piątek, 25 stycznia 2013

Książka obrazkowa

"Wynalazek Hugona Cabreta" autorstwa Briana Selznicka wygrzebałem na promocji w Empiku, długo przed tym, jak w kinach pojawił się film powstały na podbudowie przedstawionej w książce historii. Zresztą filmu w ogóle nie widziałem, jak na razie nie palę się do nadrabiania w tym względzie zaległości.
Ta niezwykła książka stoi u mnie na półce już dobre cztery lata, a dopiero teraz zebrałem się żeby coś na jej temat naskrobać (chyba, że już o niej pisałem, ale zapomniałem). Wracam do niej dość często, lubię przeglądać obrazki stanowiące jej główny atut. "Książka obrazkowa" - tak zatytułowałem dzisiejszą notkę i uważam, że jak najbardziej trafnie. Czarno-białe ilustracje obok tekstu są równorzędnym elementem opowieści o Hugonie Cabrecie, sierocie z paryskiego dworca. Można by dużo pisać o samej fabule, jednak dla mnie osobiście najważniejszy w tej pozycji jest obraz.
Nawet nie czytając tekstu przeplatającego się z ilustracjami, możemy czerpać niekłamaną przyjemność delektowania się historią ciekawą, czasem niepokojącą, ale nad wyraz barwną  - pomimo przedstawienia jej w czarno-białej otoczce. Cała książka przywodzi na myśl niemy film. Mamy obraz, mamy tekst, a dźwięki cóż.. musimy je dodać sami we własnym zakresie. "Wynalazek Hugona Cabreta" to pozycja zarówno dla dzieci jak i osób dorosłych. Myślę, że czytelnik w każdym wieku będzie zainteresowany niezwykłymi perypetiami głównego bohatera. Ta publikacja znajdzie szczególne uznanie u rodziców pragnących nakłonić swoje dzieci do zaprzyjaźnienia się z książkami. Dużo pełnych detali ilustracji przyciąga uwagę i rozbudza zainteresowanie zawartym w książce tekstem. Dla ciekawskich fotki wnętrza książki. 





INFO
Autor: Brian Selznick
Tytuł: "Wynalazek Hugona Cabreta"
Wyd.: Warszawa, Nasza Księgarnia, 2008
Il. str.: 536
Cena: 44,90 zł

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Gaduła

Właściwie to co dziś wiemy o amazońskich plemionach, żyjących od stuleci w ten sam sposób - w zgodzie z naturą i pierwotnymi przekonaniami? Wiemy tylko tyle, ile łaskawi podróżnicy z naczelnym obywatelem WC,  przekażą nam w swoich telewizyjnych programach. Bardziej liczy się komentarz podróżnika - ironiczny i zabawny - niż przedstawione historie ludzi od pokoleń żyjących w Amazonii. Nieliczni z nas, zaciekawieni ułamkiem przedstawionych informacji, przefiltrowanych przez podróżnika, zgłębią temat i sięgną do publikacji rozwijających temat, osadzających go w szerszym kontekście. Obrzędy i rytuały. Wierzenia, bogowie, mity. Zwykli ludzie - myśliwi, rolnicy i szamani. Łakniemy o tym informacji. 
Pretekstem do podjęcia wywodu na temat Gawędziarza jest zdjęcie zobaczone przez narratora na wystawie we Florencji. Fotografia uchwyciła obraz siedzących Indian i gestykulującego nad nimi mężczyzny ze znamieniem na twarzy. Mario Vargas Llosa w "Gawędziarzu" przenosi nas do amazońskiej selwy. Zafascynowany koczowniczym plemieniem Macziguengów przybliża nam ich życie, wspominając jednocześnie swojego przyjaciela z lat studenckich Saula Zuratasa, który stał się tajemniczym Gawędziarzem - jakoby postacią ze wspomnianej fotografii. Książka jest absolutnie magiczna. Przeplatają się w niej wspomnienia narratora z opowieściami plemiennego Gawędziarza. Opowieści na pozór chaotyczne, zupełnie odrealnione, przekazują nam wiedzę na temat mitologii Macziguengów, by za chwilę przybliżyć nam historię wykorzystywania Indian amazońskich podczas pracy związanej z pozyskiwaniem naturalnego kauczuku przez żądnych pieniędzy przemysłowców. Vargas Llosa leniwie snuje swoją opowieść co rusz powracając do poglądów Zuratasa, który jeży się na misjonarzy uważając, że niszczą kulturę plemienną ludów "pierwotnych". Pochłania go idea indiańskiego Gawędziarza, za którym podąża w swych rozmyślaniach. 
Przekonanie człowieka o własnej racji, prowadzi niejednokrotnie do podejmowania przez niego decyzji, z pozoru niedorzecznych. Jednak to tylko osoba podejmująca daną decyzję dokładnie zna swoją motywację, często będącą podskórnym podszeptem pragnień. Czy byłbym skory do porzucenia dotychczasowego życia i stania się Gawędziarzem, jak Saul Zuratas? Nie sądzę, jednak historia opisana w "Gawędziarzu" zmusza do pochylenia się nad taką ewentualnością, nakłania do spojrzenia na Macziguengów jako zwykłych ludzi - nie  nagich dzikusów biegających po dżungli z łukami i dzidami. 

