poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Wrednych kucharek 6

Znam jedną kobietę, której zupy przeszły już do legendy. Przepis (zapewne autorski) wygląda mniej więcej tak: 3 ziemniaki, marchewka, 5 litrów wody, kostka rosołowa, trochę śmietany. Wszystko zagotuj, zakuć śmietaną i gotowe, smacznego! Niesamowita wodziana, która w zależności od koloru i wykończenia przybiera nazwy od rosołu do pomidorowej poprzez krupnik. Kobieta, o której mowa zapewne nie miała nigdy w ręku książki kucharskiej. Skarbnice tysiąca i jednego przepisu, z których czerpią całymi garściami nasze babcie i mamy. Niczym księgi czarnoksięskie przechowywane są w domach od pokoleń. Cenne porady, przepisy do smaku doprawione są urokliwymi przedstawieniami idealnej potrawy. Niczym magiczne ingrediencje, mieszamy naszą zupę według przepisu zgodnie lub w przeciwnym kierunku do ruchu wskazówek zegara tak jak w księdze zapisano. Gotowanie to magia, atrybutem tej magii, książka kucharska. Sięgajmy po nie, wertujmy je, cieszmy się nimi. Księgarnie oferują nam książki kucharskie dotyczące kuchni mniej lub bardziej egzotycznych, ja zachęcam (pewnie jeszcze nie raz będę) poszperajcie w szafach, komodach, zapytajcie babcie o starą wysłużoną książkę kucharską. Jeśli uda wam się jakąś znaleźć to gratuluje. Czas stać się czarodziejem i z niej skorzystać! Przyodziać fartuch, uśmiechnąć się jak Martha Stewart, zgromadzić rzeczone magiczne ingrediencje i brać się do dzieła. Do dzieła wielkiego jak wielkie są książki kucharskie! Korzystajcie z nich chłopcy i dziewczęta, aby nigdy nie przydarzyło się wam jedzenie zupy pomidorowej z liśćmi buraka, abyście zadając pytanie co owe liście robią w pomidorowej nie usłyszeli, że to barszcz ukraiński!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz