wtorek, 26 października 2010

Galaktyka Pani Krysi Sezon I, Odcinek VII

"To samo, codziennie to samo" pomyślał spełniając kolejną jakże wysmakowaną prośbę młodej emerytki o klasycznego kanadyjskiego harlequina. Wszystko to samo, ta sama Manitoba, ta sama farma, to samo poszukiwanie samej siebie. Romans tak sztampowy, że aż kalka, na której był powielany podarła się na strzępy. "Niewolnica Eskimosa" rozradowała młodą emerytkę, tego jeszcze nie czytała. Odetchnął z ulgą kiedy w końcu odeszła od bibliotecznej lady, przynajmniej pani Krysi nie było w pobliżu. Zrobiłby sobie chwilkę przerwy, może i on napije się kawy. Nie, niestety nie. Oto zakurzony przestwór biblioteki zaczyna kurczyć się niemiłosiernie. Pierwszy w kolejce stoi chłopaczek, ot poczciwina, entuzjasta kaktusów. "Co teraz sobie wymyślił? Kaktusaria, gwiazdokolczaki czy inne badylaria ech". Student wzdycha, wywraca oczami i czeka, czeka na słowa, tak oczywiste, że wołają o litość, o trochę zaskoczenia. Zonk! Wielki tak, że nawet Chajzer rozdziawił by gębę. "Dzieńdobry", powiedział zupełnie jakby było to jednym słowem. "Artemis Fowl jest?". Pomyślał chwilkę czy ktoś taki pracuje w bibliotece zanim zorientował się, że to tytuł książki, tak zaćmiło go to zaskoczenie, że nie kaktus, że nie leksykon badylariów. "Jest!" Studenta entuzjastyczny krzyk budzi zdziwienie w kolejce. Biegnie za regał, szelest tylko słychać, wraca z nosem ubrudzonym kurzem, wygląda jak kret, ale co tam. Uśmiechem poczciwina podziękował i odszedł zadowolony ze swoim "Artemisem Fowlem", który przez chwilkę stał się pracownikiem biblioteki. Kolejny zadowolony czytelnik, jeszcze tylko 100, a co tam! Da radę!

1 komentarz: