sobota, 21 kwietnia 2012

Publikacje kultowe V, Silmarillion J. R. R. Tolkiena

Dlaczego właśnie "Silmarillion", a nie powszechnie znany "Władca Pierścieni" czy "Hobbit"? Z czysto subiektywnych powodów. O ile "Władcę..." i "Hobbita" przeczytałem, przebrnąłem, momentami przemęczyłem o tyle "Silmarilliona" przeczytałem niemal z wypiekami na twarzy. Pewnie wydaje się wam to dziwne, bo niby to tylko rwane strzępki opowieści sprzed wieków Śródziemia, kiedy świat się jeszcze kształtował nie osiągnąwszy  postaci znanej z "Władcy...", a jednak ma to swoją moc. Nie ma drużyny bohaterów idącej, i idącej, i idącej do celu. Podróży dłużącej się, i dłużącej bez końca, też brak. Mamy za to dzielnych bohaterów buntujących się i poszukujących swojego miejsca w świecie, który sami postawili do góry nogami. W moich odczuciach ta książka traktuje o buncie, o poszukiwaniu, o pokucie, pojednaniu i karze. Przybliża świat stworzony przez Tolkiena, początki elfów, ludzi i krasnoludów, podłostki Morgotha i jego sługi Saurona, losy Hurina i jego dzieci, pychę i upadek Numenorejczyków. Wielość imion i nazw geograficznych może powodować u niezbyt uważnego czytelnika zawrót głowy. Wielość ta jest jednak niezbędna w przypadku tekstu traktującego o powstaniu świata. Tolkienowska kosmogonia i teogonia wyłania się z dźwięków muzyki Iluwatara Pana Wszechrzeczy i jego Valarów. Zapraszam do zaczytania się w tym dziele niezwykle dla mnie magicznym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz