środa, 5 września 2012

Pobawmy się w ... Berka!

Chyba każdy z nas bawił się za młodu w berka. Dziecięca zabawa, szalona bieganina powodująca na podwórku niemały ferment. Lubię sięgać po książki, które powodują emocje. Rozpalają dyskusje, a samo ich pojawienie się na rynku księgarskim poprzedzone jest falą spekulacji i plotek. Najlepiej, kiedy wszystko dobywa się w atmosferze skandalu. Dobrym przykładem jest książka mająca dziś swoją polska premierę czyli "Pięćdziesiąt twarzy Greya".
Niemały ferment niczym podwórkowa zabawa spowodowała książka Marcina Szczygielskiego "Kroniki nierówności vol. 1 Berek" ze sławetną już przedmową Tomasza Raczka. Media wprost oszalały powodując, że po pierwsze wydanie "Berka" sięgnęło znacznie więcej osób niżby miało to miejsce bez tej spektakularnej reklamy. Tak sądzę. Szeroko komentowana książka doczekała się adaptacji teatralnej.
O czym rzecz jest? W sumie to można powiedzieć, że o zabawie w berka dwóch dorosłych osób. Starsza pani Anna i młody pracownik agencji reklamowej Paweł, co rusz robią sobie na paskudę. Ona nienawidzi go za to, że jest gejem, on jej, bo jest ultrakatolicką, moherową zmorą. Oboje chcieliby uchodzić za osoby pokrzywdzone przez drugą stronę nie widząc winy w sobie. Z Anny jest taka katoliczka jak ze mnie hodowca latających słoni. Swoim postępowaniem wobec Pawła, a także własnej córki zaprzecza temu w co wierzy. Paweł natomiast pogrążony jest w poszukiwaniu miłości, użalaniu się nad sobą u swojej psychoterapeutki przez co nie dostrzega rzeczy, które sam robi źle. Bohaterowie nie są świętoszkami, maja swoje słabości, swoje odrębne światy na pierwszy rzut oka nie do pogodzenia. I tak się to wszystko toczy i przeplata. Narracja oczami Anny przeplata się z narracjom z punktu widzenia Pawła. Daje to bardzo fajny efekt. Powieść Szczygielskiego czyta się szybko i przyjemnie. Trywialne przepychanki między bohaterami niejednemu z Czytelników dadzą do myślenia nad małością swoich postępków. Wystarczy przecież, że kogoś nie znamy i nie rozumiemy, a od razu odrzucamy jego punkt widzenia, nie chcemy poznać tego "jego świata". Zalatuje tu truizmem, ale prawda jest taka, że najpierw trzeba spróbować poznać punkt widzenia drugiej osoby, by móc ją lepiej zrozumieć. Najważniejsze to chcieć i dać się poznać. Ta zasada obowiązuje także w innych sferach życia, nie tylko w relacjach międzyludzkich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz