sobota, 14 lipca 2012

Dojrzewanie do książki

Świat nie jest utopią. Nie wysysamy z mlekiem matki miłości do książki. Do książki trzeba dojrzeć. Proces ten może trwać i trwać, ważne żeby w ogóle się zaczął. Wielu ludzi czeka nieświadomie aż ten okres się zacznie, wielu się nie doczeka bo dojrzewaniu do książki trzeba pomóc. Niestety szkoła z jej lekturowym maratonem, sprawdzaniem wiedzy z przeczytanych książek, kartkówkami wyjątkowo obrzydza nam obcowanie z tekstami. Wiem to po sobie. Od zawsze lubiłem książki, ale skłaniałem się raczej do albumów i leksykonów generalnie do książek, w których obraz wiódł prym. Dzięki szkolnym bojom z lekturami unikałem powieści i nowel o poezji, do której nadal się nie przekonałem już nie wspominam. Nie byłem liderem w ilości przeczytanych książek, nie dostawałem nagród za największą ilość wypożyczeń w ciągu roku szkolnego. Od zawsze mam tak, że wszystko co wiąże się z przymusem unikam szerokim łukiem. Dopiero w gimnazjum odkryłem swojego pierwszego ulubionego autora - Stephena Kinga. Może niezbyt ambitnie, ale za to wciągnęło mnie na dobre i mogę powiedzieć, że w tedy na prawdę zaczęło się moje dojrzewanie do książki. Zacząłem sam sobie wybierać odpowiadające mi fabuły. Przeczytałem nawet jedno "wybitne" dzieło Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć" potem zacząłem czytać kolejne, rzuciłem tym cudem w kąt - do tego autora już nie wróciłem. Bez zaganiania do czytania, bez zbędnego przymuszania oddawałem się lekturze odpowiadającej moim oczekiwaniom. Stopniowo zasób książek się powiększał. A to powieści ze świata Star Wars pożyczane od kolegi, to biografie osób o fascynujących mnie życiorysach (Lenin, Che Guevara, Fidel Castro - tak wiem oryginalne zainteresowanie). Raz zainteresowanie lekturą zwalniało tępo, by później wrócić ze zdwojoną siłą. W domu były zawsze książki i pewnie dla tego też to moje dojrzewanie zaczęło się i jak myślę nadal jest w toku. Tak! Nie jestem pewien kiedy dojrzewanie do książki się kończy. Może w momencie wyrobienia sobie konkretnego czytelniczego gustu? Tylko po co się ograniczać do jednego rodzaju książek. Istotne jest, by dobierać książki tak, aby obcowanie z nimi cieszyło.

3 komentarze:

  1. Nie wiem, czy można sobie raz na zawsze wyrobić "konkretny czytelniczy gust". Gust się chyba zmienia w miarę jak my się zmieniamy - mamy inny odbiór świata, inne potrzeby. Według mnie człowiek rozwija się (powinien się rozwijać) do samego końca, ciężko więc nie zmieniać upodobań czytelniczych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to prawda powinniśmy się przez całe życie rozwijać. Niestety osobiście znam parę osób, które zamknęły się np. tylko na fantastyce i niczego więcej nie ruszają...

      Usuń
    2. Może jeszcze dorosną :) Też znam wiele takich osób niestety.

      Usuń