sobota, 15 października 2016

Napój miłosny

Refleksja na początek
Uznałem, że właśnie teraz, podczas pisania na temat opery Gaetano Donizettiego "Napój miłosny", wparto wspomnieć o jednej rzeczy, którą uświadomiła mi ostatnia gorączkowa próba kupna biletów na premierę, także jego utworu "Don Pasquale". Tą rzeczą, a właściwie pewnym niepokojącym zjawiskiem, jest fakt iż w repertuarze Opery Krakowskiej coraz więcej jest dzieł typowo komicznych. Nie jest to bynajmniej czymś złym, skoro publiczność właśnie tego pożąda to wszystko w porządku. Zapytam jednak czy dla równowagi nie można by przedstawić innego dzieła Donizettiego, o! chociażby "Lukrecji Borgii", zamiast dawać widzowi kolejny utwór komiczny? Już nie wspomnę, że w roku 2017 planowana jest premiera operetki "Hrabina Marica" Imre Kalmana, jakby naprawdę ludziom brakowało uśmiechu...

PGR "Italia"
To właśnie w nim rozgrywa się akcja opery, muszę przyznać, że przeniesienie wydarzeń do socrealistycznej rzeczywistości nadało całości wyjątkowo absurdalnego wydźwięku. Jest to oczywiście ogromna zaleta, nie można wiecznie kisić się w konserwatywnym sosie sztampowych realizacji, trzeba wybiegać wyobraźnią w zupełnie inne rejony, a to reżyserowi Henrykowi Baranowskiemu udało się znakomicie. A cóż w tym pegeerze się wydarzyło? Historia miłosna, niezbyt odkrywcza, ale poruszająca i urocza. Młodzieniec, Nemorino (Andrzej Lampert jak zwykle dał popis świetnej gry aktorskiej i doskonałego śpiewu) wzdycha do powabnej traktorzystki Adiny (w tej roli nieoceniona, acz nie będąca w najwyższej formie Katarzyna Oleś-Blacha), która jednak nie daje porwać się jego uczuciu tak bez walki. Przyjazd kompanii wojska z sierżantem Belcorem (Michał Kutnik w roli drapieżnego uwodziciela skradł serce nie jednej krakowskiej melomance) na czele, on take smoli cholewki do Adiny, daje traktorzystce pretekst by z Nemorinem okrutnie się droczyć. Z pomocą przybywa doktor, szarlatan zuchwały i hultaj niepomierny Dulcamara (Dariusz Machej w towarzystwie swoich dwóch powabnych asystentek wszystkich wodził za nos), posiadacz eliksiru miłości. Nemorino wydaje ostatni grosik na napój mający zniewolić serce Adiny...

Wesoło, ale i nostalgicznie
Gaetano Donizetti swoją muzyką, jak zwykle w punkt odegraną przez orkiestrę Opery Krakowskiej pod batutą Evgeny Volynskiyego, sprawił, że błaha historia nabrała głębszego wyrazu. Jest tu miłość i zazdrość, troska i zwątpienia, również desperacja. Cała masa emocji towarzyszących przecież miłosnym podbojom. We wstępie marudziłem, że to kolejna komiczna realizacja krakowskiej opery, nie znaczy to jednak, że bawiłem się źle, było wręcz przeciwnie. Absurdalna scenografia pegeeru "Italia", steampunkowy traktor dosiadany przez Katarzynę Oleś-Blacha, czy nieodzowny taborecik dzierżony przez Andrzeja Lamperta, a także żywa koza, niema słuchaczka jego dąsów połączyły się w ciekawą i zabawną całość. Miłe to dla ucha i oka, a to w operze najważniejsze.

INFO
Kompozytor: Gaetano Donizetti
Libretto: Felice Romani
Tytuł: "Napój miłosny"
Reżyseria: Henryk Baranowski
Kierownictwo muzyczne: Evgeny Volynskiy
Scenografia: Henryk Baranowski, Paweł Dobrzyński