środa, 11 lipca 2012

Na kolacje... klopsiki!

James Schuyler w powieści "Co na kolacje?" porusza kwestie związane z obyczajowością amerykanów połowy lat siedemdziesiątych. Nie tylko zresztą amerykanów bo książka doskonale obrazuje udręki ludzi także w innych krajach. Alkoholizm, narkotyki, nerwice, a ponadto prowincjonalna mentalność każąca przymykać oczy na cudze problemy, by omówić je dogłębnie w domowym zaciszu lub na kawie z sąsiadami. To takie typowe, że łatwiej jest nam coś przemilczeć i potem skomentować niż  w jakikolwiek sposób zareagować. Zbyt często zaglądająca do butelki wódki Lottie Taylor - idealna pani domu - trafia na odwyk do szpitala psychiatrycznego.  Tam też poznaje różne osoby mniej lub bardziej zaburzone, z którymi musi spędzać cały czas. Wspólne sesje terapeutyczne to festiwal wzajemnych pretensji i przytyków między pacjentami i członkami ich rodzin. Pobyt Lottie w szpitalu wydaje owoc w postaci romansu Norrisa Taylora z sąsiadką, wesołą wdówką - Mag. Delehenteyowie także sąsiedzi państwa Taylorów borykają się z wychowaniem dorastających synów. Brayan trzyma chłopców twardą ręką co rodzi frustracje obu synów. I tak dalej akcja się toczy w świetnie napisanych i poprowadzonych dialogach. Książka właściwie składa się z samych dialogów. Stanowi zatem nie lada gratkę dla osób nie lubiących rozbudowanych opisów, a także dla tych, którzy sami coś piszą. "Co na kolację?" to świetna lekcja dialogu. Niepozbawione lekkości i ironii rozmowy bohaterów powodują śmiech. Nie są to jednak błahostki, które można puścić mimo ucha, czy raczej oka. W całym utworze znajdujemy wiele momentów, nad którymi można podumać. Książka śmiało mogłaby być wzięta za zapis autentycznych rozmów naszych sąsiadów znajomych itp. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz