piątek, 31 grudnia 2010

Zwierzyniec SE

Super Express dba o swoich czytelników jak tylko może. Dopieszcza ich dawką humoru, grozy, seksu, ludzkiej głupoty i jakże irytującej słodkiej niefrasobliwości. Od jakiegoś czasu zbieram z rzeczonego tabloidu wzmianki o niebezpiecznych zwierzętach. Tak przy końcu roku warto przypomnieć o 4 gawiednikach uprzykrzających nam życie.
Około sierpnia Polskę zaatakowały przebiegłe, żarłoczne ślimaki o czym pisałem w jednym z pierwszych wpisów dlatego tylko o tymże mięczaku przypominam. Teraz jest zima i ślimaki drzemią w swoich skorupkach i innych norkach jednak kiedy śniegi spłyną Wisłą do Bałtyku, ponownie wypełzną. Wypełzną by zjadać  warzywa i kwiatki z waszych przydomowych ogródków. "Superak" wam o tym na pewno przypomni.
Wściekłe nietoperze zaatakowały Polaków we wrześniu. Nie ma to jak rozpoczynać rok szkolny w obawie, że pogryzie nas lub wplącze się we włosy latająca mysz.
Nie no już nie kpie bo jeszcze mnie jakiś nietoperz "napadnie" lub co gorsza rekin. Jak wiadomo z filmów Spielberga rekiny szczególnie upodobały sobie ludzkie mięso. Któż nie oglądał "Szczęk". Szczęk rekina, nie tych sztucznych zgubionych na chodniku choć i takie się spotyka. Grudniowe wakacje pewnych Rosjan w jednym z egipskich kurortów zakończyły się pogryzieniem przez rekina. Nie no, nie był to żarłacz ludojad, biały rekin z filmów Spielberga tylko żarłacz błękitny. Ważne, że żarłacz. Tajemnicą pozostaje upodobanie rekina do rosyjskich turystów.
"Na słonecznych plażach Egiptu groza. Rekiny ludojady rozszarpują turystów." Kolejna odsłona egipskiego horroru. Rekiny coraz odważniej sobie poczynają o czym nie omieszkał wspomnieć SE. Polacy, jednak rekina się nie boją! Wszakże to dzielny naród co im tam będzie jakaś ryba podskakiwać.
"Może rekin ludojad nie jest smakoszem Polaków..." Głosi podpis pod zdjęciem groźnej paszczy "morskiego potwora". No raczej! Przecież woli Rosjan! Wypasione, wypielęgnowane ciała rosyjskiej burżuazji bardziej mu odpowiadają niż liche ciałka "nas Polaków".
O wściekłych kotach zagryzających staruszki, watahach dzikich psów trzebiących stada owiec, owadach, gadach i ptakach już nie wspominam:-)



czwartek, 30 grudnia 2010

Wrrrrrrrrrrrrrrr

Wiertara drylowała moją głowę przez pół nocy. Decybelami swymi snu błękitną mgłę przeganiała... wiertara. Wrrrr, wrrrr, chrrr, chrrr, wiertła swe w mej głowie zatapiała. Inspiracje do mordu raczej niż do konstruktywnej pracy twórczej wyzwalała. Upierdliwa wiertara. Męki ukojenie, urwany nagle filmy, przecięta filmowa taśma.

środa, 29 grudnia 2010

Tarotowy niezbędnik

Książek Ci dostatek na każdy temat. Toczone mozolnie przez autorów tych książek monologi zmierzają zawsze do tego samego. Do eksploatacji raz i raz jeszcze w syzyfowym trudzie obranego przezeń tematu. Nie ma w tym nic złego. Dzięki temu z lubością możemy przedzierać się przez kolejne pozycje poświęcone toczącym nas niczym gangrena sprawom. Dajmy na to, że zachęceni bajdurzeniem telewizyjnego wróżbity, który z tak irytującą manierą zwraca się do nas per "prosze paNstwa" i w iście teleekspresowym skrócie arkana naszego życia wykłada sypiąc przyjemnymi ogólnikami, machając przy tym radośnie rękami jak głodny pajacyk, sięgamy po karty Tarota. Czy najpierw kupić karty, czy może zgłębić temat? Zgłębić temat! Powodów po temu jest kilka. Najważniejszy to ten, aby nie wydawać bezsensownie pieniędzy na chwilową miłostkę. No dobrze. Przedarliśmy się już przez strony internetowe ale mało nam, zainteresowanie pączkuje jak drożdżowe ciasto. Czas sięgnąć do jednej z wielu książek poświęconych Tarotowi. Na pierwszy ogień polecam Artura Edwarda Waita "Obrazkowy klucz do Tarota". Pozycja obowiązkowa, raczej fundamentalna bo jak sama nazwa wskazuje stanowi "klucz" do symboliki kart. Sam autor podchodzi do Tarota z pewnym dystansem nie szczędząc złośliwości innym "oświeconym" w tej tematyce. Stron też nie za dużo także rzecz nie męczy. Następna pozycja, moja ulubiona to książka Agnieszki Świrskiej "Zaproszenie do Tarota". Ujmująca podejściem do tematu Tarota i jego symboliki. Świrska w bardzo przystępny sposób zagłębia się w treść każdej z kart."Co dzisiaj mówi Tarot" Joann Watters, to kolorowa duperela. Dużo obrazków, garść frazesów, twarda okładka, duży format. Raczej jako ciekawostka, coś co pozwala spojrzeć na sprawę z punktu widzenia mieszkanki Stanów Zjednoczonych. "Tarot dla początkujących" jak sama nazwa wskazuje ma być niejako elementarzem tarota. Książka nie najgorsza, Marie-Jeanne Abadie podaje na końcu opisu każdej z kart słowa kluczowe jak w wyszukiwarce www co bywa przydatne."Tarot. Doktryna ezoteryczna a fenomen wróżebnej magii Tarota" jest próbą autora Piotra Gibaszewskiego wyjaśnienia fenomenu kart Tarota. Dotarcia do jego korzeni. Te książki stanowią niejako mojego zgłębiania wiedzy w temacie kart Tarota zapis. Każda własna droga, własne wnioski i sposoby poszerzania wiedzy w tej, a także w innych kwestiach jest pożądana i do niej właśnie zachęcam.

czwartek, 16 grudnia 2010

Na świątecznie

Szczęśliwego dnia każdego, nie tylko świątecznego, noworocznego czy też urodzinowego. Bo niby dlaczego mamy się ograniczać i wydzielać sobie tylko w wyznaczone dni szczęście? Każdy dzień powinien jaśnieć słońcem. Dzień uroczy to nie tylko taki co spędzony był ze znajomymi w zadymionej odurzonej procentami knajpie. Chwile spędzone na obcowaniu z książką niejednokrotnie przyprawiają nas o zawroty głowy... ze szczęścia nie z powodu procentów i dymu. Aby czytanie książek, oglądanie albumów i wertowanie wszelakich innych publikacji napełniało nas pozytywną energią. Aby każde przeczytane słowo popychało nas w kierunku realizacji zamierzonych planów. Żeby czytanie dawało nam coś więcej niż tylko błahą rozrywkę na chwilę nudy i dekadenckiego nastroju. Tego wszystkiego życzę Wam drodzy Czytelnicy, a także sobie.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

A Ty?

Szanujecie dzieci książki, czy nie? Widok tych zmiętych, pobazgranych, poplamionych dżemikiem książek nie napawa optymizmem. Powydzierane kartki, okładki oddzielone od reszty jakby wyprute zostały im wnętrzności, okropne! Niby przedmiot, ot zwykła książka. Czasem ciąży przez swoje gabaryty lub treść. A to rodzice na nią pieniądze dali, a to z biblioteki zabrana, czym tu się przejmować. Hulaj dusza! Hulaj po stronach brudnymi paluchami, hulaj długopisem podkreślaj do woli! Ale zaraz zaraz. Rodzice pracowali, żeby Ci to zapewnić, biblioteki też pieniędzy z kosmosu nie biorą(choć przydałoby się). Gdyby tak wykazać się odrobiną empatii, i dla rodziców, i dla kolejnych biblioteki użytkowników? Łatwo jest niszczyć, trudniej zastanowić się nad konsekwencjami. Szacunkiem do ludzi przede wszystkim ale także do przedmiotów wyraża człowiek to kim na prawdę jest. Ton umoralniający się zakradł niemiłosiernie. Tylko jak nie mówić o szacunku do książki, kiedy widzi się takie obdartusy, że krew zalewa bo jedna z drugą blond tipsiarą usmarowały ją tanią szminką z karpia i pocięły niechcący kartki tipsami(tymi samymi, od których wzięły swoją nazwę)?

piątek, 10 grudnia 2010

Dola (i rola) Czytelnika

Uczeni ludzie wsparci jeszcze bardziej uczonymi tekstami własnego lub kolegów(uczonych a jakże!) autorstwa upierają się by klasyfikować, szufladkować i opisywać... nas niczym owady. A to z perspektywy psychologicznej, a to z socjologicznej czy antropologicznej. Ile nauk tyle klasyfikacji i interdyscyplinarnych idei. Ilu uczonych tyle kombinacji tego wszystkiego co już powiedziano, opisano i zmierzono. To z jakich powodów Czytelnik sięga (lub nie sięga) po daną książkę badaczom nie umknęło, oj nie. Sam akt tego sięgania po książkę rozumianego jako jej czytanie i swoiste smakowanie nie umknął uwadze, nie zdołał schować się za fioletowa mgiełką niepoznanego. Pani Jadzia wiedziona swoją postawą poznawczą sięga po "Socjologie" Anthonego Giddensa. Zaspokaja w ten sposób potrzebę poznania z zakresu socjologi. Samokształcenia akt pełną gębą. Koleżanka "Szklanka" (ta co marudzi, że w kubku nie pija jeno w szklance) zadowolona zasiada ze swoją Agathą Christie w wygodnym fotelu. Reprezentuje postawę ludyczną, czyta dla rozrywki, naukowe bajania ją męczą, nomenklatura nie ta. By w "Iliady" języku, historii i samej idei rozsmakować się na całego Janeczek porzuca komiksy. Staje się Czytelnikiem dojrzałym a przy okazji reprezentuje postawę estetyczną, aby przebrnąć przez napotkaną barierę kulturową poczyta jeszcze inne około "Iliadowe" dzieła. Nasza droga do dojrzałości czytelniczej i sama dojrzałość wcale nie musi oznaczać porzucania komiksów czy ulubionych książek z nurtu brukowego. W dużej mierze to od książki zależy jaką postawę będziemy reprezentowali. Książka nas przyciąga, ważne by nami nie rządziła.

wtorek, 7 grudnia 2010

Za słuchawką

Przecież to nikogo nie dziwi, że młodzi i Ci mniej młodzi maszerują przed siebie ze słuchawkami wetkniętymi w uszy. Zaciekawienia częsty brak. A jakby tak zapytać czego słuchasz skarbie? Może akurat usłyszałbyś Czytelniku, że tak, że słucham właśnie audiobooka. Na rynku ich coraz więcej a i zwolenników takiej formy obcowania z literaturą przybywa. Zaciekawienia brak, że słuchawki wetknięte w ucho jest okej, zaciekawienia brak czego petent słucha już nie jest okej. Ta jasne, ciekawość pierwszym stopniem do piekła, a dobrymi chęciami jest ono wybrukowane. Marny ten bruk a ciekawość stopniem nie w piekielne czeluści a raczej w niebiańską rozkosz poznania.

niedziela, 5 grudnia 2010

Następny przystanek

"Następny przystanek: Pilotów."
Ścisk straszny, słychać tylko rozmowy rozliczne. "How you choose to express yourself". Ach szczęśliwi Ci posiadacze do uszu zatyczek i odtwarzaczy mp3! "Ty wiesz", białe kozaczki zwracają się nonszalancko do koleżanki w puchowej kurcie. "Ty wiesz, muszę Zemstę wypożyczyć, jest tam gdzieś blisko Ciebie biblioteka?".
"Pilotów"
Wsiada trzecia, słychać radosne, przeciągłe emo-cześć po czym następuje "cmok, cmok, cmok". "Ty stara, pamiętasz, że Zemstę trzeba przeczytać". "No kurde ledwośmy skończyli, te noo całe Dziady...". Głowami pokiwawszy, spojrzały w okno.
"Następny przestanek: Narzymskiego"
"Musze się zapisać do biblioteki i to wyporzyczyć." W słuchawce iPoda słychać "...it comes naturally, it comes naturally..." Trzy milczą czwarta w słuchawce uparcie śpiewa ale zagłuszać nie zagłusza.
"Narzymskiego"
"Trzeba tam z rodzicami przyjść." Patrzą po sobie zdziwione. "Nie no gdzie tam, po co." Że niby rodzice mieliby zgodę wyrazić na zapisane... Jej jeszcze się nie zgodą i Zemsta przepadnie. "...and it takes my breath away (every time)..."
"Następny przystanek: Brodowicza"
"Nie no starrrrra, moja babcia nigdy nie oddaje książek do biblioteki i jakoś żyje." Uśmiechają się przebiegle, hasło "avanti! idziemy na zakupy" nabrało dla nich zupełnie nowego wydźwięku. "...you are the thunder and I am the lightning..." Czwarta gra jak grała, co jej tam Polskie dziewoje, gimnazjalne celebrities.
"Brodowicza"
Dziwią się, i na dziwić się nie mogą. "Jak to tak, jak to?" ta, której babcia jest taka przebiegła dziwi się, że one się dziwią i tak trzy w samonapędzającym się kole podziwu dla babci jadą ku następnemu przystankowi.
"Następny przystanek: Rondo Mogilskie"
"...and it takes my breath away (every time)... what you do so naturally..."
"Rondo Mogilskie"
Cisza podziwu przełamana przez tą wysoce zainteresowaną wypożyczeniem Zemsty zburzyła ich iście filozoficzną zadumę nad istotą oddawania książek do biblioteki. "To ja się tam zapisze, chyba legitymacja mi wystarczy" No na pewno Ci wystarczy. "...when you're with me, baby..."
"Następny przystanek: Lubicz" Doktor Lubisz z Klanu się przystanku dorobił;-P
"Lubicz"
Czwarta zapętlona śpiewa w koło "...naturally, naturally, naturally...", trzy dywagują czy ta legitka to jest okej czy nie do końca okej. 
"Następny przystanek: Dworzec Główny, Central Railway Station"
"Wysiadamy tu?". "Nie no, gdzie tam jeszcze dwa przystanki, ścisk jest nie?". Chórem jej odpowiadają, że tak, że ścisk jak na obrazie Matejki Bitwa pod Grunwaldem.
"Dworzec Główny, Central Railway Station"
...
"Bagatela Theatre" Jak po wielkomiejsku.
I poszły do szkoły, te świnki trzy. Czy wypożyczą, przeczytają i oddadzą dowie się tylko bibliotekarz, który im dzieło Fredry do domu udostępni.