czwartek, 30 sierpnia 2012

Potęga mody. Gorycz upadku.

"Wolę łkać w rolls- roysie niż być szczęśliwa na rowerze".


Słowa z przytoczonego wyżej cytatu wypowiedziała niegdyś Patrizia Reggiani - była żona Maurizia Gucciego, oskarżona i skazana za zlecenie jego zabójstwa. Sara Gay Forden postanowiła zmierzyć się z historią florenckiego domu mody Gucci i zbrodnią popełnioną na jednym z jej członków. "Gucci. Potęga mody. Szaleństwo pieniędzy. Gorycz upadku." to opowieść o powstawaniu modowego potentata, rodzinnych sporach, przekrętach i morderstwie. 
Dom mody Gucci - włoska marka dóbr luksusowych, będących obiektem pożądania ludzi na całym świecie. Świetne ubrania, kultowe buty - mokasyny - i inne wyroby skórzane od lat dodają szyku, osobą o zasobnym portfelu. Gucci świeci na modowym firmamencie pełnym blaskiem co roku wypuszczając kolekcje ubrań tak dla niego charakterystyczne. Ale czy było tak zawsze? Czy wielkie pieniądze przyszły łatwo i bez wysiłku? Nie no, jasne, że nie! Książka jest właśnie o tym. Pieprzne ciekawostki jak romanse, anegdoty, rodzinne spory, finansowe przekręty, zmagania z kontrahentami i kontrowersyjne posunięcia wypełniają karty książki pióra Sary Gay Forden. Historia florenckiej rodziny stanowi tło dla tajemniczej śmierci Maurizio Gucciego zastrzelonego w 1995 roku. Dużo jest o samych relacjach w rodzinie, rozkręcaniu biznesu za oceanem czy początkach pracy dla Gucciego Toma Forda. Tekst dopełniony jest czarno-białymi fotografiami. Napisałem, że autorka postanowiła zmierzyć się z historią domu mody Gucci. Czy jej się udało? Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić czy tak, czy nie. Książka jak najbardziej mnie wciągnęła, zaspokoiła mój głód wiedzy w stopniu zadowalającym dlatego też sądzę, że jest jak najbardziej godna polecenia.

niedziela, 26 sierpnia 2012

W oczekiwaniu

Oczekiwanie jest jak post. Ssie nas w dołku, przebieramy nogami niecierpliwie, koncentrujemy swoje myśli na obiekcie pożądania. Oczekiwanie często zamienia się w pożądanie wzmagane czynnikami zewnętrznymi, jak chociażby marketingiem. Przyznam bez bicia, że i ja ostatnio uległem pewnemu "pożądaniu". Może nie do końca jest to dobre słowo, ale co mi tam niech i będzie pożądanie w końcu czekam na polskie, papierowe wydanie "Fifty Shades of Grey" E. L. James. Książka budzi spore emocje na całym świecie. Sprzedaje się jak świeże bułeczki, a tematyka elektryzuje wszystkich, którzy coś na ten temat już słyszeli. Sprzedano już nawet prawa do ekranizacji. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" reklamowana jest jako powieść pornograficzno-erotyczna opisująca relacje sado-masochistyczne między głównymi bohaterami. Nawet tego SM było mało bo podobno w powieści jest cały alfabet BDSM. Tanie czytadło dla gospodyń domowych, przyprawiające je o rumieńce na twarzy, czy może książka dla każdego, kto chce poznać trochę półświatek miłośników BDSM? Pewnie i to, i to. Ciekawostką jest fakt iż autorka napisała swoje dzieło pod wpływem sagi "Zmierzch". Miał być fan fiction, inne losy głównych bohaterów "Zmierzchu", a wyszło jak wyszło. Romans pornograficzny - takim mianem określana jest najgorętsza pozycja ostatnich miesięcy. Czytają (podobno) kobiety w każdym wieku, mężczyźni także choć mniej jawnie. Sieć wrze i znaleźć możemy sporo recenzji osób, które przeczytały powieść w oryginale. Bardzo rozbieżne komentarze od zachwytu pod niebiosa po przeklinane tej pozycji. Analizowanie warstwy językowej i psychologicznej, związków ze "Zmierzchem", prawdziwości opisów BDSM i tak dalej. Nie wiem jeszcze co sam ma myśleć na temat "Fifty Shades of Grey", na pewno podoba mi się szum jaki wokół książki powstał. Ludzie jednak czytają. Aha, no i okładka też mi się podoba. Taka oszczędna, ładny krawat. Własne zdanie wyrobie sobie po przeczytaniu. Ciekaw jestem bardzo.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Król wampirów

Dracula bez wątpienia jest królem wampirów. Postacią tak zakorzenioną w popkulturze, że mówiąc "wampir" zaraz przed oczami mamy hrabiego Draculę - no przynajmniej tak było dopóki światła dziennego nie ujrzała saga "Zmierzch". Ostatnie lata to istna eksplozja tematów wampirycznych w książkach, w telewizji, a nawet w zabawkach (chociażby najnowsza seria klocków LEGO Monser Fighters, gdzie otrzymujemy całą plejadę potworów z Lordem Wampirem na czele). Postanowiłem zatem, że sięgnę nie po "Zmierzch" czy "Pamiętniki wampirów", ale właśnie po kultowego już "Draculę" Brama Stokera. Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony.
Książka z nurtu powieści gotyckich przedstawia zmagania grupy bohaterów z głównym antagonistą hrabią Draculą. Mamy więc klasyczna walkę dobra ze złem. Walkę o ocalenie nieśmiertelnej duszy wielu istnień mogących wpaść w szpony wampira. Powieść napisana w formie fragmentów z dzienników głównych bohaterów - za wyjątkiem Draculi rzecz jasna - sprawia, że akcja biegnie żywo, że czujemy jakbyśmy prawie w niej uczestniczyli. Mój egzemplarz potęgował uczucie zagłębiania się w stare notatki, odkrywania zapomnianej tajemnicy przez swój wygląd - pożółkłe, sfatygowane kartki - i zapach - kurzu. W samą fabułę książki nie będę się zagłębiał bo z grubsza znana jest z innych historii chociażby filmowych - różniących się od oryginału, czerpiących z niego motywy. Chce natomiast nadmienić, że wprost niesamowite jest to co zrobiła kultura popularna z "Draculą" i bohaterami tej powieści. Dajmy na to profesora Abrahama Van Helsinga - pogromce upiorów. W książce to w zasadzie starszy profesor interesujący się zjawiskami nadprzyrodzonymi, studiujący różne pisma, by zgłębić wiedzę dawnych ludów na ten temat. Nie szafujący jednak na lewo i prawo słowem "wampir" dopóki jego działalności nie jest całkowicie pewny. Bram Stoker nie nadmienia w książce ani razu o jego wcześniejszych walkach z upiorami i innymi siłami zła. Osobie, która nie przeczytała "Draculi" Stokera, Van Helsing kojarzyć będzie się z facetem uganiającym się za wilkołakami, wampirami i innymi potworami. Wszystko za sprawą popkultury, dla której postać Van Helsinga stworzona przez Stokera stała się świetnym fundamentem do stworzenia ikonicznego wręcz pogromcy zła. Powstał przecież nie tak dawno film noszący właśnie tytuł "Van Helsing".

sobota, 18 sierpnia 2012

Zabawa w kotka i myszkę

"Policjanci i złodzieje" Kjetila Stensvika Østliego to kolejna pozycja analizująca istotę "męskości", jaką miałem okazje przeczytać. Przybliżenie przez autora postaci i dokonań tytułowych bohaterów - policjanta i złodzieja - czyli supergliny Johnnego Brenny i złodzieja Pettera R. Hansena służy nie tylko do zobrazowania polaryzujących się środowisk, przede wszystkim miało na celu przybliżyć postrzeganie ideału mężczyzny z krwi i kości. 
Poznajemy zatem postrzeganie świata typowe dla przestępcy i obrońcy prawa, ich mentalność i ich definicję mężczyzny - człowieka dobrze zbudowanego, a przy tym inteligentnego, odpornego na ból myśliwego, twardziela, ale także stroniącego od towarzystwa, lubiącego uciec w leśną głuszę samotnika. Co ciekawe okazuje się, że obaj panowie - Brenna i Hansen - tak bardzo się od siebie nie różnią. Maja podobne postrzeganie świata, "zwykłych obywateli w formacie A4" czy podejście do pracy będącej ich sensem życia. Książka analizuje ponadto rozwój przestępczości zorganizowanej w Norwegii, powstawanie gangów i stosunek organów ścigania do tychże problemów. Policja skupiająca się przede wszystkim na walce z narkotykami bagatelizuje rozboje, kradzieże samochodów i napady co czytelnika (przynajmniej mnie) dziwi i wprawia w zdumienie. Relatywnie małe kary w stosunku do popełnianych czynów wręcz zachęcają przestępców do działania. Bogate i dobrze ułożone społeczeństwo Norwegii doświadczyło więc na przestrzeni ostaniach lat wielu spektakularnych rozbojów, jak chociażby przytoczone w książce napady na NOKAS (instytucja zajmująca się dystrybucją pieniędzy do banków) i kradzież dzieł Muncha z muzeum w Oslo. Reportaż, w którym Stensvik Østli opisał nieudolność policji,  przebiegłość złodziei, postrzeganie świata widziane oczyma przestępcy i stróża prawa, wsparty został informacjami zaczerpniętymi wprost z podręczników kryminologii, a także informacjami z dziedzin socjologii i filozofii. Otrzymujemy zatem historie osadzoną w szerokim kontekście, wspartą opisami naocznych świadków. Przeczytałem, jestem zadowolony. 

środa, 15 sierpnia 2012

Urlopowiczka

Szczególnie teraz w okresie wakacyjnym, wielu z nas wybierając się na urlop zabiera ze sobą książkę, aby poczytać w ciągnącej się w nieskończoność drodze do miejsca wysmażonego odpoczynku. Ale nie tylko. Wybieramy książkę jako towarzysza  wakacyjnego lenistwa. Taki towarzysz nie woła ciągle, by go karmić lub poić, nie marudzi, że jest mu niewygodnie, że pogoda zła, atrakcji w okolicy brak itp. itd. Jest także zabezpieczeniem na niepogodę. Pomimo deszczu - miejmy nadzieję, że chwilowego - który może nam się na urlopie przytrafić, książka zawsze zapewni nam miłe chwile. Osobiście sam zabieram różne książkowe pozycje jadąc na "wywczasy". Zawsze tak było. Zabierałem książki jadąc do rodziny gdzie wiedziałem, że poza górskimi wędrówkami w domu nie będzie za wiele do roboty albo wybierając się po prostu za miasto. Jeśli zdarzało się, że nie brałem książki ze sobą to zawsze z jakąś nową wracałem. A to kupioną w Warszawie, Kamiennej Górze czy Białogardzie. Gdziekolwiek byłem zawsze starałem kupić sobie ciekawą książkę w formie swoistej pamiątki. I tym razem było podobnie. Pogoda była kapryśna, deszcz i wiatr zasadniczo przeszkadzał w urlopowym odpoczynku. Książka była jednak w zanadrzu.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Z książką nad morzem 3: plaża bis

W końcu się udało! Udało się wygodnie na plaży rozsiąść i zażywając kąpieli słonecznej poczytać książkę. Już straciłem nadzieję, że kapryśna pogoda w końcu da szansę odpocząć wsłuchując się w szumiące morze - przy tym nie marznąc. Chmurki przemieszczały się po błękitnym niebie, tylko na chwilę przesłaniając niebo. Nie utrudniało to zatem wygrzewania się w słońcu. Zresztą na plaży spotkałem mnóstwo osób opalających się nawet w tedy gdy pogoda nie rozpieszczała. Zmagazynowane pokłady tkanki tłuszczowej szczelnie ich opatulały, zapewniając niezbędną izolację. Na szczęście ja takowej izolacji nie posiadam, choć przydałaby się w ostatnim czasie. Nad szumiącym morzem czytało mi się całkiem przyjemnie. Aż dziw, że tak mało osób korzysta z tej specyficznej czytelni. Tak po prawdzie to zawiodłem się myśląc, że co drugi plażowicz będzie cokolwiek czytał. Ludzie na plaży leżą, piją, jedzą ewentualnie słuchają muzyki z komórek. Zapomniałbym, jeszcze  palą papierosy. Potem tymi ich kiepami usłana jest cała plaża - żałosne. Widać czytanie wciąż postrzegane jest jako wysiłek intelektualny. Od tego nader tytanicznego wysiłku ludzie najwyraźniej chcą na plaży odpocząć, wędząc innych dymem papierosowym. Smutne i prawdziwe albo ja źle postrzegam świat. Nieistotne. Poczytałem, posłuchałem szumu morza, ogrzałem się w słońcu i jestem kontent. Każdemu polecam w szczególności tym, którzy jeszcze na plaży nie czytali. 

czwartek, 9 sierpnia 2012

Z książką nad morzem 2 : czytanie nad Parsętą

Pobyt nad polskim morzem ma zwykle to do siebie, że stopień zadowolenia z wypoczynku nad nim zależy od pogody. Chmury niechętnie w ostatnich dniach odsłaniają słońce, którego wypoczywający tak wyczekują. Słońce - chmura - słońce. Schemat męczący, nie pozwalający wygrzać kości na plaży. Do tego ten wiatr sprawiający, że czuje się jak latawiec, szarpie mną na lewo i prawo. Poczytać w spokoju wiatr też nie daje. Ludzie mimo niezbyt sprzyjającej aury pluskają się wesoło w spienionej morskiej kipieli - patrząc na to z trwogą zastanawiam się nad odczuwalną temperaturą, brrrr. Czytających na horyzoncie brak. Nikt nawet nie przechadza się plażą trzymając w ręku książkę zabraną na spacer, by w spokoju poczytać wsłuchując się w szum morza. 
Skoro pogoda przegania ludzi z plaży do miasta udałem się do centrum w poszukiwaniu książkowych okazji. Począwszy od straganów z egzotycznymi muszelkami, nieodłącznymi pamiątkami z wczasów nad Bałtykiem, napotkałem trzy namioty z książkami. Asortyment mnie rozczarował bo w 80% były to książki kucharskie i poradniki. Z resztą książki pomimo w miarę dobrych cen (gorszych jednak niż w Krakowie) były ciut podniszczone. Po co kupować coś drożej w dodatku jeśli jest zniszczone - musiałem powstrzymać swój apetyt na nową książkę.
Kiedy już z całkiem potarganymi włosami dotarłem do centrum miasta rozpocząłem poszukiwanie księgarni. Żarcie - drogeria - drogeria - żarcie, taki przywitał mnie schemat. Drogerii ci tu dostatek zupełnie jakby jeden Rossmann nie wystarczył. Ludzie na każdym kroku mogą kupić krem na zmarszczki i podróby perfum, a za książkami to trzeba nie wiadomo gdzie latać. W końcu nalazłem dwie księgarnie w miarę dobrze zaopatrzone. Jedna nie oferowała zniżek, druga miała książki nowe w okazyjnych cenach - zatrzymałem się tam na dłużej w celu doboru odpowiedniej lektury. Wybrałem Jamesa Jonesa "Wesoły miesiąc maj" - brzmi zachęcająco. Liczę, że chociaż dwa albo trzy rozdziały przeczytam na plaży. Chciałem poczytać nad Parsętą myśląc naiwnie, że wiatr mi nie będzie przeszkadzał - przeliczyłem się po raz kolejny. Nie byłem jedyną osobą chcącą umilić sobie czas nad rzeką czytaniem. Starsza pani na ławce nie opodal czytała FAKT...

wtorek, 7 sierpnia 2012

Z książką nad morzem: plaża

Skoro podróż pociągiem już za mną, czas najwyższy nawiedzić miejsce, tak ważne dla każdego człowieka zmierzającego nad morze - plażę. Ot takie miejsce pielgrzymek tanorektyków oraz innych osób lubiących wypoczynek nad wodą. W pociągu ograniczałem się do czytania nazw stacji, które mijałem. Wysłuchiwałem także bzdetliwych rozmów współpasażerów. Na plaży poza wystawianiem swojego ciała na promieniowanie słoneczne, w celu nabrania koloru typowego dla Latynosa, miałem nadzieję poczytać. Jakże płonne okazały się moje nadzieje. Wiatr skutecznie uniemożliwiał spokojne czytanie, a chmury blokowały dostęp słońca do skóry. Cóż niech to będą złe dobrego początki. Mimo wszystko smyrając stopą w piasku i wsłuchując się w szum wzburzonego morza, zaznajomiłem się mniej więcej z treścią publikacji, która została mi akurat udostępniona. Nie miałem jeszcze okazji dokonać rozeznania w czytelnictwie Polaków na plaży. Nie wiem czy czytają cokolwiek, czy w ogóle coś czytają, czy może książek nie dotykają wcale. Rozeznania dokonam przy najbliższej okazji, kiedy tylko pogoda zapewni, że ludzie tłumnie wylegną na plażę. Ciekawe czy spotkam osoby zaczytane w ulubionej książce - myślę, że ktoś się nawinie. Czas pokaże. 

