środa, 29 września 2010

Galaktyka pani Krysi Sezon I, Odcinek III

Wzuwając podhalański kapeć na swoją filigranową stopę, Krysia poczuła jak jej ciało przeszywa prąd. Zobaczyła coś, czego nigdy nie powinna zobaczyć. "Historia Powszechna Polski" (UKD 94+943.8](075.3)) znajdowała się na regale przeznaczonym dla działu 3 – NAUKI SPOŁECZNE. PRAWO. ADMINISTRACJA. Gniew niesłychany wzmocnił jej i tak już nieugiętą wolę. Wyczuła w Mocy, że student, ten ślepy głupiec, jak o nim lubiła myśleć znajduje się za regałem działu 9 – ARCHEOLOGIA. PREHISTORIA. GEOGRAFIA. BIOGRAFIE. HISTORIA, udała się tam niezwłocznie. Tylko niezwykły refleks studenta uchronił go przed oberwaniem w głowę nadlatującą "Historia Powszechną Polski". "O co pani chodzi!" wykrzyczał do rozjuszonej bibliotekarki. "Postawiłeś książkę na złym regale!". Student uśmiechnął się szelmowsko pod nosem, podniósł książkę po czym rzekł "Pani Krysiu czas zmienić okulary i zacząć uważniej czytać tytuły książek". Podał jej do ręki książkę, którą uprzednio rzuciła w niego. "Historia Polityczna Polski" książka, którą kilka dni temu Krysia wyjątkowo zakwalifikowała do działu trzeciego z jej tylko wiadomych powodów. Gniewnym spojrzeniem obdarzony przez panią Krysię student wrócił do ręcznego katalogowania nowych książek. Pani Krysia dojrzewała do podjęcia decyzji mającej uprzykrzyć studentowi życie. Nieświadomy niczego chłopak katalogował dalej pilnując usilnie, aby każda strefa opisu książki, która tego wymaga, zakończona była znakiem kropki i kreski. "Czeka Cię zesłanie mój mały zielony przyjacielu", demoniczny uśmiech Krysi zamknął sprawę książki, odeszła obracając się na pięcie i "kropka kreska" pomyślała. Na razie...

niedziela, 26 września 2010

Oka kuszenie

Któż z nas nie poddał się choć raz przemożnej ochocie zakupienia książki, której oprawa przemawiała wprost  "kup mnie, kup mnie"? Kusicielka wabiąca potencjalnego nabywce kolorami, obrazami, przemyślnymi okuciami czy innymi elementami cieszącymi oko. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce... ale na to niby właśnie należy postawić nacisk. Książka to produkt jak każdy inny, żeby się dobrze sprzedawała to poza przymiotami treści musi wyróżniać się ładną okładką (o reszcie szaty graficznej nie wspominam, to temat na inny wpis). Zupełnie jak w przypadku ilustracji książkowej i okładka w jakiś sposób musi korespondować z jej treścią. Przynajmniej powinna się starać. Wyjątkowy przepych książkowej okładki nie zawsze jest źródłem sukcesu. Okładka oszczędna w środkach artystycznego wyrazu też może być i jest piękna. Teraz zaprezentuje kilka okładek, które według mnie są bardzo dobre. Dlaczego tak uważam wyjaśnione będzie pod każdą z nich.
Biografia "Che" Guevary pióra Jeana Cormiera. Okładka bardzo oszczędna, wykorzystująca tylko dwie barwy. W oczy od razu rzucają się wielkie litery układające się w słowo "CHE"- przydomek słynnego rewolucjonisty. Przemawia do mnie prostota formy. Na duży plus składa się także to, że wydawca nie zdecydował się na kolejną okładkę biografii Guevary przyozdobioną jego kultowym zdjęciem autorstwa Alberto Kordy.
"Andy Warhol. Życie i śmierć" biografia mojego idola autorstwa Victora Bockrisa. Przyjemna kolorystka i świetnie wkomponowana fotografia Warhola, który wydaje się spoglądać na czytelnika. W sumie taki biograficzny standardzik, ale i tak wyszło niesztampowo. Szkoda tylko, że to obwoluta. Pod obwolutą znajdziemy coś jeszcze bardziej oszczędnego niż przy biografii Guevary, a mianowicie białe litery na szarym tle.
Mistrz Yoda dzierżący miecz świetlny oraz wielki mieniący się napis STAR WARS zdobią okładkę rzeczy wspaniałej, niestety na polskim rynku niedostępnej. "Star Wars: The Complete Visual Dictionary", kompendium wiedzy o 6 częściach Gwiezdnych Wojen. Niesamowite jest to, że na okładkę tej pokaźnej publikacji trafił właśnie Yoda, a nie jak można by się spodziewać Darth Vader lub jakiś gwiezdnowojenny miszmasz.

Tak robi się to dziś, dawniej nie byłe wcale gorzej. Jako ciekawostkę zamieszczam fotografię rokokowej oprawy z superekslibrisem Stanisława A. Poniatowskiego, Ridolfino Venuti, Giovanni Cristofano Amaduzzi Monumenta Mattheiana, Rzym 1776-1779. Piękna, prawda?
 A to z kolei oprawa modlitewnika z połowy XVIII wieku, należącego do biskupa Andrzeja S. Załuskiego.
Dla każdego coś miłego. Dzisiejsza książka może i nie jest tak kosztownie zdobiona jak kiedyś, ale spowodowane jest to ich ogólną dostępnością. Książka już nie jest luksusem bogatych i wykształconych. Do tematu opraw i zdobnictwa książki będę jeszcze zapewne wracał nie raz.

czwartek, 23 września 2010

Galaktyka pani Krysi Sezon I, Odcinek II

Dla pani Krysi było jasne, że "Wesele" nie może iść na półkę jako pierwsze ze sterty jeszcze nie posegregowanych książek. Tak samo jasne jak podział zbiorów na beletrystykę i nie beletrystykę, wpisywanych na karty biblioteczne odpowiednio czarnym i czerwonym długopisem. Jak podział na Jasną i Ciemną stronę Mocy. Popełniony przez studenta błąd nie został nie zauważonym. Bezszelestnie prześlizgując się pomiędzy regałami, Krysia sunęła w podhalańskich kapciach na przeciw studentowi. Byli na kursie kolizyjnym, mentalnie i fizycznie. "Tak nie wolno! Najpierw trzeba posegregować". Słowa te jakby niezauważone nie zrobiły na studencie wrażenia. "No nie! Trzymajcie mnie, i robi swoje!". Student ogląda się za siebie, rzecze tako "przecie obiekt ten definiowany jako książka znajdzie się na swoim miejscu, bez obaw". Zbyt wiele już tego było dla Krysi. Nie dość, że dnia poprzedniego ominął jedna rubrykę w karcie bibliotecznej to jeszcze zamiar zgubienia "Wesela" wyczuła. "Jak zgubi to będzie szukał", Krysia pomyślawszy to znikła za regałem. Pani Krysia raz zaatakowana zawsze kontratakuje. Student korzystając z tego iż bibliotekarka znikła w przepastnych czeluściach placówki, zaczął się po niej rozglądać, aby rozeznania nabrać. Mina jego zdziwiona mogłaby stać się reklamą najnowszego koreańskiego horroru, kiedy pomiędzy regałami dostrzegł dziwo wielkie. Oto kobieta w białej koszuli, przy stoliku pałaszuje sernik popijając kawę. W bibliotece? Krysia na to pozwoliła, niesłychane! Nie kontestując dłużej zjawiska niezrozumiałego, udał się na drugie śniadanie. Zje w bibliotece. Wyjmuje swoją idealna trójkątną kanapkę z sałatą, serem, szynką, majonezem i pomidorem. Pierwszy gryz i krztusić się zaczyna bo Krysia z diablikami w oczach krzyczy "gdzie z tą kanapką!". "Tam siedzi kobieta" odpowiada student, Krysia na to "co z tego", "a to z tego, że ona sernik zjada i kawusią popija!". Gdyby wzrok mógł zabijać już by nie żył...

poniedziałek, 20 września 2010

Upolowana

Bystre oko, refleks (bynajmniej nie szachisty korespondencyjnego, a raczej modliszki), determinacja, odrobina sprytu oraz wypchany portfel pomogą Ci osiągnąć cel. Wyruszasz na bezkrwawe polowanie. Szczególnie pożądana zwierzyna to książka trudno dostępna. Książka nie mająca innych wydań poza pierwszym, o ograniczonej ilości egzemplarzy. Okazy, najlepiej numerowane i opatrzone autografem autora, które w jakiś sposób wyróżniają się od innych (brakujące strony, odwrotnie wydrukowana czcionka, notatki poprzedniego znamienitego właściciela). Żadne Harry Pottery o milionowych nakładach nie wchodzą w rachubę (poza oczywiście tymi osobiście pobłogosławionymi przez autorkę i noszącymi znamiona wyjątkowości). Kilka dni temu głośno było o wystawionej na aukcje pozycji "Ptaki Ameryki", książki uważanej za najdroższą na świecie (na poprzedniej licytacji sprzedana została za 8,8mln dolarów, uhm, to bardzo dużo jak za książkę co?). Jesteś koneserem, chcesz zdobyć tego jedynego w swoim rodzaju białego kruka. Odwiedzasz antykwariaty, domy aukcyjne, witryny internetowe, kontaktujesz się z prywatnymi kolekcjonerami, a nuż mają podwójne egzemplarze. To oczywiście bardzo ogólny szkic tego co jako bibliofil zaczniesz w pewnym momencie robić. Ochota i apatyt na coraz to rzadsze i cenniejsze eksponaty do Twojej domowej biblioteki pojawia się w miarę rozbudowywania zbiorów oraz pogłębiania wiedzy w tym temacie. Upolowana cenna książka jest świetną lokatą kapitału. Może i nie jest specjalnie przyjemna w obsłudze i brzydko pachnie, ale napawa dumą sam fakt jej posiadania. Zapolować na książkę można też z zupełnie prozaicznego powodu. Albo interesuje Cię jej treść albo forma, a najlepiej to i to. Taka książka wcale nie musi być specjalnie stara ani cenna, sam fakt, że wydawca nie zdecydował się na kolejne wydania już sprawia, że taka pozycja jest trudno dostępna. Posiadanie tego czego nie mają inni poprawia humor. Może to i małe, ale bardzo ludzkie i nic w tym złego. W swoim domowym zbiorze mam taką szczególnie cenną dla mnie samego książkę. Mała rzecz i niespecjalnie stara, ale cieszy niezmiernie fakt jej posiadania. Książka wydana przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich w 1960 roku, więc licząca sobie okrągłe 50 lat(dosłownie bo druk ukończono w sierpniu 1960r). Jak dotąd poprzestano na tym jedynym wydaniu liczącym 4 tysiące egzemplarzy. Pozycja z serii "Książki o Książce" autorstwa Elżbiety Skierkowskiej pod tytułem "Wyspiański artysta książki". Rzecz cudowna dla miłośnika książki i twórczości Wyspiańskiego w jednym. Pewne jest, że równać się nie może z "Ptakami Ameryki" Johna Jamesa Audubona ta skromna książeczka, ale wszystko przede mną, prawda?

piątek, 17 września 2010

Galaktyka pani Krysi Sezon I, Odcinek I

Pani Krysia to kobieta wszechstronna, nie podlega to dyskusji. Z resztą, dyskusja nie wchodzi w rachubę kiedy do gry wchodzi pani Krysia. Kobieta mała i zwinna o włosie przyprószonym siwizną(a może to siwizna jest przyprószona, jej dawnym kolorem włosów w księgach zapisanym jako "czarny"?). Sam Melvil Dewey ze swoją Uniwersalną Klasyfikacją Dziesiętną musiał polec na polu bitwy jakim dla naszej bohaterki stały się regały mieszczące cenne zasoby jej zacnej placówki bibliotecznej. Pani Krysia rządziła niepodzielnie przez wiele lat swoją biblioteką. Stała się ona dla niej tym czym Imperium Galaktyczne było dla Imperatora Palpatinea- bohatera Gwiezdnych Wojen. Dzień w którym zjawił się on, niepozorny student miał stać się dla niej punktem zwrotnym w skali porównywanym do zniszczenia Gwiazdy Śmierci. To w tedy Imperium zachwiało się w posadach, a pani Krysia w swoich miękkich podhalańskich kapciach. Świat już nigdy nie będzie taki sam. Nad jej głową zabłysła żarówka, zupełnie jak w tych japońskich kreskówkach z włoskim dubbingiem. Wyczuła wielkie zakłócenia Mocy, postanowiła działać i przeciągnąć oponenta na Ciemną Stronę. "Uczynię z niego swojego sługę" pomyślała, a w myślach hiperpoprawnie wypowiedziała "ę" twardo akcentując "g". Krysia musiała działać, wiedziała, że rząd dusz, a właściwie ksiąg(będących w jej szponach) może wyślizgnąć się niespostrzeżenie spod jej podhalańskiego pantofla. Księżniczka Leia rzekła z pogardą w stronę Moffa Tarkina "im silniej zaciśniesz szpony, tym więcej układów stracisz". Pani Krysia też oglądała ten film...

wtorek, 14 września 2010

Publikacje kultowe część II: "Carrie" Stephena Kinga

"Byli w jej rękach, w jej mocy. Moc! Cóż to było za słowo!" Oto szara myszka Carrie White. Wyszydzana przez rówieśników córka fanatyczki religijnej. Nastolatka stojąca w obliczu największego upokorzenia. Obdarzona darem telekinezy dziewczyna, wymierzająca okrutną karę swoim prześladowcą. Studium mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki, pierwotnych demonów nakłaniających nas do znęcania się i pastwienia nad osobnikami słabszymi. Obraz zemsty totalnej. Samozagłady umęczonej jednostki, zabójstwa ludzkiego sumienia. "Carrie" Stephena Kinga, przenosi nas w bezwzględny świat młodzieży. Świat, w którym bycie odszczepieńcem niepasującym do ogółu przynosi szereg cierpień fizycznych i psychicznych. King ukazuje młodą dziewczynę, obdarzoną nadprzyrodzoną mocą, która dokonuje ostatecznej zemsty na wszystkich prześladowcach, począwszy od kolegów ze szkoły, kończąc na własnej matce. Z pozoru banalna historia jakich wiele. Kiedy przeczytałem "Carrie" po raz pierwszy byłem pod wielkim wrażeniem. Nie uległo to zmianie po kolejnych powrotach do tej książki, a sięgałem po nią wielokrotnie. Prosty schemat pozwalał domyślać się zakończenia. Kolejne upokorzenia powoli przepełniają kielich goryczy, który w końcu eksploduje. Nie, nie przelewa się, a eksploduje. Cały świat płonie pochłaniając w oczyszczającym ogniu każdego. Opowiadanie fabuły jest zupełnie bezcelowe i mogłoby popsuć Ci, drogi Czytelniku przyjemność czytania "Carrie". Przyjemność odkrywania mrocznych zakamarków psychiki każdego z bohaterów. Może skłoni Cię do refleksji nad własnym postępowaniem. Życie tak, aby nikt nigdy przez Ciebie nie płakał może i nie jest łatwe, ale czy nie warto spróbować. Zastanów się czy kolejna cierpka uwaga pod adresem adwersarza nie spowoduje nieoczekiwanego zwrotu akcji. Nietypowa lekcja empatii uzmysłowić powinna  tym szczególnie lubiącym pastwić się nad słabszymi, że wszystko ma swoje granice. Mało tego przekroczenie tych granic może spowodować, że cała agresja, którą niegdyś szczodrze obdarzyliśmy naszą ofiarę wróci do nas ze zdwojoną siłą. Czy aby na pewno nic nie usprawiedliwiało ludzkiego postępowania? "Carrie" to pozycja obowiązkowa dla każdego fana twórczości Stephena Kinga, ale im tego mówić nie muszę.

piątek, 10 września 2010

Lustrzana biotafla

Nadchodzi taka chwila w życiu, kiedy czas podsumować swoje dotychczasowe osiągnięcia. Czas życiowej buchalterii. Każdy pieprzny szczegół, tajemnice małżeńskiej alkowy, romanse z małymi kobietkami z klasą (lub bez) ubranymi w garsonki od Chanel, teraz wyjdą na światło dzienne. Przekręty, mafijne powiązania, artystyczne inspiracje i perwersyjne pragnienia znajdą ujście. Spisujesz swoje wspomnienia, sekrety w formie autobiografii. Jeśli jesteś wystarczająco sławny to ktoś zrobi to za Ciebie, niestety możesz nie mieć kontroli nad zawartymi w biografii małymi i większymi grzeszkami. Całkowicie stracisz kontrolę nad treścią książki, jeśli ktoś napisze biografię po Twoim zejściu z tego padołu łez. Może to i lepiej? Nie będziesz musiał się wstydzić swojego zamiłowania do damskich ciuchów czy bachicznych orgii. Oszczędzone Ci będzie dorabianie pozytywnego kontekstu do Twoich złych postępków. O popularności biografii i autobiografii decydują zawarte w nich fakty z życia sławnej osoby idola, a także sama jego osobowość. Ludzie chcą czytać jak ich oblubieniec borykał się z nałogami, toksycznymi znajomościami, jak udawało mu się omijać kolejne rzucane pod nogi przez życzliwych kłody. Od jednego kryzysu tożsamości do drugiego. Od poszukiwania siebie do odnalezienia i znowu zagubienia się w alkalicznych oparach absurdu. Kontrowersyjna postać odarta z kontrowersji okazuje się zwykłą zakompleksioną ćpunką, która nie wie co ze sobą zrobić. Tajemnicza aktorka z klasą to w rzeczywistości karierowiczka odwiedzająca co rusz to inne łóżka producentów filmowych i reżyserów. Sławny playboy impotentem, bożyszcze nastolatek gejem. Wyliczać w ten sposób można w nieskończoność. Człowiek jest istotą pełną sprzeczności, biografie doskonale te sprzeczności ukazują. Mistrz Yoda powiedziałby "o interakcjach ludzkich wiedzy źródłem cennym one są". Nie tylko o interakcjach, ale także o tym jak kształtują one ludzką osobowość, często doprowadzając ją w bezdenną, mroczną otchłań. Pamiętaj o tym pnąc się po szczeblach kariery. Nie samymi sukcesami usłane jest życie człowieka. To w jaki sposób wybrniesz z kłopotów powie potencjalnemu czytelnikowi Twojej biografii lub autobiografii jakim człowiekiem jesteś (byłeś). Świadczysz o sobie całym swoim życiem, szczególnie będąc na świeczniku.

wtorek, 7 września 2010

Sennie o senniku

Wstajesz rano, zmięty ni to wypoczęty, ni to zmęczony. Nie chcesz, aby oglądał Cię świat. Rozczochrane włosy przysłaniają Ci muskany promieniami porannego słońca świat. Stajesz przed lustrem z dziwnym wrażeniem, jakbyś oglądał film. Przywołujesz dopiero co stworzone podczas sennej egzystencji obrazy. Wizje i symbole przeplatają się jak nitki w pajęczej sieci podświadomości. Nagły błysk, swobodna myśl podpowiada Ci pomysł. Biegniesz do pokoju, szybko lustrujesz grzbiety książek. Jest! Widzisz go i postanawiasz rozwikłać zagadkę chińskiej torby wypchanej zimowymi, bawełnianymi czapkami i szalikami prosto z Hong Kongu. Przeglądasz karty Wielkiego Sennika. Pośród wielu haseł, często absurdalnych i niedorzecznych interpretacji odnajdujesz to czego szukałeś. Stopień zadowolenia wyznaczy ton przepowiedni. Jeśli będzie dobra i pomyślna podświadomie dążyć będziesz, by wola siły wyższej się wypełniła. Odrzucisz wróżbę, przestrogę jeśli będzie negatywnej treści. No chyba, że wyjątkowo zabobonny z Ciebie czytelnik, zaszyjesz się w domu w obawie, że pogryzie Cie wściekły lis. Sennik jest jak encyklopedia snu. Skarbnica wiedzy minionych pokoleń na temat symboli podsyłanych nam przez podświadomość. Ludzie lubią zaglądać w przyszłość, tłumaczyć symbole objawiające się w ich własnych marzeniach sennych, a senniki im w tym pomagają. Łatwo dostępne przedruki starych wydań senników staropolskich, egipskich, chaldejskich lub ich kompilacje są doskonałym kompendium wiedzy nie tylko na temat symbolicznego znaczenia snów, ale także folkloru i postrzegania świata przez przodków. Dlaczego nie korzystać z wiedzy przechowywanej w sennikach. Kiedy nad Twoje łóżko po raz kolejny nadleci piaskowa wróżka, aby obsypać Ci powieki magicznym proszkiem, zasypiając pamiętaj, że na półce stoi sennik. Spokojnie udaj się w świat niesamowitych imaginacji, zapamiętaj jak najwięcej, aby po przebudzeniu sprawdzić co podpowiada Ci podświadomość. Dobranoc, śpij dobrze.

czwartek, 2 września 2010

Upiory

Człowiek czasami budzi się w środku nocy, przepełniony irracjonalnym lękiem. Drzewa szumią poruszane nagłymi porywami wiatru, podłoga skrzypi, a cienie na ścianie przybierają najróżniejsze, demoniczne kształty. Strach ma wielkie oczy, szczególnie po zmroku. Szklanka wody jednemu wystarcza, inny zaś wstaje z łóżka i zasiada do pisania lub rysowania. Nie dowiemy się nigdy ile książek zrodziło się pod wpływem upiornych sennych wizji. Strach i chęć jego przezwyciężenia lub raczej cyklicznego przezwyciężania, każdej nocy dla wielu autorów książek jest kołem zamachowym ich twórczości. Mówi się, że najlepszym sposobem na uporanie się z prześladującymi nas wizjami, upiorami jest przelanie wszystkiego na papier. Spisanie wszystkiego i zamknięcie całej dręczącej nas bezsennością wizji w jednej opowieści. Miałoby to niejako na celu nabranie dystansu do całej historii. Bo czy jest lepszy sposób na uporanie się z dżinem od zamknięcia go w lampie? Upiory zapieczętowane w kolejnej kasowej powieści. Czytelnik zadowolony świetną publikacją zasiada do czytania, otwiera książkę i uwalnia dżina. Zaczytany, pochłonięty lekturą zaraża się odautorskimi upiorami, które będą mu towarzyszyć, aż do ukończenia lektury. Oczywiście jeśli książka jest naprawdę dobra to jeszcze kilka tygodni później będzie rozpamiętywał jej fabułę. Teraz to on będzie budził się zlany potem, a autor? Autor jest wolny, aż do kolejnej nocy, kiedy obudzi się spocony i przerażony. Wolny do momentu, aż  mroczne wizje nie każą mu zacząć pisać nowej książki. Jego podświadomość będzie mu uporczywie podsyłać makabryczne wizje, podsycane nocnym przebudzeniem, bijącym o szybę deszczem w księżycową noc. Uwolni się od koszmarów zaraz po tym jak postawi ostatnią kropkę, wieńczącą jego dzieło. Może zapali w tedy papierosa i wypije kieliszek szampana jak miał to w zwyczaju Paul Sheldon, bohater "Misery" Stephena Kinga? Kto czytał ten wie, że dla niego koszmar dopiero się zacznie, kiedy los zetknie go z fanką jego powieści. Zupełnie jak w życiu. To co dla mnie jest koszmarem dla Ciebie może być największą przyjemnością. Nawet takie straszydła książkowe jak duchy mniej lub bardziej dosadnie ujawniające swoją obecność, niepokojącym odbiciem w lustrze czy zwykłym skrobaniem o ścianę, są przedmiotem dwubiegunowych reakcji. Od panicznego lęku do perwersyjnej przyjemności. Podobno człowiek lubi się bać. Powieściopisarze z tego korzystają, czytelnicy także. Czerpanie różnorakich korzyści z własnego lęku jest prawdopodobnie najbardziej przewrotną rzeczą z jaką może spotkać się artysta. Nic nie daje takiej przyjemności i satysfakcji jak zadanie porządnego kopniaka lub prztyczka w nos swoim demonom. Złap nocne koszmary za kłaki, potrząśnij nimi, wyduś z nich cały ten lęk, a potem to opisz. Polecam każdemu, a nuż może jeszcze na tym zarobisz.