INFO
Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł: "Gawędziarz"
Wyd.: Kraków, Znak, 2009
Il. str.: 250
Cena: 32,90 zł

środa, 16 stycznia 2013

Sekrety rodzinne

Rodzina jako podstawowa komórka społeczna... Rodzina jako kłębowisko żmij... Rodzina jako przechowalnia wspomnień wspólnych dla jej członków... Za dużo tych wielokropków na początek, ale nie sposób nie poruszyć tematu rodziny pisząc o kryminale Stiega Larssona "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Przywykłem już do tego, że zwykle przedstawiane w filmach i książkach wielopokoleniowe rodziny mają różne sekrety. Najczęściej oczywiście są to mroczne sekrety. Jak się tak rozejrzałem to ludzkich dramatów i sekretów w koło nie brak. 
Trzy płaszczyzny fabularne zgrabnie połączone w jedną całość dały wprost genialny efekt. Rodzinny sekret sprzed lat, walka niezależnego dziennikarza ze skorumpowanym przemysłowcem i zmagania z codziennością niedostosowanej społecznie dziewczyny (z tatuażem) przeplatają się i uzupełniają.
Nestor potężnej rodziny przedsiębiorców zleca dziennikarzowi odnalezienie zaginionej jeszcze w latach '60 dziewczyny. Henrik Vanger wykorzystuje osobiste zatargi Blomkvista z przemysłowcem Wenneerströmem do nakłonienia dziennikarza, aby podjął się zadania. Sprawa jest zawiła i pozornie wszystko wydaje się jasne. Jak wiadomo pozory mylą i nasz dzielny dziennikarz Mikael Blomkvist otrzymuje nieoczekiwanie wsparcie w postaci Lisabeth Salander.
Zagłębienie się w samą fabułę może niejednemu przyszłemu czytelnikowi zepsuć przyjemność odkrywania krok po kroku smaczków ukrywających się na stronach tej powieści. Pewne jest to, że książka zaskakuje.  Wielokrotnie zaskakuje co tylko wzmaga chęć do czytania. Tandem Salander - Blomkvist, przywodzi na myśl inne pary detektywów amatorów/profesjonalistów, pojawiające się do czasu do czasu na kartach powieści lub w filmach. On trochę dupowaty, ale niepozbawiony inteligencji facet w średnim wieku. Ona utalentowana researcherka i haker, osoba inteligentna, ale zupełnie odstająca od norm panujących w społeczeństwie.
Pyszna bombonierka dla fanów kryminałów lubiących poza odkrywaniem kto, kogo, gdzie, jak, czym i dlaczego zabił, zagłębić się w ludzkiej psychice. Aha, w tej książce naprawdę są opisani mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

INFO
Autor: Stieg Larsson
Tytuł: "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"
Wyd.: WarszawaCzarna Owca, 2011
Il. str.: 640
Cena: 39,90 zł

piątek, 11 stycznia 2013

Wampirze wynurzenia

Przyszedł taki czas, że i ja sięgnąłem po pierwszą księgę "Pamiętników Wampirów". Zapowiadałem to w notce poświęconej tejże serii dla młodzieży, więc nie jest to żadna niespodzianka. Niespodzianka będzie w tedy, kiedy przeczytam wszystkie cztery księgi tego literackiego wytworu popkultury i zamieszczę o nich wzmianki na blogu. 
3/4 tej książki to straszne flaki z olejem. Nawet nie potrafię objąć fenomenu "Pamiętników..." odpowiednimi słowami. Może mając te "naście" lat byłbym bardziej łaskawy dla tej naciąganej fabuły, ale mając rzeczone "naście" dawno za sobą, potrzebuję czegoś więcej niż wzdychania do księżyca i problemów bohaterów będących marnym pastiszem greckiej tragedii. Nie powiem, momentami książka jest nawet urocza i zabawna, ale to mi nie wystarczyło. Umęczyłem dzieło L. J. Smith (która lubi jak fani piszą do niej maile) w okresie świątecznym przekonany, że czytanie pójdzie mi szybko, gładko i przyjemnie. Zamiast szybko i przyjemnie było wolno i przykro. Wolno bo wywody Eleny mnie nużyły, przykro ponieważ spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. A co dostałem? Bzdetliwą, ckliwą opowieść o miłosnym trójkącie. I chowajcie się fani 'Pięćdziesięciu twarzy Greya" to jest prawdziwa perwersja: wampir, śmiertelniczka i jeszcze jeden wampir. W dodatku rzeczone wampiry to bracia z rodowodem liczącym ponad pięćset lat. Geronto-nekrozboczenie* Eleny wyrażające się w zauroczeniu i miłości do dwóch martwych braci, których "nieżycie" kręci się dokoła picia orzeźwiającej krwi, mało mnie przekonało, brrr, Zgroza. Zapomniałbym o najważniejszym, wszystko to unurzane jest w dobrze znanym z amerykańskich komedii i seriali sosie "college'owym". Jest szkoła, są uczniowie - same wyraziste osobowości.  Plejada charakterów: dwie rywalizujące ze sobą o miano królowej szkoły dziewczyny, ich koleżanki w tym jedna nawiedzona, szkolna plotkara, która oczywiście jest brzydka (etaty ładnych już obsadzone), rywalizujący ze sobą chłopcy no i najważniejsze - nowy uczeń, tajemniczy i skryty. Jeśli lubicie takie historie to bierzcie w ciemno, ale czytajcie z przymrożeniem oka,  inaczej możecie się zdenerwować;)

*celowo to tak napisałem

INFO
Tytuł: "Pamiętniki Wampirów. Księga I. Przebudzenie. Walka. Szał"
Autor: L. J. Smith
Wyd.: Warszawa, Amber, 2011
Il. str.: 512
Cena: za duża jak na to co dostajemy...

wtorek, 8 stycznia 2013

Ludzie listy piszą

Ludzie listy piszą. Przynajmniej kiedyś pisali. W czasach kiedy totalną abstrakcją wydawało się posiadanie telefonu komórkowego, a pomysł stworzenia globalnej sieci informacyjnej dopiero rodził się w tęgich głowach wynalazców, pisanie listów, słanie telegramów było częstą formą przekazu ważnych treści. Co zostanie na przyszłość po wysyłanych przez nas setkach e-maili, esemesów, przeprowadzonych rozmowach na przeróżnych internetowych komunikatorach?  Nic, chyba, że sobie to wszystko wydrukujemy. Wątpię by komuś się chciało... 
Teksty zawarte w publikacji "John Lennon. Listy", w opracowaniu Huntera Daviesa to w gruncie rzeczy zlepek dość nudnych bazgrołów Lennona, często napisanych na czym popadło. Gdyby nie ciekawy komentarz do zebranych skrawków papieru, na których Lennon coś łaskawie naskrobał, to książka byłaby zupełnym śmieciem - oczywiście dla kogoś kto nie jest fanem Lennona i The Beatles. 
W książce znajdziemy listy, dedykacje, pocztówki, notatki Lennona, które udało się zgromadzić dzięki kontaktom z osobami znającymi artystę lub będącymi kolekcjonerami pamiątek po The Beatles. Teksty z różnych okresów życia artysty pogrupowane zostały w rozdziały poprzedzone wstępem. Powiem szczerze, że sięgając po tę książkę kierowałem się jej fantastycznym wydaniem, o The Beatles wiedziałem bardzo mało, a o samym Lennonie mniej więcej tylko tyle, że był mężem wielkiej awangardowej artystki  Yoko Ono;-D W związku z moim brakiem wiedzy na temat Lennona i Beatlesów, komentarze Daviesa okazały się bardzo przydatne. Przybliżyły mi (nieznacznie, ale zawsze) historię Beatlesów i samą osobę Johna Lennona. Fani tego kultowego artysty i wszystkiego co z nim związane - jak sądzę - nie znajdą dla siebie w tej publikacji nic nowego. 
Wspomniałem wcześniej, że wydanie książki jest fantastyczne - to prawda. Posegregowane listy,  sporządzony do nich komentarz i najważniejsze reprodukcje tekstów Lennona, stanowiące najważniejszy element tej książki, dają świetną całość. Wszystko w dużym formacie, w twardej oprawie. Szkoda, że pierwotny wydawca książki nie zdecydował się na zamieszczenie reprodukcji tekstów w większym formacie.  Lennon pisał jak kura pazurem i często zamieszczone "listy" są zupełnie nieczytelne. Może większy format zdjęć umożliwiłby fanom własne, dogłębne studia nad często bełkotliwymi listami Lennona?
Dla zainteresowanych strony z "John Lennon. Listy" (po kliknięciu obrazek otworzy się w większym rozmiarze).


piątek, 4 stycznia 2013

Galaktyka Pani Krysi - Ciasteczko

Pani Krysia była nieugięta:
- nie jesteś  przebiegły. Inteligencją też nie zabłysnąłeś. Ślamazaro ty jedna.
Pastwiła się nad Studentem ile mogła. Była górą. To ona tu rządziła, a w nim Moc wyraźnie osłabła. Wyczuła to i pozwalała sobie na perorowanie, na ględzenie. Działała bez pardonu.
- Źle to robisz w dodatku guzdrzesz się, a tu trzeba żwawo. Słyszysz?
- Słyszę, pani Krysiu.
Zmarszczki na doświadczonej przez życie twarzy pani Krysi wydawały się z każdą minutą pogłębiać. Student nie miał już siły użerać się z Krysi do niego negatywnym podejściem. Wszystko co robił, robił w jej mniemaniu źle. Ona wszystko robi lepiej. Zapisuje czytelników, wydaje książki nawet przecinki stawia lepiej niż on. Biblioteczny Imperator zatopiony w Galaktyce Książek, przeświadczony o swojej racji tak mocno, że różnorakie frakcje, zwalczające się wzajemnie, wyznające różne polityczne poglądy, poddawały się i uginały pod stalowym wzrokiem pani Krysi - bibliotekarki. Zaszurała podhalańskim kapciem - szuru-buru - wieściła zwycięstwo starości i doświadczenia nad młodości naiwnością i głupotą. Student sondując jej dalsze oracje nieśmiało zapytał:
- pani Krysiu?
- Czego chcesz, mało masz roboty? Ciężki dzień przed nami, a tobie jeszcze na pogaduszki się zbiera.
Gdyby mogła poraziłaby go niebieską błyskawicą Mocy.
- Zje pani ciasteczko?
Wyciągnął do niej paczkę kruchych ciasteczek z orzechami. Wiedział, że bibliotekarka za młodu lubiła te ciastka i to bardzo. Teraz kiedy nosi protezę musi sobie ich odmawiać. Uśmiechnął się szyderczo, spoglądając na umykającą za regały z książkami panią Krysię.
- No to pani Krysiu mamy remis, 1:1.