poniedziałek, 28 września 2015

Sceny z życia bohemy


Sceny liryczne z życia paryskiej cyganerii
Można by pomyśleć, że na świecie nigdy nie było nic lepszego od życia paryskiej bohemy artystycznej. Szczególnie z naszej perspektywy takie życie rozpostarte pomiędzy codzienną rutyną, a obcowaniem ze sztuką, jej tworzeniem, może wydawać się wielce pociągające. Piękne uliczki Paryża skąpane w wieczornym świetle latarń, magia Montmartre, dzieła wielkich malarzy to obrazy, które jako pierwsze przychodzą na myśl gdy słyszymy o paryskiej cyganerii. Na pierwszy rzut oka nie widać egzystencjalnego bólu, znoju pracy słabo opłacanego twórcy, walki o każdy dzień, poszukiwania artystycznego spełnienia oraz miłości. Giacomo Puccini, odchodząc od tematów zaczerpniętych z wielkiej historii, sięgnął po losy zwykłych ludzi zmagających się z prozą życia i w roku 1896 zaprezentował turyńskiej publiczności Teatro Regio swoją operę w czterech aktach zatytułowaną "La Boheme" - "Cyganeria".


Cyganeria
Dzieło Pucciniego opowiada o losach przyjaciół poety Rudolfa (Tomasz Kuk), malarza Marcella (Mariusz Godlewski), muzyka Schunarda (Tomasz Rudnicki) i filozofa Collina (Wołodymyr Pankiv) - artystów - zmagających się z niemocą twórczą oraz zwykłą, trywialna biedą. Poznajemy ich, gdy marznąc na poddaszu paryskiej kamienicy, starają ogrzać się paląc sztukę jednego z nich, wyśpiewując żale na swój los, nie tracąc przy tym poczucia humoru. Kolejne sceny przybliżają niełatwe życie cyganerii. Muzyk musi grać dla papugi, aż ta nie zdechnie, poeta nie ma weny, dzieł malarza nikt nie kupuje. Nieopłacone komorne, głód i zimno szybko schodzą na drugi plan na rzecz miłości rozświetlającej mroki zwykłego życia. "Cyganeria" jest ponad wszystko historią tragicznej miłości Rudolfa i Mimi (Iwona Socha). Kolejne sceny przeprowadzają nas płynnie od początku romansu Rudolfa i Mimi poprzez szczęśliwe chwile spędzone wspólnie z innymi przedstawicielami artystycznego światka do smutnego końca. Wszystko to poprzetykane jest humorystycznymi wstawkami jak chociażby sceną romansu śpiewaczki Musetty (genialna Katarzyna Oleś-Blacha) z malarzem Marcellem co tylko uwypukla tragiczny los Rudolfa i Mimi. 

Puccini w Krakowie
Mieszkańcy paryskich poddaszy, widzący z okien tylko dachy i dymiące kominy, spomiędzy których spoziera niebo, żyją od przypadku do przypadku. Starają się jak mogą żyć godnie, jednak tylko dzięki hojnym sponsorom mogą wrzucić coś do garnka i ogrzać się w chłodne wieczory. Ten klimat został doskonale oddany dzięki scenografii i kostiumom Barbary Kędzierskiej oraz reżyserii światła Bogumiła Palewicza. Niepodobieństwem byłoby nie wspomnieć o jak zawsze doskonałej orkiestrze Opery Krakowskiej pod batutą Tomasza Tokarczyka. Doskonała muzyka Pucciniego, liryczna, ale i wymowna, niepozbawiona mocnych momentów i dramaturgii trafiła we właściwe ręce. 
Biorąc pod uwagę niesłabnącą popularność dzieł Pucciniego można było się spodziewać, że ten tytuł ponownie zagości w Krakowie. "Cyganeria" na deskach Opery Krakowskiej to widowisko wprost niezwykłe. Począwszy od klimatycznej scenografii i kostiumów poprzez doskonały śpiew i muzykę, a skończywszy na subtelnej grze świata dodającej wszystkiemu dramatyzmu i klimatu  wszystko jest piękne. 

INFO
Tytuł: "Cyganeria" 
Kompozytor: Giacomo Puccini
Libretto: Luigi Illica, Giuseppe Giacosa
Reżyseria: Laco Adamik
Kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk
Scenografia i kostiumy: Barbara Kędzierska

niedziela, 20 września 2015

Gray

Dola pięknego i niedola szpetnego
Powszechnie utarty osąd, a także doświadczenie zebrane przez lata obcowania z ludźmi (choć najchętniej nie obcowałbym z nikim) podpowiadają, że ludzie ładni, o przyjemnej powierzchowności mają w życiu łatwiej. Szybciej osiągają swoje cele, są bardziej pewni siebie, zjednanie sobie grupy przyjaciół zwykle to dla nich pestka. Zupełnie inaczej sprawa ma się z tymi parchatymi i powszechnie uznawanymi za szkaradne kreatury osobami. Codzienna walka o szacunek i udowadnianie, że potrafi się więcej, że jest się w czymś naprawdę dobrym zupełnie w ich przypadku nie dziwi. To co napisałem jest oczywiście wielkim uogólnieniem, a te zwykle bywają dalekie od rzeczywistości, jednak musimy przyznać, że coś w tym jest. Oscar Wilde, w swojej już kultowej powieści Portret Doriana Graya, stawia ważne pytanie czy pod powabną powierzchownością kryje się równie powabna i sympatyczna dusza czy wręcz przeciwnie jest ona kurtyną dla przeżartego złem demona.

Postać z portretu
Namalowany przez Bazylego Hallwarda portret powabnego młodzieńca Doriana Graya zapiera dech w piersiach nie tylko samemu artyście, ale każdemu kto go ujrzy, nie wyłączając samego modela. Pod niezwykłym urokiem portretu oraz czaru i powabu Graya znajduje się także znany londyński sybaryta lord Henryk Wotton - przyjaciel Bazylego. Możliwe, że całej historii by nie było gdyby nie spotkanie Henryka i Doriana w pracowni artysty. Lord Henryk jest tak zafascynowany niewinnym i dobrodusznym Dorianem, że postanawia zostać jego przyjacielem, ale i mentorem wyznaczającym mu sposób myślenia, kierujący go na bardziej otwarte wody, na których zasady i świętości nie istnieją, Sam lord nie ma pojęcia, że niewinne słowa sączone do uszu dobrotliwego chłopca, ciągłe pochwały jego urody, nie tylko ze strony przyjaciół, ale całej londyńskiej elity, doprowadzą do niezwykłej przemiany. Wkrótce Dorian zakochuje się w młodej aktorce z podrzędnego londyńskiego teatru. Sybila Vane całkowicie ulega pięknu chłopaka, który koniecznie chce podzielić się swoim szczęściem z cynicznym Henrykiem i naiwnym Bazylim.

Ile twarzy tego Graya?
Nieszczęsna Sybila ze szczęścia, iż spotkała takiego wspaniałego mężczyznę jak Gray, traci talent aktorski, świadkami jej koszmarnej gry są przyjaciele Doriana zniesmaczeni zarówno samym miejscem, w którym za sprawą przyjaciela się znaleźli jak i młodą aktorką. Rozczarowanie chłopaka jest ogromne, doprowadza do tragedii będącej początkiem końca pięknego i niewinnego młodego człowieka. Dorian, pomimo upływu lat, nie starzeje się, wydaje się to być sprawą wypowiedzianego niegdyś zdania, aby to portret stworzony przez Bazylego przyjmował na siebie ciężar upływających lat. Wkrótce Gray otrzymuje od lorda Wottona powieść otwierającą przed chłopakiem wrota do całkowitej przemiany. Każdy kolejny występek Doriana odciska się piętnem na jego portrecie.

Portret Doriana Graya w moim odczuciu jest przykrym przykładem przemiany dobrego, młodego człowieka w wyrafinowanego degenerata. Przemiana ta nie jest mimowolna, nie jest zainicjowana przez samego Graya, ale przez otoczenie. Wpływ charyzmatycznego lorda Henryka wydaje się tu być decydującym. Same pochwały nie mogą człowieka zniszczyć, trafiając jednak na podatny grunt sprawiają, że traci się kontakt z rzeczywistością. Iluż to takich Grayów biega po ulicach święcie przeświadczonych, że ich przyrodzone przymioty zapewnią im poklask i sukces? Iluż jest przegnanych, że za swoje występki nie poniosą odpowiedzialności? Sami wiecie, że wielu. 

INFO
Autor: Oscar Wilde
Tytuł: "Portret Doriana Graya"
Wyd.: Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976
Il.str.: 230
Cena: ...

poniedziałek, 14 września 2015

Piękna Helena

Opera buffa
Opera zwykle kojarzy się z wyjątkowo nadętym przedstawieniem, na którym to "wysztyftowane" damy i panowie nadymają swoje ego słuchając muzyki klasycznej.  Nic bardziej mylnego. Scena operowa przez lata rodziła nie tylko poważne przedstawienia, ale także "lżejsze", humorystyczne dzieła łączące partie muzyczne z dialogami mówionymi zwane opera buffa. Sama opera buffa, stojąca nastrojem i poetyką w opozycji do opera seria, uznawana jest za pierwowzór operetki, której to przedstawicielem ma być dzieło Jacquesa Offenbacha nawiązujące do mitu o Helenie Trojańskiej zatytułowane "Piękna Helena".

Helena Trojańska w Krakowie
Ciepłe przyjęcie utworu Offenbacha przez paryską widownię Theatre des Varietes 17 grudnia 1864 roku zapoczątkowało stałą obecność "Pięknej Heleny" na scenach teatrów operowych świata. Trudno się temu dziwić bo humorystyczne libretto i porywająca, wyjątkowo skoczna, wpadająca w ucho muzyka jest w stanie zjednać sobie niemalże każdego.
Krakowska inscenizacja przenosi akcję "Pięknej Heleny" do czasów nam współczesnych. Bohaterowie nie są już oficjelami i przedstawicielami francuskiej arystokracji czasów Drugiego Protektoratu lecz polskimi (tak! libretto zostało dostosowane do naszych warunków społecznopolitycznych) nowobogackimi na luksusowych, zagranicznych wczasach. I tak geneza wojny trojańskiej, walka o względy Heleny zamienia się w farsę, której przewodzi żądza pieniądza i perwersyjna rozrywka. Parys (w tej roli Andrzej Lampert) wygrywa w zakładzie kolację z żoną bogatego biznesmena Heleną (Marta Abako, która w duecie z Lampertem świetnie odegrała dramatyczne losy Cio-Cio San w operze "Madama Butterfly") ta jednak niespecjalnie pali się do spełnienia warunków zakładu czego następstwem jest seria zabawnych uników i komicznych gagów przeplatanych wyśmienitym śpiewem do wtóru orkiestry pod batutą Piotra Wajraka.
Bohaterowie "Pięknej Heleny" pomimo tego iż noszą imiona znane nam z mitu niewiele wspólnego mają z przymiotami właściwymi swoim pierwowzorom. Sam zbieg uwspółcześnienia utworu Offenbacha jest o tyle popularny i znany z innych dzieł wystawianych w operze co bywa momentami ryzykowny, w moim odczuciu wyszło to całkiem zgrabnie. Na szczególną uwagę zasługuje kreacja Orestesa, w którego wcieliła się Monika Korybalska. Wyjątkowa energia i niezwykły talent muzyczny i aktorski dały poznać się w pełnej krasie. Oczywiście sam Lampert i Abako również zaprezentowali wysoki poziom umiejętności operowania głosem (śpiewali po polsku wyraźnie a przy śpiewie operowym nie zawsze jest to takie oczywiste jak naocznie mogłem przekonać się podczas inscenizacji "Halki") oraz gry aktorskiej. Wszystko w "Pięknej Helenie" zlało się w jedną całość, orkiestra i aktorzy stworzyli przezabawną inscenizację wartą uwagi.

INFO
Tytuł: "Piękna Helena"
Kompozytor: Jacques Offenbach
Libretto: Krzysztof Czeczot wg libretta Henri Meilhaca i Ludovica Halévy’ego
Reżyseria: Rudolf Zioło
Kierownictwo muzyczne: Piotr Wajrak
Scenografia i kostiumy: Andrzej Witkowski