niedziela, 5 sierpnia 2012

Na szynach

Taka luźna dygresja na początek. Zdążało się wam dostać w szkole ocenę "na szynach"? Ja w sumie nie dostałem, ale miałem kolegę, który potrafił otrzymać pałę na szynach. Cóż świadczyło to i o głupocie kolegi i nauczycielki skoro wymyślała takie stopnie. Bynajmniej nie chodzi w dzisiejszym wpisie o ocenę w szkolnym dzienniku. Na szynach czyli czytanie w pociągu lub tramwaju. Te środki lokomocji są bardzo w Polsce popularne. Nie dość, że popularne to jeszcze umożliwiają spokojne zaczytanie się. Sprawdzają się dużo lepiej niż autobusy jako ruchome czytelnie. W sumie to przeważnie bo polskie pociągi szczególnie podczas świąt czy wakacji bardziej przypominają transport tego typu w Indiach niż w Europie. Zapchane do granic możliwości oj bywają, bywają. Sam raz wracałem stojąc na jednej nodze w pociągu przez 8 godzin uhm, naprawdę. Przypadki skrajne i rzadkie, ale jednak występujące w "przyrodzie". A te opóźnienia! Słyszałem ostatnio o pociągu relacji Przemyśl-Szczecin, który zaliczył ponad dziewięciogodzinne opóźnienie jadąc 25 godzin z hakiem... Umilenie sobie czasu czytaniem książki to częsty widok z jakim mam do czynienia podróżując pociągiem. Sam nie czytam w pociągu ani w tramwaju - niestety. Zazdroszczę tym co czytać mogą - mi robi się niedobrze, kiedy zaczynam czytać jadąc. Okropne uczucie. Próbowałem sobie to zrekompensować słuchając audiobooków. Też marny trud bo nasze umiłowane pociągi strasznie się tłuką, zupełnie tak jakby miały zaraz się rozlecieć na kawałki. Supernowoczesnych sunących po torach "torped" raczej się nie doczekam i pozostało mi tylko spoglądanie z zazdrością na zaczytanych współpasażerów. Ludzie książki czytają, bardzo różne, nie byłem do tej pory w stanie określić klucza doboru lektury na podróż pociągiem lub tramwajem. Myślę, że każdy po prostu czyta to co lubi i tyle. 

środa, 1 sierpnia 2012

Atak "trójkątnej płetwy"

Trójkątna płetwa wynurza się z mętnej toni tnąc tafle wody. Zbliża się podstępnie do pluskających się nieopodal ludzi. Zupełnie nieświadomi plażowicze nie są w stanie przewidzieć tragedii, która za chwilę się rozegra. Rekin zacznie swoje łowy. Będzie pasł się na obłych ciałach dobrze odżywionych turystów. Kto z nas nie zna z filmów właśnie takich obrazków. Rekin, woda i pluskający się turyści. Sama zgroza.
Do napisania tej notki zainspirowały mnie statystki wejść na mojego bloga. Jak się okazało najczęściej wyszukiwanymi frazami słów kluczowych nie są te związane z książkami tylko z... rekinem. Ludojad, żarłacz,   rekin biały, a także co niezwykle ciekawe rekin w Bałtyku - to ciągle przewija się w w wyszukiwanych słowach kluczowych. W sumie zabawna sprawa bo wspinając o żarłocznych rekinach w Egipcie, w notce "Zwierzyniec SE", które atakowały turystów, nie spodziewałem się, że będzie to najczęściej odwiedzany post. Po raz kolejny dała o sobie znać siła słowa kluczowego. Odpowiedni ich dobór sprawa, że statystyki idą w górę. Najlepiej odwoływać się do ludzkich lęków, przemocy i seksu. To takie trywialne. 
Dla wszystkich zainteresowanych życiem tych niezwykłych ryb, jakimi są bez wątpienia rekiny przygotowałem opis czterech pozycji w tym temacie. Mam nadzieje Czytelniku, że w swoich poszukiwaniach wiedzy na temat różnych gatunków rekinów nie poprzestaniesz na wszechwiedzącej Wikipedii i zajrzysz choć do jednej z tych pozycji.

Pierwsza pozycja z charakterystyczną żółtą ramką National Geographic, z której okładki straszy potencjalnego czytelnika przerażająca rekina paszcza "Wszytko o rekinach" co prawda skierowana do młodszego czytelnika daje także dorosłemu zastrzyk wiedzy z nurtującego go tematu. Mam więc opisy najbardziej popularnych rekinów, wszystko na temat ich diety i sposobów polowania. Nie zabrakło zdjęć i ilustracji dających nam pełen ogląd na ten zaiste ważny temat. Książka porusza także frapujące kwestie związane z zagrożeniem jakim dla rekinów jest człowiek. Tak, tak właśnie w tej kolejności nie inaczej. Przez działalność człowieka związaną z rybołówstwem, nielegalnymi polowaniami i zanieczyszczeniem wód rocznie ginie mnóstwo rekinów, znacznie więcej  niż ludzi z ich powodu w ciągu całej historii. Przykra to sprawa, ale ludzka mściwość, chęć zjedzenia luksusowej zupy, czy przedłużeniem sobie życia olejem z rekina powoduje, że jest ich coraz mniej. Znak naszych czasów im więcej ludzi tym mniej gatunków zwierząt na świecie.

Znany obrazek z amerykańskich filmów. Surferzy ubrani w charakterystyczne kombinezony z pianki, uzbrojeni w deski surfingowe szusują po spienionych falach. Pokonują zgrabnie kolejne morskie bałwany i nagle chaps! "UWAGA! Rekin" - kolejna pozycja, po którą warto sięgnąć zagłębiając się w temat morskiej, płetwiastej i zębatej fauny. Przerażająca, mrożąca krew w żyłach opowieść kobiety - surferki, która podczas nieoczekiwanego spotkania z rekinem straciła rękę. Naoczny świadek z własnej perspektywy opisuje przebiegły atak rekina. Bezradność nieuzbrojonego człowieka wobec tej maszyny do zabijania jest straszna. Dlaczego ludzie zwykle po spotkaniu z rekinem pozbawieni są tego i owego? Strategia rekina polega na okaleczeniu ofiary i poczekaniu aż ona osłabnie w wyniku utraty krwi. Po co rekin ma się męczyć raz chapsnie i odpływa. Chwila wytchnienia i ulotna nadzieja na ratunek, podczas gdy rekin czeka spokojnie na swój obiad. W tej pozycji poruszona zostaje nie tylko kwestia przetrwania człowieka po ataku rekina, ale także przetrwania rekina w świecie coraz bardziej przez człowieka zdominowanym.

Teraz coś lżejszego, ponownie dla młodszego czytelnika. "Rekiny i inne stworzenia morskie". W sumie pozycja podobna do pierwszej, którą w notce opisałem. Zdjęcia, ilustracje uzupełniają tekst na temat środowiska życia rekinów i innych zamieszkujących morskie odmęty stworzeń. Odżywianie, występowanie, ochrona rekinów a ponadto zagrożenia dla morskich ekosystemów powodowane przez rozwój gospodarki. Książka przytacza także najważniejsze odkrycia naukowe. Najlepiej samemu się przekonać i zaglądnąć.
Jest jeszcze jedna pozycja, która wpadła mi w oko. "Rekiny mity i fakty" to książka skierowana już do dorosłego czytelnika. Dostajemy więc popularne opinie na temat rekinów połączone z naukowym opisem tychże zwierząt. W naukowy sposób autor rozwiewa mity jakimi obrosły przez wieki te wspaniałe ryby. Jako bonus dostajemy jeszcze szczyptę informacji o krokodylach, piraniach i orkach - w sumie nie wiadomo po co. Trzeba było pewnie książkę poszerzyć, by wyglądała poważniej. Wiadomo gruba książka - poważna książka.
Kto poczyta na pewno już nie będzie się łudzić, że podczas kąpieli w Bałtyku zostanie skonsumowany przez rekina. Nie będzie już się musiał martwić o swoje dzieciaczki pluskające się radośnie w morzu. No chyba, że jakaś głodna foka się napatoczy...