sobota, 14 sierpnia 2010

Publikacje kultowe część I: VOGUE

Pierwsza cześć mojego cyklu poświęconego różnym publikacją, które zostały okrzyknięte mianem kultowych. Trudno odmówić tego miana magazynowi VOGUE. Biblia mody, która doczekała się edycji w wielu krajach na całym świecie. Mało który tytuł tak wrósł w kulturę masową. W jednym z seriali komediowych główna bohaterka nawet żartuje, że na pokazie mody pojawiła się ekipa Abisyńskiego Vogue'a. Bohaterka innego serialu pisze do Vogue'a artykuły. Madonna śpiewała swojego czasu "Vogue, Beauty's where you find it" i temu podobne historie. Piękna, w magazynie, którego stery twardo od lat trzyma "Editor in Chief" (jak głosi stopka redakcyjna, którą niełatwo odnaleźć w przepastnych czeluściach pisma) Anna Wintour wystarczy dla każdego. Sama redaktor naczelna to osoba legendarna, zrośnięta z magazynem tak, że słysząc Wintour myślimy Vogue i na odwrót. W Nowym Jorku nigdy nie byłem. Z opowieści jednak mogę wywnioskować, że Vogue jest jak NY. Przepastny (z okładki krzyczy napis "798 Pages of BRILLIANT FALL FASHION"), kolorowy, pełen reklam znanych domów mody jak Chanel czy Gucci, pachnący od próbek perfum, przepełniony tysiącem świetnych fotografii.  Vogue przyciąga, jest jak magnes. Kto nie chciałby trafić na okładkę tego magazynu, gdzie goszczą największe gwiazdy? O ilości takich osób świadczy portal Nasza Klasa. Nie trudno znaleźć tam siermiężne i przaśne fotomontaże, na których widnieją puste twarze wkomponowane w okładkę Vogue.  Polska nie doczekała się swojej edycji. Bo kto miałby stanąć na czele polskiego Vogue? Kto miałby trafić na co miesięczną okładkę? Czego reklamy miałby tam być?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz