niedziela, 9 września 2012

Mediapolis

Oto wizja przyszłość przedstawiona przez Tomasza Kopeckiego w książce "Mediapolis": betonowe, mroczne miasto owładnięte przez zbrodnie, występek i społeczeństwo kierowane przez Pierwszego Kapłana za pomocą absurdalnych dekretów i telewizorów, których nie sposób wyłączyć. Na przeciw złowrogiemu systemowi staje człowiek o imieniu Abel. Historia jakich wiele. Co rusz to jakaś wizja społeczeństwa jutra przedstawia się jako istne piekło. Opis miasta także trąci myszką. W zasadzie nie różni się od innych opisów mrocznych, betonowych miast przyszłości. Książka ma jednak klimat swoisty na przykład dla serii gier komputerowych Fallout.
Źli, rządni władzy kapłani, przemytnicy, rabusie, łowcy nagród, konfidenci, handlarze narkotykami i zwykli obywatele - oto przekrój społeczeństwa Mediapolis. Cała historia robi przygnębiające wrażenie. Poznajemy bohaterów uwikłanych w różne mniej lub bardziej legalne interesy. Mieszkańcy miasta pozbawieni są właściwie wolnej woli. Wszystkim steruje Pierwszy Kapłan Julio nabijając kieszeń swoją oraz organizacji IRN. Tytuł książki i jednocześnie nazwa miasta są znaczące - nie będę wyjaśniał, kto po książkę sięgnie dowie się szczegółów. Każda jednostka, zamieszkująca pilnie monitorowane miasto, wybijająca się ponad przeciętność musi zostać albo zlikwidowana albo zwerbowana do służby Najwyższemu Kapłanowi. Główny bohater Abel w poszukiwaniu ukochanej Anny pakuje się w nie lada tarapaty, staje się także obiektem poszukiwań sił rządowych. Na swojej drodze spotyka nieoczekiwanych sprzymierzeńców.
Książka Kopeckiego to ciekawa pozycja, odniosłem jednak wrażenie, że w pewnym momencie autorowi przestało się chcieć ciągnąc dalej historię i zakończył ją w mało satysfakcjonujący sposób. Może jest to zapowiedzią kolejnej części, tego nie wiem. Wytrawnych fanów science fiction książka może rozczarować. Warto się zapoznać nie rozbudzając zbytnio swoich oczekiwań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz