niedziela, 5 sierpnia 2012

Na szynach

Taka luźna dygresja na początek. Zdążało się wam dostać w szkole ocenę "na szynach"? Ja w sumie nie dostałem, ale miałem kolegę, który potrafił otrzymać pałę na szynach. Cóż świadczyło to i o głupocie kolegi i nauczycielki skoro wymyślała takie stopnie. Bynajmniej nie chodzi w dzisiejszym wpisie o ocenę w szkolnym dzienniku. Na szynach czyli czytanie w pociągu lub tramwaju. Te środki lokomocji są bardzo w Polsce popularne. Nie dość, że popularne to jeszcze umożliwiają spokojne zaczytanie się. Sprawdzają się dużo lepiej niż autobusy jako ruchome czytelnie. W sumie to przeważnie bo polskie pociągi szczególnie podczas świąt czy wakacji bardziej przypominają transport tego typu w Indiach niż w Europie. Zapchane do granic możliwości oj bywają, bywają. Sam raz wracałem stojąc na jednej nodze w pociągu przez 8 godzin uhm, naprawdę. Przypadki skrajne i rzadkie, ale jednak występujące w "przyrodzie". A te opóźnienia! Słyszałem ostatnio o pociągu relacji Przemyśl-Szczecin, który zaliczył ponad dziewięciogodzinne opóźnienie jadąc 25 godzin z hakiem... Umilenie sobie czasu czytaniem książki to częsty widok z jakim mam do czynienia podróżując pociągiem. Sam nie czytam w pociągu ani w tramwaju - niestety. Zazdroszczę tym co czytać mogą - mi robi się niedobrze, kiedy zaczynam czytać jadąc. Okropne uczucie. Próbowałem sobie to zrekompensować słuchając audiobooków. Też marny trud bo nasze umiłowane pociągi strasznie się tłuką, zupełnie tak jakby miały zaraz się rozlecieć na kawałki. Supernowoczesnych sunących po torach "torped" raczej się nie doczekam i pozostało mi tylko spoglądanie z zazdrością na zaczytanych współpasażerów. Ludzie książki czytają, bardzo różne, nie byłem do tej pory w stanie określić klucza doboru lektury na podróż pociągiem lub tramwajem. Myślę, że każdy po prostu czyta to co lubi i tyle. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz