę. Świadomości wad i zalet mgła, niczym bielmo na chorym oku, oślepiała i mamiła nieistniejącym.
Bolesna konfrontacja z rzeczywistością, z obrazem „MNIE” widzianym przez „NICH”. Tych samych wszędobylskich „NICH”, którzy otaczali moją osobę, których mijałem, z którymi rozmawiałem, byłem zwaśniony lub zaprzyjaźniony.
          Miałem sny, a piękne wizje wypełniały mi szary dzień. Szarą, deszczową egzystencję ćmy myślącej, że jest barwnym motylem. Ćmy lecącej do światła, do żaru ognia świecy, lecącej na pohybel, za wszelką cenę pragnącej spełnić swoje dążenie. Do światła.
            Coś pięknego, coś znaczącego zdążyło się. Miało się zdarzyć. Coś pięknego, co pozwoli uwierzyć w te sny, te wizje, które pielęgnowałem, a w które nie wierzyłem. Co pozwoli je zrealizować, wiarę zamienić w ciało. Martwego słowa szelest zapisywania na papierze, w nocy.
            Sam.
            Miałem Sny. Miałem Wizje.
           Znowu chce je mieć. Chce je czuć, dotknąć. Chcę by z płaszczyzny marzeń stały się realnymi.
To takie trudne…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz