czwartek, 11 listopada 2010

Galaktyka Pani Krysi Sezon I, Odcinek IX

Spokojna jego rozczochrana... była. Pani Krysia w zupełnie nie ambiwalentnie złym humorze wpadła do magazynu książek, gdzie student pieczołowicie czyścił (aj czyścił, aż się kurzyło) każdą pozycje z osobna i ten spokój zburzyła. Tumany kurzu wznieciła. Zadania, które miały złamać ducha i przeciągnąć go na Ciemną Stronę Mocy powodowały zupełnie odwrotny skutek- hartowały go jak hartuje się klingę samurajskiego miecza. Twarz pani Krysi niegdyś piękna teraz zdawała się być ruiną jej dawnego ja. Nie dość było gromów i błyskawic Mocy jakie mogłaby cisnąć w studenta z wystarczającą siłą by go pokonać. Zbliżał się punkt przełomu, oboje to czuli. Każdy gest, spojrzenie i wypowiedziane od niechcenia słowo miały istotne znaczenie. Tylko te dylematy dręczące ją, a objawiające się nerwowym szuraniem podhalańskim kapciem. Chciała powiedzieć "gdyby nie dręczące mnie...", właśnie dylematy. Słowo uwięzło jej w gardle powodując werbalną literówkę "dylemayty". Urwała, nie dokończywszy tego zdania. Chłopak w niepohamowanym wybuchu śmiechu upadł na linoleum wprost pod podhalańskie kapcie pani Krysi. Dojrzał w tedy bibliotekarkę w całym jej majestacie. Pozycja, z której teraz na nią spoglądał, typowa dla egipskiego niewolnika sprawiła, że poczuł respekt i szacunek. "Wstawaj wartko! Do roboty! Będzie się po podłodze walał zimnej i chory będzie potem, i co będzie!". Wstał, a ona wyszła, tak po protu, bez żadnego więcej słowa. Czyżby cisza przed prawdziwą nawałnicą?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz