środa, 27 maja 2015

Na tronie Atlantydy

Liga sprawiedliwości
Na fali istnego wysypu historii o superbohaterach trudno, fanom popkultury, oprzeć się pokusie wejścia w ich świat. Liga sprawiedliwości - drużyna obdarzonych supermocami herosów strzegąca świata przed równie silnymi jak oni superzłoczyńcami - póki co nie doczekała się swojej hollywoodzkiej ekranizacji co tylko bardziej zachęciło mnie do zainteresowania się jej losami. Biorąc pod uwagę moją ogólna niechęć do chodzenia do kina czy oglądania przydługawych filmów w domu, sięgnięcie po komiks wydawało się bardziej sensowne. O ileż atrakcyjniejsze jest dla mnie przeglądanie świetnie narysowanych postaci niż wgapianie się na ekranie w różne dałni dzuniory czy inne skarlet johansony w anturażu eksplozji fajerwerków i ogólnego mordobicia.

Trzecia odsłona
Trzeci album Ligii sprawiedliwości pod względem wdania nie różni się od poprzednich dwóch części. Twarda oprawa, papier kredowy i doskonała jakość druku sprawią, że przez długie lata będzie ciszył oko nie niszcząc się jak zwykłe komiksy dostępne w kioskach. Taka dbałość o wydanie zasługuje na duży poklask szczególnie, że w moim odczuciu wynosi na trochę wyższy poziom komiksową sztukę. Nie jest już to zwykłe, tandetnie wydanie czytadełko dla dzieci lecz pozycja dla kolekcjonera, kogoś kto się na rzeczy zna, kogoś kto docenia dbałość o wydanie.

Kto na tronie?
Zanim czytelnik dołączy wraz z Ligą sprawiedliwości do walki o świat z podmorskimi hordami będzie musiał zapolować na dziką boginię Cheetah, która owładnęła ciało przyjaciółki Wonder Woman. Historia krótka i treściowa naprawdę świetnie narysowana w dodatku zapowiadająca dalsze ciekawe wydarzenia, takie swoiste preludium do reszty albumu. 
Właściwa opowieść koncentruje się na walce armii Atlantydy i ziemian z Ligą na czele. Do tej pory żyjące w zgodzie światy, ten nasz ziemski i ten schowany pod taflą wody, pogrążają się w chaosie. Morza występują z brzegów zalewając wielkie miasta, chcąc je całkowicie zniszczyć. Król Atlantydy wypowiedział wojnę mieszkańcom powierzchni. W tle ogólnej zawieruchy i pogromu jaki szykuje znanemu nam światu władca Atlantydy znajduje się ważna kwestia motywów i przyczyn kierujących bratem Aquamana, stojącego na czele morskiej armii. Hordy potworów z głębin wydają się niepokonane, w dodatku konflikt między Batmanem a Aquamanem komplikuje całą sytuację. Liga musi pokonać nie tylko bardzo silnego wroga, ale i także własne uprzedzenia i słabości. 
Nie obyło się bez typowych dla komiksów skrótów i uproszczeń wynikających z pierwotnego wydania historii bratobójczej walki o pokój między światami (opowieść wydawana była w odcinkach co narzuca zupełnie inną dynamikę niż w historiach "w jednym kawałku"). Można czepiać się, że brak pogłębionych szkiców psychologicznych, że chwilami to infantylne i nielogiczne, ale taka już jest specyfika komiksu superbohaterskiego.





INFO
Autor: Geoff Johns (scenariusz), Tony S. Daniel, Paul Palletier, Ivan Reis (rysunki)
Tytuł: "Liga sprawiedliwości. Tom 3 - Tron Atlantydy"
Wyd.: Egmont Polska, Warszawa 2014
Il.str.: 192
Cena: 75 zł

sobota, 23 maja 2015

Mefistofeles Arrigo Boito

Diabelskie sprawki
Podszepty złego, nocne koszmary, nagły obłęd i zachowania sugerujące, że straciliśmy kontakt z rzeczywistością mogą być zwiastunem zaprzedania duszy diabłu - mniej lub bardziej świadomego zaprzedania. Wcale nie trzeba podpisywać krwią cyrografu na cielęcej skórze skreślonego, aby naszą duszę posiadł Zły. Jak katoliccy publicyści zaznaczają wystarczy gra komputerowa, film fabularny nie wspominając już o muzyce. Historia diabła, demon negacji, który czyha na naszą cnotę, a ponad wszystko pragnie posiąść naszą duszę na stałe zadomowiła się z kulturze Europejskiej. Postać doktora Fausta i demona Mefistofelesa znana jest nam wszystkim chociażby ze szkoły. Tak częste odwołania do historii Fausta nie ominęły także świata opery.

Obraz i muzyka
Arrigo Boito, bardziej znany jako librecista znamienitego Giuseppe Verdiego, nie porwał mediolańskiej publiczności kiedy to po raz pierwszy, w roku 1868, zaprezentował swojego "Mefistofelesa". Nie była to pierwsza operowa inscenizacja dzieła Goethego, wszakże w roku 1859 Charles Gounod zaprezentował swojego "Fausta", bodaj dziś najbardziej znaną interpretację sceniczną tego dzieła. Czy Boito zaproponował bywalcom Scali coś tak nowatorskiego, że aż niezrozumiałego?  Czy jego dzieło przerosło publiczność? Ciężko mi to stwierdzić jednoznacznie bo zawsze na względzie trzeba mieć panujące w danej epoce nastroje, nastawienie publiczności oraz jej znajomość tematu. Nie zmienia to jednak faktu, że zmieniona i skrócona wersja "Mefistofelesa" (wykonanie pierwszej trwało około 6 godzin! chyba sam bym nie wytrwał) trafiła w punkt stając się częstym gościem scen operowych świata. Piszę "gościem" bo próżno szukać jej w stałym repertuarze polskich teatrów operowych (po pobieżnym tylko oglądzie zawsze grana jest "Carmen", "Madama Butterfly", "Traviata" i "Halka" rzadziej "Straszny Dwór"). 22 maja miałem okazję zobaczyć "Mefistofelesa" na własne oczy na deskach Opery Krakowskiej - było na co popatrzeć!

Opętany?
W świat doktora Fausta Boito wprowadza nas poprzez nastrojowe preludium, kurtyna podnosi się dopiero kiedy chóry anielskie rozpoczynają swoją pieśń. Podniosłe to i nastrojowe jednocześnie, aż do momentu, gdy na scenie pojawia się gwiazda przedstawienia - Mefisofeles (w tej roli świetny Volodymyr Pankiv). Jego humorystyczny zakład z Bogiem staje się przyczynkiem do walki dobra i zła o duszę doktora Fausta (Vasyl Grokholskyi). Przez cały dramat Mefistofeles zwodzi Fausta dając mu spróbować miłości dziewicy (Małgorzata w tej roli Katarzyna Oleś-Blacha) oraz miłości idealnej (Helena Trojańska w interpretacji Marty Abako). Doktor jest zupełnie ślepy na pokrętne manipulacje demona, które ostatecznie doprowadzają do zguby biedną Małgorzatę. Ta jawi się jako bogobojna prosta dziewczyna, która nawet w obliczu śmierci nie wyrzeknie się Boga stając w zupełnej opozycji do pozbawionego wiary Fausta oraz próżnej Heleny. 
Dynamiczna scena sabatu w Noc Walpurgi w akcie II zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Połączenie ciekawych strojów z mrocznym oświetleniem sceny (te dwa elementy są bardzo mocne przez całe przedstawienie) oraz ruchem chóru będącego w "Mefistofelesie" fundamentem sprawiła, że miałem ciarki na plecach, brrr. To tu Mefistofeles zrzuca maskę zabawnego chochlika, którą założył dla Fausta, pokazując oblicze władcy ciemności. Demon wiedzie prym, to on steruje poczynaniami bohaterów począwszy od studenckich wybryków w Niedzielę Wielkanocną, kiedy to po raz pierwszy spotkamy Fausta, poprzez zabawę w ogrodzie, uwiedzenie Małgorzaty, sabat czarownic, podróż do Attyki oraz dramatyczny finał. 
Inscenizacja "Mefistofelesa" stoi na bardzo wysokim poziomie, warto zobaczyć te nastrojowe oświetlenie sceny, ciekawe acz niesztampowe stroje oraz wsłuchać się w genialną wręcz muzykę w wykonaniu świetnych artystów Opery Krakowskiej (to w Krakowie zawsze na wysokim poziomie). Nie zawsze inscenizacje robią na widzu pozytywne wrażenie (potworna "Halka" w reżyserii Zawadzińskiego), ale orkiestra, chór i soliści zawsze ratują sytuację swoim profesjonalizmem. 

Szkoda tylko, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że ich szeleszczenie papierkami, szeptanie, spoglądanie na komórki to wyraz totalnego braku szacunku zarówno do innych widzów jak i artystów - przykre to, ech. 

INFO
Tytuł: "Mefistofeles"
Kompozytor: Arrigo Boito
Libretto: autorstwa kompozytora wg "Fausta" Johanna Wolfganga Goethego

Mefistofeles w Krakowie pod batutą Tomasza Tokarczyka
Reżyseria i scenografia Tomasz Konina.


piątek, 8 maja 2015

Zeszło ze mnie powietrze

Napięcie z czasem uchodzi, rozpływa się gdzieś tam, daleko...
... dlatego też często bywa tak, że to co nas porywało, cieszyło swoją świeżością staje się zwyczajne, by nie powiedzieć więcej - pospolite. Będąc pod wpływem nowości, już obojętnie jakiej, nie koniecznie książkowej czy filmowej, rozpływamy się w zachwycie nie widząc niedociągnięć czy oczywistych dla nieotumanionego nowością czytelnika irytujących manier i innych pomniejszych grzeszków. Do drugiego tomu przygód wiedźmina Geralta z Rivii podszedłem już bez tego całego "łał, jakie to niesamowite", szczerze przyznam, że sam zdziwiony jestem, że to napięcie towarzyszące nowości nad wyraz szybko ze mnie zeszło. 

Spojrzenie chłopaka o diabelskich oczach
Któż może mu się oprzeć? Muskularna budowa ciała, te blizny, głębokie tak, że najlepsze kremy ze ślimaków oferowane w telezakupach nic nie poradzą, te kocie oczy co w nocy dostrzegą przelatującą muchę, ten hart ducha, nieprzejednanie i kodeks godny samuraja - po prostu ideał. Uwielbiamy takich bohaterów silnych, groźnie wyglądających, w swych poglądach nieprzejednanych, w których jednak czają się ludzkie uczucia, potrzeba bliskości i miłości. Wiedźmin Geralt z Rivii jest właśnie takim bohaterem. Nie brak w nim sprzeczności, uczuć skrywanych mniej lub bardziej, i może w tym tkwi sęk, może właśnie dlatego tak go lubimy?

Co w środku?
Miecz Przeznaczenia to druga odsłona przygód wiedźmina zawierająca niepowiązane ze sobą fabularnie opowiadania, w moim odczuciu gorsze niż w tomie Ostatnie życzenie. Powiedziałbym nawet więcej, że niektóre zamieszczone teksty jak chociażby Trochę poświęcenia zapowiadały się genialnie, pod względem klimatu i fabuły, a zostały poddane literackiej aborcji jeszcze zanim coś naprawdę wyśmienitego się z nich urodziło.  Jestem rozczarowany. Może i nasz Geralt swoje przygody przeżywa dzielnie, stawia odpór złu, ale ta mięta, którą czuje do ohydnej, wprost koszmarnej, Yennefer to coś tragicznego.
Kreacja świata nie pozostawia nic do dodatnia, pod tym względem wszystko jest na swoim miejscu. Odwiedzane przez wiedźmina miejsca są charakterystyczne, ciekawie opisane i jak zwykle u Sapkowskiego niejednoznaczne. Bardzo podoba mi się przemycanie uniwersalnych wartości do świata tak podobnego do naszego, w którym to nietolerancja do różnego rodzaju odmieńców, istot innych niż ludzkie popycha do mordu, do zagłady w imię postępu i panowania nad światem. Wiedźmin jest takim głosem sumienia, co inteligentnych ras nie zabija, stworów na wymarciu nie tyka, jest takim mrugnięciem oka do czytelnika, który zamiast wyliczać i piętnować różnych "odmieńców" w swoim otoczeniu powinien zacząć się uczyć z nimi współżyć i ich akceptować. 

INFO
Autor: Andrzej Sapkowski
Tytuł: "Wiedźmin. Miecz Przeznaczenia"
Wyd.: SuperNowa, Warszawa 2011
Il.str.: 342
Cena: ok 30 zł