czwartek, 26 listopada 2015

Odcienie miłości

Z kronik dyskryminacji
To że dyskryminacja ma długie i niechlubne tradycje niemalże w każdym kraju na świecie jest przykrym faktem, który może i nie wszyscy dostrzegają, ale z którym należy się zmierzyć. Dyskryminacja z powodów rasowych rozumianych jako przynależność do określonego plemienia bądź zwyczajnie z powodu innego koloru skóry, dyskryminacja grup religijnych i wyznaniowych bądź ta, na którą dziś szczególnie w krajach wysoko rozwiniętych zwraca się uwagę dyskryminacja ze względu na orientacje seksualną była już przedmiotem wielu dyskusji. Zmieniło się wiele, jednak wciąż ten temat jest żywy także w literaturze. To co powinno być zapomniane raz na zawsze już wieki temu żyje i ma się dobrze. Jednym z rozdziałów niechlubnej kroniki dyskryminacji jest czas segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych, który stał się kanwą dla powieści Alice Walker zatytułowanej Kolor purpury, książki w której dyskryminacja rasowa przeplata się z subtelnym opisem miłości lesbijskiej.

Purpura
Tytułowy kolor purpury ma być metaforą miłości lesbijskiej, która niespodziewanie łączy dwie bohaterki. Celia, poniżana i bita przez męża Albera, ulega niezwykłemu czarowi niezwykle magnetyzującej kobiety Cuksy Avery. Cuksa, niegdyś ukochana Alberta, prowadzi artystyczny tryb życia śpiewając w lokalach, uwodząc mężczyzn swoim głosem i niezależnością, jednak kiedy zapada na zdrowiu wszyscy się od niej odwracają. Pod swój dach zabiera ją Albert, aby tam oddać Cukse pod troskliwą opiekę Celii. Tutaj uderza potworny dysonans w traktowaniu obu kobiet przez Alberta. Dla Cuksy jest kochający i oddany dla Celi jest utrapieniem, bije ją i poniża tylko po to by zaznaczyć swoją pozycję w domu. Bohaterka szybko zauważa, że uczucie jakim darzy Cuksę jej mąż jest podobne do tego, które ona sama do niej żywi...

Emocje
Cały wachlarz emocji towarzyszył mi przez całą lekturę Koloru purpury. Od wściekłości i niedowierzania do śmiechu. Alice Walker obmalowała obraz niezwykłej murzyńskiej społeczności, która będąc patriarchalna dla kobiet ma tylko pogardę. Kobieta, w powieści Walker, jest obiektem szykan ze strony mężczyzn i to nie tyko tych białych, ale przede wszystkim kolorowych. Niezwykła brutalność kontrastuje z obrazem miłości rodzącej się między kobietami. Język, jakim opowiedziana jest historia, stylizowany na mowę niewykształconej dziewczyny z prowincji chwilami bawi do łez lecz są to często łzy żalu i zwątpienia.

INFO
Autor: Alice Walker
Tytuł: "Kolor purpury"
Wyd.: Muza, Warszawa 2003
Il.str.: 260
Cena: 20,90 zł

wtorek, 17 listopada 2015

Król Roger

Orientalne inspiracje, a właściwie o tym jak wstęp napisało życie...
Miałem zacząć mniej więcej tak: orient oraz odwołania do starożytności także w kulturze polskiej zadomowiły się na dobre. I tak, bla, bla, bla dalej miał nastąpić pełen emfazy i uczonych słów potok zdań mądrych i zwięzłych, jednak to wszystko okazuje się bezcelowe. Ciekawsze wszakże będzie streszczenie tego co mnie spotkało zanim (cudem!) zobaczyłem "Króla Rogera" Karola Szymanowskiego na deskach Opery Krakowskiej. Opowieść to z dreszczykiem o tym, jak stojąc w kolosalnym korku odchodziłem od zmysłów, nie wiedząc co począć, czy wysiąść czy też modlić się żeby ten korek się odkorkował, żeby wyskoczył z hukiem jak zatyczka najlepszego szampana i wszystko wreszcie ruszyło. Nie ruszyło... Ryzykując wyplucie płuc wysiadłem i rzuciłem się do biegu. W błędzie będzie ten, który pomyśli, że szkoda było mi pieniędzy wydanych na bilet bezpowrotnie w przypadku spóźnienia utraconych. Biegłem motywowany nie kwestiami finansowymi, ale artystycznymi wszakże to sam Mariusz Kwiecień - solista Metropolitan Opera w Nowym Jorku - miał tego wieczoru wcielić się w rolę króla Sycylii Rogera. Dobiegłem łapiąc po drodze kolejny autobus, jednak dystans od ulicy Kamieńskiego do Centrum Kongresowego ICE pokonałem biegiem. Płuca wyplułem, a do opery wpadłem z rozwianym włosem o 18:27 - spektakl ruszył w trzy minuty później, warto było biec ze łzami w oczach, z posmakiem krwi w ustach i zdążyć na to co zobaczyłem.

Roger
Rozwodzenie się nad samą treścią opery byłoby niepodobieństwem. Utwór Szymanowskiego tak przepełniony jest wszelakimi odwołaniami i podtekstami, że sama akcja w połączeniu z doskonałą muzyką (orkiestra opery pod batutą Łukasza Borowicza) jest tylko narzędziem blednącym w porównaniu z możliwościami interpretacji dzieła. Losy króla Sycylii Rogera (znakomity Mariusz Kwiecień), którego życie zostaje zburzone przez pojawienie się heretyka Pasterza (Pavlo Tolstoy) stawiającego się na równi z Bogiem zostały przedstawione wręcz doskonale. Postacie są żywe i niejednoznaczne, a ich dylematy trafiają do odbiorcy. Partie chóralne w połączeniu z elementami muzyki orientalnej i scenografią budują niezwykły mistyczny wręcz metafizyczny klimat. Przegrany pojedynek Rogera o rząd dusz z Pasterzem, także o swoja żonę Roksanę (niezastąpiona Katarzyna Oleś-Blacha, uwielbiam ją!) wydaje się być wciąż aktualną alegorią zmagań człowieka z samym sobą, swoimi pokusami, ułomnościami, ale i duchowością. Finał opery wbija w fotel, a jego niejednoznaczność może powodować poczucie zagubienia. 

Wrażenia
Pytacie o wrażenia? Ciężko to opisać bo "Król Roger" doskonale wpisał się w moje zainteresowania i wrażliwość. Odwołania do orientu, mitologii, filozofii i religii w oprawie nastrojowej, chwilami bardzo podniosłej i pełnej patosu muzyki trafiły w samo sedno. Uwspółcześniona inscenizacja "Króla Rogera" autorstwa Michała Znanieckiego w Operze Krakowskiej, nie zburzyła specyficznego klimatu utworu Szymanowskiego, a poruszyła w subtelny sposób dylematy ciągle nam towarzyszące.

INFO
Tytuł: "Król Roger"
Kompozytor: Karol Szymanowski
Libretto: Jarosław Iwaszkiewicz, Karol Szymanowski
Reżyseria i kostiumy: Michał Znaniecki
Kierownictwo muzyczne: Łukasz Borowicz
Scenografia: Luigi Scoglio
Choreografia: Diana Theocharidis