środa, 2 maja 2012

Denuncjacja macho

Taki tytuł posta nasunął mi się jeszcze podczas czytania powieści Maria Vargasa Llosy "Miasto i Psy". Powieści, która spowodowała nie mały ferment wśród opinii publicznej i wojskowych w Peru, a w szczególności w Limie. Vargas Llosa na kartach swojej książki przybliża brutalny, męski świat szkoły wojskowej im. Leoncia Prado w Limie. Opisuje relacje panujące między kadetami, hierarchię, emocje kierujące ich poczynaniami. Nieraz to drażni bo prymitywizm pewnych zachowań każe się zastanowić czy mężczyzna zamknięty w otoczeniu innych mężczyzn jest nadal człowiekiem czy już tylko tępym zwierzem. Wymuszona przez otoczenie poza twardego, pozbawionego skrupułów samca - macho, nie każdemu się podoba. Nie do każdego trafia retoryka siły i podporządkowania. Przykra prawda, że otoczenie często wymusza na nas to jakimi mamy być. Jak mamy mówić, jak mamy myśleć i zapewniać sobie posłuch i szacunek. Biada niedostosowanym. Jednak nie tylko to znajdziemy w książce. Mamy też ciepłe wspomnienia bohaterów z lat dziecięcych, opis pierwszych miłości i niepowtarzalny klimat. Zdecydowanie klimatu książce Vargasa Llosy nie brakuje. Cały niewymuszony dramatyzm powieści sprawia, że czyta się ją przyjemnie. Autor opisuje sugestywnie wszystkie zdarzenia jednak nie jest w tych opisach ordynarny, dlatego też nie przesadzałbym z opisywaniem książki jako jakiegoś hiper brutalnego i wulgarnego zapisu poczynań bohaterów. Jak zwykle zachęcam do wyrobienia sobie własnej opinii i przeczytania "Miasta i Psów". Wszakże, każdy ma inne życiowe doświadczenia co sprawia, że inaczej odbiera to co czyta. Z tego też powodu chwilami odbierałem powieść Vargasa Llosy dość osobiście. Intymne zbliżenie z książką, które każdemu polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz