środa, 6 czerwca 2012

Publikacje kultowe VI Solaris Stanisława Lema

Dla jednych książka, która jako kolejna trafiła w poczet "kultowych" jest nudna, to ślimaczące się w nieskończoność intelektualne wyzwanie nie do pokonania dla drugich to wciągająca wizja poznania naukowego - poznania, które nie może się dokonać. Nie będę tutaj zbytnio zadzierał nosa, ale zdecydowanie należę do tych drugich. "Solaris" przeczytałem z zapartym tchem pomimo tego, że akcja jest niespecjalnie dynamiczna. Sama zaduma nad możliwościami ludzkiego poznania, jego granicami a także granicami ludzkiej psychiki, których nie można przekroczyć dawała mi dużo satysfakcji. Czym w końcu jest Solaris? Tylko i wyłącznie planetą tak dziwną, że nie możliwą do opisania ludzkimi pojęciami, niemożliwą do zbadania tradycyjnymi metodami? Może jest bytem rozumnym, czymś na kształt Boga, Demiurga? Cały pulsujący ocean pokrywający planetę zdaje się żyć własnym życiem, wchodząc czasem w interakcje z badającymi go ludźmi, płatającym im figle i to bardzo okrutne. Czy jest żywą istotą? Pytania mające pomóc dociec czym jest nieodgadniona Solaris tylko piętrzą kolejne pytania, nie wyjaśniają czym owa planeta jest. Sam autor nie odpowiada na setki pytań, które nasuwają się bohaterom i czytelnikom jego dzieła. Lem w moim odczuciu chce zwrócić uwagę ludzi na ich zbytnie przywiązanie do metod naukowych, które opracowali do zbadania i zrozumienia ziemskiego świata - naszego świata. I tu pojawia się dobre pytanie. Czy człowiek jest gotowy na poznanie czegoś czego nie jest w stanie opisać ziemskimi sposobami? Pewnie nie, skoro cała książką nie przynosi odpowiedzi pozostawiając kwestie Solaris otwartą. "Solaris" Lema jest książką, którą warto przeczytać nawet jeśli padło się wcześniej ofiarą którejś z dwóch ekranizacji utworu. Osobiście widziałem tylko "Solaris" według Andrieja Tarkowskiego z roku 1972. Nie powiem, całkiem ciekawy film, jednak straszliwie senny. Trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia, aby go do końca oglądnąć. Takiego problemu nie miałem przy czytaniu książki. Myślę, że dla tego co chciał przekaż Stanisław Lem odpowiedniejsza jest forma właśnie książkowa. Nad książką można podumać, zastanowić się, delektować tym całym "niepoznaniem" do czego tradycyjnie już zachęcam. 

1 komentarz: